Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Poczekalnia

Tutaj trafiają wszystkie historie zgłoszone przez użytkowników - od was zależy, które z nich nie trafią na stronę główną, a którym się może poszczęścić. Ostateczny wybór należy do moderatorów.
poczekalnia

#88782

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
O tym komu sie bardziej nalezy.

Miejsca dla rodzin na parkingach charakteryzują się tym, że są szerokie i łatwo można drzwi otworzyć, wyszarpać wózek, dzieciaka wysadzić z fotelika i git. Są też blisko wejścia. A że nie są prawnie nikomu należne, tylko bardziej wskazówkowo, to kiedy jeżdżę z mamą do centrów handlowych, korzystam z nich jak są wolne. Rzecz w tym, że moja mama nie jest inwalidą, nie ma uprawnień, daje sobie radę ruchowo, ale jest dobrze po 80tce, szybko sie męczy i dalekie trasy nie dla niej, ale lubi zakupy (nie chce ciagle w tv siedzieć i ja sie nie dziwię), więc jak ma więcej chodzić to porusza sie z czymś, co pełni funkcję balkonika, taki wózek do podparcia sie i można na nim przysiąść i odsapnąć. Rzecz jest składana, ale spora, więc łatwiej mi operować tym na szerokim miejscu, a i bliskość do wejścia jest dla mamy nie do przecenienia. Więc skoro pora prezentów (w mordę, nie znoszę tego), mamunia zażyczyła sobie wycieczki do centrum handlowego. W sobotę, czyli wczoraj. Ok!
Zaparkowałam na miejscu dla rodzin, bo wolne było. Ledwo otworzyłam drzwi, gdzie chwilowo zamieszkał mamy pojazd, podjeżdża z tyłu auto, otwiera sie okno i pan głosem nieznoszącym sprzeciwu żąda, żebym natychmiast odjechała. Zapytałam z jakiej racji - a bo on ma dzieci. Aha. Odpowiedziałam, że ja też i wróciłam do rozpakowywania pojazdu. Pan mówi, że dzieci nie widzi i że bezprawnie zajęłam im miejsce. Poinformowałam go, że słusznie, że nie widzi, dzieci są w domu i niech sobie jedzie w pokoju, bo ja tu zostaję. W międzyczasie wysiadła moja mama, a wskutek trudności motorycznych dość niezgrabnie jej to idzie, a ja wyładowałam wehikuł, więc w zasadzie widać, dlaczego zajęłam miejsce takie, a nie inne. I wtedy włączyła się żona pana, która dość gromkim głosem wywrzeszczała, że to miejsce dla rodzin! a nie starych prukw! I że jak stara (tak powiedziała) nie może chodzić, to niech na dupie siedzi w domu i Plebanię ogląda. Po czym zwrociła sie do małżonka: przestań z chamami dyskutować, dzwoń na policję. W tym czasie ja rozłożyłam urządzenie, więc mama, nie mając powłóczystego szala, zarzuciła kapturem i oznajmiła, że ogląda tylko Na Wspólnej, a dzisiaj nie ma i oddaliła sie z godnością. Co miałam robić, uśmiechnęłam się uroczo do państwa i poszłam za nią. Widziałam później tych ludzi już w środku i dzieci miały tak 8-10 lat. Pozdrawiam uroczą rodzinkę z Radomia, która wczoraj robiła zakupy w Arkadii. Cudnie dzieci wychowują.
A nawet gdyby mama miała kartę inwalidzką, to i tak wszystkie miejsca dla inwalidów były zajęte. Może jestem niesprawiedliwa, ale wątpię, żeby wszystkie miały odpowiednie uprawnienia...

