Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#79651

(PW) ·
| Do ulubionych
Świeżo po nocnym dyżurze. Jestem pielęgniarką, pracuję na Intensywnej Terapii w Anglii.

Zeszła noc to piekło i szatani, dwoje pacjentów - niemalże równocześnie - miało zatrzymanie akcji serca, więc naprawdę było niewesoło. Szczęście w nieszczęściu, że w łóżkach tuż obok siebie, więc 'lotni' mieli łatwiej, a i nam jakoś raźniej się pracowało...

Niestety ratowanie życia ma to do siebie, że jest głośne... maszyny pipczą i alarmują, ludzie pokrzykują do siebie komendy, ogólnie zorganizowany chaos...
I niestety, na moim oddziale wolno rodzinom pacjentów 'szczególnie źle rokujących' zostać z pacjentem na oddziale (tylko 1 osobie...)
I - jak łatwo przewidzieć - właśnie żona takiego pacjenta, który /nota bene/ dwie noce wcześniej dostarczył nam takich samych rozrywek - przyszła nas upomnieć żebyśmy ciszej byli, bo ONA spać nie może... pacjentowi wsio rybka, bo w śpiączce...

Kocham mojego głównego anestezjologa, który krótko i po żołniersku kazał jej się, khem... oddalić... a na krzyki o skargę pokazał międzynarodowy znak pokoju środkowym palcem :)

Teraz to tylko spać się chce.... Dobranoc :D :zzzz

słuzba_zdrowia

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 215 (217)

#79383

~Nehelenia ·
| Do ulubionych
Ostrzegam, że najsmaczniej to nie będzie.

Byłam dziś na tzw. badaniach diagnostycznych lub szerzej znanych „wynikach”. Zjawiłam się krótko przed otwarciem rejestracji, dzięki czemu byłam druga w kolejce. Przede mną tylko pani ok. 60-70 lat.

Rejestracja się otwiera, pielęgniarka przyjmuje skierowania i oznacza odpowiednio poszczególne badania krwi, moczu, kału etc. Pani przede mną (dalej nazywana (K)obietą) przekazuje swoje skierowanie. Wyciąga także, bardzo ostrożnie, niczym niezabezpieczony pojemnik z moczem. Wywiązuje się dialog pomiędzy nią, a (P)ielęgniarką.

P: Nie ma pani zapisanego badania moczu, ale kosztuje ono X zł, możemy je wykonać.
K: Ojej… A myślałam, że mam. Temu przyniosłam pojemniczek.
P: Jak mówię, kosztuje ono kilka złotych. Chce je pani wykonać?
K: A, to tak, złociuchna, tak.
P (sięgając po pojemnik z moczem): Ale jest niezakręcony, proszę go zakręcić, by zabezpieczyć przed badaniem.
K: O, a to musi być zakręcone, tak? Bo ja nie wiedziałam (!!!). Dobrze, to już zakręcam. Tak mocno, tak? Żeby to kolorowe (wieczko) nie było luźne, tak?
P: Tak.

Do tego momentu historia nie jest w żaden sposób piekielna, prawda? Piekielność nastąpiła kilka sekund później.

Pani zamiast zakręcić od razu, sięgnęła do torebki po portfel i zamaszystym ruchem ręki strąciła ten pojemnik, którego nieduża część rozlała się na blat okienka i podłogę (dzięki refleksowi nie padłam ofiarą rozprysku). Jednak prawdziwą ofiarą była pielęgniarka. Ze względu na brak szyby zabezpieczającej, zawartość sterylnego opakowania znalazła się na dokumentacji, twarzy, włosach i kitlu pani pielęgniarki.

Wszyscy zamarli w szoku, sama pielęgniarka była sparaliżowana szokiem lub gniewem. Wtem odzywa się winowajczyni.

K: Ojej… Przepraszam. To jak pani teraz przeprowadzi badanie z sikami?

Ton głosu, jakby upuściła długopis. Wyciąga zwykłe chusteczki higieniczne i zaczyna przecierać blat, z którego skapywał mocz. Potem pani niespiesznie schowała zużytą chusteczkę i pomaszerowała w stronę gabinetu zabiegowego, jakby nic się nie stało.

