Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Anytsuj

Zamieszcza historie od: 6 maja 2018 - 22:33
Ostatnio: 11 maja 2018 - 22:31
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 671
  • Komentarzy: 9
  • Punktów za komentarze: 40
 
[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
11 maja 2018 o 21:54

@greggor: Sensu nie ma, to fakt. Ale oboje z kolegą serwisantem byliśmy bardzo młodzi (ja w tamtym roku skończyłam szkołę średnią, on rok wcześniej), a babeczka taka już około pięćdziesiątki, więc starał się jakoś grzecznie i kulturalnie ją obsłużyć, zwłaszcza, że nasz ówczesny szef kładł nacisk na profesjonalne i przyjazne podejście do klienta. Na szczęście zmienił podejście po tym jak opowiedzieliśmy co ta kobieta wyprawia (bo nie była to jej jedyna wizyta u nas w takim stylu).

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
9 maja 2018 o 19:18

@Wilczyca: Ja też tego nie rozumiem. Pomijając kwestie wizerunkowe, o których napisałaś i w których się z Tobą zgadzam, dochodzi jeszcze kwestia tego, że jedną z korzyści płynącą ze współpracy z agencją pracy jest oszczędność czasu potrzebnego na rekrutację, a w naszym przypadku oni tylko wrzucają ogłoszenie- nawet nie robią wstępnej selekcji, bo podsyłają mi wszystkich jak leci i to ja muszę się zastanawiać czy chcę zatrudnić bezrobotnego studenta prawa bez znajomości excela na stanowisko logistyka, którego jednym z trzech głównych narzędzi pracy jest excel.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
9 maja 2018 o 19:14

@timo: Powinna, ale kolega starał się wyjaśnić tej kobiecie dlaczego wymaga od niej konkretnych informacji lub przyniesienia sprzętu, bo ona tego nie chciała zrozumieć.

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
9 maja 2018 o 19:11

@bloodcarver: Kolega tak zrobił :D Ale to przy okazji innej awarii, którą nam ta kobieta zgłosiła :D Nie zrozumiała absurdu tej sytuacji.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
8 maja 2018 o 19:57

@manius: Mogliśmy i nawet tak robiliśmy- zlecenia produkcyjne to dokumenty i jak każdy dokument, miały swoją numerację i daty wprowadzenia, więc już po samych datach było widać, że coś jest po terminie. Nie produkowaliśmy zgodnie z numeracją z dwóch powodów: 1. Była grupa klientów, którzy zamawiali ze wskazaniem dłuższego terminu realizacji niż nasz standardowy, np. prosili, żebyśmy dostarczyli towar za 30 dni i najczęściej były to duże zamówienia. Wymóg był taki, żeby wprowadzać zlecenie w tym samym dniu, w którym klient złożył zamówienie, a zwyczajnie bez sensu było dla nas produkować coś, co nie musiało wyjeżdżać od ręki, bo mogliśmy w tym czasie przygotować większą liczbę mniejszych zamówień, dzięki czemu czasem udawało się je dostarczyć przed terminem. A te z długim terminem realizowaliśmy sobie jak nam pasowało czasowo:) 2. Specyfika produkcji była taka, że pod każde zlecenie trzeba było odpowiednio ustawić maszyny (w tym uzbroić je w ciężkie wałki do druku)- zabierało to sporo czasu, więc ustawiając zlecenia tak, żeby drukować po sobie zamówienia wykorzystujące takie same rozmiary wałków lub takie same kolory farb, oszczędzaliśmy mnóstwo czasu na przezbrajanie czy czyszczenie maszyn. Dzięki takiemu kombinowaniu udawało nam się niekiedy wygospodarować czas potrzebny na zrealizowanie dodatkowego zamówienia w ciągu dnia (małego, ale zawsze). @Lolitte- święte słowa, zwłaszcza, jeśli prywatnie Pani Kierownik to narzeczona właściciela tego przybytku. Smutne tylko, że szef nie dbał o swój interes jak należy i pozwalał jej na takie rzeczy, bo to zwyczajnie w ostatecznym rozrachunku było niekorzystne dla niego (a w sumie dla nich obojga, skoro oboje się z tego utrzymują).

