Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Always_smile

Zamieszcza historie od: 10 czerwca 2014 - 17:04
Ostatnio: 19 września 2018 - 21:30
  • Historii na głównej: 28 z 28
  • Punktów za historie: 5464
  • Komentarzy: 93
  • Punktów za komentarze: 836
 

#83149

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o chłopcach dokarmianych przez babcię przypomniała mi moją z czasów, kiedy moje dziecko było na początku rozszerzania diety (niemowlak na mleku + wprowadzane małe porcje "normalnego" jedzenia).

Zostawiliśmy dziecko na kilka godzin u dziadków z instrukcją, co i o której powinno zjeść, np. o 12 i 15 mleko, jeśli koło 13 nie będzie spało, to mogą dać kawałek marchewki*. Zaznaczyłam, że jeśli nie dostanie tej marchewki do 14, to potem mają już nie dawać, bo nie zje jej tyle, żeby się najeść, a potem mleka pije tyle, że ulewa**.

Wracamy koło 16, pytam, kiedy jadło, a w odpowiedzi dostaję, że marchewkę o 15, bo wcześniej się bawili, a potem spało i spacer. Mleka nie dali, bo przecież marchewka lepsza.

Dziecko, jak mnie zobaczyło, od razu do piersi, piło łapczywie, a potem do wieczora problem z ulewaniem.

Wieczorem przez telefon poskarżyłam się swojej mamie, że tamci dziadkowie mnie nie słuchają, że ja lepiej wiem, jak reaguje moje dziecko, a oni i tak zawsze swoje. Mama wsparła słowem, a przy kolejnej okazji zrobiła dokładnie tak samo, z takim samym zakończeniem, bo wydziwiam z tymi porami mleka i marchewka jest lepsza.

*Godziny i marchewka przykładowe, bo tego już dokładnie nie pamiętam.
**Z ulewaniem mieliśmy długo problem, konsultowany z lekarzami, niezdiagnozowany, dziecko z tego wyrosło.

Edit:
Moje dziecko ulewało strasznie, jak zbyt łapczywie jadło, a jadło w ten sposób, jak było bardzo głodne. Normalnie w domu karmione na żądanie, u dziadków czy jak mieliśmy gości, zapomniało, że jest głodne, bo się dużo działo i musiałam pilnować, żeby jadło co najmniej co 3-4 h, bo jak nie, to był problem. Zostawiając dziecko u dziadków mówiłam, o której powinno co jeść, żeby nie ulewało. O problemie z ulewaniem dziadkowie doskonale wiedzieli. Był to o tyle poważny problem, że w pewnym momencie (na szczęście nie za długim) dziecko za mało przybierało na wadze.

Dziadkowie

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 84 (116)

#83098

(PW) ·
| Do ulubionych
Bliska mi osoba (O) jest nauczycielką z wieloletnim stażem. Do każdego dziecka podchodzi indywidualnie, korzysta na lekcjach z różnych pomocy naukowych jak tablice, maty edukacyjne, tablety, komputery, gry analogowe i co tam jej przyjdzie do głowy. Bywa, że inspiracji szuka na YouTube, bierze udział w różnych projektach, które nadają prestiż szkole i nowe możliwości dzieciom.

Gdzie piekielność?

W koleżankach nauczycielkach. Dopóki O robi coś po cichu, w klasie jest ok, ale jak tylko zaczyna być ją widać na galach, konkursach z dzieciakami i innych wydarzeniach, wobec O stosowany jest ostracyzm. Nie ma do kogo buzi otworzyć, nie ma dla niej miejsca przy "koleżankach", pomijają ją gdzie tylko mogą.

Ostatnio rozmawiam z O, która wraz z rozpoczęciem roku już ma pomysł na angażowanie dzieci. Podekscytowana opowiada mi co wymyśliła, by za chwilę zamilknąć i stwierdzić: "no tak tylko jak to zrobię to znowu będę sama, tak od początku roku".

Szkoła

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (167)

#82960

(PW) ·
| Do ulubionych
Spotykaliśmy się dzisiaj większą grupą rodziców z dziećmi na wypasionym placu zabaw.

Plac ogrodzony, zadbany, dobrze wyposażony dla dzieci w różnym wieku, obok toaleta, kosze na śmieci w kilku miejscach, taki nowoczesny, popularny w mieście raj dla dzieciaków.

Pierwsze co wykopało moje dziecko z piasku to niedopałek papierosa.

Plac zabaw

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 160 (186)

#82465

(PW) ·
| Do ulubionych
Na spacer z dzieckiem przy obecnych temperaturach wychodzę po 16, ale czasami muszę coś załatwić w ciagu dnia. W opisywanej historii samochód zaparkowany ok. 5 min. piechotą od miejsca docelowego, więc dziecko w wózek i idę.

Droga prowadziła przy bloku, przed blokiem park, po drugiej stronie szkoła, place zabaw, ogólnie masa ludzi.