Historia ma też drugą piekielność:

Kobieta opowiedziała tę historię pielęgniarce, która wykonywała zabieg, podsumowując to, co się stało słowami: „Ale ta pani w rejestracji taka nieprzyjemna. Przeprosiłam, a ona była zła. Kto tu u was pracuje, żeby być taką niemiłą dla pacjentów. I jeszcze wstała i wyszła taka wściekła! Pani, kto to widział?”.

Myślę, że oblanie moczem kwalifikuje się pod coś znacznie więcej niż bycie "niemiłym".

Mam tylko nadzieję, że Pani Pielęgniarka mogła skorzystać z prysznica i przyborów toaletowych oraz że miała w co się przebrać. Albo że puścili ją do domu.

Przychodnia

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 214 (216)

#82548

~piesnaroli ·
| Do ulubionych
Skoro nawinął się temat psów.

W zeszłe lato przybył do mnie, czyli rolnika trochę-bardziej rolnego, Pan Policjant. Pan Policjant przyjechał ze względu na zagrożenie życia psa, który podobno miał być już tydzień w małym kojcu, bez wody i jedzenia. Nawet miał zdjęcia.

Na zdjęciach zgadzało się wszystko. Owczarek niemiecki, bezrodowodowy, wzięty ze schroniska, z jednym uciętym uchem. No, mój Miś, jak nic. Tylko że mój Miś, jako że jest psem stróżującym (tak, schronisko dało mi go na stróża, bo inaczej chyba nadawałby się tylko do uśpienia - podobno poprzedni właściciel trzymał go na łańcuchu i katował), musi być utrzymywany w bardzo dobrej kondycji. Szczególnie że do pilnowania ma spory kawałek terenu z maszynami rolniczymi. Tak że uświadomiłem Pana Policjanta, że ja mojego Misia nie katuję.

Pan Policjant, za co należy się mu ogromny szacunek, nie uwierzył na słowo i chciał zobaczyć psa. Od razu zaoferowałem, że pokażę jego książeczkę zdrowia i zaraz do Misia pójdziemy.

Jako że w dzień na placu jest ruch, Miś jest zamknięty we wspomnianym kojcu. Tyle że od strony, od której zdjęcia zostały zrobione, wydawać się może, iż jest to kojec 2x2 metry, bo pojawia się altanka. I otóż ta altanka jest budą Miśka, a także przejściem na jego tereny zielone. Jest mi ciężko to opisać, ale za altanką jest pełno krzaków, które są także ogrodzone i stanowią dość spory ogródek, gdzie swojego czasu babcia sadziła pomidory oraz inne warzywka. Od ulicy nigdy tego się nie dojrzy. Zarówno w altance, jak i w ogródku Misiek ma wodę. W stróżówce ma także dyspenser karmy suchej. Uspokoiwszy Miśka, pokazałem wszystko Panu Policjantowi. Wszystko skończyło się dobrze. Pies zdrowy, my także.

Ogólnie na placu poza psem bywa jeszcze małżeństwo bocianie (w tym roku przyleciał za szybko i złapały go mrozy, więc musiałem kombinować, co tu mu dać, aby nie zmarł z głodu) oraz bezdomne koty, które zadomowiły się w stodole. O ironio, Misiek z kotami bardzo się lubi i ostatnio mnie obszczekiwał, kiedy zabierałem jego przyjaciółkę na sterylizację. Dosłownie, wsi piękna, wsi wesoła.

Jednakże, jakiś czas potem, miałem wizytę Pani Aktywistki, która świeżo się do nas przeprowadziła. Pewnie weszła do mojego biura, mimo ostrzeżenia, że jest groźny pies i domofonu. Stwierdziła, że to pewnie wszystko układy, że zwierzęta zabiedzone i ona je od kilkunastu dni obserwuje i widzi, że ja topię kocięta, a psa biję. Skąd ten wniosek?

Jak przechodziła obok, to Misiek się rzucał i nie widziała w ogóle małych kotów, a tyle starych się kręci.

>LOGIKA<

psy

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (214)

#79363

(PW) ·
| Do ulubionych
Ode mnie dzisiaj krótka historia o wypożyczaniu jachtu żeglarskiego, ale na początek odrobina wyjaśnienia dla niewtajemniczonych.

