Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation

Top historii



#71767

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia, którą z autopsji zna pewnie wiele osób, czyli "zrobisz mi to za darmo".

Mam pewną ciotkę. Nielubianą w całej rodzinie, a ja jej wybitnie nie cierpię, gdyż nie znoszę lenistwa, pasożytowania, a przy tym bycia najmądrzejszą osobą, która ma tak ważne rzeczy do powiedzenia, że nie pozwoli ci dokończyć zdania, bo teraz ona musi mówić. Od małego porównywała mnie ze swoimi córkami, które we wszystkim były lepsze, piękniejsze, mądrzejsze itd. Wyśmiewała mnie, gdy poszłam do najlepszego liceum w mieście mówiąc, że jest dla niedowartościowanych snobów i nic mi nie da.

Jednak gdy dostałam się na stomę, przy każdej okazji zaczęła mi mówić, jak super, że jestem na tych studiach, to w końcu się do czegoś przydam i jej wyleczę wszystkie zęby za darmo. Niedoczekanie.

Mniej więcej rok po skończeniu studiów ciotunia zawitała do gabinetu, w którym pracowałam. Oczywiście od wejścia dawała wszystkim do zrozumienia, że ona jest pacjentką najwyższego sortu, bo ona tu ma ZNAJOMOŚCI. Już wtedy mi żyłka mało nie pękła, ale przyjęłam ją, zrobiłam przegląd, powiedziałam, co jest nie tak. Do zrobienia było sporo, poinformowałam o kosztach leczenia, na co ciotka tylko machnęła ręką i powiedziała: "Damy radę, prawda?".

Na tej wizycie ciotce wyleczyłam 2 zęby. Pokazałam wypełnienia w lusterku, ona zachwycona, bo w ogóle nie widać, "gdzie te plomby", wszystko ok. Do czasu.

Próchnica była dość spora, materiału poszło dużo, dlatego też i koszt wypełnienia nie był mały - za oba zęby wyszło 300 zł. Jak powiedziałam o tym ciotce, to mało jej oczy nie wyszły z orbit. Wyglądało to mniej więcej tak:

[C]iotka: Ale jak to, to ja mam za to PŁACIĆ???
[J]a: A z jakiego powodu miałabyś tego nie robić?
[C]: No wiesz?? W końcu jesteśmy rodziną, ja taka kochana ciocia, a ty co? Będziesz żerować na mnie?!
[J]: Domagam się zapłaty za pracę. Nie sądzę, żeby to było żerowanie.
[C]: Zapłata za pracę, jasne... Ja wiem o was wszystko! Ty już po prostu jesteś w tej mafii! Jesteś już jednym z tych konowałów, co g**no się znają, ale po kasę to od razu łapę wyciągają! I te twoje plomby to też g**niane są! Ja tu nie zostawię ani grosza!
[J]: Przecież wypełnienia ci się podobały, sama mówiłaś, że nikt ci jeszcze takich ładnych nie zrobił, więc o co chodzi?

W tym momencie przyszedł szef, bo krzyki były na cały gabinet. Powiedziałam, w czym problem, na co on poinformował piekielną ciotkę, że jeśli nie zapłaci rachunku, to wezwie policję. Wtedy wykrzyczała, że "ta cwaniara najpierw naobiecywała, że mi wszystkie zęby za darmo porobi, a teraz durnia z człowieka robi i każe płacić!" Bez komentarza.

Dalszej części przepychanki nie będę tu opisywać. W końcu ciotka zdała sobie sprawę, że niczego nie ugra i jeśli nie zapłaci, to będzie miała spore problemy. Rzuciła we mnie (dosłownie, rzuciła) 3 banknoty stuzłotowe wrzeszcząc, że "mi taką opinię wystawi, że już nikt nigdy do mnie nie przyjdzie!".

Wiecie co jest najfajniejsze w tej sytuacji? Że w końcu przestała się odzywać do mnie i moich najbliższych i mamy święty spokój :)

stomatologia

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 639 (645)

#76055

~Meliodas ·
| Do ulubionych
Pół rodziny się na mnie obraziło.

