Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Axisss

Zamieszcza historie od: 23 października 2012 - 10:58
Ostatnio: 23 kwietnia 2019 - 23:16
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 832
  • Komentarzy: 133
  • Punktów za komentarze: 586
 

#83265

(PW) ·
| Do ulubionych
Kredyt hipoteczny w Dobrym Banku (w skrócie DB).

Jak się ma kredyt na mieszkanie, to trzeba mieszkanie ubezpieczyć i dowód tego ubezpieczenia wraz z potwierdzeniem przelewu do banku dostarczyć. Nauczona doświadczeniem, wszystkie papiery dostarczam osobiście do oddziału i proszę pracownika o poświadczenie odbioru na kopii.

28.06.2018 - wizyta w oddziale, papierki złożone pieczątka, data, podpis.
Pani informuje mnie, że mają spore opóźnienia w rozpatrywaniu dokumentów, więc na 99% w lipcu dostanę automatycznie generowane pismo, że jestem zły klient i dokumentów nie ma. Kazała pismo po prostu zignorować.

16.07.2018 - Otrzymuję groźnie brzmiące pismo, że nie dostarczyłam dokumentów i mam 14 dni na ich uzupełnienie, bo inaczej DB sam mnie ubezpieczy i zgarnie sobie należność z mojego konta.
Na wszelki wypadek dzwonię - miły Pan na infolinii mówi "spokojnie, to jest generowane automatycznie przez system. My mamy adnotację w systemie, że dokumenty wpłynęły w terminie, jak tylko zostaną rozpatrzone to ustanowimy zabezpieczenie, pismo zignorować".

Czas leci. W jakoś połowie sierpnia, akurat mijam oddział to zaglądam i pytam jak się sprawa ma. "Oni mają adnotację, ale papierki jeszcze nie rozpatrzone, czekać".

19.09.2018 - SMS "W zw. z ustanowieniem przez DB brakującego zabezpieczenia kredytu, prosimy o zapewnienie do 30.09 środków na koncie na pokrycie opłaty za ubezpieczenie" Noż...

Dzwonię, pani sprawdza i...
"Tak my mamy adnotację (acha....), że pani dokumenty złożyła, ale my tych dokumentów nie mamy (?!), więc została pani zakwalifikowana do obowiązkowego ubezpieczenia (?!!!)".

"Zaraz, że co?" Pytam grzecznie, to w takim razie:

1. Gdzie są te dokumenty, z moimi danymi osobowymi, o które w związku z RODO obiecywaliście tak dbać?
2. Czemuż to ja mam płacić za to, że zgubiliście te dokumenty?

Pani nie wie, ale proponuje żebym jak najszybciej dosłała dokumenty przez formularz elektroniczny, to oni rozpatrzą i cofną opłatę.

Wypełniam więc formularz internetowy, załączam dokumenty. I nie dostaję nawet potwierdzenia, że formularz gdzieś poszedł.
Dzwonimy - tak otrzymali, bardzo dziękują, a potwierdzeniem był ten 30 znakowy numerek co się wyświetlił na ekranie na 3 sek przed przekierowaniem na stronę główną... aha...

Piszę e-mail do ichniego IODO co by mi wyjaśnił co to za Bank co gubi dokumenty między oddziałem a centralną i wskazanie czyj pies moje papiery zeżarł i czy na pewno dobrze przetrawił.

1.10.2018 - wchodzę na konto, a tam ściągnięta opłata za ubezpieczenie... Dzwonię, staram się być spokojna, naprawdę się staram:
"Dokumenty nie zostały jeszcze rozpatrzone, jak rozpatrzymy, to zwrócimy Pani opłatę za niewykorzystany okres ubezpieczenia".

Wróć, że co? A co z resztą?! A to musi pani reklamację napisać...

No to piszę... cdn.

PS. Od IODO dostałam jak na razie tylko automatyczną odpowiedź, że mają dużo zgłoszeń (jakoś mnie to nie dziwi) i odpowiedzą wkrótce (tia... byle przed końcem kredytu się wyrobili, mają jeszcze 22 lata).

Bardzo Dobry Bank

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (155)

#78709

(PW) ·
| Do ulubionych
Tyle się mówi, żeby nie zostawiać psa w upał w samochodzie! Może nawet ciut za dużo...

Dziś rano: 14 stopni, pełne zachmurzenie.

Zatrzymuję się pod Lidlem na szybkie zakupy, co by po południu nie stać w przedświątecznych kolejkach. Psiak zapewniony, że zaraz wracam zwija się grzecznie na tylnym siedzeniu. Zaglądam do sklepu kolejek brak, więc wchodzę.

