Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#84619

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie krótko. O mojej mamie.
Oprócz szeregu licznych hmm... przywar? Dziwactw? przez które zaczynam ją delikatnie posądzać po cichu o lekki przypadek choroby psychicznej, ubzdurała sobie ostatnio że w jej gabinecie źle jej się stuka w klawiaturę - pracuje w domu - więc przeniosła się ze swoim całym biurem na moje zawrotne 8 metrów kwadratowych. Zajmuje to co najmniej pół pokoju, ona siedzi tam przez większość doby, ni chu*a za przeproszeniem prywatności nie mam. O takich luksusach jak przebieranie się w swoim pokoju zamiast łazience powierzchni półotra metra czy spaniu nago, co do tej pory zawsze praktykowałam i w te upały trudno mi inaczej.
Gapi mi się cały czas przez ramię co robię np na komputerze czy telefonie - nasze biurka są ustawione obok siebie - totalnie się nie przejmuje tym że ja obok chociażby się uczę i nawija przez telefon na cały regulator (in4 w sprawach prywatnych), rozkłada na całej podłodze swoje papiery, jej bałagan ogólnie pokrywa przeważnie całą jej część pokoju - słowem ma wyraźnie w dupie że ktokolwiek tu oprócz niej mieszka. Nie mówiąc już nawet o napie*****niu - bo klepaniem tego nazwać nie idzie - w klawiaturę i świeceniu monitorem na 100% jasności (i widać że nawet jej to przeszkadza - oczy mruży itd - więc nwm czy robi to z czystej złośliwości?) do późna w nocy.
Na wszelkie próby dyskusji, rozmowy o całej sytuacji wydziera się że to ja mieszkam u nich, za ich pieniądze, więc mam siedzieć cicho i nie pyskować a najlepiej to dziękować na kolanach że są tacy dobrzy (to nie metafora, autentycznie coś takiego kiedyś od nich usłyszałam).
Ten miesiąc do wakacji - podczas których przez większość czasu nie ma mnie i tak w domu - jakoś wytrzymam, ale jestem pewina że następny rok szkolny z nią w jednym pokoju totalnie mnie wykończy.
Dodam tylko że jestem typem zdecydowanego samotnika, lubię przebywać z ludźmi ogólnie ale powyżej kilku godzin z kimś kogo nie do końca lubię - jak z mamą - to istna mordęga, czuję się po prostu źle z obecnością kogoś tuż obok mnie - w tym wypadku na dodatek z pewnością, że cały dzień z tą osobą będę jeszcze zmuszony spędzić i jutro, i jutro, i jutro.
Nie wiem już sama, może to ja jestem piekielna? Czepiam się o nic, uważam się za nie wiadomo kogo...
A może rodzice faktycznie mają rację i jestem po prostu rozkapryszoną i roszczeniową młodą panną?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 38 (80)
poczekalnia
Przed wyborami działa znowu strona, która umożliwia łatwe porównanie swoich poglądów z deklaracjami komitetów wyborczych. Podesłałem link przyjaciołom i znajomym i się zaczęło.
Kilku z nich (raczej dalszych znajomych) z oburzeniem zarzuciło mi, że kłamię nt. ich poglądów. Zdziwiłem się, bo dawno nie rozmawialiśmy na te tematy, więc przy najbliższym spotkaniu spytałem się o co chodzi.
I okazało się, że moje kłamstwo to wynik, jaki zobaczyli na ww. stronie, bo oni absolutnie nie popierają charakterystycznie ubranego polityka uważanego powszechnie za „oszołoma”. A strona (czyli niby JA) tak pokazuje.
Proszę więc o przedstawienie sprawy po kolei.
A było tak:
* odpowiedzieli zgodnie ze swoimi poglądami na 24 pytania na stronie;
* w podsumowaniu zobaczyli wyniki, czyli zgodność ich odpowiedzi z odpowiedziami komitetów wyborczych na TE SAME PYTANIA;
* są oburzeni, że na 80-95 % pytań odpowiedzieli tak samo jak komitet „oszołoma” (bo oni absolutnie nie zgadzają się z tym panem);
* oni popierają inne partie, dla których zgodność odpowiedzi była w okolicach 30-50% (w przypadku jednego komitetu nie było porównania, gdyż komitet odmówił odpowiedzi);
* i to jest MOJA wina, JA kłamię razem z tą wredną stroną.
Zastanawiam się, czy o wytłumaczenie ich postępowania prosić socjologów, psychologów, czy od razu psychiatrę.

