Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bananananana

Zamieszcza historie od: 12 maja 2020 - 7:21
Ostatnio: 30 sierpnia 2023 - 17:37
  • Historii na głównej: 21 z 23
  • Punktów za historie: 2384
  • Komentarzy: 39
  • Punktów za komentarze: 245
 

#89836

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Opiszę mojego poprzedniego szefa. Na wstępie pragnę zaznaczyć, że prywatnie był on naprawdę wspaniałym człowiekiem, a jako przełożony był bardzo wyrozumiały. Jednak gdyby wszystko byłoby tak pięknie nie byłoby tej historii.

Pracowałam dla naprawdę dużej zagranicznej korporacji na jednym z niższych technicznych stanowisk. Wszystko było cacy, aż „góra” doszła do wniosku, że technicznej części mojego działu nie warto trzymać u siebie. Zapadła decyzja o outsorsingu. Wtedy to przyjechał/przyleciał sobie pewien pan (nazwijmy go Pan X) z ojczystego kraju owej korporacji i zostało obwieszczone, że założona została nowa firma na potrzeby outsorsingu, a Pan X zostanie naszym szefem (jak negocjacje dobrze pójdą). Czas ujawnił parę piekielności:

- Pan X nie mówi ani po polsku ani po angielsku. Jedyny znany mu język to jego ojczysty, oczywiście nam całkowicie nieznany. W efekcie czego rozmowy o przejściu do jego firmy były za pomocą translatora. (Ten język nie jest wymagany przy zatrudnieniu, a gdybym go znała to raczej pracowałabym tam jako tłumacz na o wiele wyższym stanowisku). Pozytywne jest to, że Pan X szybko rozpoczął naukę angielskiego i po ok 2 miesiącach można było już z nim porozmawiać (choć bardziej to porozumieć) używając prostych zwrotów.

- Pan X nie znał żadnych praw, przepisów, zwyczajów panujących w Polsce. W przypadku pierwszych dwóch pomogło zatrudnienie biura, które prowadziło jego działalność. Zaś w trzeciej kwestii miał szok kulturowy. Uciążliwe było na początku tłumaczenie dlaczego ludzie się tak, a nie inaczej zachowują. (Tutaj chciałabym zaznaczyć iż kultura panująca w Polsce jest w niczym niepodobna do tej z jego kraju).

- Pan X nie miał pojęcia o zakresie naszej pracy. Nie potrafił jasno sprecyzować którymi tematami jaka podgrupa ma się zajmować. Co było bardzo uciążliwe, gdyż miał on tendencję dawać nam zadania do wykonania które były poza naszymi uprawnieniami, czy też niezgodne z posiadanymi przez nas szkoleniami BHP czy zezwoleniami.

- Był roztrzepanym człowiekiem.
Potrafił zapomnieć zrobić przelew z wynagrodzeniami. (Nie było to celowe, bo gdy tylko zwróciliśmy uwagę, że nie dostaliśmy wypłat od razu przy nas wykonał te przelewy).
Zgubić wniosek urlopowy. (Nie robił z tego powodu problemu tylko się nieźle zdziwił, gdy kolega nie przyszedł do pracy, a tydzień wcześniej widzieliśmy jak mu zanosi odpowiednią karteczkę).
Zapomnieć o spotkaniu, które to on ustalił.
Pomylić budynek w którym pracuje (po miesiącu pracy).
I tak dalej. Sytuacje się naprostowała gdy zatrudnił asystentkę/tłumaczkę/kadrową takie combo.

- Rozmowy o pracę dla nowych (planowaliśmy 2 krotnie powiększyć liczbę osób technicznych jak i czas dostępności pomocy technicznej) przeprowadzać na chodniku przed siedzibą firmy, na parkingu, lub na recepcji.

Wytrzymałam tam pół roku. Wychodzę z założenia, że przełożony powinien znać moją pracę i udzielać wskazówek, gdy potrzebuję pomocy z jakimś tematem. Być jakby moim mentorem, przy którym mogę się rozwijać. W nowej pracy nowy przełożony właśnie taką funkcję pełni.