Jacht żeglarski oprócz napędu żaglowego (wiatr -> żagiel -> wiooo do przodu) posiada również napęd motorowy: silnik przytwierdzony do rufy jachtu działający na paliwo (benzyna lub mieszanka oleju z benzyną). Silnik jest niezbędny żeby manewrować w takich miejscach jak port czy wąskie kanały wodne.

Chartery wynajmujące jachty najczęściej w umowie z wynajmującym zawierają informację, że klient dostaje pełen kanister paliwa (niekoniecznie zbiornik przy silniku) i ma oddać pełen kanister paliwa.

Historia właściwa: odbieraliśmy właśnie jacht, kiedy byliśmy świadkami wielkiego nieszczęścia innych żeglujących, którzy właśnie dostali swój rydwan bojowy i chcieli wyjść z portu. Wyszło na to, że mieli pusty zbiornik paliwa przy silniku, ale im to niestraszne: przecież jest pełen kanister, który dostali wraz z jachtem.

Nalali, odkręcili kranik paliwa, odpalili silnik.
Wrr wrr, tss...
Silnik poszedł do nieba dla silników, bo został napojony wodą z jeziora zamiast paliwem.
Tak, poprzedni użytkownicy tego jachtu zaoszczędzili jakieś 30zł na kanistrze paliwa, żeby teraz skazać biedną maszynę na zagładę.

Ludzie się zbiegli, bosman przybiegł i złapał się za głowę, ale niewiele mógł w tamtym konkretnym momencie na to poradzić.

Z tego co mi się udało później dowiedzieć to ekipa co padła ofiarą Januszy Oszczędności dostała nowy jacht, a właściciel charteru będzie dochodził danych Januszy na podstawie numeru patentu żeglarskiego o odszkodowanie.

jezioro żeglarstwo Janusz Biznesu

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 211 (213)

#71767

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, którą z autopsji zna pewnie wiele osób, czyli "zrobisz mi to za darmo".

Mam pewną ciotkę. Nielubianą w całej rodzinie, a ja jej wybitnie nie cierpię, gdyż nie znoszę lenistwa, pasożytowania, a przy tym bycia najmądrzejszą osobą, która ma tak ważne rzeczy do powiedzenia, że nie pozwoli ci dokończyć zdania, bo teraz ona musi mówić. Od małego porównywała mnie ze swoimi córkami, które we wszystkim były lepsze, piękniejsze, mądrzejsze itd. Wyśmiewała mnie, gdy poszłam do najlepszego liceum w mieście mówiąc, że jest dla niedowartościowanych snobów i nic mi nie da.

Jednak gdy dostałam się na stomę, przy każdej okazji zaczęła mi mówić, jak super, że jestem na tych studiach, to w końcu się do czegoś przydam i jej wyleczę wszystkie zęby za darmo. Niedoczekanie.

Mniej więcej rok po skończeniu studiów ciotunia zawitała do gabinetu, w którym pracowałam. Oczywiście od wejścia dawała wszystkim do zrozumienia, że ona jest pacjentką najwyższego sortu, bo ona tu ma ZNAJOMOŚCI. Już wtedy mi żyłka mało nie pękła, ale przyjęłam ją, zrobiłam przegląd, powiedziałam, co jest nie tak. Do zrobienia było sporo, poinformowałam o kosztach leczenia, na co ciotka tylko machnęła ręką i powiedziała: "Damy radę, prawda?".

Na tej wizycie ciotce wyleczyłam 2 zęby. Pokazałam wypełnienia w lusterku, ona zachwycona, bo w ogóle nie widać, "gdzie te plomby", wszystko ok. Do czasu.

Próchnica była dość spora, materiału poszło dużo, dlatego też i koszt wypełnienia nie był mały - za oba zęby wyszło 300 zł. Jak powiedziałam o tym ciotce, to mało jej oczy nie wyszły z orbit. Wyglądało to mniej więcej tak:

[C]iotka: Ale jak to, to ja mam za to PŁACIĆ???
[J]a: A z jakiego powodu miałabyś tego nie robić?
[C]: No wiesz?? W końcu jesteśmy rodziną, ja taka kochana ciocia, a ty co? Będziesz żerować na mnie?!
[J]: Domagam się zapłaty za pracę. Nie sądzę, żeby to było żerowanie.
[C]: Zapłata za pracę, jasne... Ja wiem o was wszystko! Ty już po prostu jesteś w tej mafii! Jesteś już jednym z tych konowałów, co g**no się znają, ale po kasę to od razu łapę wyciągają! I te twoje plomby to też g**niane są! Ja tu nie zostawię ani grosza!
[J]: Przecież wypełnienia ci się podobały, sama mówiłaś, że nikt ci jeszcze takich ładnych nie zrobił, więc o co chodzi?

