Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#89192

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierownikiem pociągu.

Przyszedł do mnie podróżny w celu zakupu biletu. Powiedział, że ma problem, ponieważ został okradziony i za bilet może jedynie zapłacić telefonem. Stwierdziłem, że nie ma najmniejszego problemu, gdyż od dawna można już dokonywać płatności zbliżeniowo. Gdy już miałem mu wystawić bilet stwierdził, że się nie zrozumieliśmy. Zaproponował, że da mi swojego smartfona w zamian za wystawienie biletu. Co prawda sam telefon wart był więcej niż bilet, który zamierzał zakupić, ale nie mogłem się zgodzić na taki układ.

Zaproponowałem mu 2 rozwiązania jego problemu. Albo wysiądzie na najbliższej stacji i próbuje szczęścia gdzie indziej, albo okaże dokument i wystawię mu wezwanie do zapłaty za brak ważnego biletu. Podróżny powiedział, że dokumentów nie ma bo zostały mu skradzione, a wysiąść nie może bo jedzie w bardzo ważnej sprawie.

Pozostała mi trzecia opcja czyli wezwanie Policji w celu ustalenia jego danych osobowych i wystawienia wezwania. Podróżny zgodził się na nią bez najmniejszych oporów. Na następnej stacji mieliśmy i tak 10 minut rozkładowego postoju, więc interwencja nie powinna spowodować opóźnienia.

Po sprawdzeniu danych podróżnego Policjanci poprosili go jeszcze o pokazanie telefonu. Wyraźnie zmieszany podróżny stwierdził, że telefonu nie posiada, bo został mu skradziony. Postanowiłem się wtrącić i opowiedzieć Policjantom o sytuacji sprzed 20 minut.

Po przeszukaniu podróżnego, i sprawdzeniu IMEI znalezionego przy nim telefonu wyszło, że został on zgłoszony jako kradziony.

kolej

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (176)

#89188

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Byłem wczoraj postrzelać z kolegą na strzelnicy, wynajęliśmy sobie jedną otwartą oś (na zewnątrz) i strzelaliśmy na zmianę. Oś wygląda w ten sposób, że za celem i po bokach są usypane ok 2m wały z ziemi dla bezpieczeństwa.

No i była moja kolej, naparzam ołowiem aż miło, gdy nagle kolega krzyczy do mnie:
- Wstrzymaj ogień! Na wale jest człowiek!
- Kurka Co?
Przerwałem ogień, przeniosłem wzrok na wał i rzeczywiście coś mi tam mignęło. Wg kolegi jakiś mały dzieciak wylazł do połowy ciała w miejscu styku wałów, tylnego z bocznym i uciekł jak kolega zaczął krzyczeć. Na strzelnicy taka sytuacja nigdy nie powinna się zdarzyć, niby strzelam dobrze, ale jakbym nie opanował broni lub ręka mi by się omskła to tułów tego dziecka od mojego celu był jedynie 5m w bok i mogła by wydarzyć się tragedia.

Poszedłem na oś obok zobaczyć co tam się wyczynia najlepszego. Zastałem faceta na stanowisku (nie strzelał, broń miał rozładowaną) i matkę z dzieckiem (ok 4-6 lat) wracających od celu do stanowiska. No i mówię do faceta jak było i że taka sytuacja jest niedopuszczalna. A ten mi zaprzecza, że tak nie było. No kurka wodna. Powiedziałem, że jego dzieciak ma czerwoną kurtkę i mojemu koledze na pewno się nie przywidziało, a jak bierze się gówniaka na strzelnice to trzeba być jeszcze bardziej ekstra ostrożnym.

Jak usłyszał, że nie odpuszczam w końcu przyznał racje, przeprosił i obiecał pilnować, ale kurka czemu dopiero jak ktoś zwrócił uwagę. Na cholerę wg ludzie zabierają takie małe dzieci na strzelnicę to nie wiem.

strzelnica

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (109)

#89160

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Psy na wsi.