Pan X

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 146 (152)

#89641

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio trafiło się parę śmierdzących historii, które chyba wywołały wilka z lasu, a raczej kupę z ****. Dziś, rano koło 7 wychodzę sobie do pracy, ale gdy tylko otwieram drzwi na klatkę smród niesamowity. Szybko zlokalizowałam jego przyczynę, rozmazane gówno na drugim piętrze po całym korytarzu. Z racji, iż ja z 4 piętra, a blok nie posiada windy musiałam przelawirować między nowo nabytą brązową ozdobą korytarza. Jak będę wracać do domu pewnie będzie ta sama przeprawa.

Sprawca nie złapany, ale znany, to nie pierwszy jego taki wybryk. Akurat na 2 piętrze mieszka pan żulik. Chronicznie bezrobotny i nabąbelkowany gościu, który dostaje mieszkanie komunalne i hajs od naszego państwa za siedzenie na ławce pod sklepem, upijanie się i śmierdzenie. Od jego drzwi zawsze bije ta sama woń, która jego podobnym pozwala utrzymać przestrzeń osobistą w autobusach i tramwajach.

Tylko jadąc do pracy, tak się zastanawiałam dlaczego ja rano muszę wstać i iść do pracy, aby takie ludzkie mendy mogły dostać pieniądze za nic nie robienie i wysmarować wszystko swoimi fekaliami.

żul sra na klatkę

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (211)

#89615

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielno - irytująca polityka Airbnb.
Zachciało mi się wyjechać na wycieczkę, więc trzeba znaleźć jakiś nocleg. Postanowiłam zobaczyć co wyżej wymieniony portal jest w stanie mi zaoferować, gdyż wcześniej już parę razy z niego korzystałam z zadowoleniem. Jednak tym razem cztery litery postanowiłam przewieść własnym autkiem, więc patrzę na dostępne filtry i jest opcja ”Bezpłatny Parking”.

Od razu wyszukuje mi ileś ofert mniej, zrozumiałe. Ja patrzę sobie na mapce bo jednak im bliżej centrum zwiedzanego miasta tym lepiej. Patrzę ciekawą ofertę i BACH „Tego brakuje: Bezpłatny Parking”. Taki sam komunikat na wszystkich innych ofertach. NOSZ KURCZAKOWA TWARZ nie można po prostu napisać, że na danym obszarze wyszukiwania nie ma żadnych ofert spełniających kryteria?

To samo miałam jak w drodze powrotnej szukałam rozpusty w postaci apartamentu/domku/czegoś z jacuzzi.

Podsumowując: wybierasz sobie odpowiadające ci filtry, dostajesz ileś tam ofert tylko po to aby na każdej był dopisek, że jednak nie są tym czego szukasz. Cóż może akurat nie przeczytasz i zarezerwujesz sobie nocleg bez parkingu/jacuzzi/klimatyzacji/akceptacji zwierząt, czy na czym ci tam zależało bo zaufałeś filtrom...

Uważajcie na to bo według mnie jest to celowe wprowadzanie w błąd.

AirBnB

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (191)

#89516

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Piekielni rodzice.

Moje stosunki z rodzicami zazwyczaj były dobre, dość mocno się poprawiły po tym jak się wyprowadziłam, więc przez pewien czas były bardzo dobre. Wszystko co dobre skończyło się w chwili, gdy przedstawiłam im kandydata na zięcia.

Mój narzeczony jest pracowity, kochający, miły taki cud, miód i orzeszki. Marzy o ustatkowaniu się, o dzieciach, ma dobrą, stabilną pracę. Idealny zięć co nie? Jednak nie. Ma jedną cechę (choć nie wiem czy można to nazwać cechą) która w mniemaniu moich rodziców sprawia, że zawsze będzie tym najgorszym. Jest 15 lat ode mnie starszy.

Pewnie zaraz sypnie się fala hejtu na mnie, ale ja go kocham. To nie była miłość jak w bajkach od pierwszego wejrzenia. Stopniowo się poznawaliśmy. Najpierw jako współpracownicy (inne działy), potem znajomi i przyjaciele. Wspaniale się nam rozmawiało i przebywało w swoim towarzystwie, aż w końcu przyszło uczucie. Na początku walczyłam z tym co czuję, jednak uczucie wygrało.