Kilka tygodni temu moi rodzice mieli 40 rocznicę ślubu. Zjechało się trochę rodziny świętować.

Wszystko było w porządku przez większość czasu, aż do momentu gdzie wujek się źle poczuł.

Po standardowych pytaniach o pogotowie itp. powiedział że spoko spoko, to pewnie tylko ciśnienie mu podskoczyło, bo na deszcz się zbiera. Zapewnił, że ma tak od dawna, ale dla pewności by se ciśnienie zmierzył. Przyniosłem mu mój ciśnieniomierz i wyskoczyło jakoś 170+/110+ ale nie więcej niż 180/120.

Na moje, że może jednak by przestał pić i pojechał do lekarza, powiedział że on tak ma zawsze po alkoholu, rano będzie zdrów.

Ciotka potwierdziła, że to u niego normalne..

Na moje, że zawiozę go do lekarza żeby jednak specjalista go zbadał, kategorycznie odmówili. Dodała, że ja też mam nadciśnienie i żyję.

Odpowiedziałem że owszem, ale z tym walczę i do tego biorę leki.

I to był mój błąd.

Ciotka od razu powiedziała, że skoro biorę leki, to mam dać jedną tabletkę wujkowi, to mu zaraz przejdzie. Sam zainteresowany też już się napalił na tę tabletkę.

Odmówiłem, jednocześnie tłumacząc im, jak bardzo idiotyczne jest połączenie tak wielkiej ilości alkoholu z lekiem na nadciśnienie, do tego lekiem na receptę, poprzedzony wieloma badaniami. Ba, nawet trzeźwej osobie za nic bym nie dał takiej tabletki, bo to jest po prostu niebezpieczne.

Po mojej odmowie, do dyskusji włączył się dziadek z babcią, że co mi szkodzi dać mu jedną tabletkę, jak mi żal to dadzą mi 2 złote, bo pewnie koszt takiej tabletki jest niższy. Ponownie wytłumaczyłem, dlaczego nikt ode mnie tabletki nie dostanie i nie chodzi tu o żadne pieniądze.

No i tutaj nastąpiła obraza majestatu, że żyd jestem, że nie zależy mi na zdrowiu rodziny, że mam se te tabletki w dupę wsadzić.

Rodzice się wkurzyli, bo również im próbowali wytłumaczyć jak głupi to jest pomysł. Imprezę zakończyli przedwcześnie, a rodzinka poszła na przystanek z ogromnym fochem.

rodzina

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 425 (429)

#84993

~wspolpracowniczka123 ·
| Do ulubionych
Powrót po pracy po tygodniowym urlopie.

Przed nim na e-mailu ustawiony autoresponder, że od X do Y mnie nie ma w biurze, a w sprawach pilnych proszę o kontakt z Kasią lub biurem. Wydaje się to logiczne, czyż nie?

Wtorek, drugi dzień urlopu.

Dostaję telefon z biura, że dobija się do mnie Pani Hania, bo podobno się z nią umawiałam, a teraz nie odpisuję na maile. Ona wysłała już 10 i na żaden nie ma odpowiedzi. Chciała otrzymać mój prywatny numer, bo sprawa niecierpiąca zwłoki. Jako że interesy z Panią Hanią to rzeczy, które mogą poczekać, przekazałam, że zajmę się nią po powrocie.

Poniedziałek, pierwszy dzień po błogim odpoczynku.

Nawet nie ma jeszcze 9, a na moim biurku dzwoni telefon. Pracujemy w godzinach 9-17, więc na spokojnie idę zrobić herbatę i dopiero wtedy siadam do komputera. Od Pani Hani przyszło tych maili aż 15. W tym ostatni o treści takiej, iż to nieprofesjonalne, że nie podaję jej prywatnego numeru ani służbowego.
Zaczęłam odpisywać na zażalenia, telefon dzwoni po raz drugi. Odbieram. Z drugiej strony Pani Hania.

