Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#85078

~Lektor ·
| było | Do ulubionych
O dyskryminacji płciowej.

Duży ośrodek wypoczynkowy prawie nad morzem*.

W ośrodku w którym pracuję w jadalni są stanowiska z kilkoma ciepłymi daniami do wyboru, klienci podchodzą i mówią co chcą, a obsługa nakłada im jedzenie na talerze i podaje.

Przyjechała do ośrodka muzułmańska rodzina**, która oprócz tego, że zostawiała wszędzie bałagan, to zrobiła jeszcze pewną akcję. Otóż, powiedzieli dzieciom, by po jedzenie podchodzili tylko do kobiet, ponieważ to jest żeńskie zajęcie nakładać jedzenie i mężczyźni nie powinni się tym zajmować. (Rozmowę słyszał jeden z pracowników jedzących kolację.)
Informacja o tym dotarła do kierownika zmiany z pewnym opóźnieniem, ale jego reakcja była stanowcza.
Następnego dnia gości obsługiwali sami mężczyźni.

* - 30 minut spaceru do najbliższej plaży.
** - pomiędzy 20-30 osób, brat i jego dzieci, siostra i jej dzieci itd..

gastronomia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (150)
poczekalnia

#85074

~xki ·
| było | Do ulubionych
Wracałam pewnego dnia (a raczej nocy) z imprezy przez pewien skwerek na Czerniakowie. Skwerek to w sumie jedna alejka długości pięciuset metrów nad bajorkiem udającym rzeczkę. W pewnym momencie odpalam papierosa, zagadnął mnie siedzący na ławeczce z kolesiem dresik, prosząc o szluga. Szybka ocena sytuacji i konkluzja: "Nie dam rady nałgać w żywe oczy, że nie mam fajek, chowając paczkę do torebki, a w miniówie i szpilkach daleko nie ucieknę".
- Dobra, bierz.
- A można dwa?
- Nie można.
- Niuniuś, zluzuj, przecież ja je odkupię, zaraz ci dam hajs.
- Ech... dobra, bierz.
- Dzięki, niuniuś, dzięki. Już zaraz rozmienię i ci oddam.

Odchodzę, klnąc w myślach moje miękkie serce i ogólne frajerstwo. Po chwili dogania mnie dresik.
- Już, niuniuś, już daję. - I do kolesia, który gapi się na moje nogi jak wół na malowane wrota: - Dawaj portfel, trzeba pani zapłacić.

Odstawił Taterkę, pogrzebał w portfelu, rozświetlając telefonem mroki czerniakowskiej nocy i zapłacił.
Po euro za papierosa.
Później żałowałam, że wziął tylko dwa.

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (95)
poczekalnia

#85072

~Danerys11 ·
| było | Do ulubionych
Muszę, bo się uduszę :)
Całe już wieki temu, bo dwa lata temu, gdy byłam w drugiej ciąży, wypadł mi dysk z kręgosłupa a mało tego, dostawałam regularnych ataków rwy kulszowej. Kto ma, ten wie jaki to ból. Chyba gorszy od porodu.
Leżałam więc w szpitalu na oddziale patologii ciąży, podpięta pod kroplówki drugą dobę z zapewnieniem lekarza, że najpewniej poronię. Miałam pecha, bo trafiłam na dużą salę, 6 łóżek. Pozostałe babki były sympatyczne,nie stwarzały problemów.
Tylko ta jedna nie...
Przyszła na salę w nocy o północy, na wstępie zapalając duże światło i małe światło za łóżkiem, hałasując. Po 10 minutach od przyjścia zgasiła duże światło i rozpoczęła głośną rozmowę przez telefon, na sali. Moim oczom ukazał się jej wizerunek, czarne włosy, kolczyk w nosie typu koło, liczne tatuaże. To wszystko nic. Takiego słownictwa jeszcze w życiu nie słyszałam. Kobieta po 30stce, tak wulgarnie opowiadała o swoich erotycznych igraszkach i fantazjach - wszystko oczywiście na trybie głośnomówiącym, że zabrakło mi argumentów by ją poprosić o ciszę.
Następny dzień rozpoczął się o 6 rano - ktg, pomału obchód. Wyszła do łazienki, wróciła z zapachem tytoniu.
Z relacji po obchodzie, przyszła, bo upadła i uderzyła się głową w krzesło i zemdlała, 31tc pierwszej ciąży. Dzień był udręką... Powtórzyła wczorajszy etap z telefonem, po czym pokłóciła się ze swoim chłopakiem o jej rzekomą zdradę. No i poleciała łacina. Dostała jakiegoś ataku, zaczęła wszystkim rzucać, wrzeszczeć, obiad wylała na podłogę...później przyszła jej matka, uczesała ją, nakarmiła, schowała jej komórkę i ubrała w piżamkę, przezroczystą i bez bielizny. Oddała jej komórkę po 30min i poszła sobie. I jazda od początku. Stwierdziłam, że nie mam ochoty na takie ekscesy i poprosiłam pielęgniarki o zmianę sali, tym bardziej, że dostałam z nerwów kolejnych groźnych skurczy.
W nocy zamykali oddział na klucz.
To wszystko nic. Powiedzcie mi proszę, kto wychowa te dziecko ? Jestem młodsza od tej kobiety o 10 lat, mam dwójkę dzieci, męża, oboje pracujemy, ale to na nas mówi się "patologia" . A ja wciąż myślę o tej kobiecie i biednym dziecku, ponieważ wątpię, by miało w domu optymalne warunki.
Zabierzcie się za takie.. przypadki.

