Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia
Mam konto w banku PKO BP w oddziale Inteligo. Do tej pory korzystałem z karty kodów do autoryzacji moich zleceń bankowych, dostałem informację że mam ostatni kod na tej karcie przez co nie mogę wykonać przelewu, postanowiłem że aktywuję autoryzację poprzez aplikację IKO.

Wyszukałem gdzie to należy zrobić i użyłem ostatniego kodu do dodania telefonu jako narzędzie autoryzacyjne. Chciałem znowu zrobić przelew lecz dostałem informację że to się nie uda bo nie mam kodów.

Zastanawiam się o co chodzi i doszedłem do informacji że formę uwierzytelnienia przez telefon trzeba jeszcze włączyć. To natomiast wymaga kolejnego kodu z karty kodów (ostatni wykorzystałem wcześniej).

Wybrałem się do placówki banku PKO BP natomiast ona nie obsługuje Inteligo, tylko i wyłącznie przez internet/telefonicznie.

Dzwonię więc do pani w infolinii i pytam czy mogę aktywować usługę uwierzytelnienia przez telefon. Pani odpowiada że nie mogę bo nie. Pytam również czy mogę zamówić u niej nową kartę kodów na co otrzymuję odpowiedź "proszę zamówić kartę kodów przez internet". No dobra, wracam do domu, siadam do komputera i zamawiam nową kartę kodów.

Żeby nie było tak łatwo to żeby zamówić nową kartę kodów muszę użyć kodu ze starej karty kodów (który wykorzystałem wcześniej).
Teraz muszę ponownie dzwonić na infolinię żeby zamówić kartę kodów z której wykorzystam dwa kody. Jeden do aktywacji samej karty kodów a drugi do uruchomienia uwierzytelnienia poprzez aplikację na telefon. Wtedy tą kartę mogę wyrzucić.

Ja rozumiem że bezpieczeństwo w bankach jest bardzo istotne ale po co muszę używać dwóch kodów do dodania oraz aktywacji telefonu jako urządzenia uwierzytelniającego? Dlaczego strona pozwala na użycie ostatniego kodu na dodanie metody weryfikacji która i tak później wymaga kolejnego kodu do uruchomienia tej metody weryfikacji. W końcu czemu pani w infolinii nie powiedziała że mogę u niej zamówić nową kartę bo i tak nie zrobię tego przez internet bez dostępnych kodów. Sama strona odsyła mnie na infolinię po nową kartę.

Zanim dostanę kartę kodów wszystkie przelewy muszę robić przez telefon.

banki pko infolinia

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (67)
poczekalnia
Kontynuacja historii https://piekielni.pl/84553

W skrócie, jeśli komuś nie chce się czytać: InPost, bez pytania mnie o zgodę, przekierował mi dwie paczki do innego paczkomatu, niż zawsze zamawiam, w dodatku do takiego, który jest daleko ode mnie i zupełnie nie po drodze do niczego, mimo że obok mnie są trzy inne paczkomaty bliżej.

Swoją historię skończyłam na tym, że zadzwoniłam na infolinię z prośbą, by przenieśli mi moje paczki do właściwego paczkomatu i czekałam na reakcję...

Pierwszy telefon wykonałam w piątek rano. Co jakiś czas sprawdzałam status przesyłek, ale nic się nie zmieniało. W sobotę wieczorem uznałam, że zadzwonię ponownie.

Pani na infolinii sprawdziła status paczek i powiedziała mi, że kurier dodał w systemie komentarz, że paczka nie może być umieszczona na Piekielnej 300, ponieważ ten paczkomat jest niesprawny. Ja w odpowiedzi poinformowałam panią, że nie jest to możliwe - tego dnia, kilka godzin wcześniej, narzeczony odbierał z tego paczkomatu swoją paczkę, ja odbierałam inne swoje kilka dni wcześniej. Pani znów sprawdziła coś w systemie i okazało się, że mój paczkomat widnieje jako "w większości sprawny". Rozumiem to w taki sposób, że może kilka "szuflad" jest niesprawnych, ale nie usprawiedliwia to w ogóle przekierowania paczki bez mojej zgody (jeżeli wszystkie sprawne "szuflady" były zajęte to naprawdę mogli mi tę paczkę wrzucić dzień lub dwa później). A już na pewno nie usprawiedliwia pisania, że cały paczkomat jest uszkodzony...