ogłupianie wyborcze

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 67 (105)
poczekalnia
Pracuje sobie na budowie na terenie jednostki wojskowej. Jestem jedyna osobą z firmy, która mieszka w ty samym mieście co ta budowa, cała reszta ludzi zjeżdża z okolicznych i mniej okolicznych wiosek.
Zeszła sobota rano była dla mnie obfitująca we wnioski. Takie z zakresu zarządzania ludźmi...

Primo: jeśli Kierownik Budowy wywoła odpowiednie ciśnienie emocjonalne, to może okazać się, ze szef ekipy pracującej na wysokościach może zechcieć pracować w sobotę o 7, żeby nadgonić. I to się będzie musiał zwlec na 7 na budowę? No ja.
Drugie primo: To że umówią się na 7 nie znaczy, że nie spóźnią się 45 minut.
3) jeśli siedzisz sobie spokojnie i grasz w machjonga sącząc kawę, a tu do budy pakuje ci się Żandarmeria Wojskowa to jest źle
4) żeby szybko zorientować się w sytuacji należy podejść od zawietrznej do stojącej na bramie, awanturującej się grupy robotników
5) trzeba umieć zadawać pytania. Np. na pytanie "czy pan DZISIAJ pił" pracownik opowiada że nie. A ty organoleptycznie stwierdzasz że chyba tak. Należy się spytać "o której pan WCZORAJ skończył pić". No o 4. O 4 rano. Ale to wczoraj pił do czwartej, później się położył i od rana już nie pił. Czyli DZISIAJ nie pił.
6) należy się wściec, bo jak ŻW sprawdzi wszystkich to na każdego jest 500 zł kary na głowę, a na razie sprawdzili tylko dwóch. Lepiej dzielić 1000/5 niż 2500/5. Trzeba wiec zapałać świętym oburzeniem, zrugać ich tak, że ZW zaczyna ich bronić i zapędzić do auta.
7) w tym momencie orientujesz się, ze kierowca też jest wczorajszy. Czy dzisiejszy jak kto woli. Honorowo odwieź ich 30 km pod Piekiełko do Dziury Dolnej, czy skąd oni tam są.
8) Ponieważ nie teleportniesz się z powrotem do Piekiełka, to wracasz ich autem
9) Ponieważ jest to ich jedyne auto, to musisz w poniedziałek po nich pojechać rano i ich przywieźć do pracy, czyli wstajesz 30 minut wcześniej niż normalnie.
Brawo ja.

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (106)
poczekalnia
W jakiej desperacji musi być firma której reklama w tv jest 2 razy w bloku reklamowym?
A że bloki są razem to jest 4 razy w ciągu 20 minut.
Zaczyna być irytujące.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (69)
poczekalnia

#84607

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem ja byłam piekielna.
Wyszłam do sklepu. Nie zawiązałam sznurówek, tylko wcisnęłam je pod stopę do buta, przez co strasznie mnie gniotły. Gdy mijałam swoje auto na parkingu pod blokiem stwierdziłam, że nie wytrzymam kolejnego kroku i oparłam się tyłkiem o maskę swojego auta, żeby poprawić sznurówki. Pan w samochodzie obok zobaczył,że opieram się o auto i zaczęła się krótka wymiana zdań.
[P]an: Dlaczego opiera się Pani o czyjeś auto? Może właściciel sobie tego nie życzy?
[J]a: Właściciel nie ma nic przeciwko.
[P]: Na pewno ma, bo to jego własność. Proszę zabrać tyłek z samochodu.
[J]: Zaraz.
[P]: Bo pójdę po właściciela. (Ciekawe, bo auto stoi pod 10-piętrowym blokiem z 8 klatkami, niech szuka).
[J]: Powodzenia Panu życzę.
Pan trzasnął swoimi drzwiami i chciał iść w stronę bloku, a ja w tym czasie wyjęłam kluczyki, otworzyłam auto i wsiadłam. Wyciągnęłam sobie gumy do żucia i obserwowałam reakcję Pana sąsiada strażnika. A Pan sąsiad strażnik zrobił duże oczy i bez słowa wsiadł z powrotem do swojego auta. Zamknęłam auto i z zawiązanymi poprawnie butami poszłam na zakupy śmiejąc się sama z siebie.

