Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#82921

(PW) ·
| było | Do ulubionych
historia https://piekielni.pl/82906 przypomniała mi inną, sprzed 2 tygodni.

Idąc z pociągu zobaczyłem z moją Lubą przy przystanku rudego kota. Ewidentnie garnął się do ludzi. Myślę sobie - może wychodzący albo komuś uciekł, bo nigdy wcześniej go nie widziałem.

Następnego dnia w drodze do pracy widzę tego samego kota. Tym razem spojrzałem na niego nieco dokładniej - ewidentnie chory i wycieńczony, garnie się do ludzi. Upał jak na Saharze - no nie przeżyje.

Szybki telefon do zaprzyjaźnionych dziewczyn zajmujących się ratowaniem zwierzątek i kot został zabezpieczony. Co się okazało:

- kot był oswojony, garnął się do ludzi. Był strasznie wycieńczony a w pyszczku jakiś ropień.

- po wizycie u weta okazało się, że to nie ropień - ktoś go po prostu kopnął w pyszczek, strzaskał kość tak, że wystawała. Mało tego - kot miał powiększoną śledzionę (albo trzustkę - nie pamiętam już) .

- kot dalej się męczył, miał gorączkę - zaniepokojony wet zrobił dokladniejsze badania: białaczka. Nie taka kocia, ale zwykly nowotwór.

Tak, ktoś wyrzucił umierającego na raka młodego (1.5 roku)zwierzaka z domu - skazując na śmierć w męczarniach. Niestety zapadła decyzja o uśpieniu, ale przynajmniej w ostatnich dniach zwierzak miał opiekę i nie umierał w agonii i upale.

Aha - jeśli chcecie zrobić dobry uczynek i macie gdzie - dajcie jakiemuś zwierzakowi dom tymczasowy :)

ludzie

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (96)
poczekalnia

#82920

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Podczas mojego pobytu w Polsce, poszłam z synem do ortopedy. Syn często płacze w nocy z powodu bólu nóg. Podejrzewałam, że to wzrostowe no ale warto sprawdzić.
Wchodzimy do gabinetu. Pan doktor w ogóle nie zainteresował się w jakiej sprawie przychodzimy, rzucił tylko - rozebrać dziecko i przeszedł do oględzin. Oj czego on tam nie znalazł, nogi koślawe, kolana koślawe, biodra nie takie, jedna noga krótsza itd... Wysłał na prześwietlenie (oczywiście wszystko jest na miejscu za odpowiednią cenę). Wołają z powrotem nas do gabinetu. Diagnoza. W między czasie pada stwierdzenie, że syn na pewno siada z nogami wygiętymi w tył i stąd takie problemy. Mówię, że nigdy tak nie siedział na co doktor "no chciałbym to wiedzieć". Buty ortopedyczne trzeba dziecku zamontować. Koszt 400zł. Już doktorek wypisuje odpowiednie recepty, wszystko da się załatwić na miejscu, da się je zrobić bez problemu, czas oczekiwania około 2 tyg. No ale panie doktorze my nie mieszkamy w Polsce, za 2 dni już nas tu nie będzie. Nic nie szkodzi, babcia lub dziadek odbiorą buty (z zaświatów pewnie) i wyślą choćby na księżyc. Wyszliśmy z gabinetu, podeszliśmy do biurka pani rejestratorki żeby zapłacić za wizytę. Podpytujemy jeszcze o te buty. Babki w rejestracji mówią, że tak że koniecznie u nich zamówić, najlepsze robią bo gdzie indziej to badziewie. Mamy 3 miesiące na decyzję.
Butów nie kupiliśmy.
Zapisałam synka do pediatry. Najlepszego jakiego znam w moim mieście (20 lat temu leczył moje starsze dzieci) doktor spojrzał na prześwietlenia, obejrzał syna, podumał chwilkę. Wkładkę spinującą kazał kupić (30zł) powiedział, że syn troszkę koślawo nogę stawia a takimi butami to krzywdę mogłabym mu zrobić. A bóle nóg, no rzeczywiście wzrostowe tak to bywa u czterolatków.
Wkładkę kupiłam, syn chodzi prosto.

diagnozy specjalistów

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (84)
poczekalnia

#82919

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ciąg dalszy historii https://piekielni.pl/82861.