Poza tym w systemie figurowała też informacja, że kurier próbował się ze mną skontaktować, a ja nie odbierałam telefonu. Faktycznie - dzień wcześniej, po południu, dzwonił do mnie raz nieznany numer. Byłam wtedy w pracy, w dodatku podczas spotkania i nijak nie mogłam odebrać. Uznałam, że jeśli byłoby to coś ważnego to osoba próbowałaby się skontaktować ponownie, głupia ja.

W każdym razie pani z infolinii wysłała kolejne prośby o przeniesienie paczek i znów czekałam. Mimo drugiego telefonu dostałam jednak najpierw informację, że paczki czekają na Anielskiej jeszcze przez 12h, po czym zostaną przeniesione do lokalnego oddziału InPost, który znajduje się po drugiej stronie miasta, a następnie informację, że paczki tam trafiły...

W poniedziałek zadzwoniłam po raz kolejny. Wg informacji w systemie kurier próbował znów do mnie dzwonić i się ze mną kontaktować - zwykłe kłamstwo, po tym jednym telefonie w piątek nie miałam żadnych innych telefonów od nieznanych numerów. Pani znów wystawiła prośbę, by paczki zostały przeniesione na Piekielną 300...

We wtorek pierwszy sukces - ale tylko połowiczny. Jedna z paczek zmieniła status na "Przekazano do doręczenia"! Już się ucieszyłam, po czym sprawdziłam status drugiej paczki i z nią dalej nic nie ruszyło. Dzisiaj pierwsza paczka ma dalej status "Przekazano do doręczenia", ale mam nadzieję, że to koniec jej historii i że trafi jak najszybciej na Piekielną 300. Niestety w sprawie drugiej paczki musiałam kolejny raz dzwonić do InPostu - ponoć w systemie widnieje już informacja, że paczka ZOSTANIE przeniesiona i miało to się stać wczoraj, ale się nie stało, więc pani na infolinii wystawiła ponaglenie...

Mam nadzieję, że na tym się skończy i nie będę zmuszona wstawiać tutaj kolejnej historii pt. "dalej czekam i nic". Najgorsze jest to, że w czwartek wieczorem razem z narzeczonym wyjeżdżamy na trochę. Jeśli paczki nie trafią na Piekielną 300 do tego czasu to będę miała kolejne problemy z odbiorem. Dzięki, InPost...

Aha, już miałam kliknąć na "Dodaj", ale przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz: Po dodaniu poprzedniej historii napisałam jeszcze pytanie przez formularz kontaktowy do InPostu, czemu moje paczki zawsze próbują być przekierowywane na Anielską a nie do któregoś z bliższych paczkomatów? Ktoś chyba nawet nie przeczytał całego pytania ze zrozumieniem, albo po prostu wklejał jakąś stałą formułkę, bo odpowiedź brzmiała tak:

"W otrzymanej wiadomości mogą Klienci jedynie zgodzić się na przekierowanie.
Nie ma opcji wyboru, gdzie przesyłka może zostać przekierowana. Taką decyzję podejmuje lokalny oddział, na podstawie aktualnego obłożenia pobliskich paczkomatów i punktów."

InPost

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 19 (45)
poczekalnia

#84577

~Krezusi ·
| było | Do ulubionych
Piekielność polskich "socjali" po raz milionowy.

Urodziło nam się dziecko, pierwsze. Państwo polskie jest wspaniałe i wspiera rozmnażanie się obywateli tak by polska była silna i w ogóle.

Niestety nie - otóż wszelkie 500+, becikowe i inne dodatki nam się nie należą ponieważ nie mieścimy się w widełkach finansowych. W świetle polskiego prawa jesteśmy "krezusami" dla których jedyne co się należy to wyższa skala podatkowa (a według Karyn to w ogóle powinniśmy oddać wszystko co mamy na ich chore córki i Brajanki, bo one nie mają a im się należy).