W tym momencie przyszedł szef, bo krzyki były na cały gabinet. Powiedziałam, w czym problem, na co on poinformował piekielną ciotkę, że jeśli nie zapłaci rachunku, to wezwie policję. Wtedy wykrzyczała, że "ta cwaniara najpierw naobiecywała, że mi wszystkie zęby za darmo porobi, a teraz durnia z człowieka robi i każe płacić!" Bez komentarza.

Dalszej części przepychanki nie będę tu opisywać. W końcu ciotka zdała sobie sprawę, że niczego nie ugra i jeśli nie zapłaci, to będzie miała spore problemy. Rzuciła we mnie (dosłownie, rzuciła) 3 banknoty stuzłotowe wrzeszcząc, że "mi taką opinię wystawi, że już nikt nigdy do mnie nie przyjdzie!".

Wiecie co jest najfajniejsze w tej sytuacji? Że w końcu przestała się odzywać do mnie i moich najbliższych i mamy święty spokój :)

stomatologia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 631 (637)

#76055

~Meliodas ·
| Do ulubionych
Pół rodziny się na mnie obraziło.

Kilka tygodni temu moi rodzice mieli 40 rocznicę ślubu. Zjechało się trochę rodziny świętować.

Wszystko było w porządku przez większość czasu, aż do momentu gdzie wujek się źle poczuł.

Po standardowych pytaniach o pogotowie itp. powiedział że spoko spoko, to pewnie tylko ciśnienie mu podskoczyło, bo na deszcz się zbiera. Zapewnił, że ma tak od dawna, ale dla pewności by se ciśnienie zmierzył. Przyniosłem mu mój ciśnieniomierz i wyskoczyło jakoś 170+/110+ ale nie więcej niż 180/120.

Na moje, że może jednak by przestał pić i pojechał do lekarza, powiedział że on tak ma zawsze po alkoholu, rano będzie zdrów.

Ciotka potwierdziła, że to u niego normalne..

Na moje, że zawiozę go do lekarza żeby jednak specjalista go zbadał, kategorycznie odmówili. Dodała, że ja też mam nadciśnienie i żyję.

Odpowiedziałem że owszem, ale z tym walczę i do tego biorę leki.

I to był mój błąd.

Ciotka od razu powiedziała, że skoro biorę leki, to mam dać jedną tabletkę wujkowi, to mu zaraz przejdzie. Sam zainteresowany też już się napalił na tę tabletkę.

Odmówiłem, jednocześnie tłumacząc im, jak bardzo idiotyczne jest połączenie tak wielkiej ilości alkoholu z lekiem na nadciśnienie, do tego lekiem na receptę, poprzedzony wieloma badaniami. Ba, nawet trzeźwej osobie za nic bym nie dał takiej tabletki, bo to jest po prostu niebezpieczne.

Po mojej odmowie, do dyskusji włączył się dziadek z babcią, że co mi szkodzi dać mu jedną tabletkę, jak mi żal to dadzą mi 2 złote, bo pewnie koszt takiej tabletki jest niższy. Ponownie wytłumaczyłem, dlaczego nikt ode mnie tabletki nie dostanie i nie chodzi tu o żadne pieniądze.

No i tutaj nastąpiła obraza majestatu, że żyd jestem, że nie zależy mi na zdrowiu rodziny, że mam se te tabletki w dupę wsadzić.

Rodzice się wkurzyli, bo również im próbowali wytłumaczyć jak głupi to jest pomysł. Imprezę zakończyli przedwcześnie, a rodzinka poszła na przystanek z ogromnym fochem.

rodzina

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 419 (423)

#81600

(PW) ·
| Do ulubionych
Internetowy sklep TXM.

Robię zakupy. Jest opcja skorzystania z kodu rabatowego za zapis do newslettera - za zakupy powyżej 109 zł otrzymujesz 10 zł rabatu. No to wklepuję kod.