Do worka tak podpisanego można wrzucić wiele tematów czy historii. Ja się zajmę tutaj tematem wypuszczania psów na otwarte tereny bez opieki by się "wylatały". Problem sam w sobie piekielny, robi się bardziej piekielny jak dorzucimy do tego fakt, że owe wypuszczanie ma miejsce w nocy.

Wspomniane dwa psy, w nocy lubują się w głośnych dyskusjach z psami, które zgodnie z prawem czy dobrymi obyczajami nie wychodzą poza prywatny teren ich właścicieli. M.in. z moimi, które w nocy swobodnie mogą chodzić po moim podwórku, oczywiście po upewnieniu się, że w ogrodzeniu czy bramie nie ma luk, które pozwolą im opuścić mój prywatny teren.

Nie przeszkadza to jednak wspomnianym psom, które upodobały sobie głośne oszczekiwanie się przez bramę z moimi. I mówiąc "głośne" mam na myśli bardzo głośne - słychać je dość dobrze nawet przez zamknięte okna w dalszej części budynku. Przeganianie nic nie daje, psy odchodzą kiedy tylko zobaczą otwierające się drzwi i jak gdyby nigdy nic wracają sobie następnego dnia.

Czarę goryczy przelał wczoraj fakt, że późnym wieczorem kiedy miałem gości i brama była otwarta a moje psy siedziały w swoich kojcach, te obce wkroczyły sobie wesoło na moje podwórko. Nie mam pojęcia co robić - przeganianie nic nie daje, a właściciel nieznany jako, że psy chodzą tylko w nocy i nie są z najbliższej okolicy (nie należą do żadnego z najbliższych sąsiadów), a szczekanie w nocy jest uciążliwe. Ktoś ma jakąś dobrą radę?

pies wieś

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 73 (73)

#89145

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Może i są tutaj bardziej piekielne historię, ale moja skutecznie podniosła mi ciśnienie

Rozchorowałem się kardiologicznie. Trzeba udać się do specjalisty. Po prywatnej wizycie w centrum medycznym umawiam się z lekarzem na zabieg ablacji z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. W związku z zabiegiem konieczne jest położenie się do szpitala.

Na kilka dni przed hospitalizacją mam zadzwonić do centrum medycznego i potwierdzić, że w dniu przyjęcia faktycznie stawię się w szpitalu (oddalonego 120km od miasta wojewódzkiego w którym mieszkam).

Oznajmiłem szefowi że w takim i takim okresie będę musiał pauzować od pracy w związku z zabiegiem. Szef zrozumiał, nie ma problemu.

Dzwonię we czwartek i mówię, że mam zaplanowany zabieg i miałem się pojawić w szpitalu we wtorek. Pani w recepcji oznajmia, że pan doktor się rozchorował i jeszcze przez następny tydzień będzie na zwolnieniu, a nowy termin zabiegu będę miał wyznaczony kiedy wróci. Ok, rozumiem zdarza się.

Łapię za telefon, mówię szefowi o sytuacji i że będę w pracy, bo nie potrzebuję wolnego. Kierownik zorganizował już tak podział obowiązków w firmie, żeby reszta poradziła sobie beze mnie, ale w związku ze zmianą planów musi od nowa ustalać grafik.

Poniedziałek, godzina 17.00-telefon:
- "Dzień dobry, centrum medyczne, piekielna z tej strony. Na jutro ma pan zaplanowany zabieg ablacji, mam rozumieć, że pojawi się pan w szpitalu?"
- "Ale ja dzwoniłem do pani we czwartek i powiedziała mi pani, że doktor jeszcze do końca tygodnia jest na zwolnieniu."
- "Tak, ale czuję się lepiej, a na zwolnieniu jest w naszym centrum medycznym, a w szpitalu zabiegi wykonuje planowo."