Żłobka pewnie też nie dostaniemy - bo nie tworzymy rozbitej rodziny ani nie mamy miliona zasiłków i zapomóg. Za to pracujemy oboje i będziemy musieli zatrudnić opiekunkę lub kłopotać dziadków. No bo przecież to oczywiste, że Karyny muszą mieć czas dla siebie by sobie pazurki upiłować więc ich dzieci muszą jako pierwsze dostać miejsce.

A więc płacimy niemałe podatki, opłacamy wszystkie składki, pracujemy w Polsce a nie za granicą a z naszych pieniędzy opłaca się patologię i daje się nam z liścia w twarz mówiąc, że jesteśmy gorszego sortu, że nasze dzieci nie są tu mile widziane (a przynajmniej mniej widziane niż dzieci osób uboższych), nie ma dla nich miejsc w państwowych żłobkach i ogólnie to powinniśmy się cieszyć, że jeszcze ustawowo nie dano nam 90% podatku, bo wszak jesteśmy bogaci, więc nas na to stać. A skoro stać to trzeba nas zgnoić.

Jak w tym kraju ma być lepiej jeśli osoby, które "dźwigają" naszą gospodarkę dostają w twarz, a osoby które reprezentują najgorszą patologię są gloryfikowane i wręcz mówi im się, że mają się rozmnażać, bo ich dzieci nam właśnie potrzeba!

BTW nie są nam potrzebne te zasiłki ani benefity do przeżycia, ale "trochę" to nie fair, że to my łożymy na nie, a nawet nie dostaniemy ulgi podatkowej z tego tytułu, ani żadnego wsparcia byśmy mogli pracować i wychowywać dziecko.

BTW 2 naszym "bogactwem" jest praca na kierowniczych stanowiskach w branżach technicznych. Nie mieliśmy pleców ani rodziny wysoko postawionej, na wszystko sami pracowaliśmy zdobywając edukację i nie idąc łatwą drogą wyjazdu za granicę - mimo, że z naszym wykształceniem praktycznie każdy rozwinięty kraj by nas przyjął od razu z wizą na stały pobyt albo obywatelstwem (np. Kanada).

Polska

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 114 (160)
poczekalnia
Zamówiłam ubrania na stronie bąpri, sztuk 10.
Wg ich info "Wysyłka w terminie 3-8 dni roboczych od chwili otrzymania zamówienia."
Po tygodniu mail - 1 z rzeczy nie dostanę bo brakło. OK, normalka, czekam na resztę.
Za dwa dni mail - paczka z zamówieniem nadana. Cudnie! Ale w treści czytam że wysyłka to JEDEN produkt, i zero wyjaśnień.
Piszę maila co z resztą. Pani krótko informuje że "nadal czekamy na dostawę pod Pani rachunek.jak tylko otrzymamy towar niezwłocznie prześlemy."
WTF? Zamawiam 10 sztuk i jakimś cudem trafiłam że tylko jedna jest faktycznie dostępna? Dociekam dalej, na co dostaję info że "Strona aktualizuje się każdego dnia po przetworzeniu danych." Spoko, może i tak, ale wpisując kody produktów sprawdzam Panią, i okazuje się że wszystkie towary są nadal dostępne do zakupu, i to w rozmiarach i rodzajach jakie wybrałam.
Po tym jak podzieliłam się tym odkryciem, Pani zamilkła, chyba uraziłam jak dziennikarze księży biskupów...
Na dostawę nadal czekam :D
Zmieniam więc ich hasło reklamowe - bąpri it's not for me.

fufufu.pl

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 46 (64)
poczekalnia

#84571

~MiciaSlubna ·
| było | Do ulubionych
Zaczął się sezon ślubny. I tym razem to ja stanę na ślubnym kobiercu. Jednak najpierw muszę przebić się przez małe lub większe piekielności, których zbiór zobaczycie poniżej.

1. Narzucenie gości
Wesele chciałam w jak najmniejszym, najbliższym dla mnie gronie. Oznaczało to, że nie zaprosiłam wujka oraz jego dwóch synów. Mimo, iż była to najbliższa rodzina-brat i bratankowie mamy, to delikatnie mówiąc, nie przepadałam ani za kuzynostwem, ani za wujem i poza sferą kontaktów jak z obcym człowiekiem tj. przywitanie się, ewentualny test o pogodzie, nie utrzymywałam więzi. Ostatni raz widziałam ich na jakimś pogrzebie.
Nie zaprosiłam ich, co oburzyło moją ciotkę, bo to przecież jest rodzina i musi być na weselu. Oburzenie ciotki było wynikiem tego, że akurat ona utrzymywała z tamtą częścią rodziny kontakty. Próbowałam jej przetłumaczyć, że zamiast obcych dla mnie ludzi, wolę moich przyjaciół. Nie zrozumiała.