15 min później wychodzę ze sklepu (dokładnie 15 min, bo sprawdzałam czas, żeby do pracy się nie spóźnić).

I widzę jakąś kobitę przy moim samochodzie, Pani puka w okno po czym ustawia się bokiem i próbuje wybić szybę łokciem! (dzięki wam amerykańskie filmy, na których wygląda to tak prosto i przyjemne)

Pytam więc grzecznie, czy przypadkiem się jej coś nie pomyliło. A ta jak nie wystartuje, wrzeszczy na mnie, z łapami chce startować (widać obolały łokieć ją tak zirytował). Z krzyków i przekleństw zrozumiałam, że wezwała już straż miejską, TOZ i księdza proboszcza.

Cóż miałam robić popukałam się w czoło, psa uspokoiłam i chce odjechać... ale nie, Pani blokuje mi wyjazd. Już się zastanawiam czy nie uciekać przed wariatką przez trawnik, kiedy podjeżdża patrol policji.

Policja została wezwana do bójki (?!) przez jakiegoś świadka naszej kłótni - dziwne mogłabym przysiąc, że żadnych świadków nie było, bo wszyscy nagle zainteresowali się pogodą i nierównościami chodnika. Wzywacz się nie ujawnił, ale przynajmniej dwóch miłych Panów oddziela mnie teraz od furiatki, która znów się nakręciła i wrzeszczy.

Zanim jeszcze Policja zdołała ustalić, że żadnej bójki nie było, podjechała Straż Miejska (plus dla służb za ekspresową reakcję!). Wspólnymi siłami Panowie mundurowi ustalili powód wezwania, psa obejrzeli, nawet dała się pogłaskać mimo stresu. Spytali mnie czy Pani zrobiła coś mnie lub psu. Oględziny samochodu nie wykazały zniszczeń.

Nasz obrońca zwierząt zrozumiał chyba, że Panowie nie planują mnie ukarać i zaczęła, nieco już zchrypniętym głosem, wrzeszczeć na nich.

Efekt dla niej: mandat od Straży za bezpodstawne wezwanie, mandat od Policji za zakłócanie porządku i obrazę funkcjonariusza.

Efekt dla mnie: spóźnienie do pracy i melisa zamiast porannej kawy.

Najlepsze, że pies jechał ze mną bo chciałam jej zaoszczędzić stresu - No wyszło mi jak cholera... Wyjaśnienie: W budynku obok naszego mieszkania trwa głośny remont, który bardzo zwierzaka denerwuje, więc jadąc do pracy podrzucam ją do mieszkania rodziców, gdzie przynajmniej ma ciszę i spokój.

Cieszę się, że ludzie co raz częściej reagują gdy widzą psa zamkniętego w samochodzie, ale we wszystkim trzeba mieć jednak ciut umiaru i zdrowego rozsądku. Bo inaczej zostaje się Piekielnym zamiast Wspaniałym.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 174 (194)

#74188

(PW) ·
| Do ulubionych
Po co komu kawa?
Jadę do pracy przede mną przejście dla pieszych i zbliżająca się do niego babcia obładowana siatami, jak to babcia o poranku... Grzeczny ze mnie kierowca pieszych na przejściach przepuszczam, więc zwalniam. Babcia podchodzi do krawężnika, rozgląda się - widzi mnie, więc staje.

Większości ludzi instynkt nakazuje obserwować zbliżający się obiekt, ale babcia instynktu nie wykazuje: stoi sobie na krawężniku i patrzy w sobie tylko znany punkt na przeciwległym płocie.
Zwalniam bardziej, babcia stoi.
Jeszcze wolniej, babcia stoi.
Zatrzymuję się, babcia stoi.
Czekam ze 30 sek, babcia stoi...
No normalnie babcia mi się zawiesiła!
Dobra, mówię sobie, co będziemy tak stać we dwie. sprzęgło, jedynka, gaz...

I nagle babcia podskakuje "ojej przepuszcza mnie!" i truchcikiem na ulicę.
Refleksem się wykazałam, babci nawet nie dotknęłam, ale się biedaczka przestraszyła i gwałtownie usiadła. Wyskakuję więc z samochodu, pytam czy cała czy coś boli, zbieram babcię z ulicy zbieram też rozsypane jabłka i pomidorki, co by inne samochody nie rozjechały.
W tym czasie babunia odzyskuje pełnię sił i jak nie zacznie! Że ją tu zabić próbuję a taka owaka... nawet mojej śp. Prababci się dostało "a to babcia kr...jej mać Cię szacunku do starszych nie nauczyła!!!???".

Następnym razem przejadę... Wrrrr.

Babcia na drodze

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 265 (295)

#73730

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiodłam sobie życie spokojne i pozbawione piekielności, a potem postanowiłam kupić mieszkanie...