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
8 maja 2018 o 19:34

@glupia: Fakt, może to i głupi nawyk, ale jakoś tak wszedł mi w krew właśnie przez kilkuletnią pracę w handlu, co wiązało się z ciągłą korespondencją mailową, często między mailami do klientów pisałam np z kierownikiem produkcji i później to szło do klienta właśnie. A że dbaliśmy o to, żeby klient czuł się dobrze (ale nie aż tak, żeby realizować mu zamówienia w terminie) to i "Klient" zawsze był z wielkiej :)

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
7 maja 2018 o 21:14

@Leone: Chciałabym móc przyznać Ci rację, ale niestety. Jak już pisałam w jednym z komentarzy wyżej, aktualnie to ja zajmuję się kontaktami z tą agencją przy prowadzeniu rekrutacji do naszego działu. Okazało się, że ta agencja publikuje nasze ogłoszenia tylko na swojej stronie internetowej (nawet nie na profilach na portalach społecznościowych, tylko po prostu na stronie), ewentualnie na znanym darmowym portalu ogłoszeniowym, który aktualnie prowadzi kampanię zachęcającą do szukania pracy/pracowników właśnie za ich pośrednictwem. W związku z tym oni sami mają mały odzew i na wszelki wypadek umawiają wszystkich jak leci najpierw na spotkanie u nich, po czym przesyłają mi CV takiej osoby oraz krótką notatkę (we wszystkich przypadkach notatka mówi o tym, że "to odpowiedzialny, ambitny, zdolny kandydat, który szybko się uczy i swoje umiejętności ocenia w skali 7-9/10" itd w tym stylu). Poza tym jestem pewna, że za każdym razem dzwoniła do mnie ta sama osoba i z pewnością była to osoba, która prowadziła rozmowę (bardzo charakterystyczny sposób wypowiadania się), więc Twoja teoria, niestety, upada. Po drugie, jeśli ktoś się z kimś umawia, to raczej wypadałoby rzucić okiem na CV, chociażby po to, żeby przygotować się do rozmowy. Nie musiała go studiować, ale przejrzeć wypada i warto, żeby nie popełnić gafy- myślę, że profesjonaliści nie pozwalają sobie na takie rzeczy. I w końcu po trzecie- nawet gdyby, to jak ktoś, kto zawodowo zajmuje się zatrudnianiem ludzi może nie pamiętać o tak istotnych sprawach jak badania wstępne czy szkolenia BHP?

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 3) | raportuj
7 maja 2018 o 20:59

@bloodcarver: Teoretycznie tak :) Ale w tej sytuacji naprawdę byłam zażenowana. Rekruterzy często pytają o rzeczy jasno opisane w CV i nic w tym złego, więc gdyby po prostu dopytała o szczegóły to nic. Ale tyle się mówi o tym, że rekruterzy zwracają uwagę na wszystko poczynając od wyglądu CV, na uścisku dłoni kończąc, a tu się okazuje, że, jak 252426 wyżej wspomniała, rekruterka z całości wynotowała tylko nazwisko i numer kontaktowy. Smutne to

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
7 maja 2018 o 20:51

@Lolitte: Tamta kobieta już nie pracuje w tej Agencji. Natomiast moja pozycja umocniła się już na tyle, że szef przerzucił na mnie kolejne rekrutacje jakieś pół roku temu. Od początku utwierdzałam się tylko w przekonaniu, że kolejna nasza Agentka nie weryfikuje, czy kandydaci spełniają nasze wymagania, tylko podsyła nam wszystkie CV jakie dostaje, zachwalając wszystkich pod niebiosa. Na próbę umówiłam się z kilkoma kandydatami, którzy wg mnie nijak nie pasowali do profilu, naiwnie myśląc, że może coś w nich jest, a ja nie potrafię tego dostrzec i moje podejrzenia się potwierdziły. Powiedziałam o tym przełożonemu i zapytałam czy mamy możliwość wymuszenia na Agentkach, żeby przesyłały nam tylko pasujących kandydatów, zamiast mieć pretensje do mnie, że tyle CV podesłały, a ja z większością nawet nie chcę się spotkać. Szef stwierdził, że zawsze tak było i nie sądzi, żebyśmy byli w stanie to zmienić... I to chyba historia na kolejny wpis :)

« poprzednia 1 następna »