Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#69753

(PW) ·
| Do ulubionych
W styczniu się żenię i co ważne - nie bierzemy ślubu kościelnego, a cywilny.

Spotkałem ostatnio znajomą z czasów szkoły. Trochę pogadaliśmy i temat zszedł na standardowe "masz kogoś?", to się pochwaliłem naszym planem "legalizacji" związku. Zgadnijcie czego się dowiedziałem - otóż ślub cywilny to nie ślub. Kiedy mnie zapytała czemu nie kościelny i odpowiedziałem zgodnie z prawdą, że kościelnego nie wezmę, bo nie jestem katolikiem... Oooooo i się zaczęło.

Skończyło się tak, że w pewnym momencie po prostu się odwróciłem i salwowałem się ucieczką. Skąd tyle nienawiści w ludziach i to przekonanie "wiara katolicka jedyną słuszną wiarą"? Ja osobiście jestem agnostykiem, ale nie narzucam innym swojego zdania i nie potępiam za to że są katolikami, więc czemu ja mam być potępiany? Ehhh... Po raz kolejny - witamy w Polsce - kraju z wolnością słowa i wyznania.

Znajomi

Skomentuj (131) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 345 (787)

#78187

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Jestem kontrolerem biletów.
Podczas kontroli w autobusie trafiliśmy na chłopaka i dziewczynę w wieku ok. 17-18 lat, którzy jechali razem. Jak się okazało, ani chłopak, ani dziewczyna nie posiadali przy sobie żadnych dokumentów. Wysiedliśmy z nimi na przystanek, aby potwierdzić ich dane przez Policję.

Nim zdążyłem nawet wyciągnąć telefonu. Chłopak nabrał takiego rozpędu, że nim się obejrzałem, był już kilkaset metrów dalej.
Jak wspomniałem w poprzednich historiach, nie urządzam pościgów za gapowiczami.
Chłopak uciekł, zostawiając dziewczynę samą. Dziewczynie raczej ciężko byłoby uciekać w butach na obcasie.
Dziewczyna była w szoku bardziej niż my. I jak się przyznała później, to on namówił ją do jazdy bez biletu. Zapewniła nas też, że to było jej ostatnie spotkanie z nim.
Mi nie pozostało nic tylko życzyć dziewczynie powodzenia w szukaniu nowego partnera i puściłem ją bez wzywania Policji.

Na chłopaka trafiliśmy 3 godziny później. Jechał już sam. Tym razem nie daliśmy mu najmniejszej szansy na ucieczkę.

komunikacja_miejska

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 235 (259)

#78800

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję na parkingu galerii handlowej:

Telefon z kasy:
Klientka: Dzień dobry, ja wsadziłam bilet i mi pokazało 5 zł a jak wsadziłam drugi raz to pokazało już 9 zł.
Ja: Najwidoczniej przekroczyła Pani już 4 godziny parkowania i stąd ta opłata.
K: Ale jak wsadziłam bilet najpierw to pokazało 5 zł i ja chcę tyle zapłacić!
J: To proszę zapłacić te 9 zł które zostało naliczone.
K: Ale mi pokazało najpierw, że 5 zł!
(Jej chłopak/mąż/kolega który z nią był jej mówi, że sama jest sobie winna)
K: Ja jako klientka mam prawo się rozmyślić i zapłacić później!
J: Czyli idąc Pani tokiem rozumowania: Mogła Pani podejść do kasy od razu po wjeździe, pokazałoby Pani 0 zł do opłaty i tyle by Pani chciała zapłacić?
K: Proszę coś z tym zrobić, bo już się robi kolejka.
J: To proszę zapłacić za parking, by tej kolejki nie blokować.
K: Ja nie będę z Panem dyskutować! Ja chcę zapłacić 5 zł.
J: Jeśli nie chcę Pani ze mną dyskutować, to proszę zapłacić za parking i nie blokować kolejki, która jak sama Pani zauważyła, już się stworzyła.
K: Gdzie mogę złożyć reklamację?
J: Za chwilę podam Pani numer do centrali naszej firmy. Ma Pani jak zapisać?
K: Niech to Pana nie interesuje!
(Jej partner ją uspokaja)
J: Mogę już dyktować?
K: Jak będę mogła pisać to Panu powiem! Już!
J: (podaję numer) O ile dobrze pamiętam, centrala jest czynna od 9 rano.
K: Pana numer służbowy.
J: Nie posiadam takiego... (jest to prawda, nie mam numeru służbowego).
K: (śmiech) PANA NUMER SŁUŻBOWY!
J: Nie posiadam takiego numeru. Mogę...
K: Niech Pan nie będzie bezczelny. Ja sobie Pana zidentyfikuję! Ostatni raz pytam o numer służbowy.

