Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bonia

Zamieszcza historie od: 3 kwietnia 2016 - 16:36
Ostatnio: 29 czerwca 2019 - 7:09
  • Historii na głównej: 28 z 40
  • Punktów za historie: 5180
  • Komentarzy: 29
  • Punktów za komentarze: 92
 

#78579

(PW) ·
| Do ulubionych
Może nie jest to jakieś strasznie piekielne, ale mnie strasznie irytuje takie coś.

Wybrałam się na spacer. Usiadłam na ławce, żeby złapać trochę słońca. Na przeciwko mnie była budka z lodami Bubble waffles (http://utn.pl/PDYyH) - mniej więcej coś takiego). Kto jadł ten wie, że zazwyczaj w menu mają gotowe kilka rodzajów lodów z dodatkami i raczej nie sprzedają tam nic innego, przynajmniej tak było w tej budce.

Do budki podchodzi matka (M) z synkiem. No i się zaczęło. Poprosiła o same lody w wafelku. Nie ma. Dla mnie to normalne, cała budka obklejona zdjęciami tego, co sprzedają. Chciała suchego gofra. Nie ma. Znaczy są, ale nie mogą sprzedać, bo nie mają jak nabić na kasę, gdyż po prostu nie mają w ofercie suchych wafli. Jej lament i krzyki ciągnęły się przez kilka minut. Absolutnie nie dała sobie wytłumaczyć, że sprzedają tylko to, co w menu i na zdjęciach. W końcu odeszła nieszczęśliwa.

Ale...

1) Maksymalnie 50 metrów dalej była druga budka, w której jak najbardziej, sprzedawali "normalne" lody, gałkowe i kręcone, a nawet gofry, również suche.

2) Mogłabym ostatecznie zrozumieć takie zachowanie, gdyby jej syn byłby małym dzieckiem, wrzeszczącym, że chce takiego gofra, loda etc. Ale nie. On miał na oko 8 lat i... wcale nie chciał lodów. Co więcej, próbował odciągnąć matkę od budki, żeby nie robiła wiochy.

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 157 (185)

#78504

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia mojej kuzynki (K) o piekielnej agentce nieruchomości.

Rodzice K kilkanaście lat temu kupili mieszkanie w Krakowie. Na co dzień mieszkają w Warszawie, a z Krakowem od zawsze byli związani i chcieli mieć możliwość jeżdżenia tam i nie spania w hotelu za każdym razem.

K zdecydowała się na studia w Krakowie, rodzice się zgodzili pod warunkiem, że znajdzie sobie współlokatorkę. Wiadomo, niższe koszta, zresztą do tej pory od momentu kupienia, mieszkanie samo na siebie zarabiało dzięki wynajmom.

Do rzeczy. W Krakowie mają biuro nieruchomości, które od zawsze znajdowało lokatorów na rok akademicki i na wakacje. Zajmowało się też przygotowywaniem mieszkania pod turystów, sprzątanie i tak dalej. Mieli zająć się też znalezieniem dla K współlokatorki (K nie chciała mieszkać z jakimś obcym chłopakiem, jej rodzice też, zwłaszcza, że pierwszy raz się wyprowadzała).

Nie wiem, czy agentka, która się tym miała zająć, czegoś nie zrozumiała, czy po prostu myślała, że to przejdzie, ale przyprowadzała na oglądanie mieszkania samych chłopaków (z racji, że to mieszkanie rodziców K, to mogła ona ostatecznie zdecydować, czy chce mieszkać z tą osobą, czy nie). Udało się znaleźć współlokatorkę (swoją drogą, bardzo fajną dziewczynę, z którą się bardzo dobrze dogadują) dopiero, gdy K dała ogłoszenie na lokalnym portalu.

I miała spokój od agentki.

Do czasu...

Parę dni temu dzwoniła, że K ma się wyprowadzić do połowy czerwca, bo ona ma już turystów na mieszkanie. Pominę kwestię współlokatorki, która ma normalną umowę do końca czerwca, o której agentka chyba zapomniała... K nie wie, co zrobić, sesja kończy się w trzecim tygodniu czerwca. Telefon do rodziców, mówią, że to załatwią. Podobno awantura z agentką trwała dość długo. Nie chciała przyjąć do wiadomości, że przed końcem sesji K się stamtąd nie wyprowadzi, bo nie ma gdzie.
Z miejsca zerwali umowę z biurem nieruchomości.

Biuro nieruchomości

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 175 (211)

#78364

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytam sobie starsze historie i przypomniała mi się jedna sprzed paru miesięcy.

Poszłam pierwszy raz po przeprowadzce do drogerii na R. Było to w Gdyni przy ulicy na Ś. Może ktoś skojarzy i miał podobną sytuację.

Może też dla wielu nie być to piekielne, ale mnie strasznie irytuje takie zachowanie.

A mianowicie chodzi o zachowanie ochroniarza, chodzącego po sklepie. Ten sklep jest bardzo mały, regały dookoła i jeden przez środek, więc naprawdę widać, jak ktoś łazi za Tobą jak cień i patrzy Ci na ręce! Weszłam tam po jakieś podstawowe pierdółki i prawie czuję na plecach oddech mojego stróża zakupowego... Czai się za rogiem, pilnuje czy bezpiecznie dojdę do kasy.
Ale tak na serio to jest mega denerwujące. Gdy doszłam do kasy, czuję na sobie wzrok. Wiecie, czasami jest takie "przeczucie" jak ktoś się na was gapi. Odwracam się dookoła, i tak jeszcze czekam, i widzę jak ochroniarz, normalnie jak postaci z kreskówek, chowa pospiesznie głowę za róg, z którego wyglądał.