Na szczęście szef okazał się wyrozumiały, ale czuć było w jego głosie irytację (żeby nie powiedzieć w**rw)

Centrum medyczne

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (160)

#89122

przez ~shldr ·
| Do ulubionych
Siostra mojej kobiety mieszka na obrzeżach pewnego miasteczka. Ich dom jest na końcu wąskiej, osiedlowej uliczki. Na najbliższych działkach dopiero powstają kolejne domy, jednak na wcześniejszym odcinku (bliżej główniejszej drogi) domy są po obu stronach. Na tej uliczce właściwie wszyscy się znają, bo są w podobnym wieku, niektóre dzieci chodzą do jednej klasy/grupy w przedszkolu. Budowali się w podobnym czasie, a działki były kupowane praktycznie po znajomości, bo tego brat kupił, no to i on obok, a zaraz obok nastręczył swojemu kumplowi itd. Czasami robią jakieś wspólne grille, sylwestry.

Każdy ma kawałek swojego podwórka, podjazdu, nawet garażu, jednak część mieszkańców upodobała sobie parkowanie na poboczu uliczki, przy swoich płotach. Rozumiem, że czasami tak wygodniej, bo przyjeżdża się do domu np. na pół godziny, i nie chce się czekać aż się brama otworzy itd. Problem w tym, że zwłaszcza 2 rodziny mieszkające na przeciwko siebie zaczęły to robić bezmyślnie. Zamiast parkować te auta na tzw. mijankę, czyli żeby dało się zygzakiem przejechać, to parkowali równolegle do siebie, przez co blokowali przejazd (tzn. podobno raz szwagrowi udało się przejechać jak złożył lusterka, ale to dosłownie na centymetry).

Ze 2 razy złożyło się tak, że auta blokowały przejazd jak Aga gdzieś jechała, więc trąbiła, aż po kilku minutach ktoś z sąsiadów łaskawie wychodził i odjeżdżał. Przy okazji jakichś spotkań poruszyła ten temat z sąsiadami, żeby tak nie parkowali, bo jak widzą blokują przejazd. Odpowiadali w stylu "Tak, dobrze. Już nie będziemy". Oczywiście na obietnicach się skończyło.

Największa piekielność nastąpiła jednak w poprzednim tygodniu. Aga jechała z synem do okulisty, na wizytę na którą czekali miesiącami. Przejazd zablokowany. Trąbi i trąbi - nic. Zaczęła dzwonić domofonami, jednak w tym momencie zauważyła, że w oknach ciemno. Dzwoni najpierw do jednej sąsiadki - oni są u jej mamy na urodzinach, 40 km dalej. Swoje auto zostawiła przed płotem, pojechali autem męża. Pisze do drugiej na messenger - ona nie wie, ona w pracy, zaraz zadzwoni do męża. Okazało się, że po męża przyjechał kolega bo jechał odebrać skądś tam auto, i potrzebował drugiego kierowcy, będą za godzinę. Auta oczywiście nie przestawił. Nosz urwa! Objechać tego miejsca w żaden sposób się nie da, chyba, że terenowym autem, po cudzych działkach. Małym, miejskim autem niewykonalne.

Sytuacja z okulistą została uratowana, ponieważ szwagra brat wracał z pracy, i nie zważając na to, że jest zmęczony i głodny, zajechał po nich i zawiózł na wizytę.

Agnieszce para poszła uszami ze złości. Poczekała do wieczora, aż "kochani" sąsiedzi z obu domów wrócą (oczywiście od razu po przyjeździe zabrali auta z ulicy, bo już przez telefony dostali zj*bkę). Poszła najpierw do jednych, potem do drugich, wyciągnęła ich na ulicę i tam opier.. niczyła na czym świat stoi. Słusznie moim zdaniem podsumowała tą sytuację, że pal sześć to, że prawie przepadła jej dziecku wizyta umawiana kilka miesięcy wstecz, ale gdyby doszło u nich do jakiegoś pożaru, to straż pożarna nie miałaby dojazdu, i ich dorobek życia pewnie poszedłby z dymem, zanim udrożniliby drogę.

