Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bananananana

Zamieszcza historie od: 12 maja 2020 - 7:21
Ostatnio: 8 sierpnia 2022 - 13:22
  • Historii na głównej: 9 z 10
  • Punktów za historie: 1018
  • Komentarzy: 16
  • Punktów za komentarze: 114
 

#89516

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni rodzice.

Moje stosunki z rodzicami zazwyczaj były dobre, dość mocno się poprawiły po tym jak się wyprowadziłam, więc przez pewien czas były bardzo dobre. Wszystko co dobre skończyło się w chwili, gdy przedstawiłam im kandydata na zięcia.

Mój narzeczony jest pracowity, kochający, miły taki cud, miód i orzeszki. Marzy o ustatkowaniu się, o dzieciach, ma dobrą, stabilną pracę. Idealny zięć co nie? Jednak nie. Ma jedną cechę (choć nie wiem czy można to nazwać cechą) która w mniemaniu moich rodziców sprawia, że zawsze będzie tym najgorszym. Jest 15 lat ode mnie starszy.

Pewnie zaraz sypnie się fala hejtu na mnie, ale ja go kocham. To nie była miłość jak w bajkach od pierwszego wejrzenia. Stopniowo się poznawaliśmy. Najpierw jako współpracownicy (inne działy), potem znajomi i przyjaciele. Wspaniale się nam rozmawiało i przebywało w swoim towarzystwie, aż w końcu przyszło uczucie. Na początku walczyłam z tym co czuję, jednak uczucie wygrało.

Rozumiem moich rodziców, że się boją, że on chce mnie wykorzystać itp. Jednak od chwili ich zapoznania minął rok, a oni nadal przy każdej mojej wizycie, lub telefonie pokazują jak bardzo go nie akceptują. My powoli planujemy ślub, a ja się zastanawiam czy na weselu będzie mi dane zatańczyć z tatą i usłyszeć gratulacje od mamy.

związek

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (171)

#89373

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przypomniało mi się o stronce z dawnych lat. Podekscytowana wspomnieniami z dzieciństwa szybko wklepałam kurnik.pl. Jest, działa nadal, tak samo jak parę lub paręnaście lat temu. Jednak gdyby było tak różowo to nie byłoby tej historii. Otóż weszłam na moje ulubione kalambury. Działa to tak, że jest lista „stołów” do których można się dosiąść i wtedy można grać. Część stołów jest prywatna i można się tam dostać mając zaproszenie, reszta publiczna. Każdy stół ma swojego „operatora” takie coś a'la admin (oczywiście można stworzyć własny stół i zostać jego operatorem). Operator może zmienić parametry rozgrywki takie jak czas gry, czy ilość punktów, która jest potrzebna do wygrania partii, jak i wypraszać graczy ze stołu.Właśnie wypraszać.

Dołączam do jakiegoś publicznego stołu. Coś tam próbuję zgadnąć. Nadchodzi moja kolej rysowania. Nie zdążam nawet narysować kreski i pach „zostałeś wyproszony przez operatora stołu. Niestety nie jest to sytuacja jednorazowa. Dzieje się zazwyczaj tak gdy przy stole są podłączone osoby z tego samego IP (kurnik jest mądry i podają informacje którzy gracze są z tego samego IP). Przypuszczam, że dzieci w szkole na informatyce się nudzą i grają. Ale na litość boską nie mogą zaznaczyć tego kwadracika przy tworzeniu stołu, że ma być prywatny? Albo napisać coś na czacie? Bądź tu normalnym człowiekiem próbujesz się pobawić jak za dawnych lat i nagle dostajesz takiego bana. Nie potrafię tego zrozumieć. Może ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć ten proceder?

kurnik

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 104 (116)

#89334

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Taka śmieszna sytuacja z pozoru, w skryciu piekielna.
Osiedle domków jednorodzinnych na obrzeżach. Istna sielanka i idylla. Nagle do drzwi sąsiada naprzeciwko puka policja. Wszystkie osiedlowe monitoringi zwrócone w tamtą stronę, w końcu afera jest bo policja przyjechała. Sąsiad otwiera i taki oto dialog się wywiązuje:

- Dzień dobry starszy aspirant XYZ. Czy jest Bartłomiej Iksiński? – Nazwisko sąsiada jednak nie jego imię. Sąsiad mocno zaskoczony intensywnie myśli, aż nagle go oświeca.
- Bartek kici kici.
Miny policjantów teraz równie zaskoczone jak sąsiada na początku.
Tak kochani piekielni, sąsiad ma kota, którego nazwał „Bartek”.