Złożyłam wczoraj wypowiedzenie. Szefowa strzeliła focha - nie rozmawia ze mną, nie odbiera telefonów. Starsi stażem pracownicy twierdzą, że to dlatego że ona lubi wręczać wypowiedzenia - podobno popełniłam straszliwe faux pas.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (119)
poczekalnia

#82918

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Piekielna Szefowa mi się przypomniała...

Historia działa się ze 4-5 lat temu. Szczęśliwa jak prosię w deszcz, że udało mi się znaleźć pracę pn-pt od 8.00 do 16.00 (czyli Młoda w przedszkolu od 7.00 do 17.00... no ale zaopiekowana, a ja MAM PRACĘ!) nie zwracałam uwagi na mnóstwo niedogodności, nieprawidłowości, jak i na wredny charakterek szefowej. A tak na marginesie, nie wiecie przypadkiem, czemu pracodawcy nie chcą zatrudniać kobiet "z przychówkiem" w wieku żłobkowym/wczesnoprzedszkolnym? Tak tylko pytam...

Prawie równocześnie ze mną u Piekielnej Szefowej zatrudniła się Kasia. Kasia była szczęśliwą mężatką i "posiadaczką" dziecka płci żeńskiej w przedziale wiekowym 8-10 lat (wybaczcie, teraz już nie pamiętam dokładnie). I któregoś dnia zadzwoniono do niej ze szkoły, że córka chora, ma gorączkę, dreszcze, czy przyjedzie ją odebrać? No nie, nie przyjedzie, ale szkoła bliziutko od domu, niech córka idzie, a ona pomyśli. Po upewnieniu się (telefonicznym), że córka dotarła bezpiecznie do domu, z dużą obawą udała się do szefowej poprosić, czy mogłaby wyjść z pracy 2 godziny wcześniej, żeby iść z dzieckiem do lekarza. Wróciła bardzo szybko z nieszczególną miną, ale to nie koniec...

Nasza Piekielna Szefowa miała "przeuroczy" zwyczaj - kiedy szło się do niej do biura z jakąś sprawą/prośbą, najczęściej odpowiedź była krótka i negatywna. Po czym przychodziła do nas, na stanowiska pracy (telemarketing) i przy wszystkich długo i obrazowo wyjaśniała DLACZEGO NIE, mieszając z błotem, wyśmiewając itp. Tak też było i teraz. Kasia usłyszała, że:

- Szefowa ma już dość takich pracowników, co to by chcieli więcej wolnego, niż pracy (no sorry, Kasia nie pracowała zbyt długo, ale to była jej PIERWSZA prośba o jakiekolwiek wolne - przypominam, dwie godziny!).

- A mąż to nie może iść z dzieckiem do lekarza? (był w delegacji na drugim końcu Polski).

- "Dziecko ma gorączkę? To polopiryna i pod kołdrę!"

W tym momencie nie wytrzymałam. Szybciej, niż pomyślałam, wypaliłam:

- Można jeszcze na trzy zdrowaśki do pieca.

Piekielnej Szefowej urwał się słowotok. Poczerwieniała, potoczyła wokół groźnym spojrzeniem - większość pracowników usiłowała udawać, że wcale się nie śmieją... Wydała z siebie jakieś obrażone prychnięcie i potuptała do biura, na odchodne rzucając do Kasi przez ramię:

- Niech pani idzie! Ale ja te dwie godziny pani odliczę!!!

I do dzisiaj męczy mnie pytanie - co i z czego ona jej chciała odliczać? Pracowałyśmy na umowę o dzieło, z wynagrodzeniem prowizyjnym, czyli "ile sprzedasz, tyle masz".

Tę niewątpliwie atrakcyjną i rozwojową pracę rzuciłam niedługo później, jak tylko znalazłam coś bardziej normalnego.