2. Krótka sukienka-problem w sklepie
Nie wiem czy w tym sezonie każda Panna Młoda musi mieć długą suknię, bo jeśli chodzi o krótsze, za kolano, wybór był marny. Gdy weszłam do nie wiadomo którego z rzędu salonu i poprosiłam o sukienkę krótką, sprzedawczynie patrzyły na mnie jak na dziwoląga i albo twierdziły, iż te konkretną długą suknie można bezstratnie skrócić albo że długa suknia jest lepsza, bo jest bardziej ślubna.

3. Wesele bez dzieci do 10 roku życia
Uważamy z narzeczonym, iż wesele to nie jest miejsce dla berbeciów, a za animatorkę nie chce nam się płacić-wolimy te pieniądze przeznaczyć na wycieczkę. Wobec powyższego zapraszaliśmy tylko dzieci powyżej 10 roku życia. Z mojej strony rodziny nie było to problemem, bo ja byłam ostatnia i najmłodsza jak na razie, za to ze strony lubego, no cóż.
Trafiały się ciotki i wujki, które koniecznie musieli zabrać ze sobą ich dziecko. Próbowali przekonać nas, że przy takim małym dziecku nawet za talerzyk nie zapłacimy. My pozostaliśmy nieugięci i stwierdziliśmy, że jak nie chcą, to niech nie przychodzą po prostu wcale, bo na salę z berbeciem nie wejdą. Chcieliśmy uniknąć z góry sytuacji, gdy część gości zastosuje się do naszej prośby, a część wejdzie z dziećmi. Ma być sprawiedliwie i tyle.

wesela

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 89 (125)
poczekalnia

#84570

~MotoFan ·
| było | Do ulubionych
Historia #84555 przypomniała mi moje perypetie ze strażą miejską.

Posiadam 3 samochody (służbowy i dwa prywatne).

Służbowy wykorzystywany jedynie w czasie pracy oraz do dojazdów i powrotów.

Drugi z pojazdów wykorzystywany jest na co dzień.

Trzeci pojazd większą ilość czasu stoi. Jest to pojazd, który spełnia wszelkie kryteria do rejestracji jako pojazd zabytkowy, jednak zarejestrowany jest jako zwykły pojazd. Samochód jest odrestaurowany i co tu dużo mówić, zadbany (dla zainteresowanych shelby gt500 - jeden z pierwszych egzemplarzy).


Na co dzień samochody stoją na podziemnym parkingu dla mieszkańców (monitoring, ochrona, bramki wjazdowe). Nie można narzekać na deficyt miejsc, bo pomimo dużego bloku, zawsze są wolne miejsca.

Przeszkadzało to jednak jednemu z sąsiadów, który usilnie chciał się samochodu pozbyć. W końcu zjawił się u mnie strażnik miejski z nakazem usunięcia pojazdu w terminie 14dni, albo zostanie odholowany na parking policyjny.

Tłumaczenie podstaw prawnych "strażnikowi wiejskiemu" nie przynosiły skutków, więc po szybkiej interwencji u komendanta, sprawa została załatwiona pozytywnie.

Jakiś czas nacieszyłem się spokojem, aż nie wyjechałem służbowo do innej siedziby firmy na dwa tygodnie. Tyle czasu wystarczyło, by po powrocie nie zastać mojego samochodu.

Szybki telefon na policję i sprawa rozwiązała się błyskawicznie. Pojazd został odholowany na parking strzeżony, a pojazd został zabrany jako uszkodzony i stwarzający zagrożenie?

Po przyjedzie na parking, pojazd był w takim stanie, jakby przetrwał zamieszki we Francji.. No, może nie był spalony, ale wybite szyby, przebite opony, brak tablicy rejestracyjnej, wgniecenie w drzwiach i masce i kilka inny zniszczeń wewnątrz pojazdu. Ogólnie jak to zobaczyłem, to prawie rozpłakałem się jak dziecko.