Parking

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 72 (112)
poczekalnia
Jakiś czas temu postanowiłem zrobić porządki na strychu. Podczas sprzątania odkryłem swój stary komputer, który odszedł w zapomnienie, kiedy kupowałem nowy (a było to w 2017 roku). Cały był w kurzu, pajęczynach i jakiś śmieciach. Po znalezieniu całego peceta zabrałem go do garażu, gdzie dokładnie usunąłem kurze, pajęczyny, brud z monitora, a nawet kilka martwych owadów, wymieniłem pastę termoprzewodzącą (zostało mi trochę po budowie nowego kompa) na procesorze i karcie graficznej. Zajęło mi to jakieś 40 minut. Następnie podłączyłem komputer do zasilania – o dziwo zadziałał. Pliki ze starego kompa przesłałem na nowy, a stary komp sformatowałem.

Postanowiłem wystawić komputer na OLX. Cały komplet, czyli monitor 16:9, jednostka centralna, klawiatura, myszka, dobre słuchawki oraz podkładkę pod mysz wystawiłem za 1300 zł. Była to cena jak najbardziej uczciwa za nieco stary, jednak cały czas wydajny i sprawny sprzęt. Pieniądze miałem zamiar dołożyć do oszczędności na nowy telefon, bo w moim poprzednim spuchła bateria, a jej wymiana byłaby nieopłacalna i jeszcze by mi starczyło na parę nowych butów, bo moje były w opłakanym stanie. Nie minęła nawet godzina, a już się odezwała niejaka Roksana z klasycznym pytaniem, czy aktualne. Ja odpowiadam, że tak. I tutaj zaczęła się zabawa, gdyż ta kobieta zaczęła się żalić, że jest samotną matką z sześciorgiem dzieci, pieniądze z alimentów jej nie starczają i czy mógłbym oddać jej ten komputer za darmo, przyjechać do niej (miasto, w którym mieszka jest 120 km ode mnie) i zamontować go, bo jej córka zawsze marzyła o komputerze, a jej nie stać – to napisała tylko z masą błędów ortograficznych i interpunkcyjnych. Byłem nieco oszołomiony tym „wyznaniem”, jednakże napisałem jej, że to niemożliwe zwłaszcza, że znalezienie wydajniejszego sprzętu wraz z potrzebnymi urządzeniami peryferyjnymi za tak niską kwotę jest tak samo możliwe co utopienie ryby. Później dialog wyglądał następująco (gdzie ja to literka „J” a Roksana – „R”) (zachowana oryginalna pisownia)

R: Ale prosze pana moja curka mazyla o takim komputerze dla pana taka kwota to nic a dla moejc urki to spełnienie marzen.
J: Droga Pani, ja nie jestem instytucją charytatywną – chcę tylko sprzedać komputer, a taka cena jest zdecydowanie opłacalna.
R: pan chyba nierozumie mnie – jestem w trudnej sytuacji finansowej prosze mi oddac ten komputer za darmo i przyjehac z nim do mnie uśmiech dziecka jest o wiele wiencej wart niż ten tysionc.
J: Ten komputer i tak jest wart więcej niż 1300 zł, chcę go po prostu szybko sprzedać – mam też swoje wydatki i problemy.

I tutaj pani Roksana wpadła w furię i zaczęła mnie wyzywać okraszając to jakże bogatą łaciną podwórkową w stopniu natywnym. Pisała, że chcę się dorobić kosztem dziecka i że to mój obowiązek jej pomóc oraz że nie mam prawa żądać od niej pieniędzy, jeżeli jest to dla dziecka.