call_center

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (113)
poczekalnia
Od wielu lat tylko czytam Wasze historie, chociaż piekielnych ludzi spotykam przynajmniej raz w tygodniu. W końcu odważyłam się o czymś opowiedzieć i trafiło akurat na piekielną sprzedającą z portalu Olx.
Jakiś czas temu zepsuł mi się zamek w torebce, jako że trochę czasu już miała, postanowiłam nie naprawiać tylko od razu rozejrzeć się za nowszą. Wymagania mam spore, bardzo ważny jest dla mnie układ i ilość kieszeni w środku, długość paska itd. Miałam w tym czasie sporo wydatków wiec rozglądałam się głównie na Allegro i Olx, coby trochę mniej wydać. W poszukiwania aktywnie włączył się moj chłopak, no i znalazł. Terebka idealna dla moich potrzeb. Koszt ponad 300 zł. Piszemy wiec i umawiamy się na odbiór. Wszystko wyglądało fajnie. Pani odpowiadała szybko i wydawała się sympatyczna. W ogłoszeniach miała jeszcze ofertę korepetycji ze wszystkimi swoimi danymi i zdjęciem. Umówiliśmy się w Poznaniu na Półwiejskiej, wymieniliśmy się numerami telefonów i miała napisac jak skończy pracę i podejdzie w umówione miejsce. Do tej pory wszystko super, usiedliśmy na pizzy i czekamy. Po ponad godzinie od umówionego czasu spotkania, wiadomosc, że problem w pracy, musi zostać dłużej. No dobrze, nam się nie spieszy. Czekaliśmy do 23,30 chociaż byliśmy już pewni, że trochę za późno żeby się pojawiła. Żadnej więcej informacji, telefon wyłączony. Trudno. Rano znaleźliśmy inne ogłoszenie, i już jechaliśmy odebrać, kiedy dostalismy wiadomosc od Pani ktora nas olała poprzedniego dnia. Wytłumaczyła się i obiecała zjawić się w umówionym wcześniej miejscu, tego dnia o konkretnej godzinie. Daliśmy druga szanse, naprawdę urzekła nas ta torebka :D każdemu może coś wypaść. Stawiamy się piec minut wcześniej i czekamy, po pół godzinie, zaczynamy pisac SMS-y, potem dzwonic. Zero kontaktu. Sporo później wkurzyliamy się i poszliśmy.
Domyslismy się, że całe ogłoszenie było tylko po to żeby zmarnować czyjś czas.
Kilka dni później za namowa znajomych napisaliśmy do niej raz jeszcze. Znowu miła i chętna na sprzedaż. Podaliśmy godzinę oraz miejsce. Nie poszliśmy, mieliśmy nadzieje, że tym razem się stawi i poczeka tak jak my ostatnio. Tym razem podobno wysłała siostrę. Pół godziny po umówionym spotkaniu wiadomość „odebrał pan torebkę?”. Chłopak trochę skłamał, odpisał, że nie mógł się dodzwonić na numer jej siostry. Odpowiedz dokładna „właśnie, wiem jakiś czas temu wróciła do domu z torebką a telefon jej się rozładował” Wtedy mogliśmy być pewni, że znowu próbuje nas zrobić w konia. Po 1 skoro jej siostra niby wróciła z torebką to po co miałaby pytać czy odebraliśmy? Chyba byłoby logiczne, że nie. Po 2 po jakimś czasie dowiedzieliśmy się, że nasza koleżanka dokładnie o godzinie w której mieliśmy się spotkać, pisała do sprzedającej i dowiedziała się, że torebka dostępna i nie ma na nią żadnych chętnych.
Ktoś mi wytłumaczy po jaką cholerę tak marnować czyjś czas? Dla zabawy? Żeby się pośmiać ze znajomymi? Jeszcze w momencie kiedy ma się w innym ogłoszeniu wszystkie swoje dane? Myśle, że nikt nie chciałby korzystać z korepetytorki która tak traktuje klientów. Brak mi słów. Czasami sprawdzam jej konto. Dwa miesiące po akcji, ogłoszenie o sprzedaży torebki nadal stoi i ma się dobrze.

sklepy_internetowe

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (96)
poczekalnia

#82916

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Rynek pracownika, tjaa...