Nie przedłużając dalej, sprawa się rypła szybko. Monitoring zewnętrzny, ukryte kamery w pojeździe szybko wykazały sprawcę. I chociaż sąsiad założył kaptur tak, że twarzy nie było widać, tak po zniszczeniu wrócił do swojego mieszkania, przy czym kamery również są na piętrach i w windzie, więc znalezienie sprawcy nie było problemem.

Dla sąsiada sprawa zakończyła się w sądzie. Żeby pokryć koszta napraw + spadek wartości pojazdu spowodowany uszkodzeniami, sąsiadowi zlicytowali mieszkanie (na mój wniosek, po niespełna roku bez jakiejkolwiek spłaty i jeszcze wartość nie została w pełni pokryta).

A wszystko przez to, że sąsiadowi nie chciało się chodzić dalej, jak 10-15m dalej do windy. Co śmieszne, sam tworzył gospodarstwo domowe składające się z 4 osób, gdzie każdy miał swój własny pojazd, a wspomniany sąsiad dwa ;)


Na tę chwilę pojazd zamknięty jest w zabezpieczonym garażu (nie mam zamiaru więcej ryzykować).

Wcześniej pojazd stał gdzie stał, bo uznałem, że wcześniej wspomniane zabezpieczenia + 3 ukryte kamery w samochodzie (w tym jedna skierowana na twarz kierowcy) i dwa nadajniki gps w pełni wystarczą do zapewnienia bezpieczeństwa mojego pojazdu.

Straż miejska parking policyjny zniszczenie pojazd sąsiedzi policja

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (145)
poczekalnia

#84568

~Schaedling88 ·
| było | Do ulubionych
Pozwolę sobie dorzucić moje trzy grosze w dyskusji na temat dyskryminacji ze względu na płeć w szkołach. Chyba dorastałam w alternatywnej rzeczywistości, albo nie byłam świadoma swego uprzywilejowania. Wszak według panów dziewczęta w szkołach należą do kasty uprzywilejowanej. Mnie raczej kłuło w oczy uprzywilejowanie tzw. „dobrych uczniów”, które miało miejsce bez względu na płeć.
Zgadzam się jednak z męska częścią piekielnej społeczności, która twierdzi, że w polskich szkołach ma miejsce dyskryminacja ze względu na płeć. Przykładem tego jest ta bezsensowna ocena, za prowadzenie zeszytu. Z tego co pamietam, to nawet największe głąby płci żeńskiej dzięki tej absurdalnej praktyce mogły w jakiś sposób „podciągając” swoje oceny. Takiej możliwości męski ekwiwalent nie miał, ponieważ „wszyscy chłopcy bazgrzą jak kura pazurem”. W każdym bądź razie ocena za zeszyt w przypadku panów przynosiła raczej mizerne rezultaty.
Jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Poniżej kilka przykładów dyskryminacji ze względu na płeć z czasów, w których byłam uczennicą.
Nauczyciele techniki w gimnazjum wprowadzili odmienne programy nauczania techniki dla chłopców i dziewcząt. Byliśmy podzieleni na męska i żeńska grupę. W pierwszym semestrze programy się pokrywały: uczyliśmy się pisma technicznego, rzutowania i dietetyki (?). W drugim semestrze chłopcy zajmowali się budową i testowaniem prostych obwodów elektrycznych. W tym samym czasie dziewczyny mogły realizować się w szyciu, szydełkowaniu czy tez gotowaniu (chyba po to, żeby w przyszłości zupa dla misiaczka nie była za słona). Praktyka rodem z PRLu na początku XXI wieku. Zastanawiam się tylko, w jaki sposób dokumentowano zajęcia techniki, gdyż program nauczania narzucony jest przez MEN.
W podstawówce miałam świetną nauczycielkę matematyki, dlatego każdego roku brałam udział w konkursie matematycznym „Kangur”. W gimnazjum moja matematyczka zasugerowała mi poszukanie innego hobby, bo ona w konkursie widzi raczej Grzesia, Stasia i Tomka. Z całej trójki tylko Staś ogarniał matematykę na poziomie konkursowym, a ja w poprzednich edycjach wypadłam dużo lepiej niż koledzy. Wprawdzie nie ma gwarancji, że w tej konkretnej edycji wypadłabym lepiej, jednak przeraża mnie sam fakt, że nauczycielka matematyki, która sama jest kobietą, zniechęca swoim zachowaniem żeńska cześć do tego przedmiotu. Zresztą nie tylko ona zniechęcała dziewczyny do przedmiotów ścisłych. Nauczycielki często zapisywały dziewczyny na różne artystyczne kółka typu chór, teatr etc. Przygotowanie gazetki, dekorowanie sal z okazji świąt, karnawału, dnia „ciul jeden wie czego”? Dziewczyny były zapisywane z automatu, podczas gdy chłopaki byli z tego obowiązku zwolnieni. Jak któraś wyrażała zainteresowanie fizyką albo informatyką, padało zwykle „Informatyka?! Przecież ty jesteś humanistką!”. Na szczęście nauczyciel informatyki był przytomnym człowiekiem i zabiegał o promocję tego przedmiotu także wsród dziewczyn. Co ciekawe zauważyłam, że zazwyczaj młode nauczycielki miały tendencje do segregowania za względu na płeć. Stara PRLowska kadra raczej nie wykazywała tego typu tendencji.
Nie chcę wywoływać kolejnej gówno burzy swoim postem, ale jestem przekonana, że panowie, którzy skarżą się na niesprawiedliwe traktowanie w szkole, nawet nie zwrócili uwagi na przywileje, którymi cieszyli się tylko dlatego, że byli chłopakami. Podobnie jak ja nie zwróciłam pewnie uwagi na momenty, w których to ja, jako dziewczyna, byłam uprzywilejowana. Pamięć jest zawodna.