Ostrzegła, że następnym razem nie będzie się bawić w żadne trąbienie czy dzwonienie z prośbą o odjechanie, tylko dzwoni na policję. Na słowa jednego z sąsiadów, że "jak to tak, policję na sąsiadów nasyłać?" odpowiedziała, że skoro sąsiedzi tak jej i jej męża nie szanują, że nie są w stanie zaparkować auta 5 metrów dalej, nie wspominając o wjechaniu na własną posesję, to czemu ona ma mieć skrupuły?

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 191 (191)

#89106

przez ~ChodzeNaPiechote ·
| Do ulubionych
Kierowcy w Polsce, przykład głupoty #999999

Miasto w południowej Polsce. W centrum miasta trwają dwa remonty. Mądre, czy nie, potrzebne czy nie: nieistotne dla tej historii - trwają od pewnego czasu i ciężko je przeoczyć czy nie wziąć pod uwagę w kalkulacji czasu dojazdu. Mówią o tym w radiu, mówią o tym znajomi, rodzina - nie wspominając o dość wyraźnym oznaczeniu w okolicy.

Remonty powodują, że na ulicy północ-południe formułuje się gęsty korek. Obserwuję go codziennie idąc do pracy.

Dziś jednak kierowcy sami sobie stworzyli nowy sposób na utrudnienie życia. Innym, ale sobie również.

Otóż ulica północ-południe zakorkowana. Przed skrzyżowaniem (za którym zaczyna się remont) stoi sznurek aut z dość sporym vanem na przedzie. Światło zmienia się na zielone, ale kierowca vana ma ewidentny widok na korek i nie rusza, gdyż nie ma możliwości wciśnięcia się choćby na 5 cm.

Kierowcy za nim najpierw trąbią (0,5 sekundy po tym, jak nie ruszył na zielonym), trąbią ponownie, a potem wymijają vana i ładują się przed niego - oczywiście łamiąc przepisy ruchu drogowego, gdyż na skrzyżowaniu nie ma do tego "legalnych" warunków.

Skutek? Teraz stoi korek północ-południe, ale również wschód-zachód, bo kierowcy minęli vana, wjechali na skrzyżowanie, zablokowali całą jego przepustowość i tak sobie stali raźnie przez kolejną zmianę świateł.

Drodzy państwo, jeśli ktoś nie rusza na zielonym to fakt: może się zagapił, może przysnął, ale w warunkach ewidentnych prac remontowych i ograniczonej przestrzeni, weźcie pod uwagę, że istnieje prawdopodobieństwo, że zwyczajnie nie ma gdzie zjechać wam z drogi.

Szerokości...

polskie drogi

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (131)

#88917

przez ~Pechowiec1234 ·
| Do ulubionych
Często na portalu pojawia się stwierdzenie "ręce, cycki, witki opadają". Przyszedł czas, że i mnie spotkała sytuacja, w której nie wiedziałam, co mam zbierać z ziemi.
Mam w klasie dziecko z ewidentną wadą wymowy. Dziecko mówi dużo, chętnie ale bardzo niezrozumiale. Po obserwacji i upewnieniu się, że mimo ćwiczeń nie ma poprawy, zdecydowałam się na rozmowę z rodzicami.
Zasugerowałam badanie laryngologiczne, sprawdzenie, czy nie ma anatomicznych przyczyn wad wymowy i zapisanie dziecka na zajęcia logopedyczne.
Co usłyszałam w odpowiedzi?
"Wiemy że ma problem ale nie mamy czasu biegać po lekarzach. Może jak dziecko będzie starsze".
Rozumiem, że bywa różnie. Rozumiem, że doba nie jest z gumy ale umiejętne komunikowanie się jest elementarnym narzędziem społecznym.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć na taki argument.
Zaczynam wątpić w sens swojego zawodu.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (167)

#88772

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Poczta Polska.