W czerwcu intensywnie poszukiwałam pracy, głównie na produkcji, bo w tym mam spore doświadczenie. Na terenie Wrocławia. Znalazłam ofertę: https://www.olx.pl/oferta/pracownik-produkcji-wroclaw-fabryczna-CID4-IDs4fFP.html#7feb0b6738 gdzie jak byk jest napisane "atrakcyjne wynagrodzenie + premie specjalne". Wysłałam CV i czekam na ewentualny telefon ze szczegółami. Oczywiście w międzyczasie wysyłałam CV również na inne oferty pracy, więc gdy zadzwoniła do mnie pani z tego ogłoszenia nie od razu skojarzyłam, że to o tę ofertę chodzi. Powiedziała mi o warunkach pracy, stawce(o tym za chwilę, to będzie HIT!) i lokalizacji firmy. Powiedziałam, że oddzwonię, bo muszę sprawdzić dojazdy, czy będę miała na wszystkie zmiany itd. Gdy się rozłączyłam zaczęłam kojarzyć, że to chodzi o tę wyżej wymienioną ofertę, ale podejrzanie brzmiała atrakcyjność stawki. Zadzwoniłam żeby się upewnić, pytam się, czy to z takiego a takiego ogłoszenia, pani potwierdza. Proszę o powtórzenie stawki i UWAGA, teraz zapowiadany hit: 14 złotych za godzinę BRUTTO!!! Nosz ku... To ma być wg pracodawcy ATRAKCYJNE wynagrodzenie? Mówię pani, że przepraszam bardzo, ale w ogłoszeniu było napisane, że oferują atrakcyjne wynagrodzenie, a nie ciut! powyżej minimalnej krajowej(dla przypomnienia minimalne wynagrodzenie za godzinę to 13,70 brutto), na co ta, no ale są jeszcze dodatki... mówię, że właśnie atrakcyjne wynagrodzenie plus dodatki,(które nie są stałe tylko zależą od różnych czynników typu frekwencja, wydajność, widzimisie przełożonego itd.) więc dziękuję bardzo za taką atrakcyjną ofertę pracy, pani tylko powiedziała że w takim razie usuwa mnie ze swojej bazy kandydatów i się rozłączyła. Aha.
Przechodząc do meritum, uważam, że kwestia pisania ogłoszeń o pracę powinna być uregulowana prawnie pod kątem tego jakie informacje powinny być w nich zamieszczone (typu lokalizacja firmy, jej nazwa, widełki płacowe na danym stanowisku, rodzaj umowy, no najważniejsze dane, które myślę interesują dosłownie każdego kto poszukuje pracy), bo to co się obecnie wyrabia to są jakieś kpiny z osób szukających pracy, strata ich czasu i nerwów.
Także tak, ponoc teraz mamy rynek pracownika... tja, ktoś mi powie, gdzie zgłosić kandydata na dowcip roku?

Edit: Widzę że nie wszyscy ogarnęli kwintesencje mojego wpisu, która polega na tym co wg pracodawcy jest atrakcyjnym wynagrodzeniem, sorry ale 14 zł brutto dla nikogo nie jest atrakcyjne, nawet Ukraińcy w mojej poprzedniej firmie mieli większe wynagrodzenie bez żadnych kwalifikacji, a przy pracy na 3 zmiany, fizycznej to to jest kpina a nie atrakcyjne wynagrodzenie. Głównie chodzi mi o to, że ogłoszeniodawcy mogliby sobie darować wpisywanie takich sformułowań jak "atrakcyjne/konkurencyjne wynagrodzenie" itp. Nieważne jaka branża i rodzaj pracy. Bo to jest wg mnie brak szacunku dla czasu i nerwów(które i bez tego są) ludzi szukających pracy.

Wrocław praca oferty pracy

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 55 (79)
poczekalnia

#82913

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio przez pewien czas przebywałem na ogródkach działkowych. Przywiozłem kilka rzeczy, które musiałem przenieść w kilku kursach. Akurat, jak szedłem z czymś cięższym widzę, że w moją stronę leci mały pies. Zaczął do mnie doskakiwać warczeć itp. Żeby mnie nie dziabnął, zacząłem machać nogą, żeby sobie odszedł. Po chwili zobaczyłem właścicielkę i poprosiłem żeby go zabrała. Zrobiła to dość szybko, ale jej koleżanka (K) zaczęła na mnie krzyczeć:

- (K) Jak można być tak niewychowanym żeby do psa z nogą
- (tu się trochę zdenerwowałem bo nie dość że łamią przepisy to jeszcze do mnie się przyczepiły) A co miałem dać się ugryźć?
- (K) Ale on nie gryzie
- A skąd ja mogę wiedzieć czy gryzie czy nie. Jak się ma agresywnego psa to na smyczy się z nim chodzi.
- (K) No nie gówniarz będzie mnie pouczał (tu padło parę epitetów)
- Jak się paniom coś nie podoba to mogę wezwać policję i zobaczymy co oni będą mieli do powiedzenia na ten temat.

Tutaj właścicielka psa, odciągnęła koleżankę i na odchodne usłyszałem, jak któraś powiedziała: no nienormalny gówniarz 30 lat mam tu działkę i będzie mnie policją straszyć (szkoda że przez 30 lat nie przeczytała regulaminu tego ROD w którym wprost jest napisane, że nie wolno wyprowadzać psów bez smyczy i kagańca.