Ausland

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 78 (100)
poczekalnia

#84564

~pielegniarkaaaa ·
| było | Do ulubionych
Pracuje w malym powiatowym szpitalu jako pielegniarka. Bardzo lubie swoja prace, ale najgorsza jej czescia sa odwiedziny rodziny- tak- to jest najgorsza czesc pracy.

Po pierwsze co robimy wchodzac do pomieszczenia? Tego ucza juz w przedszkolu, ale 90% ludzi zapomina o powiedzeniu dzien dobry, wchodza jak do obory, nie zwracajac uwagi na nic.

Po drugie- jezeli juz przychodzimy spedzic ten czas z osoba bliska, spedzmy ten czas z nia, a nie rozgladajac sie po aparaturze, czy pacjentach na okolo. Naprawde przez ta godzine odwiedzin nawet ci nieprzytomni pacjenci potrzebuja bliskosci ze strony swoich rodzin, a nie stania nad lozkiem i rozgladania sie- co jest nie tak.

Po trzecie- tak, wiem, ze opiekowanie sie chorymi jest moja praca, ale uslyszenie "Dziekuje" jest najlepszym docenieniem naszej pracy, wcale nie czekoladki czy kawa, ale serdecznie powiedziane dziekuje za opieke nad mama/tata/babcia/corka. My jako pielegniarki wedlug prawa nie mozemy udzielac informacji na temat stanu zdrowia chorego, nalezy to do lekarza. Ale kiedy rodziny pytaja o pewne rzeczy i mowimy-prosze porozmawiac z lekarzem- straszenie nas policja w niczym tu nie pomoze, ciagle nie mozemy udzielic informacji. Naprawde jest to przerazajace, ze w tych czasach czasem strach udzielic pomocy, bo rodzina przyjdzie i zamiast powiedziec dziekuje, powie dzwonie na policje.

Po czwarte najlepsze sa rodziny, ktore wymagaja od nas wszystkiego, a nie dadza od siebie nic- przyniesienie szczotki dla mamy chyba nie jest duzym wyczynem? Jednak dla niektorych to jest juz za duzy wydatek.