Prezentuję Państwu tragikomedię pod tytułem „Kroniki absurdu, czyli kredyt hipoteczny”.

Rozdział pierwszy „Wpis do hipoteki”.

Występują:
Sprzedający: Pani Kasia
Notariusz
Sąd rejonowy
Dobry Bank
Kupujący: ja i mój najukochańszy małżonek.

Opis warunków wstępnych:
Pani Kasia ma mieszkanie, które chce sprzedać. Mieszkanko kupiła w 2001 z niewielką tylko pomocą kredytu, który już spłaciła. We wszystkich dokumentach, od umowy kupna po księgę wieczystą, widnieje jako jedyny właściciel.
Pani Kasia ma również męża i podpisaną w dniu ślubu intercyzę.
Na nasze nieszczęście mieszkanie kupiła będąc już po ślubie i intercyzie, a w tamtym okresie obowiązywało w Polsce idiotyczne prawo, że rozdzielność, rozdzielnością, ale mieszkanie wchodzi do wspólnoty majątkowej. Zawsze. Nieodwołalnie. Niezależnie od umów, intercyz i tego kto za nieruchomość płaci. O przepisie tym ani Pani Kasia, ani jej Mąż nie wiedzą i żyją w błogiej nieświadomości, aż do chwili gdy p. Kasia nie wybrała się do Notariusza by dostarczyć dokumenty niezbędne do sporządzenia umowy przedwstępnej.
Podpisanie umowy się odsuwa w czasie, bo Mąż mieszka na stałe we Włoszech gdzie p. Kasia musi się udać by tam notarialnie uzyskać pełne pełnomocnictwo w kwestii sprzedaży mieszkania. Pełnomocnictwo przyznane, przetłumaczone przez tłumacza przysięgłego, dołączone do dokumentów – Sukces!

Dalej idzie szybko, przedwstępna, kredytowa, kupna-sprzedaży, wypłata kredytu i już mieszkanko jest nasze...

Kredyt hipoteczny jak sama nazwa wskazuje wymaga wpisu do hipoteki i tu zaczynamy cyrk:
Podpisując akt notarialny mieliśmy wybór, albo o wpis wnioskujemy w sądzie sami, albo zrobi to za nas Notariusz za drobną opłatą 400zł. Ponieważ Bank za każdy miesiąc bez wpisu liczy sobie 250zł „ubezpieczenia” to postanowiliśmy, że wpis załatwi nam Notariusz – będzie wszystko prawidłowo, szybko, sprawnie – tia...

Umowy podpisane pod koniec czerwca, mija lipiec, mija sierpień, we wrześniu jedziemy na upragniony dłuższy urlop... i wtedy dostajemy telefon od teściów (mąż ciągle tam był zameldowany) – „Jakieś pismo z sądu przyszło, ale nam impost nie wyda”. Dzwonię więc do moich rodziców czy aby do Babci (ja jestem zameldowana w mieszkaniu Babci) nic nie przyszło. Nie przyszło.

Jesteśmy spokojni, przecież to nic innego jak powiadomienie o wpisie do hipoteki, nie odbierzemy, trudno po powrocie pojadę do sądu, załatwię wypis, będzie cacy... Nasz błąd.

Jak wiadomo, pismo dwukrotnie awizowane jest doręczone i zegarek zaczyna tykać.

Jak się domyślacie w piśmie nie było zawiadomienia o wpisie tylko o „błędzie” we wniosku, jeśli go nie poprawimy w terminie, wniosek zostanie zwrócony... a my w błogiej nieświadomości się opalamy...

Czas mija, urlop się skończył. Sprawdzam księgi wieczyste on-line – brak wpisu, ale ja się tam nie znam, może potrzeba czasu na aktualizację? W pracy nawał urlopowych zaległości, do Sądu nie ma jak jechać, bo nawet jak pracują do 18 to się nie wyrabiam. Nie czuję pośpiechu, nadal jestem pewna, że wpis już jest, do Banku mogę dostarczyć później - kasę za ubezpieczenie i tak mi zwrócą. Do Teściów przychodzi drugie pismo, do mojej Babci również, razem z dwoma awizami na to pierwsze, wystawionymi ze wsteczną datą.
Jadę, odbieram, a tam informacja, że wniosek cofnięty ze względu na błędy formalne, wpisu nie ma i nie będzie!

Oczywiście wte pędy do Notariusza „a tak, tak sobie myślałem, czemu tego wpisu jeszcze nie ma...” ale powiadomić, że może byśmy się tak zaniepokoili, to już sobie nie pomyślał.

