Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#69790

~PanTadeusz90 ·
| Do ulubionych
Jestem zapalonym biegaczem już od kilku lat. Toteż zaopatrzyłem się w bardziej sportowe, profesjonalne ubranie. Jednym z jego elementów są czarne, przylegające leginsy. I tak sobie tuptam, tuptam. Przede mną dres ze swoja też dresową partnerką.

Dres: Hahahaha, spójrz na siebie.
Ja --> cisza
Dres: Hahaha, wyglądasz jak baba.
Ja: z pewnością zgrabniej, niż Twoja towarzyszka ;)
Na koniec klepnąłem się lekko w pośladki i puściłem mu zalotnie oczko.

Dzięki Bogu, że naprawdę mam dobrą kondycję i refleks, bo chyba chciał mnie zabić.

Jego wybranka serca tez miała na sobie leginsy i jakieś 15 kg nadwagi.

Chodnik

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 462 (672)

#19973

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna opowieść fotografa weselnego.
Impreza odbywała się w małej wiosce, bimber przelany do butelek po oleju lał się litrami, więc większość gości nawet do oczepin nie dotrzymała. Młodzi też fasonu nie trzymali. Około 1 w nocy skończyłem co miałem do zrobienia i zaczynam się pakować. Pożegnałem się z orkiestrą, gdy podbiega do mnie Młoda[M].
[M]: Bierz aparat i idziemy!!!
[Ja]: Zasadniczo już skończyłem swoją pracę i chciałem się z Państwem pożegnać...
[M]: Dopłacę ci dwie stówy, tylko się pospiesz. Jedno zdjęcie jeszcze zrobić trzeba.

No jak trzeba, do tego za dopłatą, to się nie spierałem, wyciągnąłem z plecaka aparat i idę za Młodą, która prawie biegnie do drzwi. Wychodzimy na zewnątrz, Młoda skręca w boczną dróżkę okrążającą budynek, zatrzymuje się i mówi:
[M] Teraz cicho, włącz aparat, włącz lampę, wychodź za róg i od razu rób zdjęcia.

Mocno zdziwiony, ale nie chciałem dopytywać, bo było widać, że jest nieźle wkurzona. Wyskakuję więc zza rogu z aparatem przy oku, widzę jakieś sylwetki więc celuję i pstrykam kilka zdjęć - Młody ze świadkową zapoznawali ze sobą swoje języki, a na jednym zdjęciu to nawet i migdałki.
Młoda wyszła za mną zza rogu i kazała mi spadać do domu, a te ostatnie zdjęcia wysłać jej do jutra na maila.

Kiedy po 3 tygodniach oddawałem gotowy album, odbierała go tylko ona, nawet nie chciała oglądać.
Za to bardzo mi dziękowała za te 3 zdjęcia z zaskoczenia - dołączyła je jako dowód do papierów rozwodowych...

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1174 (1206)

#69652

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia z wczoraj.

Wracając z banku do samochodu zaparkowanego w centrum mojego miasta słyszę huk i wycie dziecka. Jak jeden mąż wszyscy obecni na ulicy rzucili się zobaczyć co się stało a tam taki obrazek: asfalt, na asfalcie dziecko lat ok 2 twarzą do ziemi, na dziecku wózek spacerowy do góry kołami, a do wózka przyczepiony średniej wielkości pies, który musiał coś zobaczyć, szarpnął się i wywinął wózkiem z dzieckiem kozła - dla osoby która posiada nawet połowę mózgu jest to sprawa oczywista i jak najbardziej do wyobrażenia.

Ludzi rzucili się na ratunek, ktoś podniósł wózek, ktoś wziął malca na ręce i uspokaja. I wszyscy zadają sobie jedno podstawowe pytanie: Gdzie są rodzice?

Otóż rodzic - sztuk jeden, płci żeńskiej - robił zakupy w pobliskim sklepie. Dopiero gdy zrobił się przysłowiowy dym, wyszła zobaczyć co się dzieje i wte pędy do dziecka. Ludzie jak to ludzie, grzecznie zwrócili jej uwagę, że matką roku to ona nie zostanie, na co mamusia rzekła głośno i stanowczo:

- To moje dziecko i mogę robić z nim co mi się podoba - i zwracają się do malca - A ty się k*rwa nie drzyj!


