Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

AWOsms

Zamieszcza historie od: 8 lutego 2015 - 12:27
Ostatnio: 5 sierpnia 2022 - 15:39
  • Historii na głównej: 4 z 5
  • Punktów za historie: 1036
  • Komentarzy: 44
  • Punktów za komentarze: 366
 

#89533

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kontynuacja historii: https://piekielni.pl/89399

Tym razem w roli piekielnych ZUS.

Wyżej wymieniona instytucja przysłała mi wyliczenie świadczenia. Jednak coś nie dawało mi spokoju - po przeanalizowaniu ich "wyliczeń" wyszło mi, że nie uwzględnili blisko 2 lat pracy.

Prosta sprawa - szukam świadectwa pracy i jazda do oddziału pisać odwołanie. To było jakieś dwa miesiące temu.

Ostatnio otrzymałem ich decyzję, w której przyznali mi rację.
Jednak to byłoby zbyt piękne, gdyby sprawa się na tym skończyła. Przeczytałem pismo pomny na ostatnią sytuację- tym razem w uwzględnionym czasie pracy wpisali mi zdecydowanie za niskie zarobki (pracowałem wtedy na UoP z narzuconym przez państwo "sztywnym" uposażeniem, więc miałem proste liczenie). Nie powiem, trochę się zirytowałem.

Powtórka z rozrywki.
Pani była niezadowolona, że mam jakieś pretensje.
Zrobiła się zdecydowanie milsza gdy sama przeliczyła czas i wypłaty.
Decyzję, czy może raczej korektę mam (podobno) otrzymać trochę szybciej niż w ciągu 2 miesięcy.

W moim przypadku ZUS zaoszczędziłby niewiele - może lekko ponad tysiąc zł w skali roku.

Teraz się zastanawiam, jakby to wyglądało w skali kraju.

ZUS

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (136)

#89399

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym, dlaczego stereotypy o paniach z dziekanatu nie znikną jeszcze przez długi czas.

Potrzebowałem "Zaświadczenia o ukończeniu studiów" do ZUSu.
Zadzwoniłem do dziekanatu, wyłuszczyłem sprawę.
Oto zapis rozmowy w skrócie:
- OK nie ma problemu. Możemy wysłać to Panu pocztą.
- Dziękuję, ale przyjadę i odbiorę osobiście. Zależy mi na czasie.
- Proszę jeszcze napisać maila z danymi, bo koleżanka będzie musiała pójść do archiwum, a ono jest w innym budynku. Zajmie to 2-3 dni.
- Dobrze, już piszę. Dziękuję i do widzenia.
Było to w środę w tygodniu poprzedzającym święto Bożego Ciała.

Po paru dniach, dzień przed świętem przyjeżdżam na miejsce.
Dziekanat dalej w tym samym miejscu, ba! nawet dziewczyna "opiekująca się" wydziałem od 10 lat się nie zmieniła.
Mówię po co jestem, że kontaktowałem się wcześniej.

- "Ale ja nic nie wiem"
Świetnie. Po prostu świetnie.

Dziewczyna pyta się koleżanki obok czy wie coś na ten temat.
- "Ach tak, już daję. Proszę jeszcze podpisać odbiór i to będzie wszystko".

Czytam kwit, który dostałem.

Mając wszystkie moje dane z archiwum i maila pi***nęły się w dacie i miejscu urodzenia.
- "Pan przyjechał specjalnie po ten dokument? Możemy poprawioną wersję wysłać pocztą".
- "Niestety, zależy mi na czasie. Proszę go poprawić na tyle, na ile się da".

- "Dobrze, ale na wszelki wypadek prześlemy jeszcze poprawioną wersję pocztą".

Profilaktycznie zapisałem im jeszcze raz adres, bo Bóg jeden wie, gdzie mogłyby wysłać ten papier.

Mam nadzieję, że ZUS nie będzie robił mi problemów, że zaświadczenie jest pokreślone i opieczętowane od góry do dołu.

ZUS dziekanat

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 139 (147)

#87148

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Grzybobranie i prawo własności

Czołem koleżanki i koledzy. Dawno mnie tu nie było, bo jakoś szczęśliwie omijały mnie piekielne sytuacje.
Do dzisiaj...

Pojechałem sobie na działkę skosić tam trawę.
Działka z domkiem letniskowym, garażem, szopami, ogrodzeniem - raczej proste do wyobrażenia.
Z zewnątrz wygląda na trochę zaniedbaną, bo szczerze mówiąc - jest. Nie mamy za dużo czasu w tygodniu pojechać tam chociaż na parę godzin - działka jest oddalona od mojego i rodziców domu o około 30-40 km.
Ważne dla historii - działka leży na obrzeżu bardzo dużego lasu.


Mniejsza o to.
Skończyłem kosić. Łażę sobie jeszcze oglądając, czy aby wszystko jest pozamykane, czy czegoś nie zostawiłem i widzę gościa, łażącego po sadzie. Obok niego gówniak lat około 10.