Edit, bo oczywiscie zawsze sie czlowiek musi tlumaczyc. Poprosze o metodyke zalatwienia karty inwalidzkiej dla osoby, ktora inwalida nie jest. Moja mama inwalida nie jest, ma po prostu 86 lat, a wiadomo ze wtedy trudniej, a tego panstwo nie uznaje za inwalidztwo. Pewnie i slusznie, bo takie zycie, ale faktem jest, ze karty miec nie moze. Gdyby za starosc dostawalo sie pozwolenie na parkowanie na miejscach uprzywilejowanych, to odwiedziny u rodzicow, ktorzy nigdy nie sa przez dzieci odwiedzani, natychmiast by wzrosly. Przynajmniej na czas zalatwienia uprawnien.
I NIGDY, PRZENIGDY nie zaparkowalabym na miejscu dla inwalidow bez uprawnien. Ba, nawet jak przez chwile jezdzilam autem mojej przyjaciolki, ktora uprawnienia miala, NIGDY nie skorzystalam z tego miejsca, bo to swinstwo.

Skomentuj (62) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (128)
poczekalnia

#88777

przez ~MatkaTrojga ·
| było | Do ulubionych
COVIDowy absurd... Zwykły dzień, godzina 7:30 (do pracy na 8:00 co istotne) córka odwieziona do przedszkola, jadę dalej żeby zawieźć syna (2 lata) do żłobka. Dzwoni telefon- pani pielęgniarka ze żłobka informuje, że od dzisiaj grupa syna ma nałożoną kwarantannę po kontakcie z osobą chorą na COVID. Stres, bo sytuacja nagła i nie wiadomo co robić- brać urlop na żądanie, jechać z dzieckiem do pracy? Kryzys chwilowo zażegnany, bo akurat dzisiaj babcia ma wolne i zgodziła się z nim zostać (pomijam fakt, że babcia również zainfekowana jakimś wirusem). Pozostaje kilka kolejnych dni dziecka na kwarantannie i tu zaczyna się największy problem i absurd wynikający z ustaw i przepisów. Mianowicie- nie przysługuje rodzicom dodatkowy zasiłek z tytułu opieki nad dzieckiem w izolacji/ kwarantannie poza ustawowymi 60 dniami w roku. Akurat wyszło tak, że nasze dzieci w tym roku sporo chorowały (apogeum od września- syn 3 pobyty w szpitalu), w związku z czym mamy te 60 dni opieki już wykorzystane. I teraz pytanie- zostawić 2-letnie dziecko samo w domu, kombinować lewe l4 na siebie, czy wziąć nieprzysługującą już opiekę na dziecko i liczyć się z tym, że ZUS nie wypłaci wynagrodzenia za ten okres? Nie wszyscy rodzice mają możliwość pracy zdalnej (a nawet jak mają to często zależy to od dobrej woli pracodawcy), a nawet jeśli- to praca z domu z żywiołowym 2-latkiem jest niezbyt efektywna. Podsumowując- rodzice róbta co chceta, to wasz problem.

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 43 (103)
poczekalnia

#88747

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Art 19 odstęp na autostradzie ma równać się połowie prędkości jaką się poruszamy w metrach. Mój wóz posiada takie radarki na przedzie i tyle. Wspomagają one różne systemy i...
Jadę A1 jakieś 135km/h. Wyprzedzam inny wóz i bzzzz radar informuje mnie z tyłu za tobą pojazd 7m odległości.

Kolejne wyprzedzanie i bzzz 3.8m odległości plus w lusterku widzę błyski poganiaczy.

Dodatkowo widziałem kolumny jak jechały jeden za drugim tak po 10m odległości i jak jechałem te 130 to oni lecieli chyba po 150.

Ręce opadają.