Tu następuję kilkukrotne powtórzenie Klientce, że nie mam takiego numeru i mogę podać nazwisko - "MNIE NIE INTERESUJE JAK PAN SIĘ NAZYWA!"

J: Czy w czymś jeszcze mogę pomóc?
K: Już niech się Pan nie odzywa dla własnego dobra.

(Jej partner mówi jej, że sama jest sobie winna, a "drze ryja na mnie").

Z niecierpliwością czekam na skargę na mnie, bo nie mam numeru służbowego.

Parking Galeria Handlowa 3Miasto

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 255 (259)

#75699

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajsza przygoda w jednej z popularnych Biedronek. Zrobiłem zakupy, podchodzę do kasy. Jest jedna otwarta, bo późna pora już była i mało kto robił zakupy. Siedzi sobie pani na kasie, w kolejce cztery osoby, ja piąty, wszyscy zakupy raczej małe. Za mną Piekielny Klient. Wielki kosz wyładowany wszystkim i niczym. Mamrota pod nosem:

- Kolejka ku***, robić się nie chce leniom, a ja muszę stać i czekać, zakupy ku*** muszę zrobić.

I tak se mamrocze, alkoholu nie czułem, więc trzeźwy, tylko że burak. Kolejka się przesuwa sprawnie, dochodzą następne dwie osoby za piekielnym, teraz jestem już trzeci w kolei, minęło dosłownie z 30 sekund od ustania gościa w kolejce, a ten Piekielny jak nie wydrze japy:

- KU***, czy ktoś tutaj pracuje?! Od godziny KU*** próbuję zrobić zakupy! Wy je*ane lenie, ja was wszystkich KU*** dojadę! Ty KU*** na kasie bujaj dupę i mnie skasuj!

Ludzie w szoku, kasjerka przestała kasować, bo ją zamurowało.

Podchodzi kierownik sklepu, spokojnie podchodzi do gościa, szepcze mu do ucha, wyciąga z kolejki idzie do drugiej kasy, kasuje przemiłego Pana. Wszyscy szczęśliwi, bo bydła nie wolno mieszać z ludźmi, więc nikt słowa nie powiedział... Przychodzi moja kolej, zostałem skasowany, chcę płacić i naglę słyszę Piekielnego:

- KU***, portfela nie mam!

Facepalmy u wszystkich obecnych było słychać w promieniu wielu mil... Wyszedłem z Biedronki i widzę typowego pakiera przed sklepem. Wyszedł za mną również i Piekielny, biegiem do samochodu po portfel. Ja pakuję zakupy do mojego auta, a pakierek podchodzi do piekielnego i mówi mu mniej więcej tak.

- Ta ku*** z kasy to moja żona - i sprzedaje potężnego lepa na twarz piekielnego, zabiera mu kluczyki do auta i... wrzuca w kratkę ściekową - Przyjdź jeszcze raz do tego sklepu, a wrzucę tam ciebie.

Nie wiem czy wynikły z tego jakieś konsekwencję, bo pojechałem do domu, więc dalsza część historii jest mi nieznana, ale mam nadzieję, że pakierek nie poniósł żadnych konsekwencji.

biedronka

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 340 (396)

#77711

(PW) ·
| Do ulubionych
Przechodzisz obok sklepu około godziny 8.40. Na drzwiach wiszą godziny otwarcia: 9-18. W środku ciemno, potykacz schowany do środka, kasa wyłączona (wyświetlacz się nie świeci), muzyka nie gra. Zauważasz krzątającą się po sklepie pracownicę (sprzątanie, mycie podłogi, liczenie kasy). Przez uchylone okno wrzeszczysz: "Mogę wejść?!".
Nie, nie możesz. Wejdziesz o 9.00, jak Pan Bóg przykazał. Specjalnie przychodzę do pracy 20 minut wcześniej, żeby wszystko ogarnąć i punktualnie o 9 być w gotowości, aby pomóc i doradzić.