Psychotesty przed zapłodnieniem to w sumie nie jest taki zły pomysł...

Skomentuj (35) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 610 (656)

#75156

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia tak absurdalna, że sama ledwo w nią wierzę.

Południe, gorąco niczym zad Anakina Skywalkera w czasie akcji na Mustafar, wchodzę więc do sklepu i kupuję wodę. Ale! Nie taką zwykłą wodę, wodę delux, w szklanej, przezroczystej butelce przypominającą te, w które rozlewa się przeróżny alkohol. Ot, takiej jeszcze nie piłam.

Co ważne, na butelce jak byk stoi, że to woda, a jakby ktoś jeszcze był niepewny, dodają że źródlana, musująca i 0% vol. Idę więc sobie i kulturnie popijam wodę delux źródlaną 0% vol... gdy nagle zatrzymuje mnie straż miejska. Pod zarzutem picia alkoholu.

Pokazuję, że to żadna wódka, tylko woda, a dwóch inteligentów stoi i upiera się, że właśnie wyżłopałam na jeden raz co najmniej ćwiartkę wódki z butelki. Ze trzy minuty przekonuję, że bezbarwny, całkiem bezwonny płyn gazowany w butelce z napisem woda to woda. I nic. Proponują mi mandat.

Odczepili się dopiero, gdy zaproponowałam, że sama pójdę na ich komendę czy gdzie tam strażnicy urzędują i pokażę tę butelkę ich przełożonemu.

Morał z historii jest taki: kupujcie sok. Byle nie jabłkowy, bo będzie mandacik za piwo.

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 382 (408)

#26989

(PW) ·
| Do ulubionych
Rozmowa na fb z dawną znajomą z liceum, mieszkającą na stałe w Stanach:
(oryginalna treść)
Z-znajoma
W- ja

Z-Hej, Warszafka! Pod koniec tego miesiąca będę na 3 dni u rodzinki. Chętna na jakieś piwko?
W-Teraz to raczej herbatka;) Młody by się nie ucieszył ze zbędnych procentów. ;)
Z-Aaaa...bo ty w ciąży jesteś! No,ale dwa piwka ci nie zaszkodzą! To co, może skoczymy do klubu? Potańczymy, napijemy się, może wyrwiemy jakieś ciacha? :D
(mój komentarz-mam męża)
W- Myślę, że M nie byłby zadowolony ;) Poza tym z brzuchem, to mogę najwyżej tam kogoś staranować. Możemy się umówić na herbatę, może do kina?
Z- Ekstra...fajna z ciebie kumpela ;/ Ja przyjeżdżam raz na pół roku, a ty się ze mną nawet piwa nie napijesz. To siedź sobie w tym domu jak jakaś kura domowa, ale pamiętaj, że potem cię żaden nie będzie chciał! Nara.

WTF?

cudna znajoma

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1076 (1144)

#72613

(PW) ·
| Do ulubionych
Taka zabawna, a może trochę przykra sytuacja ukazująca poziom wykształcenia ludzi, którzy na co dzień pewnie uważają się za... elitę?

Miejsca zdarzenia OBI - tak ten sklep budowlany.
Kupiłem 10cm papieru ściernego. Przy półce są takie karteczki, na których trzeba napisać ile się tego wzięło.
Jakoś tak oczywiste mi się wydało, że napisałem ja sobie "10cm".
Podchodzę do kasy i kasjerka... na oko no młoda dziewczyna, rzekłbym studentka być może...
Wbija na kasę, a tam wyskakuje cena 99zł z drobnym haczykiem.
Mówię grzecznie, że ja 10cm, a nie 10 metrów. Dziwnie zresztą bym wyglądał niosąc ze sobą 10 metrów papieru ściernego...

Skołowana kasjerka trochę zbita z tropu mówi rozbrajającym tonem - "ale ja nie wiem jak mam to wpisać, bo tu w metrach zawsze podajemy"...