Rozumiem moich rodziców, że się boją, że on chce mnie wykorzystać itp. Jednak od chwili ich zapoznania minął rok, a oni nadal przy każdej mojej wizycie, lub telefonie pokazują jak bardzo go nie akceptują. My powoli planujemy ślub, a ja się zastanawiam czy na weselu będzie mi dane zatańczyć z tatą i usłyszeć gratulacje od mamy.

związek

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (184)

#89373

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ostatnio przypomniało mi się o stronce z dawnych lat. Podekscytowana wspomnieniami z dzieciństwa szybko wklepałam kurnik.pl. Jest, działa nadal, tak samo jak parę lub paręnaście lat temu. Jednak gdyby było tak różowo to nie byłoby tej historii. Otóż weszłam na moje ulubione kalambury. Działa to tak, że jest lista „stołów” do których można się dosiąść i wtedy można grać. Część stołów jest prywatna i można się tam dostać mając zaproszenie, reszta publiczna. Każdy stół ma swojego „operatora” takie coś a'la admin (oczywiście można stworzyć własny stół i zostać jego operatorem). Operator może zmienić parametry rozgrywki takie jak czas gry, czy ilość punktów, która jest potrzebna do wygrania partii, jak i wypraszać graczy ze stołu.Właśnie wypraszać.

Dołączam do jakiegoś publicznego stołu. Coś tam próbuję zgadnąć. Nadchodzi moja kolej rysowania. Nie zdążam nawet narysować kreski i pach „zostałeś wyproszony przez operatora stołu. Niestety nie jest to sytuacja jednorazowa. Dzieje się zazwyczaj tak gdy przy stole są podłączone osoby z tego samego IP (kurnik jest mądry i podają informacje którzy gracze są z tego samego IP). Przypuszczam, że dzieci w szkole na informatyce się nudzą i grają. Ale na litość boską nie mogą zaznaczyć tego kwadracika przy tworzeniu stołu, że ma być prywatny? Albo napisać coś na czacie? Bądź tu normalnym człowiekiem próbujesz się pobawić jak za dawnych lat i nagle dostajesz takiego bana. Nie potrafię tego zrozumieć. Może ktoś jest w stanie mi wytłumaczyć ten proceder?

kurnik

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (120)

#89334

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Taka śmieszna sytuacja z pozoru, w skryciu piekielna.
Osiedle domków jednorodzinnych na obrzeżach. Istna sielanka i idylla. Nagle do drzwi sąsiada naprzeciwko puka policja. Wszystkie osiedlowe monitoringi zwrócone w tamtą stronę, w końcu afera jest bo policja przyjechała. Sąsiad otwiera i taki oto dialog się wywiązuje:

- Dzień dobry starszy aspirant XYZ. Czy jest Bartłomiej Iksiński? – Nazwisko sąsiada jednak nie jego imię. Sąsiad mocno zaskoczony intensywnie myśli, aż nagle go oświeca.
- Bartek kici kici.
Miny policjantów teraz równie zaskoczone jak sąsiada na początku.
Tak kochani piekielni, sąsiad ma kota, którego nazwał „Bartek”.

Z tej piekielnej strony okazało się, iż Bartłomiej Iksiński został oskarżony o włamanie się do garażu Igrekowych (graniczących płotem z Iksińskimi) i zniszczenie mienia w postaci samochodu (podrapanie). Prawda jest taka, iż Igrekowy gdzieś przetarł sobie bok i teraz szukał kota ofiarnego (jego teściowa się gdzieś na plotkach osiedlowych sypnęła). Niestety Iksińscy muszą w sądzie udowadniać niewinność swojego pupila.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (173)

#89268

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Kobiety, co my sobie robimy?

Walczymy o równouprawnienie, chcemy wykonywać tę samą pracę co mężczyźni i zarabiać tyle samo co oni za tą samą pracę. Walczymy z dyskryminacją płci, a same dyskryminujemy. Może nie wszystkie, może tylko ja spotykam te które tak robią. Co więcej dyskryminujemy inne kobiety.