W międzyczasie odezwał się inny zainteresowany, który mieszkał po drugiej stronie miasta, w którym mieszkam i po godzinie już się zjawił po niego. Wszedłem na OLX by zdjąć ogłoszenie, ale moją uwagę przykuła wiadomość od Roksany z pytaniem, czy przemyślałem swoje „naganne” zachowanie i czy zgodzę się na jej warunki. Odpisałem jej, że komputer kupiła inna, życzliwsza osoba, a ona (całą wiadomością pisaną caps lockiem) że ten komputer już był dla niej zarezerwowany, że jestem złym człowiekiem i zgłosi mnie do administracji OLX i już niczego więcej nie sprzedam oraz na policję za oszustwo. Dodała jeszcze, że co ona teraz powie swojej córce, że komputera nie ma, bo jestem chciwy, samolubny i wolałem sprzedać obcemu typowi zamiast jej oddać.
Więcej nie sprzedaję na OLX, za dużo nerwów.

sklepy

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (117)
poczekalnia

#84594

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Dwa tygodnie temu przeprowadziłam się za pracą do jednego z większych miast w kraju.
Zamówiłam z allegro suszarkę do włosów. Paczki do rąk nie dostałam. Za to dostała ją moja sąsiadka. Listonosz wsadził mi w drzwi niewypełnione awizo z napisem ''mieszkanie 8''.
Skarga poszła, ale widziałam że nikt się nią nie przejął.
Dla mnie nie jest ważne czy to suszarka za 100 zł czy biżuteria za 10000 czy cokolwiek innego. Po to jest adres, żeby dostarczyć paczkę. A jak listonosz minął się z powołaniem, to niech zmieni zawód.
Spodziewam się poleconego listu z sądu. Ciekawe czy ten też zostanie wciśnięty sąsiadom.
Nie mam jak być w domu i czekać na listonosza/kuriera, ponieważ wraz z ukochanym pracujemy. Zadaniem przesyłkonosza jest więc zostawić mi awizo z adresem poczty, na której mogę odebrać list czy paczkę osobiście.
Czy to normalne, że w większych miastach listonosze idą tak na łatwiznę? Na wiosce nie miałam tego problemu. Listonosz zawsze podjechał pod bramę mimo, że mieszkaliśmy na odludziu na końcu wsi.

poczta

Skomentuj (38) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 36 (78)
poczekalnia
Poczta Polska. Piekielny temat-rzeka.

Raz w miesiącu wysyłam coś pocztą, zawsze pod ten sam adres (mieszkam 30 km od Warszawy, adres jest w Warszawie). Ponieważ chodzi o rachunek za wykonaną pracę, kiedyś wysyłałem poleconym - ale od jakiegoś czasu wysyłam zwykłym listem: nie jest to super-ważny dokument, jak zginie - zawsze mogę wydrukować i wysłać jeszcze raz, a stanie pół godziny w kolejce do okienka po to, żeby wysłać jeden list, doprowadza mnie do szału.

Kupiłem więc na zapas kopert i znaczków ("nominał a", bez podanej ceny, na zwykły list) - teraz tylko adresuję, naklejam znaczek i wrzucam do skrzynki.

No i wrzuciłem taki właśnie list - tydzień temu. Tylko akurat skończyły mi się zwykłe koperty, więc włożyłem go do koperty A4. No ale przecież to bez różnicy, prawda? Koperta może większa, ale wagi zwykłego listu przecież nie przekracza, zwłaszcza, że w środku jest JEDNA kartka papieru, prawda?

Nieprawda.

Dziś list wylądował z powrotem w mojej skrzynce pocztowej - zwrot, bo niedopłata w wysokości 70 gr.

Pomijam już fakt, że list wrzuciłem do skrzynki przy poczcie TYDZIEŃ TEMU, w czwartek, więc na logikę powinien wrócić najdalej w poniedziałek. Ale dlaczego "niedopłata"?

Idę na pocztę, pytam. A pani w okienku - skądinąd grzeczna i uprzejma - tłumaczy mi, że właśnie bodaj od kwietnia weszły nowe przepisy. I teraz liczy się nie tylko waga listu, ale też jego wymiary. I pokazuje mi specjalną, plastikową ramkę z dwoma wycięciami. Jak się koperta mieści w pierwszym wycięciu - to jest zwykły, najtańszy list. Jak dopiero w drugim - to trzeba dopłacić. Niezależnie od tego, że nadal jest to JEDNA kartka papieru w JEDNEJ, cienkiej kopercie.