Mam średnio 3 takie sytuacje w tygodniu. To nie jest apteka, ani spożywczak. Nie sprzedaję produktów pierwszej potrzeby, bez których ktoś nie przeżyje lub których brak znacznie pogorszy komuś jakość życia.
Ja wiem, że komuś się spieszy, że może też idzie do pracy na 9. Ale w drugą stronę: ja nie chodzę po mieście od 8.00 i nie molestuję sprzedawców o wpuszczenie mnie do sklepu przed otwarciem.

Sytuacja zaczęła być piekielna, gdy niektóre klientki urażone moją odmową (zawsze jestem miła ale stanowcza), dzwoniły na skargę do właścicielki. Na szczęście to normalna, poczciwa babka, więc nie miałam z tego powodu żadnych nieprzyjemności.
Tak, pracuję w handlu i mam ból doopy.

sklepy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 244 (274)

#70335

Konto usunięte ·
| Do ulubionych
Będzie to ostatnia historia zza kasy, jako, że jutro żegnam się z Tesco (chlip chlip). Przez ten cały czas wydarzyło się sporo denerwujących,stresujących, oraz piekielnych sytuacji, ale nie ukrywam, że dobrze mi się pracowało.

Hity wczorajszego dnia.

29.12.2015

Pracowałam wczoraj od 6 do 14. Dostałam do kasy 350zł na rozpoczęcie dnia. Przeważały 2zł, 5zł, 1zł, 50gr, 20gr, 10gr oraz monety groszowe. Pieniędzy papierowych miałam naprawdę niewiele. Ot, jeden dziesięciozłotowy banknot, dwie pięćdziesiątki. Pojawiła się Pani Piekielna, zakupiła jakiś produkt, i reszta za jej zakup wyniosła 20zł. Wydałam jej te dwie dychy w czterech pięciozłotowych monetach, a ona rozpoczęła jazgot, że jestem leniwa, i że ona nie chce tego złomu, chce banknot! Próbowałam wytłumaczyć, że inaczej nie mam, a ona stanęła przy kasie niczym słup soli warcząc:

- TO JA POCZEKAM AŻ PANI BĘDZIE MIAŁA! JA TEGO NIE CHCĘ, JA CHCĘ 20ZŁ W BANKNOCIE!

Stała mi i stała przy tej kasie jak sztywny pal Azji (o szóstej rano klientów w Tesco jest raczej niewiele), aż na horyzoncie pojawił się Łukasz, pracownik ochrony. Przyszedł mi odbezpieczyć stojak z papierosami i zapytał co tu się właściwie dzieje, bo PP stała patrząc na mnie niczym kapo obozowy. Powiedziałam mu, że Piekielna chce 20zł papierowe zamiast bilonu, i robi problem.
Łukasz stanowczo poprosił marudną o opuszczenie obiektu, ponieważ swoją resztę już dostała, a wymiany nie będzie, bo Notableq nie ma różowego banknotu w kasie. Poszła sobie fucząc pod nosem. Nie wiem z czego robiła problem, bo raczej 'ciężar' byłby gdybym jej tak dała 20 brzęczących złotówek, a nie 4 pięciozłotówki.

2. Ten sam dzień. Pojawił się klient, z kilkoma produktami. Moment zapłaty, podał mi kartę kredytową, a ja zauważyłam na niej żeńskie imię. Powiedziałam uprzejmie i stanowczo, że tej karty nie przyjmę, ponieważ pan raczej nie jest kobietą i nie ma imienia dajmy na to 'Elżbieta'. Wiem, gender/transseksualizm jest i w ogóle no ale... :P Schemat ten sam co poprzednio, klient nafuczony, zaczepia Paulinę, która tego dnia piastowała nadzór nad kasami. I dawaj ze skargą na mnie, że nie chcę przyjąć karty jego żony. Paulinka mu rzekła, że mamy takie wytyczne, itd, może sobie Pan wypłacić gotówkę z bankomatu i zapłacić tradycyjnie. Nie skorzystał, wyszedł nafuczony zostawiając zakupy.