Widać było na jej twarzy naprawdę autentyczne zagubienie i paraliż. Nie wiedziała dziewczyna co ma zrobić, ale też widać było, że jakoś głupio jej było poprosić o pomoc kogoś, bo może zdawała sobie sprawę z komizmu całej sytuacji.
Mówię, więc grzecznie znowu, z uśmiechem, że niech wpisze 0,1 metra.
Dziewczę z takim dość nieufnym wzrokiem pyta "na pewno?"

Nie, no nie każdy musi być orłem z matematyki, no ja to rozumiem. Ale tu młoda dziewczyna, zapewne studentka czegoś tam, może ambitna, może i nawet w czymś tam jest dobra...
Ale jakieś podstawy podstaw, żeby potem gdzieś samemu nie zostać oszukanym w tym podłym świecie. Jak taka osoba potem idzie do banku, albo sama robi zakupy?

sklep kasa matematyka

Skomentuj (55) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 352 (374)

#78139

(PW) ·
| Do ulubionych
Na Ojca, Syna i Wnuka...

Wczorajszy późny ranek, jadę autobusem miejskim i usiłuję zachować jedną pozycję za wszelką możliwą cenę. W pewnym momencie podbiega do mnie pięcio-, może sześcioletni chłopiec i kopie łydkę.

Cela miał wybornego, bo trafił prosto w naciągnięty trzy dni temu mięsień brzuchaty. Łzy w oczach, szum w uszach, a ręka poszła sama za wyćwiczonym latami odruchem i chlasnęła gnojka przez łeb tak, że aż się obrócił i upadł, zanim zaczął wyć.

Co wykrzyczała do mnie jego matka z bezpiecznej odległości 2 metrów?

"Co mu pani robi, niech go pani nie bije, ON JEST Z IN VITRO!"

Przysięgłabym, że z ZOO.

ludzkość

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 351 (395)

#76018

(PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio głośno w mediach o porodzie pewnej Pani, podzielę się więc opowieścią jak to moja żona rodziła drugie dziecko.


Najpierw opowiem jak wyglądał pierwszy poród.
Skurcze zaczęły się gdzieś w okolicach godziny 17:30. Pojechaliśmy do małego szpitala z dobrą renomą. O 18:10 przybyliśmy, żona miała już pełne rozwarcie. Położne stwierdziły, poród do 30 minut. Wody nie chciały odejść, ale udało się o 22 z hakiem piękna córeczka. Pierwsze słowa żony po porodzie "przecież to w ogóle nie bolało, to ja mogę więcej dzieci rodzić". Położne były świetne, całość porodu oboje dobrze wspominamy.

Tyle tytułem wstępu.

2 lata i 10 dni później trzeba było znowu pojechać na porodówkę. Tym razem wybraliśmy duży szpital w mieście, w którym mieszkamy. Łatwiej będzie wszystko zorganizować logistycznie.
Rozdział 1
Przychodzimy do szpitala, dzień dobry, dzwonek, tak rodzę, proszę tutaj.
Żona weszła do izby przyjęć, drzwi się zamknęły, telefon mi zostawiła i tak o to 2 godziny czekałem sobie. Na pytania czy już rodzi, urodziła czy co otrzymuje odpowiedź "krzywda jej się nie dzieje"
No ok, mogę poczekać, spotkałem w między czasie koleżankę z podstawówki, rodziła trzecie dziecko. Ponoć to standard, jeśli coś się zacznie zawołają mnie.

Rozdział 2
Przyjechała na wózku wybranka mego serca, KTG podłączyli. Wszystko gra i buczy, wody pomału odchodzą. Pojechaliśmy do sali porodowej. Właściwie nic ciekawego się nie działo od godziny 12 do 19 lekkie skurcze. Wody pomału odchodzą, żona nie może chodzić bo KTG. Na oddziale 2 położne, powinny być 3, ale jakieś L4. W sąsiedniej sali ciężki poród wiec co ładnych parę godzin ktoś nas odwiedza. Nuda.