Wybrałam sobie mało kobiecy zawód - informatyk. Teraz może już bardziej „kobiecy niż parę lat temu”, jednak przedstawię co spotyka mnie ze strony innych kobiet.

1. Gdy jeszcze uczyłam się
– Technikum informatyczne? Ty? Nie poradzisz sobie, to przecież męskie. Przyznaj się jesteś tam aby znaleźć chłopaka. To słyszałam od połowy koleżanek, które to wybrały kierunki bardziej „kobiece”.

2. Na studiach
– Pewnie masz dobre oceny, bo jest was (kobiet) mało na kierunku, a profesor lubi sobie popatrzyć.
- Na zaliczenie załóż krótką spódniczkę i bluzkę z dekoltem, albo prześwitującą. Nie będziesz musiała się uczyć .

Takie komentarze i złote rady słyszałam jak mówiłam, że na mojej specjalizacji włącznie ze mną są 3 kobiety na 25 osób

3. W pracy
– Kobieta w IT?! Ja zaczekam aż informatycy wrócą z fajki. (wtedy jako jedyna w dziale nie paliłam)


I wiele podobnych. O dziwo nigdy z takim komentarzem się nie spotkałam z męskiej strony, najwyżej z zdziwioną miną i zaciekawieniem.

Jeszcze jednym aspektem jest praca zespołowa kobiet. Często czy przy ogarnianiu problemu czy we wspólnej kuchni, koleżanki pytają mnie jak mi się pracuje jako jedyna kobieta w dziale z samymi facetami. Zawsze odpowiadam zgodnie z prawdą że świetnie. Nie ma żadnych gierek, obgadywania, kopania pod sobą dołków. Gdy pojawia się jakieś spięcie szybko jest wyjaśniane. Na co one kiwają głową z westchnieniem, że w „kobiecych” działach zawsze jest nerwowo, zawsze ktoś kogoś obgaduje. Szczytem było dla mnie jak jedna koleżanka bała się nosić pierścionek zaręczynowy do pracy bo jej przełożona, byłaby zazdrosna.

Kochane kobiety, proszę, nie bądźmy zołzami.

Kobiety

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (219)

#89251

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia dla wielu pewnie mało piekielna, jednak dla mnie bardzo.

Tak się złożyło, iż trafiłam do help desku w pewnej dość dużej korporacji. Wiadomo w takiej firmie ilość komputerów idzie w duże liczby . Korzystaliśmy z usług 3 producentów, z czego jednego mieliśmy jakieś 60% całości, jak nie więcej. Z racji wysokiej ilości zamówień mieliśmy umowę dostosowaną do nas. W niej między innymi pozwolenie na naruszanie plomb, samodzielne naprawy po dostaniu od nich drogą wysyłki odpowiednich komponentów itp.

Przechodząc do historii właściwej. Pewnego dnia użytkownik przychodzi do mnie z lapkiem i problemem: „ Laptop hałasuje jakby miał zaraz wybuchnąć”. Rzeczywiście niemiłosiernie hałasuje. Rozkręcam i się okazuje, iż ośka wiatraka się wypaczyła i haczył o obudowę. Cóż więc robić telefon w rękę i dzwonimy zgłosić usterkę, aby w zamian za fotki z wadliwym wiatraczkiem wysłali taki bez wad. Nie będę tu opisywać moich roboczogodzin spędzonych na słuchaniu muzyczki w słuchawce, a panią konsultantkę (tak celowo mała literą ). Na początku standardowa formułka przywitanie się oraz weryfikacja gwarancji.

J - „Opis problemu”
pk- A jest aktualny bios?
J - Otworzyłam laptop i widzę, iż oś się wypaczyła, skrzywiła przez co haczy o obudowę. Bios tutaj nie ma z tym nic wspólnego.
pk - Nieaktualna wersja biosu, może powodować problemy z wiatrakiem (no serioooo)
J - Bios jest aktualny. Wada jest czysto mechaniczna.
pk – Ja może wyślę Pani maila z aktualizacją biosu.
J - Do widzenia.

Uznałam, że nie wygram. Rozłączyłam się i zadzwoniłam ponownie. Po kolejnych 20 minutach słuchania muzyczki odebrał tym razem gościu który bez problemu zrozumiał problem.