Nagle z balkonu wychyla się stary facet i drze się na cały głos:

- Ludzie, pomocy, dziecko udusi, ugotuje, a sama prawie naga idzie

Ludzie się gapią, a ten się tylko nakręca. Udałam, że gościa nie słyszę, sprawdziłam, czy z dzieckiem wszystko ok i poszłam w akompaniamencie wyzwisk. Stwierdziłam, że nikomu nie będę udowadniać, że nie jestem słoniem.

Dziecko ciągnęłam tyłem do słońca (ja miałam je w oczy), z postawioną dużą budką, żeby cień padał też na nóżki. Maluch ubrany w cienkie, bawełniane, luźne ubranko z krótkim rękawem i krótkie spodenki z gołymi stópkami. Posmarowany kremem z filtrem i z bidonem z wodą w rączkach. Ja prawie naga, w zwykłej koszulce z krótkim rękawem i szortach do połowy uda, normalnie dzi$&#a;.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (136)

#81388

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam małe dziecko. Dziecko od rozpoczęcia sezonu grzewczego ma problemy ze skórą. Chodzę z nim po lekarzach i mam wrażenie, że po każdej wizycie jest tylko gorzej. Mimo to dzisiaj poszłam do nowego dermatologa.

Wczoraj rzetelnie spisałam chronologicznie wszystkie objawy dziecka, zastosowane leczenie, własne obserwacje uwzględniając wyjazdy, moją dietę (matka karmiąca). Wszystko co do tej pory przerobiliśmy. Dzisiaj dziecko wstało ze zdrową skórą. Nie powiem, przerabiamy to chyba każdego ranka przed wizytą u specjalisty, ale skoro odczekaliśmy swoje to jedziemy mimo braku objawów.

Weszliśmy do gabinetu. Kobieta nas zobaczyła i od progu twierdzi, że już widzi w czym problem. (Przypominam skóra bez żadnej krostki, plamki, czy przebarwienia, nawet sucha nie była).

Chciałam rozebrać dziecko i pokazać chociaż gdzie występuje zazwyczaj problem. Nawet nie podeszła do leżanki.

Próbowałam pokrótce opisać co już przerobiliśmy, nie byłam w stanie zakończyć żadnego zdania. Dostałam natomiast diagnozę, którą dostaje każde dziecko z problemem skórnym. Chorobę, której u takiego malucha nie potwierdzą żadne badania. Leczenie polega na faszerowaniu do skutku całą gamą kosmetyków, z których na każdego działa coś innego i żaden nie kosztuje poniżej 40zl i trzymaniu matki karmiącej najlepiej na diecie wodnej, żeby wykluczyć wszystkie możliwe alergeny.

Nie twierdzę, że dziecko tego nie ma, ale nie mam za grosz zaufania do lekarza, który stawia diagnozę bez objawów i nawet nie udaje że słucha matki, która jest jednak z tym dzieckiem 24/7.

Dodatkowo po ponad 3 miesiącach stosowania różnych środków i różnych reakcjach dziecka, chyba można w jakiś sposób zawęzić listę kosmetyków, które mogą pomóc i odrzucić te, które skład mają prawie, że identyczny do już wypróbowanych. Porada jaką otrzymałam brzmiała w tym zakresie mniej więcej tak: "Proszę iść do apteki, tam jest duży wybór na to schorzenie, pani sobie wybierze i próbuje" (na niemowlaku).

słuzba_zdrowia

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (133)

#81062

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam wczoraj "osiedlową dwupasmówką" (dwa pasy w każdą stronę, bo bokach uliczki dojazdowe do bloków, na końcu dwupasmówki z 2 pasów robią się 4, dochodzą te do skrętów).

Jadę powoli prawym pasem, bo z tyłu niemowlak, pogoda marna, a do tego przedświąteczny wysyp niedzielnych kierowców. Nagle z bocznej uliczki ładuje mi się przed maskę biała toyota. Hamulec w podłogę i na milimetry, ale nic się nie stało.

Chwilę później kierowca toyoty zmienia pas na lewy. Tak, że kierowca przed którego się wbił ratował się wjeżdżając na mój pas luką między moją maską, a tyłkiem toyoty.

Kierowca toyki skręcał w lewo, więc musiał wjechać na pas do skrętu w lewo, ale też oczywiście nie zrobił tego jak się tylko pas zaczął, tylko w połowie tego pasa zajeżdżając drogę kolejnemu kierowcy.

To wszystko na odcinku max 1km.
Pomyślałam, żeby to zgłosić, ale oczywiście po ostatnim incydencie, gdzie sama skręcałam w prawo i nie widziałam już tablic rejestracyjnych, a wideorejestratora się jeszcze niestety nie dorobiłam.

kierowcy

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (126)

#80692

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam małe dziecko. Stojąc na czerwonym świetle, zawsze stawiam wózek równolegle do jezdni i dodatkowo włączam hamulec w wózku, tak żeby na pewno mi dziecko nie zjechało na ulicę, mimo że wózek cały czas dodatkowo trzymam.