Rozdział 3
Około godziny 19:05 przychodzi nowa warta. Obchód, pytamy czy można odpiąć KTG i pochodzić. Przy pierwszym porodzie ciepły prysznic bardzo pomógł i przyspieszył poród. Skurcze co 5 minut, delikatne.
Żona poszła pod prysznic, stoję pod drzwiami łazienki i słyszę rozmowę położnych.
P1- zablokowałam komputer
P2- miałaś caps locka, wyłącz i wpisz
P1- tylko trzy razy już wpisałam, trzeba do administratora dzwonić

W miedzy czasie słyszę z kabiny krzyki żony, skurcze co 40 sekund. Decydujemy się wracać do pokoju. Przechodzimy przy wyspie położnych. Skurcze co 30 sekund. Musimy trasę robić na 2 raty. Dalej rozmowy o haśle, zebrało ich się tam z 5 + lekarz.

Jesteśmy w pokoju, żona już nie kontaktuje. Idę do położnych, że skurcze non stop. Zaraz się zacznie, niech ktoś przyjdzie. Dostaję odpowiedź, w porządku niedługo ktoś będzie.

Wracam do lubej, skurcze już praktycznie co moment. Luba mówi, kochanie nie podchodź chyba kupę zrobiłam. Patrzę a tam krew, wielka plama. Ponownie wracam i mówię, że żona urodzi w przeciągu kilku minut, niech ktoś będzie. Odpowiedź standardowa, grono siedzi przed komputerem.

Jestem w pokoju i nie wiem co robić, kontaktu z rodzącą żadnego, biała cała, stoi przy fotelu. Wrzask non stop.
Wybiegam z pokoju i z drzwi krzyczę "niech ktoś k..a przyjdzie"
Wpadło zacne pogotowie komputerowe, 4 stało i patrzyło bladych (w tym lekarz). Najstarsza położna podbiegła, sprawdziła. "Jest główka".
Następne 15 sekund wygląda jak w bajkach Disneya. Wszyscy biegają, po ręcznik, po pojemnik na dziecko. Generalnie nic nie było przygotowane. Rzeczy lecą na podłogę, ludzie się potykają w tym wszystkim.
Dziecko wyszło, udało się, zdrowe, ładne i całe.

Rozdział IV
Najstarszej położnej czy to ja i moje słowo na K się nie spodobało czy co innego nie wiem.
Wyszło łożysko, wygląda mniej więcej jak wielka wątróbka. Położna kładzie pół metra ode mnie i zaczyna gderać i sprawdzać czy ok, zerkając na mnie czy tatuś już zemdlał. Nie podziałało, ok to wymyślimy co innego.
Przy pierwszym porodzie żona była zszywana po miejscowym znieczuleniu, nawet tego faktu nie zanotowała.
Teraz położna kilka minut po porodzie z dzieckiem na piersi zaczyna swoje sadystyczne na żywca. Krzyk jakby drugie dziecko miało być, żona do dzisiaj twierdzi, że to zszywanie bardziej bolało od porodu.


Żeby nakreślić jak szybko to się działo, córeczka pojawiła się o 19:39.
Sam nie wiem, jakby mnie nie było, poszedłbym na papierosa czy po prostu siusiu. Dziecko walnęłoby głową w podłogę, nie wiem po jakimś czasie ktoś by przyszedł. Z pokoju rodzącej nie było słychać praktycznie nic na wyspie szefowych. Trzeba było wyjść i otworzyć drzwi.
Na szczęście wszystko dobrze się skończyło.


Mam nadzieję, że nie wyszła z tego zbyt długa epopeja.
Obie córeczki zdrowe, wesołe i kochane :)

porodówka

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 374 (422)

#71342

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak zacząłem tracić wiarę w kościół.

Było to trochę temu, lat jakieś 18. Miałem wtedy około 12 lat, lubiłem czytać książki bardziej od chodzenia na imprezy, ekhm, dyskoteki szkolne. Mieszkaliśmy wtedy w bloku, miałem dwóch sąsiadów, ojciec i syn, fajni ludzie, obaj bardzo związani z kościołem.

Pewnego dnia zaproponowali mi udział w przedstawieniu Męki Pańskiej, wystawianej przez przykościelną trupę teatralną do której należeli. Przez kilka miesięcy mieliśmy próby, ja grałem jednego z pięciu żołnierzy. Nawet bardzo mi się to podobało, z przedstawieniem odwiedziliśmy wiele fajnych miejsc.

