Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

AvernaDevon

Zamieszcza historie od: 26 lutego 2020 - 20:53
Ostatnio: 31 lipca 2022 - 12:11
  • Historii na głównej: 7 z 7
  • Punktów za historie: 1043
  • Komentarzy: 18
  • Punktów za komentarze: 125
 

#89467

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Dużo się tu mówi o "Januszach byznesu". Ja chciałam dzisiaj poruszyć sprawę szefów nieco inaczej.

Z racji zawodu celuję w raczej większe firmy i chciałam powiedzieć że nigdzie nie widziałam więcej raków niż w firmach Koreańskich.

1. Na rozmowach rekrutacyjnych jedynie w Koreańskich firmach słyszałam pytanie "Czy chce Pani mieć dzieci". - oczywiście mówiłam nieco mniej kulturalnie że nie ich biznes i zgłaszałam sprawę do rekruterów danej firmy coby zdyscyplinowali swojego Koreańczyka.

2. Regularnie zdarzają się pytania o powód zwolnienia lekarskiego - zasłyszane od znajomej która pracowała w administracji Koreańskiej firmy i dostała polecenie prowadzić rejestr takich rzeczy (po tym złożyła wypowiedzenie)

3. Z racji Koreańskiego trybu pracy (siedzą tam od rana do wieczora - zazwyczaj bezproduktywnie) spotkania zazwyczaj są umawiane na moment gdy właśnie kończysz pracę.

4. Praca z Koreańczykami czasami przypomina pracę z dziećmi. - nie ważne czego dotyczy projekt. Ważne żeby miał ładne kolorki, a najlepiej animacje w prezentacji.

praca firma

Skomentuj (60) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (163)

#89462

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Weź urlop. Planowany, dwutygodniowy.
Wpisz go w każde możliwe miejsce (Kartka do HR, system urlopowy, Excel z urlopami, Mail do szefa).
Pierwszego dnia urlopu dostań maila z bardzo ważnym tematem do zrobienia na piątek (środek twojego urlopu).

Po powrocie do pracy od razu dostań zjebę od szefa, czemu bardzo ważna rzecz do zrobienia jest przeterminowana już tydzień.
Przypomnij mu, że właśnie wróciłaś z urlopu.
Otrzymaj niejasne mruknięcie od szefa i foch na cały dzień.
Następnego dnia dostań maila, że łaskawie masz nowy termin do końca tygodnia na bardzo ważne zadanie, i że szef ma nadzieję, że tym razem się nie spóźnisz.

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 168 (176)

#89426

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Za tydzień biorę ślub. O dziwo wszystko idzie bardzo bezproblemowo. Rodzina nie narzuca swojego zdania, usługodawcy są mili, nawet w urzędzie i kościele nie było problemu mimo, że ślub jednostronny.

No ale... jedna rzecz jest dla mnie piekielna....
Tak się złożyło, że znaleźliśmy salę bez cateringu (sala konferencyjna publicznej uczelni we Wrocławiu, knajpka tam kiedyś była, ale pandemia i musiała się zamknąć)... no nic. Dla mnie nawet lepiej. Znajdę Catering który mi dostarczy jedzenie jakie chcę. Mamy dużo wegetarian, trochę wegan i nawet jakiegoś bezglutenowca.
Znalazłam kilka cateringów. które są w stanie świadczyć takie usługi (z racji. że knajpa jest przy sali zamknięta nie ma do niej dostępu. Catering musi zapewni wszystko bez żadnego zaplecza).
Już chcę wybierać między dwoma, ale luby mówi, żebyśmy wystawili ogłoszenie. że szukamy cateringu. Może jakaś perełka się trafi...

Taaaaaa...

1. Telefon w niedzielę o 23.30. "Ja w sprawie cateringu. Mogę państwu to zrobić za 350 zł za talerzyk... no chyba, że państwo zrobią to u mnie to dam zniżkę. Do 300zł" - takich telefonów z 5 mieliśmy. Że oni zrobią catering, ale lepiej u nich. Dawali spokój jak mówiłam, że sala już opłacona.