3. Klient z workiem psiej karmy, ważącej ok 15kg. Rąbnął mi ten wór na taśmę i patrzył z mściwą satysfakcją jak próbuję go podnieść. Kiedy poprosiłam, żeby był taki uprzejmy i podniósł worek, bo go nie skasuję, zaczął pofukiwać ,że takie słabowite kaleki nie powinny pracować w sklepie. Ostatecznie z opresji wybawił mnie Łukasz, którego zawołałam widząc, że przechodzi obok mojej kasy.

Życzę więcej zrozumienia i empatii w 2016 roku, Drodzy Klienci. ;)

Tesco

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 374 (394)
Pracuje w firmie produkującej meble tapicerowane, niemal 100% produkcji trafia na zachodni rynek. Czasem trafia się klient w Polsce, więc dowożę meble służbowym busem do klienta. Trafił się kurs do Poznania, klientka wymaga żeby być u niej o 19, no ok, płaci - wymaga.

Dowożę wiec jej te meble 5 minut przed czasem i tu zaczyna sie horror:
Klientka - Gdzie Pan k..wa był do tej pory?
Ja - U innych klientów, jestem przecież przed czasem.
K - Go..no mnie to obchodzi! Ja tu czekam od 15!
J - Mogła Pani dzwonić, poza tym na zamówieniu jest jak byk że mam być o 19! Po czym wyciągam zamówienie i jej pokazuje.
K - Co mi tu jakimś papierem macha? Nieważne, bierz te meble dzieciaku i wnieś na górę!
J - Przykro mi, ale ja tylko dowożę meble, w zamówieniu napisane jest że nie chce pani żebyśmy je wnosili, więc jestem sam i nie dam rady wnieść ich na 4 piętro. Mogła pani uprzedzić, to byśmy przyjechali we dwóch i po problemie.
Tego było dla niej za wiele. Zadzwoniła do mojego szefa i zaczęła mu opowiadać jaki to jestem niegrzeczny i niedobry i że się migam od swoich obowiązków, a ona sama starowinka przecież nie da rady ich wtargać na górę. Gdy usłyszała to samo co ode mnie, zdecydowanie zmieniła ton swoich wypowiedzi.
K - To jak panie szanowny, wniesie pan? Na flaszkę dam.
J - Niech pani pomyśli, jak sam mam wnieść takie ciężkie meble na 4 piętro? Poza tym taka usługa kosztuje 50zł za każde piętro, ale jak jest nas dwóch. Pod sklepem znajdzie pani kogoś kto za flaszkę pani to wniesie.

Poleciała pod sklep, wraca po kwadransie z dwoma panami, którzy już niejedno wino wypili.
K - I co zdzierco! Ty nierobie leniwy! Panowie mi to wniosą za flaszkę.
J - Gratuluję znajomości i kultury, proszę podpisać odbiór i się pożegnany.
Podpisała wszystkie dokumenty, ściągnąłem meble z auta, a amatorzy tanich win do klientki:
- Szefowa, to dawaj na tą flaszkę, bo nie wnosimy.
Klientka wręczyła jednemu z panów 20zł, ten obejrzał banknot, po czym obaj uciekli.
To ja w busa i strzała do domu. :)

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 850 (916)

#6403

(PW) ·
| Do ulubionych
Niecały rok temu w Świdniku obok Lublina, jedna ze stacji Orlen była obiektem interwencji straży pożarnej. Wozów strażackich różnej wielkości i kształtów krążyło wówczas pełno, a że ognia i dymu nie było widać wcale, to wraz ze znajomymi zachodziliśmy w głowę zastanawiając się co się wydarzyło. Wyjaśnienia doczekałem się dopiero po paru tygodniach, w oddalonej o kilkadziesiąt kilometrów stacji LPG (widocznie w branży wieści rozchodzą się szybko), gdzie podczas tankowania gazu pracownik stacji opowiedział mi o zajściu.