Patologia ciąży

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 32 (86)
poczekalnia

#85069

~MadHatter ·
| było | Do ulubionych
Od lat czytam Piekielnych, ale nigdy jakoś nie miałam okazji, by się podzielić czymś od siebie. Jednakże ta mała scenka rodzajowa, która mi się przydarzyła w zeszłym tygodniu, myślę że się ładnie wpisuje w ogólny Piekielny trend, przynajmniej jeśli się nad tym głębiej zastanowić.
Mianowicie, kopytkuję sobie w dość ciepłe popołudnie w drodze z pracy i jestem w sumie już na ostatnich dwóch prostych do domu. Z reguły skracam sobie drogę przez teren stacji benzynowej na moim osiedlu, gdyż inaczej musiałabym drałować naokoło. Tym razem przeszkoda na drodze - na wyjeździe ze stacji stoi sobie czarniutkie lśniące volvo na nietubylczych blachach, a obok tegoż szwedzkiego cuda motoryzacji niechybnie jego pan i władca.. tfu wróć, pan kierowca. Zmierzam w jego kierunku, owszem, żeby wyminąć i kontynuować ustaloną trasę do domu. Gdy wtem, pan i władca raczy przemówić:

[PiW] - Pan i władca, [J] - ja

[PiW]: hej, powiesz mi jak dojechać na ulicę Piekielną?

Na sekundę przystaję, bo tak się składa że o ile miasto w którym mieszkam i pracuję nie jest moim rodzinnym miastem, to akurat ulica, o którą pan pyta jest również ulicą na której znajduje się mój zakład pracy, i ponieważ chodzę pieszo do i z rzeczonej pracy, jest to dość blisko od naszego obecnego położenia. Nadmienię również że o ile na swój wiek nie wyglądam, to już przekroczyłam trzydziestą wiosnę życia i choć pan i władca nie wyglądał na wiele starszego ode mnie, to jakoś niekomfortowo się poczułam z tym takim tykaniem od razu na wejście.. no ale dobra, przemawiam i ja:

[J]: och, to blisko stąd, właśnie stamtąd idę, pojedzie pan prosto tu przez rondo i cały czas tą ulicą prosto i dojedzie pan do Piekielnej za jakiś kilometr.

[PiW]: ojoj, no nie wiem, może byś ze mną pojechała? {obleśny uśmiech.jpg w załączniku)

[J](całkiem stanowczo): nie dziękuję, już mi wystarczy tej okolicy na dzisiaj, da pan sobie radę, to prosta droga.

Chwilowa cisza zapadła, więc uznałam za stosowne podjąć ponownie przerwaną czynność kopytkowania, jednakże nie dane mi było oddalić się zanadto od pana i władcy..

[PiW]: taka fajna dziewczyna z Ciebie i tak się nam fajnie gada (słucham??), może byśmy się zapoznali bliżej? (obleśny uśmiech2.jpg)

[J](lekko już podkur..zirytowana, znów przystaję i odwracam się w stronę PiW): no chyba nie bardzo.