Później wieczorem też je spotkałem z mężami to pani stwierdziła, że „to ten co psy kopie” (zaznaczam że nawet go nie dotknąłem) XD

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (101)
poczekalnia

#82906

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o przedmiotowym traktowaniu zwierząt. Wakacje trwają w najlepsze i jak co roku możemy usłyszeć masę historii o porzucaniu naszych puchatych pupili. To na prawdę przerażające jak wielu ludzi uważa że zwierzęta są głupie, nic nie czują i można je wyrzucić, gdy się znudzą, albo zaczną zawadzać.
Mieszkam na obrzeżach małego miasta. Miasta posiadającego schronisko dla zwierząt. Może nie jest ono jakieś super, ale zwierzęta mają tam zapewniony suchy kąt i coś do jedzenia.
Mimo to niektórzy ludzie dalej wolą komuś podrzucić niechcianego zwierzaka. Bo przecież łatwiej wrzucić komuś za płot małego kociaka i pozbyć się problemu, niż samemu się nim zająć, prawda?
Kota znalazłam rano. Burza, pada, grzmi a miedzy tym da się usłyszeć rozpaczliwe miauczenie. Z małą pomocą mojej rodzicielki, futrzak został złapany, wysuszony i nakarmiony, oraz umieszczony w bezpiecznym miejscu, tak by nie miał kontaktu z pozostałymi kocimi rezydentami.
Zanim ktoś napisze, że zostawiła mi go pod drzwiami jego kocia matka. Mam w domu dwa koty, oba maja już swoje lata, ale nadal trzymają się dobrze i tworzą zgrany duet dobrze broniący swoich włości, nie ma więc mowy by kocia mama wybrała mój ogród na swój tymczasowy dom. Druga sprawa, kotek został umieszczony w pomieszczeniu nad miejscem gdzie został znaleziony i przez cały dzień głośno obwieszczał swoją obecność przy otwartym na oścież oknie. Miałam kiedyś małe koty i wiem, że gdy matka zostawi gdzieś młode niedługo potem po nie wraca, a gdy nie może ich znaleźć miauczy równie głośno co one. Po prostu chodzi i nawołuje do skutku.
Już na pierwszy rzut oka mogłam zauważyć, ze z kotem jest coś nie tak. Zdecydowanie za chudy, miał problemy z zachowaniem równowagi, zwaliłam to jednak na to, że pewnie od jakiegoś czasu nie jadł. Mimo, że jest wystarczająco duży by przyjmować stały pokarm nie chciał nic zjeść, ani wypić. Została podjęta decyzja o podaniu mu specjalnego mleka dla małych kotów w strzykawce, oraz o zawiezieniu w poniedziałek do weta. W międzyczasie zwierzak postanowił się załatwić i cóż krótko mówiąc nieźle się upaprał. No nic, kot brudny to trzeba go umyć, dorosła jestem, zwierzaka przyniosłam to teraz wypada się nim zająć. Kot do łazienki i zabieram się do roboty.
[Teraz uwaga bo będzie obrzydliwie, osoby o słabszych żołądkach proszę o ominięcie akapitu]
Gdy przyniosłam kota do domu został pobieżnie obejrzany. Był w miarę czysty, nie miał pcheł czy kleszczy i poza trochę skołtuniona sierścią na brzuchu i niską wagą, wydawał się w miarę zadbany. W trakcie mycia okazało się jednak, że to tylko pozory.Pod skołtuniona sierścią kotek miał ranę, oraz stadko pasących się na niej larw. Naprawdę nie mam pojęcia kim trzeba być by doprowadzić zwierzaka do takiego stanu, bo takie coś nie robi się z dnia na dzień.
Szybka decyzja usuwamy to co możemy, tak by nie zrobić mu krzywdy, suszymy, żeby się nie wyziębił i dzwonimy do weta. I tu pierwszy problem. Godzina późna, sobota wszystko pozamykane, ale jest! Numer alarmowy, opisany jako całodobowy więc dzwonie. Opisuje sytuację, odpowiadam na pytania, jestem mile zaskoczona, nie zostałam po prostu zbyta. Niestety osoba w słuchawce informuje mnie że mimo iż z mojego opisu wynika, że to ciężki przypadek, oni obecnie nie są w stanie pomóc i żebym dzwoniła na straż miejską, bo oni maja podpisane umowy i maja obowiązek takiego podrzutka zabrać i zawieźć w odpowiednie miejsce. No nic, podziękowałam, rozłączam się i szukam w internecie odpowiedniego numeru. W między czasie moja mama dzwoni do znajomego weterynarza próbując dowiedzieć się co jeszcze możemy zrobić. No nic nie możemy zrobić. Dzwonimy na straż miejską, a tam dostajemy informacje, ze tak oni mają obowiązek, tak oni maja podpisane umowy, ale weterynarz o tej godzinie nie odbiera telefonu. Człowiek który ma płacone pieniądze za to, by przyjmować ciężko chore zwierzęta o każdej porze dnia czy nocy nie odbiera bo jest późno. I to nie tak, że to jakiś odosobniony przypadek braku komunikacji. Dyspozytor już na wstępie powiedział, że on może spróbować, ale żebyśmy się nie nastawiały, bo raczej o tej porze nie odbierze nikt. I teraz się pytam co miałabym zrobić, gdyby ten zwierzak został na przykład potrącony, miał połamane kości czy cokolwiek innego sprawiającego okropny ból i zagrażającego jego życiu. Czy to zwierze nie powinno mieć chociażby prawa do szybszej i bezbolesnej śmierci? Zdaje sobie sprawę, ze nie każdego zwierzaka można uratować, ale czy miałabym go skazać na konanie w męczarniach przez bliżej nieokreślony czas, czy może sama powinnam mu skrócić cierpienia w miej humanitarny sposób? I to tylko dlatego, że komuś nie chce się pracować bo jest późno, a to tylko głupi zwierzak? Jak dla mnie tacy weterynarze powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności prawnej za niewywiązywanie się z podpisanych umów. Bo jeśli mu się nie chce pracować o tej godzinie to proszę bardzo, nie musi, a na pewno znajdzie się inny który podejdzie do swojej pracy poważnie.
A co do tych którzy porzucają zwierzęta, na prawdę nie wiem co macie w głowach, ale coraz bardziej skłaniam się ku temu by wprowadzić jakieś testy psychologiczne przed adopcją/ kupnem pupila.