Na Orlenie dzień jak co dzień. Ruch o tej godzinie raczej niewielki. Podjeżdża [K]lient i prosi [P]racownika o zatankowanie gazu do pełna. Pracownik podpina "kabel" i tankuje. Mija sporo czasu, toteż wzbudza to zaciekawienie ze strony pracownika:
[P]: Jaką ma pan pojemność tej butli?
[K]: A nie wiem, samochód pożyczyłem od kolegi.
Mija jeszcze chwila, w końcu i kierowca zauważa ponadnormatywny upływ czasu i coraz większą cenę na dystrybutorze:
[K]: To może ja zadzwonię i spytam.
I tak też robi:
[K]: No cześć, słuchaj, powiedz mi ile ci do tej butli gazu wchodzi, bo na stacji jestem.
W tym momencie klient wyraźnie blednie, w oczach pojawia się strach. Odkłada telefon.
[P]: Dowiedział się pan?
[K]: ...Mówi że wymontował butlę...
W tym momencie zarówno pracownik jak i cała stacja w dalszej kolejności zdała sobie sprawę, że obok nich stoi samochód z gazem zatankowanym do bagażnika, który pod wpływem jednej iskry całą stację zmiecie z powierzchni ziemi.
Chciałbym wtedy zobaczyć twarze tych ludzi.

Orlen

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1843 (2055)

#74253

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem listonoszem w Poczcie Polskiej.
Zarabiamy mało.
Ostatnio związki zawodowe dogadały się z pracodawcą, że dostaniemy 100 PLN brutto podwyżki (ok 70 na rękę). W marcu też była podwyżka (150 PLN brutto).
Obecnie więc (od 1 lipca - wypłata 10 sierpnia) dostajemy 2150 PLN brutto (czyli tak jak podawać długość penisa razem z długością kręgosłupa). Na rękę coś koło 1500 z groszem.
W mediach huczą, że pocztowcy dostali podwyżki. Teraz kolejna.
O co więc chodzi pocztowcom? Czego więc protestują? Grożą strajkiem?

Nastawiają przeciw nam społeczeństwo.
Owszem, dostaliśmy te podwyżki. Tyle, że odebrali nam premie które wynikały z racji wykonywanego zawodu. Na ludzki język tłumacząc: zabrali nam ok 300 PLN aby teraz "hojnie" dawać 250.
Co jest piekielne?
Zgranie mediów i zarządu PP.
Media trąbią o tym, że pocztowcy znów dostali podwyżkę. Zarząd PP jednocześnie nie musi się obawiać reakcji społeczeństwa, na strajki pocztowców. Bo ludzie nie staną za asystentkami, listonoszami, ekspedycją (dostali dwie podwyżki, panie!).
A to, że zarabiamy coraz mniej to już nikogo nie obchodzi...
PS. Zdradzę Wam tajemnicę. Teraz na listonosza przyjmują każdego lesaera.

My, starzy, patrzymy i nóż nam się otwiera. Niestety, nie mamy na to wpływu. I mi osobiście przykro jest jak czytam jak taki jeden z drugim zaniedbuje swoje obowiązki.
Chciałbym przeprosić wszystkich, którzy byli w domu a w skrzynce zastali awizo.
Pozdrawiam.

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 327 (345)

#72868

(PW) ·
| Do ulubionych
Wizyta w sklepie, kolejka do kasy. 6 kas otwartych, kolejka na kilka osób za taśmę, dobre parę minut czekania.

W którymś momencie zbliża się tzw. czasoumilacz - około trzyletnie dziecko drące się wniebogłosy. Ryk jakby mu ukochaną maskotkę wyrzucić. Po chwili płaczu powody rozpaczy się wyjaśniają - rodzice nie chcą mu kupić kolejnej zabawki. Na każde zwiększenie natężenie dźwięku wydobywającego się z dziecka, rodzice mówią mu, że jak tak dalej będzie się zachowywać, nic więcej mu nie kupią i więcej na zakupy z nimi nie pójdzie. Po chwili młody się uspokaja.

Spokoju nie zaznaliśmy, to była cisza przed burzą, ta chwila prawdopodobnie została wykorzystana na zbieranie mocy na kolejny wybuch. Ojciec postanawia zakończyć widowisko, bierze dzieciaka na ręce i wyprowadza ze sklepu, zakupy kończy matka.

Podejście rodziców: nie uczmy dziecka wymuszać zabawek płaczem, żeby nie odchować gówniarza, który myśli, że wszystko mu się należy.

Komentarze ludzi w kolejce: patologia, niekochane dziecko, co im szkodzi to kupić, rodzice niewydolni wychowawczo.

Chyba jestem za młody, żeby zrozumieć fanów "bezstresowego odchowania".

trudy rodzicielstwa

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 473 (483)