Ze względu na ilość piekielności, sama z jej usług już dawno nie korzystam. Natomiast mój tata potrzebował jeszcze jednego gwoździa do trumny, żeby zdecydować się na przekazywanie paczek w inne ręce.

Mianowicie, miał mi wysłać mój dyplom z uczelni. Uznał, że skoro czas nagli to najbezpieczniej wybrać opcję z Poczty Polskiej za ok. 50 zł - dostawa do rąk własnych już na drugi dzień. Okay.

W podanym przedziale godzinowym koczuję przy drzwiach, czekając na kuriera. Pozwalam sobie tylko na jedną krótką wycieczkę do toalety, ale słychać z niej dzwonek.

Czas mija, kuriera nie ma. Domofon milczy. Telefon milczy. W systemie śledzenia pojawiła się informacja, że paczka wraca do sortowni.

Pierwszy telefon na Pocztę Polską - pani widzi w systemie, że kurier nie mógł dziś dostarczyć paczki, możliwe że przez awarię samochodu. Paczka będzie jutro.

Podziękowałam, rozłączyłam się i coś mnie tknęło, że za taką cenę usługi wypadałoby złożyć reklamację.

Telefon do obsługi klienta - na hasło "reklamacja" pani się zjeżyła po drugiej stronie słuchawki i nagle okazało się, że w systemie to mają wpisane, że nikogo nie było pod wskazanym adresem. No kurka wodna...

Łaskawie zgodzili się dostarczyć paczkę na następny dzień.

Puentą jest nie stres, nie złość, nie bezsilność, nie wydanie dużej kwoty na nieadekwatną jakość usługi, ale pytanie zdziwionego kuriera:

- To pani tu mieszka? Na domofonie jest inne nazwisko.

Tak.

Na domofonie jest nazwisko osoby, od której wynajmuję mieszkanie.

Zatkało mnie na tyle, że już nie drążyłam ale chyba dobrze kombinuję, że kurier zobaczył inne nazwisko i nawet nie spróbował dostarczyć paczki?

poczta

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (113)

#88700

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dlaczego kamerka samochodowa to bardzo przydatne urządzenie...

Zawsze myślałem, że mit o kierowcach wyciągających z garażu swoje 4 kółka tylko w dzień 1 listopada jest tylko legendą. Aż do dziś w każdym razie.

Wiadomo jak wygląda sytuacja pod cmentarzami w ten dzień. Jest ciasno, często trzeba manewrować autem "na lakier". Nic nowego i także rozumiem, że jeden lepiej sobie radzi a drugi gorzej. Wystarczy trochę zrozumienia dla innych, nie denerwować się, bo to i tak do niczego nie prowadzi.

Ale dziś mnie jeden dziad wkurzył solidnie. Tak, mówię "dziad", mimo że zwykle mam szacunek do starszych osób.

Jadąc drogą główną szukałem miejsca do zaparkowania. Miejsca parkingowe umieszczone od razu przy drodze, więc trzeba było uważnie patrzeć, czy ktoś przypadkiem nie wyjeżdża. Nie było to o tyle trudne, iż korek był taki że poruszaliśmy się wszyscy w sznureczku z prędkością nie przekraczającą zwykłego chodu pieszego. Zauważyłem, że auto zamierza wyjechać. Gość wrzucił wsteczny, kierunkowskaz i próbuje. Spoko. Zatrzymałem się przed nim jakieś 3 szerokości aut wcześniej, mrugnąłem światłami na znak, że może śmiało wyjeżdżać. Parking ustawiony ukośnie, więc jeden wyjeżdża, drugi wjeżdża. Bardzo proste.

No i gość wyjechał. Nie mam pojęcia, co on zrobił, ale po zgaśnięciu jego świateł stopu i wyłączeniu biegu wstecznego, znów wrzucił wsteczny i "jeb" prosto mi w auto. No żesz kurvv... Wysiadłem i kazałem mu zjechać z powrotem na miejsce. Ja na awaryjnych zjechałem po kilku chwilach na kawałek trawy oddzielającej chodnik od jezdni po drugiej stronie ulicy tak, żeby nikomu nie utrudniać ruchu.