Aż pewnego dnia, po przybyciu na miejsce do nowego teatru, postanowiłem sobie pójść do sklepu kupić cukierki (wiem, szaleństwo). Kiedy wracałem, zaraz po otwarciu drzwi do budynku teatru... dostałem cios w gębę.
Tak dosłownie, naciskam klamkę, otwieram drzwi, widzę pięść i nagle jestem kilka kroków dalej, a przód mojej kurtki jest czerwony. Przez łzy widzę że aktor grający główną rolę, nasz "Jezus", idzie w moją stronę z mordem w oczach. Na szczęście dorwał po drodze innego chłopaka grającego żołnierza i zaczął go nawalać, ja w tym czasie na miękkich nogach wlokłem się do kibla.

Miałem do przejścia kilka metrów, ale zrobiło się zbiegowisko i dosłownie wszyscy widzieli 12-letnie dziecko, płaczące, zalane krwią i NIKT, dosłownie NIKT z tych umodlonych, kościółkowych, katolickich dewotów nie kiwnął palcem żeby mi pomóc.

Przedstawienie spędziłem w kiblu starając się zatamować krwawienie z nosa, nie wiedząc jednak jak to się robi, trzymałem głowę do tyłu, nałykałem się krwi i rzygałem jak kot. Przez 4 godziny. I nikt się nie zainteresował.

Potem wszystko się wyjaśniło. Okazało się że nasz Jezus dostał cynk od jakiejś dewoty, że pięciu 12-letnich żołnierzy-aktorów (w tym ja) planujemy podnieść jego "nowe" auto (peugeot jakiś), które on dopiero kupił i przenieść je na trawę. Auto waży 1.1 tony, to jakieś 275kg na osobę, bułka z masłem.

Ta wiadomość tak rozsierdziła "Jezusa", że postanowił bronić swego dobytku przed pięcioma niedoszłymi strongmenami i wpadł w tryb seek & destroy. Po dokonanym pogromie, jakieś pół godziny później, ucharakteryzowany na mesjasza, z koroną cierniową na głowie jęczał i "umierał" na krzyżu.

A co mi się właściwie stało? Zawsze miałem mocne kości, więc kiedy walnął mnie w nos, zamiast mi go złamać, skrzywił mi go. Dzień później w szpitalu był on mi nastawiany przez ortopedę, bez znieczulenia (bo opuchlizna) podczas gdy pielęgniarz trzymał mnie za głowę. Mimo wszystko nadal jest krzywy. Muszę tutaj dodać że obdukcji nie było, "Jezus" był przykościółkowy, więc nawet nie zawiadamialiśmy policji.

I tak właśnie dowiedziałem się, że wiara nie robi z ciebie lepszego człowieka. Uświadomienie sobie tego faktu było pierwszym krokiem, potem było już z górki. Aktualnie jestem ateistą.

teatr

Skomentuj (71) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 253 (407)

#76629

(PW) ·
| Do ulubionych
Zamieściłam ogłoszenie na olx:

"Sprzedam wózek spacerowy (marka i model).
Wózek w stanie dobrym, widać normalne ślady zużycia.
W zestawie osłonka na nóżki, folia przeciwdeszczowa.
Nie wysyłam za pobraniem."

Najczęściej pojawiające się pytania:
1. Czy w zestawie jest osłonka na nóżki (dosłownie w każdej odpowiedzi).
2.Wyśle mi pani za pobraniem (co druga odpowiedź).
3. W jakim stanie jest wózek?/Czy wózek jest w pełni sprawny?

No i jeszcze pełno:
- wuzek
- nuszki (z kontekstu wynikało, że chodzi o nóżki)
- muj synek
- blod (błąd)
- do wiedzieć, do szło
- jusz (już)
I wiele, wiele innych...

Ja wiem, że nie każdy ma opanowane czytanie ze zrozumieniem, że dysleksja, że nie każdy musi umieć pisać poprawnie, ale czasami musiałam czytać wiadomości po kilka razy, żeby zrozumieć o co chodzi...

Olx

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 321 (333)