Z tej piekielnej strony okazało się, iż Bartłomiej Iksiński został oskarżony o włamanie się do garażu Igrekowych (graniczących płotem z Iksińskimi) i zniszczenie mienia w postaci samochodu (podrapanie). Prawda jest taka, iż Igrekowy gdzieś przetarł sobie bok i teraz szukał kota ofiarnego (jego teściowa się gdzieś na plotkach osiedlowych sypnęła). Niestety Iksińscy muszą w sądzie udowadniać niewinność swojego pupila.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (166)

#89268

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kobiety, co my sobie robimy?

Walczymy o równouprawnienie, chcemy wykonywać tę samą pracę co mężczyźni i zarabiać tyle samo co oni za tą samą pracę. Walczymy z dyskryminacją płci, a same dyskryminujemy. Może nie wszystkie, może tylko ja spotykam te które tak robią. Co więcej dyskryminujemy inne kobiety.

Wybrałam sobie mało kobiecy zawód - informatyk. Teraz może już bardziej „kobiecy niż parę lat temu”, jednak przedstawię co spotyka mnie ze strony innych kobiet.

1. Gdy jeszcze uczyłam się
– Technikum informatyczne? Ty? Nie poradzisz sobie, to przecież męskie. Przyznaj się jesteś tam aby znaleźć chłopaka. To słyszałam od połowy koleżanek, które to wybrały kierunki bardziej „kobiece”.

2. Na studiach
– Pewnie masz dobre oceny, bo jest was (kobiet) mało na kierunku, a profesor lubi sobie popatrzyć.
- Na zaliczenie załóż krótką spódniczkę i bluzkę z dekoltem, albo prześwitującą. Nie będziesz musiała się uczyć .

Takie komentarze i złote rady słyszałam jak mówiłam, że na mojej specjalizacji włącznie ze mną są 3 kobiety na 25 osób

3. W pracy
– Kobieta w IT?! Ja zaczekam aż informatycy wrócą z fajki. (wtedy jako jedyna w dziale nie paliłam)


I wiele podobnych. O dziwo nigdy z takim komentarzem się nie spotkałam z męskiej strony, najwyżej z zdziwioną miną i zaciekawieniem.

Jeszcze jednym aspektem jest praca zespołowa kobiet. Często czy przy ogarnianiu problemu czy we wspólnej kuchni, koleżanki pytają mnie jak mi się pracuje jako jedyna kobieta w dziale z samymi facetami. Zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą że świetnie. Nie ma żadnych gierek, obgadywania, kopania pod sobą dołków. Gdy pojawia się jakieś spięcie szybko jest wyjaśniane. Na co one kiwają głową z westchnieniem, że w „kobiecych” działach zawsze jest nerwowo, zawsze ktoś kogoś obgaduje. Szczytem było dla mnie jak jedna koleżanka bała się nosić pierścionek zaręczynowy do pracy bo jej przełożona, byłaby zazdrosna.

Kochane kobiety, proszę, nie bądźmy zołzami.

Kobiety

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 176 (212)

#89251

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia dla wielu pewnie mało piekielna, jednak dla mnie bardzo.

Tak się złożyło, iż trafiłam do help desku w pewnej dość dużej korporacji. Wiadomo w takiej firmie ilość komputerów idzie w duże liczby . Korzystaliśmy z usług 3 producentów, z czego jednego mieliśmy jakieś 60% całości, jak nie więcej. Z racji wysokiej ilości zamówień mieliśmy umowę dostosowaną do nas. W niej między innymi pozwolenie na naruszanie plomb, samodzielne naprawy po dostaniu od nich drogą wysyłki odpowiednich komponentów itp.

Przechodząc do historii właściwej. Pewnego dnia użytkownik przychodzi do mnie z lapkiem i problemem: „ Laptop hałasuje jakby miał zaraz wybuchnąć”. Rzeczywiście niemiłosiernie hałasuje. Rozkręcam i się okazuje, iż ośka wiatraka się wypaczyła i haczył o obudowę. Cóż więc robić telefon w rękę i dzwonimy zgłosić usterkę, aby w zamian za fotki z wadliwym wiatraczkiem wysłali taki bez wad. Nie będę tu opisywać moich roboczogodzin spędzonych na słuchaniu muzyczki w słuchawce, a panią konsultantkę (tak celowo mała literą ). Na początku standardowa formułka przywitanie się oraz weryfikacja gwarancji.

J - „Opis problemu”
pk- A jest aktualny bios?
J - Otworzyłam laptop i widzę, iż oś się wypaczyła, skrzywiła przez co haczy o obudowę. Bios tutaj nie ma z tym nic wspólnego.
pk - Nieaktualna wersja biosu, może powodować problemy z wiatrakiem (no serioooo)
J - Bios jest aktualny. Wada jest czysto mechaniczna.
pk – Ja może wyślę Pani maila z aktualizacją biosu.
J - Do widzenia.