[PiW]: ale dlaczego? wiesz ja szukam takiej dziewczyny żeby mieć z kim fajnie czas spędzać gdy jestem przejazdem tutaj w tej okolicy, no rozumiesz o co mi chodzi? (najszerszy obleśny uśmiech.jpg jaki widziałam w swoim trzydziestojednoletnim życiu)

Że słucham co proszę? Czy on mi właśnie proponuje żebym została jego osobistą dziwką dojazdową? No chyba wolne żarty..

[J]: Słucham?? Nie ma takiej opcji. (odwracam się na pięcie i rozpoczynam kopytkowanie w swoim kierunku)

[PiW]: ale zaczeeekaj! daj mi swój numer telefonu! (już całkiem go posrało?)

[J](nie przerywając kopytkowania, tyłem do niego, dobitnie): wykluczone!

Znów chwilowa cisza, ja już szczęśliwa że się pozbyłam natręta, skręcam sobie w prawo za stacją paliw, gdy nagle.. wruuum wrruuum, czarne lśniące volvo wyrasta obok mnie, ziuuu elektryczna szybka w dół, pan i władca nie przyjmuje odmowy:

[PiW]: no daj ten numer, nie daj się prosić!
[J](przyspieszam kroku): nie!
[PiW](dotrzymując mi tempa samochodem): no co Ci szkooodzi? lubię takie charakterne!

Jestem niedaleko swojego bloku, ale co mam robić z takim "ogonem"? Zaczynam się bać, że pojedzie za mną, będzie czekał pod blokiem albo jeszcze co gorszego.. Podejmuję męską decyzję żeby go zgubić i wypalam przez trawnik (oby nie psia kupa, oby nie psia kupa..) na skos do chodnika biegnącego w serce osiedla, tam za mną nie wjedzie, no chyba raczej nie zacznie mnie też gonić pieszo.. Słyszę jeszcze "no weeeź!" jak znikam za rogiem sklepu osiedlowego, ale kopytkuję dalej świńskim truchtem już w sumie, wgłąb osiedla, gdzie w końcu przysiadam na ławce żeby odetchnąć, zanim zawrócę do swojego bloku.
Może część z Was będzie podśmiechujkować, no bo w sumie co mi szkodziło? Może kiepski podryw, ale gościo zdeterminowany i może wcale nie taki zły, a ja nie jestem teraz w stałym związku więc co komu szkodzi odrobina szaleństwa? Ano już spieszę z wyjaśnieniem. W pięknym jeszcze lipcowym słońcu bardzo gruba i sądząc po sile błyszczenia, nowa obrączka ślubna pięknie się prezentowała na prawej dłoni pana i władcy...

Przypadki na ulicy

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (116)
poczekalnia

#85070

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Będzie o wyborze fotelika samochodowego.

Dla dobrego zarysu historii. Mam ja dwójkę dzieci. 3 lata i roczek. Od ojca moich dzieci, wyprowadziliśmy się kilka miesięcy temu. Aktualnie mieszkamy z moimi rodzicami. Póki co czekam na wrzesień, żeby dzieci wysłać do przedszkola/żłobka i wracam do pracy. Tyle wyjaśnień, wracamy do nieszczęsnego fotelika dla młodszego.

Jako świadoma osoba, wiem doskonale, że najlepiej przewozić dziecko tyłem do 4 roku życia. Znalazłam fotelik za 1600zl ( to nie są tanie rzeczy) i poszłam do rodzicielki po radę. I dostałam. Tyradę.

-Fotelik ma być najtańszy
- Fotelik nie ma zapewniać bezpieczeństwa, ma chronić przed mandatem
- Jeżeli dziecko w imitacji fotelika zginie w wypadku, trudno. Tak miało być.
- Nawet najlepszy fotelik nie ochroni przed tirem
- A ile Ty będziesz jeździć z tymi dziećmi, to nawet bez fotelika można.
- Nie potrafisz oszczędzać, tylko byś pieniądze wydawała.
- Nie pracujesz to za co to kupisz?
*mam kasę na fotelik z chrzcin, na argument, że wezmę na raty stwierdziła, że ja to się lubię zadłużać.