Co do kota, jestem pewna, że przebywał wcześniej u kogoś w domu. jak wspomniałam był w miarę czysty, nie miał pcheł ani kleszczy i co najważniejsze, ktoś nauczył go korzystać z kuwety.

I na koniec mały apel do obrońców zwierząt, o których ostatnio tak głośno. Wiem, że zapewne posypią si za to minusy, ale proszę was, zamiast toczyć wielką batalie z hodowcami zwierząt futerkowych, zajmijcie się bliższymi nam problemami, jak uświadamianie ludzi o konieczności sterylizacji zwierzaków. Nie tylko samic, ale i samców. Kampaniami informacyjnymi, adopcjami i domami tymczasowymi.

ludzka_głupota zwierzaki

Skomentuj (48) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (81)
poczekalnia

#82909

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ciąg dalszy historii https://piekielni.pl/82824 o agresywnym pitbullu. Pies został oddany właścicielom, a postępowanie umorzone. Uznano brak przesłanek o zagrożeniu zdrowia i życia. Agresywne zwierzę zagryza innego psa, rani kobietę i atakuje weterynarza, ale nie, nie ma powodu do obaw. Widocznie władze potrzebują kolejnej tragedii, żeby jednak dostrzec zagrożenie. W poprzedniej historii były linki do artykułu i filmu, które pokazywały zdarzenie. Zostały one usunięte prze moderatorów pod zarzutem reklamowania konkretnych stron. Jaka kurde reklama? Podanie źródła informacji, żeby nie trzeba było opisywać długiej historii i można było w pełni oddać piekielnosc sytuacji, a reklama, to dwie zupełnie inne kwestie.

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (99)
poczekalnia

#82907

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Moja mama pracuje na stacji paliw.

Nie potrafi zliczyć, ile zwierzaków od końca czerwca ludzie wyrzucili przy stacji na drogę. Z innymi pracownikami starają się zabierać je z ulicy. Czasem znalezione porzucone zwierzęta przynoszą im klienci. Czasem któryś z klientów akurat szuka psa/kota, czasem nie szuka, ale i tak przygarnia, czasem zostaje schronisko.

A czasem ludzie wyrzucają zwierzęta z rozpędzonego samochodu, kiedy jedzie za nimi mnóstwo innych, rozpędzonych pojazdów różnej wielkości.
I wtedy zwierzęta nie mają już tyle szczęścia.

zwierzęta

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 102 (110)