Uznałam, że nie wygram. Rozłączyłam się i zadzwoniłam ponownie. Po kolejnych 20 minutach słuchania muzyczki odebrał tym razem gościu który bez problemu zrozumiał problem.

Rozumiem, że call center, że płaca marna, że nie musicie się znać na wszystkim, że skrypt, ale drodzy kierownicy jak przydzielacie kogoś na infolinię techniczną, zapewnijcie tej osobie szkolenie z podstaw myślenia i problematyki z którą się spotka.

Może to dla was mało piekielne bo za drugim razem załatwiłam sprawę, tylko jak pisałam na początku, sprzętu jest naprawdę sporo, a ja potrafię tygodniowo wykonywać parę, czasem nawet paręnaście takich zgłoszeń.

firma

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (186)

#89208

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Drodzy Piekielni, W rodzinnej, świątecznej atmosferze przypominała mi się pewna historia z dzieciństwa która nadal pomimo upływu tak wielu lat boli, a w sumie to nawet dwie.

1. Byłam jak to mówią zdolnym, ale leniwym dzieckiem.

Niektóre przedmioty szkolne sprawiały mi większą trudność, inne mniejszą. W okresie buntu moje stopnie drastycznie spadły, jednak nie tylko przez nastoletni bunt. Tym dodatkowym czynnikiem byłą moja mama. Gdy dostałam 1, 2 lub 3, wiadomo nie najlepsze stopnie, więc bura była. Na 4 mówiła, że mogłam się lepiej postarać, w sumie może i tak. 5 komentowała tak samo. Przy 6 słyszałam, że pewnie oszukiwałam, albo nauczycielka wszystkim wstawiła szóstki (!). Oczywiście wszystko w akompaniamencie narzekań, że ona nie może się mną nigdzie pochwalić, a jej znajomi mają takie mądre dzieci. Tak czy siak nigdy nie usłyszałam że jest ze mnie dumna, więc przestałam się starać, skoro i tak wszystkie moje wysiłki kończyły się niezadowoleniem. Oto krótka historia jak zniszczyć zapał dziecka, które pragnie by matka była dumna ze swojego potomka.

2. Jak wcześniej wspomniałam z niektórymi przedmiotami miałam większy problem.

Jednym z takich przedmiotów był język polski, a dokładniej ortografia. Od pierwszych klas podstawówki polonistki kierowały mnie na badanie pod kątem dysleksji, jednak moja mama nie chciała podpisać zgody na badanie. Mówiła, że nikt nie będzie robił z jej dziecka wariata, ani niedorozwoja, a w życiu i tak trzeba sobie poradzić. Może i prawda co do tego ostatniego, ale reszta….. W każdym razie gdy już skończyłam 18 lat sama sobie podpisałam zgodę i się zbadałam. Badanie wykazało dysleksję, może nie jakąś wielką, jednak utrudniającą mi niektóre czynności.

Najgorsze jest to, że gdyby moja mama zgodziła się na badanie w wieku 7-10 lat mogłabym przez odpowiednie ćwiczenia praktycznie zniwelować niedogodności, z którymi muszę się teraz zmagać.

rodzinka szkoła

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (174)

#89191

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały wnerw.

Szukam mieszkania w mieście konkretnym. Dodawanie ogłoszenia o mieszkaniu z jakiejś wioski 20 km od granicy miasta X i oznaczanie jego lokalizacji jako Centrum miasta X, bo przecież nikt jak się spodoba to wezmą, albo inne idiotyczne wytłumaczenie uważam za szczyt Januszostwa.

Równie wnerwiające jest oznaczanie wielkości mieszkania, czyli wliczanie balkonu czy też liczenie po tak zwanej podłodze gdy są skosy. Bo przecież nikt się nie skapnie, że mieszkanie przedstawione jako 80m2 ma 65m2.

Patodeweloperka to już osobny twór. Mieszkanie, w sumie nazwali to apartamentem, 16 m2 za 280 tys!
Nie rozumiem też dlaczego (w 90% mieszkań pierwotnych) zakup miejsca parkingowego jest obowiązkowe i jego cena nie uwzględniona ani w nagłówku, ani w opisie. Tak dla mnie te 20-30 tys robi różnicę.

Wiem, że teraz z rynek mieszkań to masakra, ale proszę nie utrudniajmy sobie.

Mieszkania

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (155)

#89197

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Miałam ja kiedyś przyjaciółkę nazwijmy ją Ania. Dość dobrze się dogadywałyśmy. Jednak istotne jest, iż ona nienawidzi swojej matki, winiła ją za rozpad rodziny. Bazując na jej zwierzeniach słusznie, gdyż jej matka bawiła się w zdrady i podwójne związki. W każdym razie choćby zasugerowanie podobieństwa miedzy nią, a jej matką było dla niej najgorszą obelgą (nawet w kontekście urody, czy kuchni).