No i przyszło do konfrontacji. Dziad do mnie, że ja wjechałem mu w tył, drąc przy tym ryja na 100 decybeli. Przepraszam za słownictwo, ale staram się przedstawić w miarę obrazowo sytuację. Odparłem, iż to on we mnie uderzył podczas, gdy mój pojazd stał w miejscu. Nieprawda, bo ja mu za mało miejsca zostawiłem i nie miał jak wycofać do końca. A tak naprawdę miejsca miał tyle, że ciągnik siodłowy wraz z naczepą by wyjechał spokojnie. Ok, teraz koloryzuję, ale odparłem, że był już normalnie na jezdni całym pojazdem, miał jeszcze dobre 3 lub 4 metry do mojego pojazdu, po czym wrzucił znów wsteczny i uderzył w moje auto.

To NIEPRAWDA. Dobrze, niech tak będzie. Zadzwoniłem na policję. Patrol przyjechał (właściwie podjechał) praktycznie od razu, bo było ich kilka przy najbliższym przejściu i skrzyżowaniu. Najpierw "Pan Dziad" nie dał dojść do głosu policjantom, tylko nadal krzyczał. Ja sobie stałem spokojnie. W końcu mnie zapytali o zdanie. Pokazałem nagranie, bo nic więcej do dodania nie miałem, a z narwanym debilem się kłócić nie będę. Panowie zobaczyli dowód i przedstawili jasno sytuację, że to on jest winien kolizji.

Można by na tym zakończyć historię, która niczym szczególnym się nie wyróżnia - ot sytuacja, jakich wiele jest codziennie. Ale zachowanie "dziada" było najlepsze. Mianowicie, jakim prawem ja śmiem go nagrywać? On nie pozwala na nagrywanie (dalej wrzask przekraczający 100 decybeli). Policjanci nie potrafili mu przemówić, że kamerka samochodowa jest legalna i nie nagrywa osób prywatnych, tylko drogi i zaistniałe na nich sytuacje.

W końcu chyba zrozumiał, ale po spisaniu wszelkich papierów znów podniósł swój głos, tym razem na policję, bo jego auto musi zostać odholowane ze względu na to, iż nie nadaje się do dalszej jazdy z powodu rozbitych tylnych świateł. Po czym poszła kontra "a dlaczego on może??!!" W sensie, że ja. Normalnie, ponieważ jedynymi uszkodzeniami spowodowanymi przez jego Forda Escorta na czarnych jeszcze blachach, były tylko rysy na lakierze i lekkie pęknięcie na zderzaku.

Tu raczej nie chodziło o żadne wyłudzenie odszkodowania, raczej o to, że ktoś nie potrafi swojej winy zrozumieć. I teraz co, gdybym nie miał kamery? Nie udowodniłbym, że to on we mnie wjechał. Masakra po prostu.

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (177)

#88699

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiejszy wypadek.

Poszkodowanym nic poważnego się nie stało, ale z jednego auta wyciekły płyny eksploatacyjne, więc byliśmy potrzebni. Trzeba sprzątnąć drogę na jednym pasie więc robimy ruch wahadłowy.

Do ludzi którzy przejeżdżając robią sobie filmik z naszej pracy (po jaki członek męski to wam potrzebne, ja nie wiem) zdążyłem już przywyknąć, ale pozdrawiam panią w AUDI Q7, która prowadziła auto i nagrywała telefonem co się dzieje na wypadku. A że my cały czas się poruszaliśmy przy autach z wypadku, to w pewnym momencie pani nagle zauważyła kolegę który wyłonił się zza samochodu i ze strachu odbiła kierownicą w prawo.

Tak, wpadła do rowu, ale tylko częściowo. Dzięki temu mamy zamiast ruchu wahadłowego całkowicie zablokowaną drogę w pobliżu lokalnego cmentarza.

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (170)