2. Dokładnie pisałam w ogłoszeniu, że brak zaplecza, że chcemy mniej klasycznie, że wegetariańskiej, ale kolejny tabun telefonów to:
- My Pani zrobimy tak, że mucha nie siada.
- Ale na pewno to nie problem, że nie ma zaplecza?
- No ale kuchenka chyba jest.
- Jest tylko woda w kiblu i salka, w której mogą państwo się zakwaterować.
- Pani zwariowała? Tak się nie da! Ja to Pani u siebie zrobię!

3. Znaleźli się jedni co mówią. że zrobią. Że bez zaplecza i wegańsko też.
Przyjeżdżamy na miejsce - strefa przemysłowa. Dookoła hurtownie kafelek, i inne baraki. Catering to buda z lat 90' z wielkim napisem "Pierogi po 9.90" na pstrokatej plandece, która pamięta czasy pojawienia się kolorowych drukarek w Polsce i rozkwitu efektów napisowych w power poincie. No nic... może będzie dobra domowa kuchnia...

W środku państwo właściciele zaczynają od menu. Że rosół, zraziki, w nocy barszczyk z krokietem.
Ja na to, że może coś mniej klasycznego. Nie lubimy oboje rosołu i co dla wegan, i innych diet.
Pani mnie przekonuje, że wesele bez rosołu to nie wesele i w urzędzie taki ślub nie powinien być ważny. A dla wegan będzie rybka. Próbuję tłumaczyć, że rybka nie nadaje się nawet dla wegetarian, a co dopiero dla wegan, którzy w ogóle nic od zwierząt nie jedzą. Pani mi na to, że co ja mówię. Oni zawsze dla wegan rybkę i wszyscy zadowoleni (...) A w ogóle to powinnam u nich zrobić. Oni zniżkę dadzą (rozglądam się po wnętrzu widzę plakaty "schabowy z ziemniakami i surówką po 29.90" płytki jak z kibla i ogólnie lata 90 w pełnym rozkwicie). Mówię, że sala już opłacona. Wycofując się rakiem dziękuję za informacje, proszę o ofertę i żegnam się.

Pani odpisuje mi 2 dni później, że była na tej sali i oni mi tego nie zrobią bo nie ma zaplecza...

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 91 (105)

#86888

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się historia z marketu budowlanego.
Jak mówiłam kupiłam kilka lat temu mieszkanie. Sama (co ważne dla historii). W związku że market budowlany mam dosłownie pod nosem, bywałam w nim w okresie remontu tak minimum co drugi dzień. I mimo, że obsługa widziała mnie zawsze samą, zawsze, ale to zawsze mówili do mnie w liczbie mnogiej. "Czy państwo się zdecydowali", "które się państwu podoba". Niby nic, ale trafili na zmęczoną Avernę, która o 6.30 po całej nocce pracy wybierała kolejną pierdołę...
Tak więc gdy usłyszałam standardowe
"Czy mogę w czymś Państwu pomoc", zamiast przejść do tematu otworzyłam szerzej oczy, obejrzałam się w prawo i w lewo i zapytałam ściszonym głosem: "To Pan też ich widzi?"

Biedny ekspedient wymamrotał tylko coś niezrozumiałe i oddalił się w tempie ekspresowym, a ja dokończyłam zakupy i poszłam spać.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 242 (254)

#86885

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Już z 4 lata będą gdy wprowadziłam się na swoje. Ważne jest, że osiedle zostało wciśnięte w wolną przestrzeń na głównej ulicy, więc mieszkania miały dość dziwną numerację. Blok miał adres powiedzmy "Ulica 1a", natomiast klatki były numerowane "1a, 1aa, 1ab, 1ac..."

Na swoje szczęście i nieszczęście mieszkam w pierwszej klatce. Szczęście - bo dostawałam całą swoją korespondencję, nieszczęście - bo dostawałam mnóstwo nieswojej. Przewodziły w tym banki.

Przez pierwsze pół roku dostawałam wyciągi z banku, listy z ZUS-u, towarzystw ubezpieczeniowych chyba połowy osiedla. I na początku za każdym razem dzwoniłam do danej instytucji z informacją że mają zły numer, że pewnie zapomnieli dodać drugiej litery do adresu, że może skontaktują się z właścicielem listu albo przynajmniej niech sprawdzą w systemie czy nie ma błędu w adresie. Nie. Oni nie mogą. Nie sprawdzą i już. Mam im przynieść list do banku. (Ta... Bo mając nowe mieszkanie i ekipę remontową będę codziennie jeździć po wszystkich bankach odwozić im pocztę tylko po to żeby za tydzień czy dwa dostać ją z powrotem).