Autostrady

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 44 (78)
poczekalnia

#88707

przez ~brzoskwinia2 ·
| było | Do ulubionych
W ramach komentarza do do opowieści #88706, którą nie wiadomo czemu moderator przepuścił choć sama w sobie nic piekielnego nie miała- bo jest po prostu politycznym apelem.
Ktoś się w tym apelu zapomina i zapomina o tak ważnej ustawie jak Konstytucja RP.
Dla przypomnienia art. 32 ust. 2:" Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny."
Akapit trzeci przywołanej u góry opowieści zachęca do dyskryminacji ze względu na poglądy polityczne.
Wypraszanie z restauracji?, wywożenie za miasto bez pozwolenia? Co jeszcze będzie? Plucie do herbaty, a potem może jakiś obóz i strzał w tył głowy?
Niech ktoś tu się ogarnie.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 41 (85)
poczekalnia

#88703

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Dla wielu pandemia najwyraźniej już się skończyła - i wystarczy kilka minut wśród ludzi, żeby przekonać się o tym na własnej skórze.

Być może optyka bycia zaszczepionym sprawia, że czujemy się pewniej. Być może chodzi o (pod)świadomą chęć powrotu do normalności. A być może to symptomy zwykłego foliarstwa - niezależnie od powodu ten stan rzeczy dotyczy różnych grup wiekowych.

Brak maseczek, brak dystansu społecznego i generalnie wywalone na środki bezpieczeństwa. Nie ma znaczenia czy mowa o komunikacji miejskiej, sklepie czy nawet wyjeździe poza miasto. Zwrócenie uwagi oznacza najczęściej agresję i wyzwiska (nawet jeśli forma jest niezwykle grzecznościowa), a brak reakcji, przynajmniej w moim odczuciu, to "pasywne przykładanie ręki" do stagnacji - innymi słowy aktywizm społeczny nie popłaca, tudzież zmieniły się zasady jego gry.

Idę do sklepu w galerii handlowej, największej w jednym z najwiekszych miast w Polsce. Na oko jakieś 50% ludzi nie ma maseczek i w najlepsze trawersują sobie sklepy - i raczej nie mówimy tutaj o zakupach pierwszej potrzeby. Stojąc w kolejce do kasy czuję oddech na plecach, a na prośby o zachowanie odstępu jestem najczęściej wyśmiewany lub ignorowany. Czasami ostentacyjny kaszel pomaga.

W autobusach, tramwajach i pociągach często "pełno plus". Nie wiem gdzie podziały się zasady dotyczące ograniczonej ilości miejsc i dlaczego nie są egzekwowane, ale dwugodzinna podróż budzi skojarzanie z koncertem Ozzy'ego, na którym ścisk pod sceną był tak duży, że nie byłem w stanie zrobić nawet jednego kroku.

Taksówkarz mówi, że on już przeszedł chorobę i nie potrzebuje maski, a jego samochód nie ma nawet banalnej plastikowej szybki udzielającej pasażera od kierowcy. A to, że można zachorować ponownie i nawet bezobjawowo zarażać ludzi parska śmiechem - on przecież już przeszedł.

Wynajmowane przeze mnie mieszkanie znalazło potencjalnego kupca i właściciel prosi o prezentację mimo faktu, że aktualnie tam mieszkam. Nie szkodzi - lubimy się, ufamy sobie i szanujemy się, więc ustawiamy spotkanie. Spotykamy się akurat bez niego - sam proponuje mnie nie nachodzić, bo chce ograniczyć ilość ludzi i moje ryzyko. Szacun. A potencjalni kupujący robią aferę, że proszę o założenie maski przed wejściem do lokalu. Na argument, że jestem baranem i wierzę w fałszywą epidemię, rzucam moją obniżoną odporność. Pomaga na pięć minut, bo o ile w maskach weszli to i tak po chwili je ściągnęli. Na koniec pretensje do właściciela w postaci 968 znaków w SMS o tym, jakim chamem okazał się lokator, prosząc o maseczkę czy użycie płynu do dezynfekcji rąk. W sumie to nawet i zabawna sytuacja tylko szkoda, że po ich wizycie sam zachorowałem. Mieszkanie kupili.