Ania miała narzeczonego, plany ślubu, domu na wsi z ogródkiem. Jednak zaczęła narzekać na pożycie z swoim lubym. Cóż doradziłam, porozmawiać, przeczekać, wiadomo stres, praca, finanse ślub. Ania jednak szybko znalazła inne rozwiązanie tej sytuacji. Wiadomo i najlepszemu może się zdażyć, choć nie pochwalam, jednak dla nie to nie była jednorazowa sytuacja gdy pijana zapomniała o swym narzeczonym i planach tak wyśnionego ślubu. Cały romans trwał dobre parę miesięcy, gdzie nie zapomnę nigdy jej zdania „Wiesz.. to trudna decyzja. Z narzeczonym będzie ślub, dom, dzieci, fach pewien, więc i pieniądze, a ten drugi to wiesz... taki zaje*isty seks”.

Niestety nie wiem jak się to dalej potoczyło, gdyż nasza przyjaźń się skończyła po tym jak zasugerowałam, że jej matka to samo robiła. No może nie to samo bo Ania nie miała jeszcze męża ani dzieci.

Sama święta nie jestem, ale tutaj brak mi słów.

Gdzieś

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 161 (175)

#89178

przez (PW) ·
| Do ulubionych
O dezinformacji.

Ze 2 dni temu, może 3, Wrocław, FAT godzina 16:00. Dla tych którzy nie wiedzą jest to jedno z większych centrów przesiadkowych, a o tej godzinie istne epicentrum wszelakich korków.

Tamtego dnia wyjątkowo korka nie było, jakby nawet korek miał się spóźnić. Podjechał autobus. Wsiadłam. Kierowca wyszedł z kabiny i donośnie, prawie krzycząc mówi:
- Jestem 3 minuty przed czasem, wyjątkowo nie było korka. Nie mogę odjechać przed czasem, więc 3 minuty postoję.
Po czym wsiadł do swej kabiny i zajął bliżej nieokreśloną czynnością.

Po jakiejś minucie wstaje kobieta i równie donośnie mówi, iż autobus się zepsuł i nie pojedzie dalej. Na te słowa dużo osób się zerwało. Ja poczułam mój społeczny obowiązek i jeszcze raz przekazałam to co kierowca, który to nie słyszał tej wymiany zdań lub po prostu nie chciał się mieszać. Część ludzi (ok. 10) posłuchała tamtej pani. Wyszli na przystanek i potulnie czekali na następny żółto- czerwony rydwan.

Po 2 minutach kierowca zamknął drzwi i odjechał, a ja przez okno widziałam 2 osoby próbujące gonić autobus oraz nietęgie miny reszty.

Puenty brak.

komunikacja_miejska

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (180)
zarchiwizowany

#86557

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Taka krótka historyjka o autobusach w czasie pandemii i ludziach nie potrafiących zrozumieć drugiego człowieka .


Jak dzialaja teraz autobusy każdy wie. W moim mieście nie odbiega to od normy. Jednak istnieja dwie dość osobliwe linie autobusowe. Obie jadą w to samo miejsce, jednak jedna z jednej czesci miasta, druga zas z drugiej, a tym miejscem jest duzy zaklad pracy poza miastem. Linie te podlegają miastu wiec i maja swoj numerek i napis kierunku w jakim nada, a tym napisem jest nazwa owego zakładu pracy, ktrora ma na tyle znana i charakterystyczną nazwę iż nie da się jej z niczym innym pomylić. Autobus ktory zabierał średnio 40-60 osób teraz moze zabrać tylko 16. Rozumiem że to nie wina mpk jednak....
Mpk tego miasta nie chce dodać dodatkowych kursów tych autobusów do rozkładu mimo, iż po każdym kursie muszą wysyłać autobus "awaryjny", ktory zabierze pozostale osoby. Warto dodać, że pracodawca zapewnia autobusy pracownicze, jednak one ustawione są pod pracowników produkcyjnych, a pracownicy biurowi ktorzy maja troszke inne godzinny pracy muszą sobie radzić sami.
Dodatkowo pozostali ludzie nie ogarniają że pracownicy tej firmy mogą tylko tym autobusem dojechać do pracy w efekcie czego, ów autobus jedzie z pętli w mieście do pętli w zakładzie pracy bez zatrzymywania sie na pozostałych przystankach, bo przy wyjeździe z pętli ma już komplet. Jednak wielokrotnie zdarza się iż mimo próśb osoby ktore jadą tylko jeden, lub 2 przystanki (jeszcze w mieście) wsiadają do niego mimo, iż mają jescze 5 innych możliwych lini. Tym samym pozbawiają innych pracowników mozliwości dojazdu do pracy.

Zgadnij miasto

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 5 (63)

1