I nagle magicznie ceny w koszyku skaczą mi łącznie o ponad 30 zł. No to czyszczę koszyk, dodaję jeszcze raz... działa do kwoty poniżej 109zł, a później magiczny skok cenowy w górę.

No to telefon na infolinię. Okazuje się, że aby zakupić towary po cenach widocznych w sklepie trzeba wyczyścić kod rabatowy.

No cudowna okazja, nic tylko zapisywać się do newslettera. Urwiesz 10 zł, dopłacając 30. Okazja!

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 209 (211)

#83367

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna praca wyjazdowa, nie dotarliśmy. Nasza podróż zakończyła się najechaniem na tył samochodu.
Taksówkarz wyskoczył do naszego kierowcy z mordą o tym jak jeździ, że prawie zabił jego pasażera. Upiększając swoje przemyślenia przepiękną łaciną kuchenną, że wzywa policję.
Nasz kierowca oaza spokoju, stwierdził, że dobrze, poczekamy na przyjazd radiowozu.

Wtedy taksówkarz zauważył kamerkę.
[Taksówkarz]: Może jednak dogadamy się?
[Nasz Kierowca] Nie ma możliwości, samochód służbowy, pan wzywa, czy ja mam zadzwonić?

Czemu zmiękła rurka panu taksiarzowi? My zapakowanym busem jechaliśmy przepisowo, zachowując odstęp przed samochodem poprzedzającym nas, pan taksówkarz wyprzedził nas na podwójnej ciągłej, wcisnął się pomiędzy nas, a że poprzedzający samochód zatrzymywał się przed przejściem, on zdążył wyhamować, my już nie i skończyliśmy podróż w jego kufrze. Jeszcze policjantom starał się tłumaczyć, że za szybko jechaliśmy, że przez telefon gadał nasz kierowca. Nagranie z kamerki nie potwierdziło tego, a za to do 6 punktów karnych za kolizję i 450 zł taksiarz dostał 200 zł i 5 pkt za wyprzedzanie na podwójnej ciągłej.

Mandaty przyjął, ale miał pretensje do nas, że mu pieniądze na życie odebraliśmy, nie będzie mógł zarabiać, bo samochód w naprawie i że patrzy się po lusterkach, że taksówka jedzie (uprzywilejowany pojazd?).

polski kierowca

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (206)

#83315

(PW) ·
| Do ulubionych
Prawie zabiłam nastolatkę.

Późny wieczór, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...

Jadę samochodem po nieoświetlonej drodze i dostrzegam odblask roweru (oczywiście lampy brak), więc już z daleka zataczam łuk, by rowerzystę ominąć w bezpiecznej odległości. Gdy byłam całkiem blisko, przed maską nagle wyrosła mi dziewczynka.

Tak, obok rowerzysty, na rolkach, po zewnętrznej stronie drogi, jechała dziewczynka ubrana całkowicie na czarno, bez żadnego odblasku. Właściwie "zewnętrzna strona drogi" to kiepskie określenie, bo była praktycznie na jej środku.

Sądząc po wzroście, dziewczę raczej miało lat 15, a nie 10, więc tylko w duchu zadaję sobie pytanie, czy to samobójczyni, czy po prostu idiotka. Innej opcji nie widzę.

ulica

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (206)

#75802

~wsipiekna ·
| Do ulubionych
Wracając do domu miałam nieprzyjemność uczestniczyć w wypadku samochodowym. Niby nic strasznego, gdyby nie fakt, że sprawca uciekł z miejsca wypadku, dodatkowo mi machając na pożegnanie.

Mój samochód połowicznie skasowany, on swoim poturbowanym gratem zdołał dojechać do najbliższego lasu (jakieś 200m), porzucić auto i co sił (i jak się okazało procentów) w nogach. Tu wielki ukłon dla ludzi, którzy poświęcili swój czas na gonitwę za Panem.

Miejscowość mała, Pan znany. Ze znalezieniem go nie było problemu.

Gdzie piekielność? Pan był zawodowym kierowcą, rzecz jasna zabrano mu prawo jazdy vide pozbawiono środków do życia.

A kogo sąsiedzi i mieszkańcy wioski obwiniają? Mnie - "bo wezwała policje!"

wieś

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 606 (612)