Cel wizyty widoczny na pierwszy rzut oka - wiaderka, nożyk, czujne rozglądanie się pod nogi.

Idę w ich kierunku zapytać się grzecznie, czego i po jaką cholerę łażą po moim. Patrzę jak dzielnie dzieciak przeskakuje przez ogrodzenie.

Wtedy gościa się pytam tak:
"Panie, jakby się pan czuł, jakbym tak panu wpieprzył się do mieszkania bez pytania i łaził jak po swoim?"
"Ale o co chodzi?"
"O to chodzi że łazi pan po cudzej własności. Mojej własności. Ogrodzenie nie jest do dekoracji"
I w tym momencie jego logika mnie po prostu rozje***ła:
"Ale ja nie wiem kim pan jest. Nie wiem czy pan jest właścicielem"
Noż kra mać. Gadam z idiotą.
"Czego pan łazisz po moim?!!!Wyp***alaj mi stąd!!"
No i polazł. Ale jeszcze było słychać,że pulta się pod nosem.

Dlatego miałbym prośbę do wszystkich grzybiarzy - ja rozumiem że bardzo chce się znaleźć wszystkie możliwe do zebrania grzyby, ale szanujmy przy tym podstawowe prawa własności.
Krótko mówiąc - Jeśli jest ogrodzone to nie właźcie na cudze.
Dziękuję.

działka dacza grzyby 2020

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (173)
zarchiwizowany

#66237

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
A dzisiaj historia o moim piekielnym piesku.
Paręnaście lat temu, gdy mieszkaliśmy jeszcze w bloku z "wielkiej płyty" posiadaliśmy jamnika. Wredna, uparta i cholernie złośliwa istota.
Był też wyjątkowo inteligentny, na przykład potrafił wyjeść czekoladki z bombonierki zostawionej luzem na ławie.

Pewnego dnia przyszedł do nas człowiek od spisywania podzielników ciepła. Zapukał, zapytał się czy może dostać klucz do piwnicy i do pomieszczenia z "kurkiem". Dostał go, podziękował i poszedł wykonywać swoją pracę.

Nie był już taki kulturalny jak oddawał klucz.
Włazi do mieszkania bez pukania, jak do siebie.

Ale pies był czujny - widząc otwierające się drzwi i obcego gościa w progu rzucił się odważnie. Jednakże krótkie nóżki uniemożliwiają jamnikowi skok do gardła, więc skoczył tak wysoko jak mógł - równo na wysokość "klejnotów rodzinnych".

Widok faceta od liczników próbującego się wycofać, z rękami obejmującymi swoje jądra i odganiającego jamnika był iście nieziemski.

jamnik blok mieszkanie

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 116 (238)

#66106

przez (PW) ·
| Do ulubionych
A oto kontynuacja historii o sąsiadach - czyli jak plany o byciu miłym dla bliźnich szlag trafił.

Zawarłem pewną umowę z moimi rodzicami - jeżeli dostanę się na studia, dziadek "odsprzeda" mi swój motocykl.
Typowy klasyk z lat 50 - Awo Simson Sport. Wygooglujcie sobie jeżeli nie wiecie jak to wygląda. Do tego z wózkiem bocznym :D

Dostałem się na studia, więc umowy trzeba dotrzymać. I tak od 8 lat jestem szczęśliwym posiadaczem "motóra".
Ale trzeba poćwiczyć jazdę. Bo te 30 godzin na kursach to śmiech na sali - więc sobie jeździłem po drogach polnych i marnowałem benzynę.

Dzieciak sąsiadów zobaczył, że mam motocykl i ubłagał rodziców żeby i mu kupili. A że sąsiad jeździł do Niemiec tirem, to tam kupił dla syna jakiś stary skuter.

Feralnego dnia, pod wieczór, stwierdziłem że jeszcze przejadę się parę kilometrów.
Wyjechałem ze swojej posesji, skręciłem w dróżkę, i powolutku się rozpędzam. Za zakrętem czekała na mnie niespodzianka - gówniarz sąsiadów. Pruje dziesięcioletni gnojek na skuterze wprost na mnie, zdecydowanie za szybko, żeby wyhamować na dystansie 5-8 metrów. Mniej więcej taka odległość była między mną a nim. Zdążyłem jedynie dobrze zaprzeć się o kierownicę.

I bum.

Skuterek szlag trafił, dzieciak się poobijał, mi szczęśliwie nic się nie stało (W końcu ta drobna różnica mas. Ja z motocyklem - blisko 370 kg, skuter z gówniarzem - 150 kg maksymalnie). Wózek boczny jedynie ucierpiał - ale nie ma takiej rzeczy, której nie da się naprawić młotkiem :)

Sąsiedzi dalej mają mi za złe, że zniszczyłem dzieciakowi taki fajny motorek.

sąsiedzi motocykl

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 492 (566)

1