Stoję sobie któregoś dnia na czerwonym w ustawieniu jak wyżej. Zapala się zielone światło dla pieszych, więc odblokowuję hamulec, odwracam wózek przodem do pasów (czyli zielone świeci się już dobrych kilka sekund), jeszcze ostatni look na samochody i mam wchodzić na przejście, gdy tuż przed wózkiem śmignął jakiś baran na bardzo głębokim czerwonym...

Przejscie dla pieszych

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (147)

#80572

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem na macierzyńskim. Dziecko obecnie bardzo malutkie, mąż wraca z pracy w zasadzie na kąpiel małego, to znaczy za późno dla mnie na zakupy, więc co się da zamawiam przez internet.

Paczek jest sporo, w niedzielę zamówiłam 10. Jeśli się da, zawsze biorę jedną firmę kurierską, bo kurier, który ma mój region jest tu zawsze koło południa i nie było do tej pory problemów z dostarczaniem.

Dostałam rano informację, że będzie dzisiaj u mnie kurier, więc czekam. Spacer odłożony na "po kurierze".

Mija 11, 12, 13, 14... Na spacer już nie pójdziemy.

Ubrałam dziecko i na balkon, żeby chociaż trochę powietrza złapało, a sama wyglądam za samochodem kuriera.

Znudzona spacerowaniem po balkonie, wchodzę w śledzenie przesyłki, może coś mi się pomyliło, a tam co? Paczka dostarczona o 11:53. Odbiorca: always_smile.

Otworzyłam drzwi, spodziewając się jakiejś informacji, że np. paczka u sąsiadów, a tam znowu co? Moje wcale nie tak tanie paczki na wycieraczce!

Na razie wysłałam tylko SMS-a, co o tym myślę, bo podejrzewam, że kurier nie chciał mi budzić dziecka albo stwierdził, że jestem na spacerze (wie, że mam małe dziecko ze względu na ilość dostarczanych do mnie paczek), ale noż... Od czegoś na każdej paczce jest mój telefon.

kurierzy

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (128)

#80325

(PW) ·
| Do ulubionych
Siedziałam czekając na swoją kolej do kancelarii parafialnej. Parafia duża, kancelaria czynna godzinę dziennie więc mimo, że przyszłam 15 min przed otwarciem to przede mną było już z 5 osób, a za mną też tłumek.

Każdy nowy kto wchodził pytał się kto ostatni i grzecznie miejsca pilnował. Z 20 min po otwarciu weszła starsza pani z dziewczynką prawdopodobnie przygotowującą się do komunii i od razu skierowała się do kancelarii.

Powiedziałam głośno, że wszyscy tu czekamy w kolejce, na co pani stwierdziła, że tylko na słówko. Nikt z kolejki mnie nie poparł to co się będę szarpać, ale po tylu historiach na piekielnych wiedziałam, że to żadne słówko nie będzie.

Pani weszła następna i siedzi 5, 10, 15 min... (przypominam kancelaria otwarta godzinę dziennie, a na korytarzu tłum).

W końcu inna kobieta wparowała do kancelarii wygarniając, że miało być tylko słówko. Ksiądz ją wyprosił, ale przy okazji okazało się że ta co się wepchnęła już trzecią sprawę chciała załatwiać i ją również ksiądz wyprosił.

Gdy wpychaczka wychodziła ktoś zwrócił jej uwagę, że tak się nie robi, na co starsza pani, że ona jest z dzieckiem i dziecko nie może tak długo późno siedzieć w kościele. Powiedziała to wszystkim rodzicom czekającym z niemowlakami...

Nie wiem czy ksiądz siedział dłużej, czy część osób odeszła z kwitkiem, bo moja kolej była druga po wpychaczce.

Kancelaria parafialna

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 99 (109)

#78713

(PW) ·
| Do ulubionych
Jechałam dzisiaj jedną z większych ulic w Warszawie - dwa pasy do jazdy na wprost, oddzielny do skrętu w lewo i oddzielny do skrętu w prawo, więc nikt na tej drodze raczej 30km/h nie jedzie.

Jechałam koło południa, więc trasa w miarę pusta. Śmigam sobie zadowolona prawym pasem na zielonej fali. Mijając właśnie jedno skrzyżowanie widziałam, że na kolejnym zapala się zielone, więc jadę ze stałą prędkością.

Na skrzyżowaniu przede mną stała taksówką na światłach, ale światła się zmieniły, a taksówka dalej stoi. Zwolniłam, bo nie wiem czego się spodziewać. Taksówka z włączonym silnikiem stała na prawym pasie do jazdy na wprost na zielonym świetle, bez świateł awaryjnych. Ominęłam ją z lewej strony zaglądając do taksówki, że może kierowca zasłabł czy coś, ale nie.

Po przejechaniu kilku metrów zauważyłam w lusterku, że do taksówki ktoś wsiadł i taksówka ruszyła.

Taksówkarz czekał na pasażera na skrzyżowaniu... Przypominam, że między taksówką, a pasem zieleni oddzielającym chodnik od ulicy był jeszcze pas do skrętu w prawo.

taxi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 113 (121)