Dostawałam też regularnie emeryturę. W sensie nie dostawałam, ale przychodził do mnie pan listonosz szukając "pani Janiny Kowalskiej" i było tak przez 4 miesiące. Przychodził do mnie, pisał sprostowanie i za miesiąc znowu pukał do moich drzwi.

Zostałam też właścicielką bucików dziecięcych, pokaźnej ilości karmy dla psa i bliżej nieokreślonego dla mnie profesjonalnego sprzętu rowerowego. Bo o ile kurier dawał mi ją do ręki, to mogłam powiedzieć że to pomyłka, jak była z poczty polskiej mogłam ją odnieść przy okazji. Gorzej jak kurier zostawiał pod drzwiami lub u sąsiadów. I co jest ciekawe gdy napisałam do nadawcy maila lub zadzwoniłam i poinformowałam, że ich klient nie otrzymał przesyłki, że mam ją ja i niech przyślą kuriera albo chociaż niech napiszą do klienta żeby podszedł do mnie i ją odebrał następowała cisza. (Paczek było znacznie więcej, te 3 otworzyłam z rozpędu nim przeczytałam nazwisko). Wszystko pakowałam i wystawiałam raz na miesiąc do administracji. I może mogłam latać, i odsyłać te paczki ale kurde... To chyba nie mi powinno zależeć.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (168)

#86704

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Chciałabym włożyć kij w mrowisko w związku z ostatnimi zamieszaniami związanymi z podejściem do osób LGBT+.
Sama jestem osobą heteroseksualną (a jeśli już chcę być dokładna to demiseksualną, heteroromantyczną ;P) ale mam w znajomych dużo osób które mają inną orientację. Lubię ich wszystkich, szanuję i mam nadzieję że nadejdzie czas że będą mieli takie same prawa jak ja.

Mam nadzieję że będą mogli wejść w legalny związek partnerski. I tu nie chodzi o fanaberie. To nie jest tylko papierek. To jest dokument, który sprawia że mogę dziedziczyć dom, który stworzyłam z kimś kogo kocham najbardziej na świecie, a kogo los może mi odebrać przedwcześnie. To jest dokument, który pozwala mi uzyskać informacje o stanie zdrowia kogoś mi bliskiego kto uległ wypadkowi.

Chciałam więc prosić o refleksję tych wszystkich którzy uważają, że "robiony jest szum z niczego". W historiach pojawiających się tutaj jest wiele opowieści o piekielnych teściach, szwagrach, szwagierkach. Ludzie tego pokroju mogą zrobić piekło z życia w najgorszym momencie. Kiedy zdrowie i życie kogoś nam najbliższego jest zagrożone. Mnie w takim momencie chroni prawo i dokument. Czemu takiego prawa niektórzy nie mogą mieć?

Skomentuj (64) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 170 (204)

#86539

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Zastanawia mnie skąd w ludziach tworzy się tak dziwny obraz co przystoi osobom dorosłym.
Czemu to piszę? Otóż. Mając prawie 30 lat na karku niejednokrotnie słyszałam od rodziny "Kiedy ty wreszcie dorośniesz?" "Mogłabyś już w końcu spoważnieć." I wiele tego typu sformułowań. Czemu zapytajcie? Co jest moją tak wielką wadą?

Otwórz... Śmiem interesować się fantastyką! Gorzej nawet... Śmiem robić jakieś "przebierańce". (Dla zainteresowanych - gram w LARPy ang. Live Action Role Playing. Rozrywka ta polega na stworzeniu jakiegoś poleczenatwa lub jego fragment i odgrywania tego. Najprościej można by to porównać do teatru improwizacyjnego. Jeśli zaciekawi was to z chęcią opowiem więcej).

I drażni mnie to, że dla społeczeństwa bardziej dorosłą postawą jest imprezowanie od świtu do nocy, sypianie z kim popadnie. I nie ważne, że ma się stałą pracę, własne mieszkanie, jest się dojrzałym i odpowiedzialnym. Jeśli raz na kilka miesięcy przebierasz się w średniowieczną suknie i w weekend przeżywasz niesamowitą historię wraz z innymi pasjonatami jesteś dziecinna.

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 204 (234)

1