Wzięłam 10 wdechów, bo tego się nie spodziewałam. Nie idzie jej przekonać, no nic może rodzeństwo pomoże. Tu prym wiedzie siostra, matka 2 dzieci, 3 w drodze. Ma takie same zdanie jak matka (Co się dziwić jak od 3 roku życia wozi dzieciaki na poddupnikach, bo „moje dzieci są wysokie, nie chcą siedzieć w foteliku, co będzie mi miejsce w aucie zajmować”. Ogólnie nikt z całej mojej rodziny nie popiera mojego zdania, wszyscy podzielają zdanie matki.

Kolejne 10 oddechów później. Szukam czegoś tańszego, bo mi mama na zawał zejdzie. Znalazłam, 1000zl isofix jest ( na tym mi zależy, pasowej mordędze dziękuję), rozpiętość wagowa 9-36kg, kierunek jazdy przodem (To już przeboleje). Kolejna tyrada patrz wyżej plus:
-chyba jesteś nie poważna, że takie duże dziecko będziesz w foteliku wozić, od 5 lat tylko poddupnik, kupuj najtańszy.

Starałam się, szukałam i nic, bo jak mi ma dziecko zemrzeć to chyba wolę wydać, parę stów więcej, żeby miało większe szanse na przeżycie.

P.S. Na kasę od ojca moich dzieci nie mam co liczyć, on ma „ważniejsze wydatki i póki go sąd nie zmusi to nie zamierza nic płacić”, zresztą ma takie samo zdanie jak wyżej

Homesweethome

Skomentuj (65) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 26 (98)
poczekalnia

#85067

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wyladowalam na oddziale septycznym w szpitalu. Czyli w miejscu gdzie leczy się choroby zakaźne. W rane wdalo się zakażenie. Pękła i sie saczyla. Byłam na dozylnym antybiotyku 3 razy dziennie.
Na łóżku obok leżała ok 25 letnia dziewczyna której partner zrobił niespodziankę i przyniósł w torbie schowanego ich małego psa w odwiedziny. Dziewczyna była chodząca i mogła wyjść przed szpital bez problemu.

Szpital

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (94)
poczekalnia

#85061

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przyjaciel wygrał w Lotto!!! Trafił 5tkę
Super zadowolony bo to 6k PLN ekstra.
Jego siostra na FB walneła wygrał...
Nawet nie wiedział iż ma taką wielką rodzinę. Ale system rozwalił jego syn chrzestny '' kup mi Aston Martina. Bo to inwestycja kapitału''

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (100)
poczekalnia

#85058

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Tym razem krótko o służbie zdrowia, a raczej o piekielnym adepcie medycyny. Z nieistotnych dla historii powodów trafiłem na kilka dni do szpitala i tam zacząłem mieć tak zwane przerwy w optyce - po prostu na minutkę przestawałem widzieć na jedno oko (powód hospitalizacji nie był związany z oczkami). Zgłosiłem komu trzeba, rankiem konsultacja okulistyczna. Chwila oczekiwania i przyjmuje mnie młody i z pozoru sympatyczny pan w białym fartuchu. Chwila medycznych czarów z towarzyszeniem aparatury i pytanie: "Gdzie się leczy?" Ja: "Nooo, nigdzie". Odpowiedź: "To oślepnie, bo ma jaskrę".
Kopara opadła mi z łoskotem na marmury i usłyszałem jeszcze tradycyjne: "Następny"! . Przybity nieco wypełzłem na zewnątrz i do tej pory nie wiem, na czym polega tak zwana opieka lekarska. I tyle.
PS. Było to kilka lat temu. Nadal mam jaskrę, ale w sumie jest stabilnie. Jak na razie nie oślepłem.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (62)
poczekalnia

#85055

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio zaczęłam przeglądać historie metodą losuj i wśród różnych opowieści znalazłam jedną opisująca młodą dziewczynę z ogromnymi kompleksami spowodowanymi przez matkę co z kolei przypomniało mi historię pewnego chłopca..