Dlatego prosze wszystkich, ktorzy beda mieli ta nieprzyjemnosc odwiedzenia bliskiej osoby lezacej na oddziale, zachowujcie sie po prostu jak ludzie.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (74)
poczekalnia
Dyskryminacja w szkołach, w pracy chyba bardziej dokuczliwa.
Kilka lat temu na produkcji okazało się, że następne kilka dni potrzebna jest mniejsza obsada, więc kierownik szuka chętnych na urlop, ale panów to nie dotyczy. Na pytanie, jak to się ma do zasad etycznych promowanych przez zakład: "wszyscy traktowani są równo"? Padała wymijająca odpowiedź i kierownik szybko się ulatniał. Sprawa powędrowała wyżej, a rozmowa kierowników z dyrektorem zakończyła się tym, ze mężczyźni i tak byli dyskryminowani, bo panie "chętne" na urlopy były szukane w tajemnicy.
Inna sytuacja, rozruch linii, w zasadzie praca spokojna, bez ciśnienia na wynik, bo w kilka osób tylko zapuszczało się produkcję i jak dobrze poszło to po 5-6 godzinach można było iść do domu (płatne za 8 godzin), zgłosić się można było, ale przeważnie klucz doboru to kierownik, 3 liderów i dodatkowo 2 "przypadkowych" pracowników (o dziwo zawsze te same osoby), pal licho, ale gdy potrzeba było zostać, bo poprawić towar trzeba, albo zrobić więcej, bo pilna wysyłka lub przyjść by ciężko fizycznie pracować to już pracownik zawsze był potrzebny i stwierdzenie, że w grafiku to dzień wolny i dla mnie to wiążące było nie mile widziane. Gorzej jeszcze przyjmowano, że mogą przyjść te osoby co zawsze na rozruch chodzą.
Praca była dobra, ludzie wspaniali ale ruchy kierownictwa nie zrozumiałe. Dlatego cieszę się, że pracuję w innym miejscu.

dyskryminacja

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (47)
poczekalnia

#84554

~miyagiy ·
| było | Do ulubionych
W nawiązaniu do często przewijających się historii o dyskryminacji płciowej i nierówności w szkołach, dorzucę coś od siebie.

Szkoła w Warszawie, jedna z tych, które chcą być najlepsze z najlepszych i promują hasła typu równość, tolerancja, itd.

Jak to wyglądało w praktyce?

1. To już standard z tego co czytam i u mnie też było. Osobna skala ocen zależna od płci. "Dziewczynki" za to samo dostawały wyższe oceny niż my.

2. Każda sytuacja sporna była automatycznie rozstrzygana na korzyść płci żeńskiej. Przykład - chłopak popchnął dziewczynę i się przewróciła. Dostał naganę od dyrektorki. Na fakt, że owa dziewczyna go wcześniej kilkukrotnie dźgnęła cyrklem (takim z igłą) w brzuch, a on ją odepchnął w obronie własnej by przestała, pani dyrektor nie zwracała uwagi. Gdy podniósł koszulkę by pokazać krwawiące jeszcze ślady, dostał opieprz że się obnaża i został nazwany zboczeńcem. Mówił, że ma świadków że go zaatakowała, a pani dyrektor na to, że nic jej to nie obchodzi, bo pewnie namówił kolegów żeby kłamali.

3. Wyrywkowe odpowiedzi. Jak trafiało na dziewczynę i była nieprzygotowana, to mówiła:
- Ale ja nic dzisiaj nie umiem!
Na to nauczycielka:
- Dobrze, ale na następną lekcję się naucz.
Gdy trafiało na chłopaka i tak powiedział, to w odpowiedzi dostawał:
- Na lekcję masz być zawsze przygotowany!
I do odpowiedzi.

4. Na WF czasami robiliśmy mecze siatkówki dziewczyny vs chłopaki. Sędziowała nauczycielka WF (100% grona pedagogicznego w tej szkole stanowiły kobiety). Dziewczyny zawsze wygrywały. Dlaczego? Bo pani nauczycielka-sędzia odpowiednio pilnowała wyniku.
Jak po naszym ataku piłka weszła w pole - nie zaliczała, mówiąc że piłka wyszła.
Gdy po ich ataku wyszła - zaliczała, mówiąc że było w polu.
Odbiły więcej niż trzy razy? Udawała, że nie widzi.
Na nasze obiekcje reagowała krzykiem, że jesteśmy bezczelni, że oszukujemy i groziła naganami.

To tylko kilka przykładów.

szkoła płeć dyskryminacja

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 37 (99)