Ostatnie ciepłe dni, więc jedziemy z psem w Tatry - jedynie miejsce, gdzie możemy legalnie wejść z futrem to Dolina Chochołowska. Po dolinie kursuje transport w postaci ciągnika z dwoma wagonami, który pozwala pokonać pierwsze 4km w kierunku właściwej trasy. Obok rodzina z dwójką dzieci, które kaszlą jak zawodowi gruźlicy, przy czym rodzice zdają się wtórować. Nikt nie próbuje nawet zasłonić ust czy użyć chusteczki. W podsłuchanej rozmowie słyszę, że koleżanka w pracy dzień wcześniej poszła na L4 bo złapała koronowirusa - a panie pracują przy jednym biurku w open space. "Dobrze, że pojechaliśmy bo w poniedziałek pewnie skierują mnie na kwarantannę" - mówi matka.

Moja babcia, lat 76, pojechała do sanatorium. Mimo dwóch dawek szczepienia zachorowała, ale na szczęście przechodzi bardzo łagodnie. Sama musiała poprosić o test, bo personel nie był skory tego zrobić automatycznie mimo tego, że od początku jej turnusu wykrywali po kilka przypadków dziennie. Moja babcia domyśliła się tylko dlatego, że ludzie po prostu zaczęli znikać, a w kuluarach zaczęto plotkować o tym, że to covid. Tego dnia, w którym zrobili jej test, wykryto jeszcze 25 innych aktywnych przypadków. Sanatorium otwarte jakby nigdy nic do dzisiaj.

Witaj w świecie, którzy przestaje mieć sens.

polska

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 75 (129)
poczekalnia

#88695

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Byłam wczoraj z moją dwójką u pediatry. Kaszel suchy,duszący, katar gęsty, zielony. W części wydzielonej jako Poradnia dzieci chorych, są też inne poradnie- alergologiczna i cukrzycowa dla dorosłych, oraz gabinet zabiegowy. Trudno, alergicy i cukrzycy nie zarażają. Siedzimy grzecznie w poczekalni, przyjmuje tylko jeden lekarz, dzieci mało ( na szczęście). Wtem wchodzi on. Fryzura jak u Szopena, kurteczka rozwiana, siateczka w rączce, wali do zabiegowego, że ma próby do wykonania. Piguła każe mu czekać. Ok, poczeka. Gościu pociąga nosem, kaszle, smarka co chwile chustkę płócienną. Zauważam, że jest czerwonawy na twarzy. Tak, widzę to dokładnie bo NIE MA MASECZKI. Nieważne, że katar alergiczny itd. Ale kuźwa, jest w przychodni dziecięcej, gdzie są młode, osłabione organizmy-cholera wie, czy u faceta to tylko alergia. A piguła też nic, lekarze też nic, rejestratorki, które noszą karty, też nic.. Nikt mu nie zwrócił uwagi, nikt z osób,dla których jest obowiązkiem dbanie o ludzkie zdrowie. Dopiero po mojej uwadze, wyjął maskę i ją przywdział.
Miłego dnia...