Notariusz kazał jechać do sądu i wydobyć to pierwsze pismo, bo w drugim nie ma informacji, dlaczego cofnęli. Nastraszył mnie, że jeśli to się uprawomocni, to „tak jakbyśmy nic nie kupili i tego odkręcić się nie da.”

Dzień wolny w pracy, wycieczka do sądu* i okazuje się, że błąd, który spowodował cofnięcie wniosku nie był nasz, ale pani w Sądzie, która nie umiała aktu przeczytać ze zrozumieniem... Otóż według Sądu „z Aktu wynika”, że p. Kasia sprzedaje mieszkanie sama, a przecież to współwłasność z mężem! To, że połowę pierwszej strony aktu stanowi pełna informacja, że Pani Kasia występuje w imieniu swoim oraz jako pełnomocnik męża i wyjaśnienie sytuacji, jakoś Pani w sądzie umknął. Po drugie sąd żąda dostarczenia adresu do doręczeń Męża p. Kasi. Adresu na terenie Polski. Adresu obywatela Włoch na terenie Polski.

Odwołać się nie możemy, bo termin minął. Notariusz wyśmiał Panią z Sądu, że czytać nie umie, i nakazał złożenie skargi, skargę nam napisał – ja mam tylko złożyć. Kolejny dzień urywam się wcześniej z pracy i składam skargę osobiście.

Czas mija, wpisu brak... robi się październik jesteśmy już w na tej imprezie plecy o 1400zł (liczę 400zł dla Notariusza, bo kurde miało być bez problemu!). Dzwonię do Sądu, dostaję odpowiedź, że oni nie mają określonego terminu kiedy skarga ma być rozpatrzona, rozpatrują w kolejności jak wpływają, więc może to potrwać i pół roku...

Piszę obszerne pismo do Naczelnej Działu Ksiąg Wieczystych, że cofnięcie bezpodstawne, że Bank mi może umowę rozwiązać, kajam się bardzo, że mi się urlopów zachciało i pism z Sądu nie odbierałam i że ja bardzo, bardzo proszę o priorytetowe rozpatrzenie sprawy...

Listopad - Hura! Jest wpis i pozytywne rozpatrzenie skargi. Lecę do Dobrego Banku z dokumentami w zębach.

Koniec?

A gdzieżby tam!

Bank ma 14 dni na zmianę wysokości pobieranej raty. Dokumenty złożyłam pod koniec listopada. 4 grudnia pobrana zostaje rata bez zmian, spoko nie minęło 14 dni wyrównają mi w styczniu.

Grudzień mija, z banku cisza, opiekun milczy mimo pytań – okres świąteczny.

Styczeń. Rata bez zmian... zaczynam się wkurzać. Na infolinii nic nie wiedzą, opiekun się odzywa „Przepraszam, za ciszę, urlop... Ja sprawdzę co i jak” i tak kilka razy.

Luty. Rata bez zmian, i pismo... że nie złożyłam wymaganych dokumentów, oni mnie obciążą karnymi odsetkami i grożą zerwaniem umowy... Dociskam opiekuna i dowiaduję się, że:

Odpis z księgi wieczystej, który złożyłam, zawiera wzmianki w działach II i IV i oni nie wiedzą co to są za wzmianki, więc oni tego dokumentu nie przyjęli. Trzeba było dostarczyć drugi bez wzmianek... Tylko tak jakby, zapomnieli mi o tym powiedzieć...
Piszę reklamację do Dobrego Banku na 6 strom z 11 załącznikami. Robię rozróbę w Sądzie, bo okazuje się, że te wzmianki to powinny automatycznie zniknąć w momencie pojawienia się wpisu i oni „nie wiedzą czemu nie zostały usunięte”, wzmianki usuwają, informację o tym dokładam jako załącznik nr.12 do reklamacji.

Marzec – alleluja, reklamacja rozpatrzona pozytywnie, Dobry Bank przeprasza, kary cofa, zaległości zwraca wraz z odsetkami i wyraża nadzieję na dalszą owocną współpracę.

Pozytyw: nabieram wprawy w pisaniu skarg, zażaleń, próśb i reklamacji.

* Jako smaczek dodam, że w czasie tej zabawy do Sądu dwukrotnie wniosłam spory, ostry nóż – nieświadomie! ot był sobie na dnie torebki – która dwa razy przejechała przez skaner. Ochrona nie była zaniepokojona faktem wnoszenia do budynku broni, cóż widać wyglądam niegroźnie.

W kolejnych rozdziałach:
„Ależ proszę się nie martwić! Wszystko załatwi Pani w dowolnej placówce Dobrego Banku”
oraz
„Pani jeszcze podstempluje” czyli jak szybko i sprawnie ubezpieczyć mieszkanie.

Sąd i Bank

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 240 (256)

1