I tak oto dowiedziałam się, że:
- poprzednia pracownica na moim stanowisku dała jej swój prywatny numer bez problemów;
- sprawa jest nagląca (tu pomińmy szczegóły, ale nie, nie była to sprawa nagląca);
- jestem NIEPROFESJONALNA I SIĘ NIE ZNAM;
- od tego mam służbowy telefon, żeby go odbierać (tu Pani Hania nie dała się uświadomić, iż komórkowe telefony służbowe mają tylko osoby, które wyjeżdżają w teren, a jako że ja pracuję cały czas w biurze, moim służbowym jest stacjonarny);
- ona idzie na skargę do szefa!

Droga wolna, bo urlop jest dla mnie, a nie dla Pani Hani. :)

urlop

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (214)

#83367

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna praca wyjazdowa, nie dotarliśmy. Nasza podróż zakończyła się najechaniem na tył samochodu.
Taksówkarz wyskoczył do naszego kierowcy z mordą o tym jak jeździ, że prawie zabił jego pasażera. Upiększając swoje przemyślenia przepiękną łaciną kuchenną, że wzywa policję.
Nasz kierowca oaza spokoju, stwierdził, że dobrze, poczekamy na przyjazd radiowozu.

Wtedy taksówkarz zauważył kamerkę.
[Taksówkarz]: Może jednak dogadamy się?
[Nasz Kierowca] Nie ma możliwości, samochód służbowy, pan wzywa, czy ja mam zadzwonić?

Czemu zmiękła rurka panu taksiarzowi? My zapakowanym busem jechaliśmy przepisowo, zachowując odstęp przed samochodem poprzedzającym nas, pan taksówkarz wyprzedził nas na podwójnej ciągłej, wcisnął się pomiędzy nas, a że poprzedzający samochód zatrzymywał się przed przejściem, on zdążył wyhamować, my już nie i skończyliśmy podróż w jego kufrze. Jeszcze policjantom starał się tłumaczyć, że za szybko jechaliśmy, że przez telefon gadał nasz kierowca. Nagranie z kamerki nie potwierdziło tego, a za to do 6 punktów karnych za kolizję i 450 zł taksiarz dostał 200 zł i 5 pkt za wyprzedzanie na podwójnej ciągłej.

Mandaty przyjął, ale miał pretensje do nas, że mu pieniądze na życie odebraliśmy, nie będzie mógł zarabiać, bo samochód w naprawie i że patrzy się po lusterkach, że taksówka jedzie (uprzywilejowany pojazd?).

polski kierowca

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (214)

#83315

(PW) ·
| Do ulubionych
Prawie zabiłam nastolatkę.

Późny wieczór, ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie, co to będzie...

Jadę samochodem po nieoświetlonej drodze i dostrzegam odblask roweru (oczywiście lampy brak), więc już z daleka zataczam łuk, by rowerzystę ominąć w bezpiecznej odległości. Gdy byłam całkiem blisko, przed maską nagle wyrosła mi dziewczynka.

Tak, obok rowerzysty, na rolkach, po zewnętrznej stronie drogi, jechała dziewczynka ubrana całkowicie na czarno, bez żadnego odblasku. Właściwie "zewnętrzna strona drogi" to kiepskie określenie, bo była praktycznie na jej środku.

Sądząc po wzroście, dziewczę raczej miało lat 15, a nie 10, więc tylko w duchu zadaję sobie pytanie, czy to samobójczyni, czy po prostu idiotka. Innej opcji nie widzę.

ulica

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (214)

#81600

(PW) ·
| Do ulubionych
Internetowy sklep TXM.

Robię zakupy. Jest opcja skorzystania z kodu rabatowego za zapis do newslettera - za zakupy powyżej 109 zł otrzymujesz 10 zł rabatu. No to wklepuję kod.

I nagle magicznie ceny w koszyku skaczą mi łącznie o ponad 30 zł. No to czyszczę koszyk, dodaję jeszcze raz... działa do kwoty poniżej 109zł, a później magiczny skok cenowy w górę.

No to telefon na infolinię. Okazuje się, że aby zakupić towary po cenach widocznych w sklepie trzeba wyczyścić kod rabatowy.

No cudowna okazja, nic tylko zapisywać się do newslettera. Urwiesz 10 zł, dopłacając 30. Okazja!