Przychodnia dla dzieci

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 33 (99)
poczekalnia

#88692

przez ~Neowiesniaczkaa ·
| było | Do ulubionych
"Służba" zdrowia odc. 3547.
Wizyta u lekarza ustalona na 9.08.21. W piątek 6.08.21 zadzwoniła pani z rejestracji, że wizyta musi zostać przełożona na 13.08.21, godz 9 rano. Nawet zapytała, czy mi termin odpowiada. Ok - każdemu może coś wypaść, lekarzowi też.
13.08 godz 9 rano - lekarza nie ma. Już się nauczyłam, że nadzwyczajna kasta przychodzi średnio pół godziny później, więc mam w du... i scrolluję internety. O 10.30 wściekłam się i zeszłam do rejestracji interweniować. Przemiłe panie rejestratorki (o dziwo nie ma tu ironii) zadzwoniły do p dr i - słyszałam rozmowę - ubłagały ją, żeby zeszła do pacjentów. O godz 10.45 p dr przychodzi do gabinetu i każe poczekać i rozmawia przez tel. Tego już za wiele. Jeb pięścią w drzwi i zaczęłam się na nią drzeć. Przyznaję, z k***ami i jadąc jej na 'ty'. P dr twierdzi, że rejestratorki poinformowały ją, że pacjentów z 9.08 przełożyły na 19.08. Niby słowo przeciw słowu, ale! Panie rejestratorki (również nie pierwszy raz wkur....ne na p dr) zgodziły się potwierdzić na nagraniu pod własnym nazwiskiem, że przełożyły pacjentów z 9.08 na 13.08. Panie wyraziły zgodę na nagranie.
Skarga do Dyr Szpitala (poradnia przyszpitalna) i NFZ oczywiście poleciała. Podpisało się pod nią 4 pacjentów, czekających 13.08. na przyjęcie. Ale ludzie się jeszcze skur...synów boją, bo pacjentów czekało więcej i się nie podpisali.
Mój kraj taki piękny.
P. S. Nie poszłam już do p dr, bo jeszcze krzywdę mi zrobi.
P. S. 2. Zacznę wierzyć w piątek 13tego.

Łódź

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 29 (81)
poczekalnia

#88675

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Catering u Anuli, dania na wynos i smaczne pierożki!

Otóż pierożki te nafaszerowane były śmierdzącym mięsem (smak też paskudny, zgnilizna po prostu), na sczęście zorientowałem się w porę i wyrzuciłem. Niestety, ta paniusia ze Świdnicy na Dolnym Śląsku reklamacji nie przyjęła. Pięniądze poszły w błoto, niestety.

gastronomia

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (87)
poczekalnia

#88667

przez ~Aerie35 ·
| było | Do ulubionych
Mam pracę jako opiekun i jeżdżę do ludzi, do ich domów. Szef jest super, bo po macierzyńskim jął wróciłam to mam takie zmiany, że są wtedy kiedy mogę zostawić dziecko w żłobku, albo może ktoś z dzieckiem zostać. Praca jest w mieście X - większość godzin i Y - tylko 6 godzin w tygodniu i to do tego 2x po 3h. Mieszkam w mieście Y, więc nie mam problemu "wyskoczyć na 3 godzinki", ale wielokrotnie rozmawiałam z szefem, że będę szukać domu w mieście X, aby mieć zmiany tylko w mieście X, bo dla mnie to dojazd autobusem 1,5h w jedną stronę, a autobus mam tylko kilka razy na dobę. Często rozmawiałam o tym z szefem "kiedy w końcu się przeprowadzę(?)", bo to bardzo i dla niego i dla mnie uciążliwe.

W końcu, udało się. Domek w dogodnym miejscu, 5 minut na piechotę od jednej osoby, autobus miejski do innej osoby jeżdżący co 20 minut. Informuję o tym szefa. Pytania zwaliły mnie z nóg:

- Ale dasz radę robić te 2x3 godziny? - nie, bo więcej czasu spędzę w autobusie niż w pracy, zresztą wielokrotnie mówiliśmy o tym, że zostaną mi tylko zmiany w mieście X.

- A dasz radę jeszcze iść na te 3 godzinki w dniu przeprowadzki? - tak w dniu kiedy będziemy wszystko pakować i wozić mam jeszcze iść do pracy... bo to tylko 3 h


Dla wszystkich, którzy uważają, że "urodziła dziecko i myśli, że jej się wszystko należy". Szef wielokrotnie rozmawiał ze mną o tym szukaniu domu i o tym, że dzień przeprowadzki nie będzie zależał tylko ode mnie i dam mu informację jak tylko będę wiedziała kiedy będę mogła się wprowadzić.

Praca

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 23 (59)
poczekalnia

#88654

przez ~Orange ·
| było | Do ulubionych
Będzie krótko. Mój chłopak powiedział mi w moje urodziny, że w sumie byl ze mną dla kasy.

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (90)