Czy poczta informowała o tych zmianach? No nie bardzo - chyba, że ktoś nadaje list w okienku, to się dowie, że musi dopłacić. Czy jak kupuję koperty, to jestem w stanie "na oko" stwierdzić, która pasuje? też nie. To znaczy, jasne - zwykła "mała" koperta wchodzi w "najmniejsze wycięcie". Ale już ciut większe koperty A5 - nie wszystkie. Niektóre wchodzą. A inne minimalnie przekraczają - więc dopłacasz. Mimo, że "na oko" wyglądają tak samo.

Czyli jak kupujesz koperty nie na poczcie, a w supermarkecie czy sklepie papierniczym, to nie masz pewności, jaki znaczek musisz nalepić.

Kto wymyślił taki idiotyzm?! Czy nie można było ustalić, że "podstawowy" znaczek obejmuje np. koperty do wagi X i do rozmiaru A5? Naprawdę, w XXI wieku pani na poczcie przykłada mój list do wycięcia w plastikowej tabliczce i sprawdza, czy się mieści…?

Wziąłem z półki cztery różne rodzaje kopert A5 - czyli TEORETYCZNIE o takich samych rozmiarach. Trzy okazały się "za duże". Czwarta "się mieściła". Kupiłem zatem na zapas trochę tego czwartego rodzaju i modlę się, żeby nie było za zimno - bo jak od temperatury "wzorzec" się skurczy, to znowu list wróci do mnie…

poczta

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 25 (83)
poczekalnia

#84588

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Właśnie przyszedł do mnie pracownik po zaliczkę na poczet przyszłej pensji.
Absurd Alior Banku.
Pożyczka gotówkowa, nieważne na co. Nadpłacona na 5 miesięcy do przodu. Została ostatnia rata.
Kredyt powinien zostać zamknięty zgodnie z umową ostatniego września.
Niestety z przyczyn losowych nie udało mu się zapłacić ostatniej raty na koniec ub. miesiąca.
Przed chwilą dzwonili do niego z windykacji Alior Banku. Że wpiszą go do BIK-u. Bo nie wywiązuje się z umowy.
Przypominam nadpłacone 5 rat.

Jego komentarz - nadpłacisz a mimo to jeszcze kopią cię w dupę.

Alior Bank

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (69)
poczekalnia
Maj. Sezon "komunijny". I u (niektórych) dzieci sezon na "licytacje" - ja dostałem/am lepszy prezent!

Młoda nie jest materialistą, staram się jej wpajać inne wartości niż kult rzeczy i pieniądza, ale jest też dzieckiem i czasem daje się nakręcać na wyliczanki "ja mam lepiej". Od razu w niedzielę poinformowała mnie (chociaż bez szczególnej zazdrości), że Kasia/Basia/Janek/Franek dostali to i to (czytaj - wypasione prezenty). Po wytłumaczeniu, że w Pierwszej Komunii nie prezenty są ważne, zeszłam na poziom "dziecko" i zadałam jej dwa pytania:

- A ty dostałaś to, o czym marzyłaś?

- Tak.

- I jesteś zadowolona ze swoich prezentów?

- Tak, bardzo!

- No to o co chodzi?

Okazało się, że już o nic. Ale nadszedł poniedziałek, Młoda wróciła ze szkoły z informacjami, że Kasia/Basia/Janek/Franek twierdzą, że ich prezenty są lepsze, droższe i Młoda nie ma tego, co oni mają. Może powinnam po raz kolejny wytłumaczyć to, co powyżej. Ale się z lekka zdenerwowałam tą całą "licytacją" i postanowiłam ją uciąć:

- Ale ty dostałaś prezent taki, jakiego żadne dziecko nie dostało. Nikt inny tego nie ma.

-???

- W dodatku sama sobie zrobiłaś ten prezent. Dzień przed komunią zdobyłaś brązowy medal na ogólnopolskich zawodach, czy ktoś ma taki "prezent"?

Do dzisiaj cisza. Jakoś już nie słyszę, co dostali Kasia/Basia/Janek/Franek. Co prawda nie wiem, czy uznali, że jednak nie "przelicytują" Młodej, czy też dla niej jest to już nieważne, ale nie to raczej nie ma znaczenia...

szkoła

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (88)