Spotykałam się kiedyś z facetem, którego rodzina była wręcz "idealna". Wierzący, tacy prawdomowni i ułożeni. Jakie było moje zdziwienie jak poznałam dzieciaki brata mojego ex i stosunek do nich tych ludzi. Dziewczynka lat 3 uwielbiana przez wszystkich, chłopiec lat 9. Opowieść będzie dotyczyć chłopca, który miał bardziej zaokraglone kształty niż reszta jego kolegów, ale według mnie nie należał on do tych "za dużych". Na każdym kroku był upominany przez rodzinę, nie wolno mu było wielu rzeczy. A to idz na podwórko i wróć na kolacje, a to że nie może jeść ŻADNYCH słodyczy i za dużych porcji jedzenia, które sami mu robili. Wiecznie było coś i do tego mówienie, że jest za gruby, musi schudnąć itd.
Dorosły by tego nie zniósł a co dopiero takie dziecko.. Nie bez powodu się ze mną zakolegowal i chciał spędzać czas bo przynajmniej nie musiał nic udawać i mógł być normalnym dzieckiem. Wiele razy płakał bo nikt nie był w stanie go zrozumieć i wiecznie ktoś krzyczał..
Jak dla mnie taka sytuacja jest nie do pomyslenia. Ja rozumiem że dziecku trzeba różne rzeczy tłumaczyć ale trzeba mieć na to dobry sposób a nie tylko go strofowac. Nie zdziwię się jak będzie miał w przyszłości do wszystkich żal za to jak był traktowany bo na pewno odbije się to na jego przyszłości..

Rodzina

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 49 (67)
poczekalnia

#85052

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Wróciłem ci ja z zagranicznego wojażu (a dokąd, to za moment) i odpaliłem przegapione Polskie Drogi (wiem, taki trochę masochistyczny odruch). I tak mi się skojarzyło. W stolicy noszącej dumne miano Nursułtan, która notabene jest snem pijanego architekta i w innych miastach zaobserwowałem, że w chwili, gdy pieszy zbliża się do zebry ruch uliczny dosłownie zamiera. Stają nie tylko samochody ale i komunikacja miejska, a gdyby i pociąg jechał, to też by się pewnie zatrzymał. Patrzę z krawężnika: wszystko stoi, a przez przejście pełzną dwie babeczki. Później kierowca mojego środka lokomocji (na łebka, który przed chwilą stwierdził, że zaproponowane przeze mnie 1000 tenge to za dużo i zawiezie mnie za 700) wyjaśnia, że za lekceważenie pieszego jest potworny mandat. Ulice o kilku pasach ruchu - można śmigać. Miejscowi jeżdżą bardzo dynamicznie, ale nie więcej niż sześćdziesiątką. Kierowca pokazuje wszechobecne i nieoznakowane żółte skrzyneczki. Fotoradar i nie ma odwołania, a kara potężna i nieodwołalna. Można wyedukować użytkowników ruchu? Można. Pod warunkiem, że kara jest dotkliwa i nieuchronna.
A teraz z innej beczułki. Przez jakiś czas byłem odseparowany od polskiego piekiełka wyznań i poglądów. I obrazek z podobno dzikiego Kazachstanu. W restauracji siedzi grupka młodych ludzi. Kilka młodych dziewcząt w hidżabach i kilka panienek w mini. Chłopcy niektórzy brodaci, a niektórzy nie. Ci co chcą piją piwko, a ci co nie chcą soczek. Ci co chcą wiosłują coś, co wygląda na schabowego (tu mogłem się pomylić), a inni pierożki z warzywkami. Nikt nie krzyczy, że jest muslimem, chrześcijaninem, wege, czy kimś tam innym. Tolerancja i szacunek dla innych się to nazywa. Można? Można. Mój kierowca (Rosjanin urodzony w Kazachstanie przed rozpadem ZSRR i dalej tam mieszkający, bo mu się podoba) wytłumaczył mi to z niejakim pobłażaniem - tu żyje 120 narodowości i grup etnicznych. Każda ma swoje obyczaje i przyzwyczajenia. Bez wzajemnego zrozumienia chyba byśmy się powyrzynali nawzajem. A u nas dalej hejcik i plucie na tych, co się od nas różnią. Przykre.
Gdyby ktoś był ciekaw kraju, atrakcji i mieszkańców, to zapraszam do komentarzy. Pozdrawiam.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (122)