Rozumiem, że call center, że płaca marna, że nie musicie się znać na wszystkim, że skrypt, ale drodzy kierownicy jak przydzielacie kogoś na infolinię techniczną, zapewnijcie tej osobie szkolenie z podstaw myślenia i problematyki z którą się spotka.

Może to dla was mało piekielne bo za drugim razem załatwiłam sprawę, tylko jak pisałam na początku, sprzętu jest naprawdę sporo, a ja potrafię tygodniowo wykonywać parę, czasem nawet paręnaście takich zgłoszeń.

firma

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 189 (195)

#89208

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Drodzy Piekielni, W rodzinnej, świątecznej atmosferze przypominała mi się pewna historia z dzieciństwa która nadal pomimo upływu tak wielu lat boli, a w sumie to nawet dwie.

1. Byłam jak to mówią zdolnym, ale leniwym dzieckiem.

Niektóre przedmioty szkolne sprawiały mi większą trudność, inne mniejszą. W okresie buntu moje stopnie drastycznie spadły, jednak nie tylko przez nastoletni bunt. Tym dodatkowym czynnikiem byłą moja mama. Gdy dostałam 1, 2 lub 3, wiadomo nie najlepsze stopnie, więc bura była. Na 4 mówiła, że mogłam się lepiej postarać, w sumie może i tak. 5 komentowała tak samo. Przy 6 słyszałam, że pewnie oszukiwałam, albo nauczycielka wszystkim wstawiła szóstki (!). Oczywiście wszystko w akompaniamencie narzekań, że ona nie może się mną nigdzie pochwalić, a jej znajomi mają takie mądre dzieci. Tak czy siak nigdy nie usłyszałam że jest ze mnie dumna, więc przestałam się starać, skoro i tak wszystkie moje wysiłki kończyły się niezadowoleniem. Oto krótka historia jak zniszczyć zapał dziecka, które pragnie by matka była dumna ze swojego potomka.

2. Jak wcześniej wspomniałam z niektórymi przedmiotami miałam większy problem.

Jednym z takich przedmiotów był język polski, a dokładniej ortografia. Od pierwszych klas podstawówki polonistki kierowały mnie na badanie pod kątem dysleksji, jednak moja mama nie chciała podpisać zgody na badanie. Mówiła, że nikt nie będzie robił z jej dziecka wariata, ani niedorozwoja, a w życiu i tak trzeba sobie poradzić. Może i prawda co do tego ostatniego, ale reszta….. W każdym razie gdy już skończyłam 18 lat sama sobie podpisałam zgodę i się zbadałam. Badanie wykazało dysleksję, może nie jakąś wielką, jednak utrudniającą mi niektóre czynności.

Najgorsze jest to, że gdyby moja mama zgodziła się na badanie w wieku 7-10 lat mogłabym przez odpowiednie ćwiczenia praktycznie zniwelować niedogodności, z którymi muszę się teraz zmagać.

rodzinka szkoła

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (180)

#89191

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Taki mały wnerw.

Szukam mieszkania w mieście konkretnym. Dodawanie ogłoszenia o mieszkaniu z jakiejś wioski 20 km od granicy miasta X i oznaczanie jego lokalizacji jako Centrum miasta X, bo przecież nikt jak się spodoba to wezmą, albo inne idiotyczne wytłumaczenie uważam za szczyt Januszostwa.

Równie wnerwiające jest oznaczanie wielkości mieszkania, czyli wliczanie balkonu czy też liczenie po tak zwanej podłodze gdy są skosy. Bo przecież nikt się nie skapnie, że mieszkanie przedstawione jako 80m2 ma 65m2.

Patodeweloperka to już osobny twór. Mieszkanie, w sumie nazwali to apartamentem, 16 m2 za 280 tys!
Nie rozumiem też dlaczego (w 90% mieszkań pierwotnych) zakup miejsca parkingowego jest obowiązkowe i jego cena nie uwzględniona ani w nagłówku, ani w opisie. Tak dla mnie te 20-30 tys robi różnicę.

Wiem, że teraz z rynek mieszkań to masakra, ale proszę nie utrudniajmy sobie.

Mieszkania

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (161)