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 212 (214)

#73873

(PW) ·
| Do ulubionych
Po przeczytaniu historii http://piekielni.pl/73786#comments i komentarzach do niej przypomniało mi się takie zdarzenie:

Kiedyś wynajmowałam mieszkanie w bloku i korzystałam z wózkowni dostępnej dla wszystkich jednak zamykanej na kłódkę, do której klucz miał każdy zainteresowany (każdy dorabiał sobie we własnym zakresie).

Trzymałam tam rower, którym jeździłam do pracy. Pewnego razu zeszłam sobie po swoje 2 kółka a tam inna kłódka i kartka "Klucz do dorobienia w mieszkaniu nr 18" Wściekłam się, naprawdę. Nie dość, że dopiero co dorobiłam 2 klucze na własny koszt, to ktoś mi bezczelnie kłódkę zmienił. Podreptałam na górę, bo do pracy się spieszyłam a tam niespodzianka, nikogo nie ma w mieszkaniu.

Zapukałam do sąsiadów obok i dowiedziałam się, że rzeczona rodzinka wyjechała dnia poprzedniego na urlop a kłódkę zmienili, bo zgubili klucze i nie mogli dostać się do środka po swoje rowery, które chcieli zabrać ze sobą. Dodatkowo klucza od nowej kłódki nikomu nie udostępnili tylko zabrali na urlop. Co było robić? Wspólnie z sąsiadem rozwaliliśmy kłódkę i założyliśmy nową, bo nie tylko mój rower był zamknięty nie wiadomo na jak długo. Klucz krążył po sąsiadach, każdy zainteresowany dorobił sobie na własny koszt a w skrzynce na listy urlopowiczów została umieszczona informacja, dlaczego kłódka została wymieniona, i że klucze do dorobienia można znaleźć pod wskazanymi numerami.

Po 2 tygodniach rodzinka wróciła z urlopu. Poszli wstawić swoje rowery do wózkowni i natknęli się na nową kłódkę.
Co zrobili? Poszli do sąsiadów po klucz? A gdzie tam. Zerwali kłódkę i założyli nową.

Wojny, jaką tym wywołali chyba nie muszę opisywać. Sprawa zakończyła się w spółdzielni mieszkaniowej. Został wezwany właściciel mieszkania nr 18 i powiadomiony o zachowaniu swoich lokatorów oraz zmuszony do pokrycia kosztów dwukrotnej wymiany kłódki (czyli zwroty kosztów za dorobienie kluczy sąsiadom) oraz zapewnienie kluczy do nowej kłódki wszystkim zainteresowanym. Nie wiem, jak właściciel mieszkania załatwił to ze swoimi lokatorami. My zwrot kasy za klucze oraz nowe klucze dostaliśmy wraz z przeprosinami a urlopowa rodzinka wyprowadziła się z końcem miesiąca.

Mieszkałam tam potem jeszcze ponad rok i podobnych akcji w tym czasie nie było a i od sąsiadów dowiedziałam się, że przedtem też się to nie zdarzyło.

Ps. Do pracy wtedy się spóźniłam, na szczęście szefowa nie była wredna i darowała mi to pod warunkiem obietnicy zdania relacji z powrotu wczasowiczów. Bardzo ją ta sytuacja rozbawiła...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 410 (414)

#75802

~wsipiekna ·
| Do ulubionych
Wracając do domu miałam nieprzyjemność uczestniczyć w wypadku samochodowym. Niby nic strasznego, gdyby nie fakt, że sprawca uciekł z miejsca wypadku, dodatkowo mi machając na pożegnanie.

Mój samochód połowicznie skasowany, on swoim poturbowanym gratem zdołał dojechać do najbliższego lasu (jakieś 200m), porzucić auto i co sił (i jak się okazało procentów) w nogach. Tu wielki ukłon dla ludzi, którzy poświęcili swój czas na gonitwę za Panem.

Miejscowość mała, Pan znany. Ze znalezieniem go nie było problemu.

Gdzie piekielność? Pan był zawodowym kierowcą, rzecz jasna zabrano mu prawo jazdy vide pozbawiono środków do życia.

A kogo sąsiedzi i mieszkańcy wioski obwiniają? Mnie - "bo wezwała policje!"

wieś

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 610 (616)

#85035

(PW) ·
| Do ulubionych
Zgoda między sąsiadami.

Wyjazd do sąsiedniej wsi, pali się dom od uderzenia pioruna. Poszkodowany miał małe podwórko i po wjechaniu 2 aut z PSP i auta lokalnej OSP okazało się, że nie ma już więcej miejsca. Więc dowódca z PSP kazał nam wjechać na podwórze sąsiada i stamtąd podać wodę przez drugie wejście na strych.

W momencie gdy rozwijamy szybkie natarcie, z domu wyskakuje sąsiad i krzyczy że on nie pozwoli by z jego podwórza gaszono dom tego jak to on określił "sku***syna". Spławiamy go mówiąc, że takie dostaliśmy rozkazy i z protestami wysyłamy do dowódcy z PSP.

Będąc już na drabinie i gasząc strych, nagle woda z szybkiego natarcia przestaje mi lecieć. Oglądam się i widzę że "przyjacielski sąsiad" upitolił nam siekierą 6m węża od szybkiego natarcia.

Ech, ci "kochani" sąsiedzi.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (205)

#83041

~Waniliova ·
| Do ulubionych
O tym, jak bardzo zostałam doceniona jako "pracownik miesiąca".

Pracowałam w pewnej firmie ze świetnymi ludźmi, praca nie należała do bardzo wymagających, z czasem zaczęłam się rozwijać, ogólnie rzecz biorąc byłam mega zadowolona. Do czasu.

Kilka miesięcy pod rząd słyszałam od przełożonego "Waniliova, jesteś niezastąpiona! Oby tak dalej, gdyby reszta dawała z siebie tyle co Ty..." I co miesiąc statystyki - co miesiąc wypadałam najlepiej. Raz nawet zostałam wyróżniona, że tak powiem, publicznie.

Okres umowy dobiegał końca, w związku z czym pomyślałam "Hmm, skoro co miesiąc jestem najlepsza, przełożony mnie chwali, to nic, tylko prosić o podwyżkę!" Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Spotkałam się z przełożonym oko w oko, przedstawiłam swoje argumenty i cierpliwie czekałam na jego odpowiedź. A odpowiedź brzmiała: dostaniesz 0,30zł więcej od godziny.

Szczęka mi opadła. Po półtora roku pracy, pomijając ustawową podwyżkę do minimalnej 13zł/h, oni mi proponują 13,30. No, kur*a, chyba nie. Rozmawiam dalej. "No dobra, 13,50zł za godzinę, w tej chwili nie możemy pozwolić sobie na więcej, wiesz, firma nie zarabia kokosów... Chciałbym, ale to jest ostateczna decyzja."

No dobra, postanowiłam sobie, że przez najbliższy czas będę zapier*alać, żeby pokazać, że zasługuję na więcej niż te 50gr podwyżki.

Minął miesiąc, z niecierpliwością oczekuję wypłaty o zawrotnej wielkości, loguję się na konto w banku i co widzę? No wypłata jest, podwyżka jest, tylko coś mała, bo wyszło mi tylko o 6zł więcej niż normalnie... Jadę, wyjaśniam, słyszę: "Wiesz, bo to jest tak: jeśli w miesiącu przepracujesz 160h, stawkę masz taką, jak się umówiliśmy, czyli 13,50. Jeśli jest więcej niż 160h (bo tak wypada bo np miesiąc jest dłuższy i nikt nie ma na to wpływu), to wtedy jest liczone jako 13zł/h". AHA.

Jak się domyślacie, podziękowałam za współpracę. Poczułam się niedoceniona i oszukana. Wielokrotnego "pracownika miesiąca" chyba się nie powinno tak traktować, prawda? Po drugie - rozmowa na temat podwyżki odbyła się zeszłego roku w listopadzie. Po nowym roku podwyższyli minimalną do 13,70. Moja była firma naprawdę się szarpnęła...

PS: Ludzi stamtąd nadal będę miło wspominać. Ale tak się nie robi :(

praca

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 203 (205)