Z racji, że sklep jest bardzo blisko mojego domu, to postanowiłam iść tam jeszcze raz, i co? I to samo! Czułam się normalnie, jak zwykły złodziej. Przestałam tam robić zakupy.

O dziwo, w innych sklepach tej sieci, których jest dość dużo w tej okolicy, nie zauważyłam, ani nie czułam czegoś takiego.

I rozumiem, że sklepy muszą pilnować, żeby nikt nic nie ukradł i tak dalej, ale naprawdę mogli by to robić jakoś dyskretniej, a nie łazić za klientem, który chce wygodnie zrobić zakupy, i patrzeć mu na ręce.

Drogeria na R

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (174)
zarchiwizowany

#78485

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Możecie mi wytłumaczyć, czemu tak jest?

Jestem na Facebooku na dwóch grupach o identycznej tematyce (pewien serial, nie istotne dla historii jaki). Jedna grupa jest polska, a druga amerykańska/międzynarodowa.
Często ludzie wrzucają na te strony swoje fanarty, najczęściej są to portrety bohaterów serialu.
Możecie powiedzieć mi, czemu na polskiej stronie praktycznie wszystkie komentarze zawierają hejty, niecenzuralne słowa i często obrażają autora? Przyznam, że sporo z tych osób nie ma zbyt dużego talentu, ale czy to powód, żeby obrzucać go takimi komentarzami? Nie można po prostu nie skomentować tego? Pominę to, że nawet jeśli autor ma talent i portret jest naprawdę ładny to i tak większość komentarzy to będą hejty.

Na drugiej stronie, gdy pojawiają sie takie posty, inni normalnie je komentują, czasami pojawi sie komentarz typu "Przestań rysować" Czy "Ale brzydko", ale naprawdę rzadko.

Czy Polacy nie umieją żyć bez hejtu i obrażania innych na każdym kroku.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 12 (108)

#78316

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia mojego brata (B), opisana za jego zgodą. Może było to z jego strony piekielne, może nie, oceńcie sami.

Kilka lat temu, dla wygody, B zamontował bramę automatyczną. Nie trzeba co chwila wchodzić i wychodzić z samochodu, zwłaszcza, że w ciągu dnia on i jego żona często gdzieś jeżdżą. Jednak ostatnio zaczęło brakować im pilotów do bramy. B z żoną mają dwójkę dzieci, bliźniaki, które ostatnio zrobiły prawo jazdy, a że B mógł sobie na to pozwolić, to na 18 urodziny dzieciaki dostały po samochodzie.

Piloty do bramy dwa, a kierowców czterech, więc (w piątek) telefon do firmy, która bramę montowała. Mówią, że przyjadą w poniedziałek, bo wcześniej nie mają kiedy. Wiadomo, weekend, więc jakoś te kilka dni dadzą radę.

W poniedziałek nikt nie przyjeżdża. Telefon - przyjadą w środę. B nie drąży, tylko się zgadza. Taki typ człowieka, niestety miękkie serce i miękka d*pa. W środę to samo, ale mówią, że będą w poniedziałek. Brak pilotów, trochę irytujący, więc B pojechał do znajomego elektryka (wcześniej nie wpadł, żeby zrobić to od razu), kupili 2 piloty i tego samego dnia wszystko było gotowe.

We wtorek(!) przyjechali. B mówi, że już nie trzeba, bo załatwił sobie piloty. Awantura, że jak tak można, że się umawiali. O tym, że przyjechali tydzień później, niż mieli przyjechać i o tym, że przyjechali dzień później niż ostatecznie się umawiali, nie wspomnieli.

Sami to oceńcie...

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (230)

#78156

(PW) ·
| Do ulubionych
Piekielność dnia codziennego.

Wracam po weekendzie od rodziców do siebie. Mieszkam na ósmym piętrze, wiec zazwyczaj jeżdżę windą.

Wchodzę do bloku, przy windzie czeka rodzina, 3 osoby. Chyba wprowadzili się jak mnie nie było, bo pierwszy raz ich widzę. Przywitałam się, odpowiedzieli, wydawali się mili.

Winda przyjechała i wyszła z niej para z wózkiem, więc żeby zrobić im miejsca przesunęłam się w stronę schodów (winda stoi w rogu, po jednej stronie jest ściana, a po drugiej stronie schody). W tym czasie rodzinka spakowała się do windy i odjechała. Może dla was to nie będzie bardzo piekielne, ale dla mnie, zmęczonej po podróży i myślącej tylko o tym, żeby się wreszcie umyć i przespać, było.

No bo co robi każdy, widząc, że ktoś jeszcze czeka na windę? Oczywiście wsiada i odjeżdża.

Dla wyjaśnienia:
1. Czekaliśmy na windę przez chwilę, więc raczej widać było, że ja też czekam, a nie po prostu sobie stoję.
2. Nie zdążyłam wcisnąć guzika, żeby przytrzymać windę na parterze, bo wsiadając, najwyraźniej nacisnęli przycisk zamykania drzwi, i zanim podeszłam już ruszyli.

sąsiedzi

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (235)

#78114

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem, czy tylko ja przyciągam takich ludzi, czy może mnie prześladują.
Ogólnie nie jest to bardzo piekielne, ale strasznie mnie irytują takie osoby. Opiszę trzy przypadki, we wszystkich bohaterkami były jakieś przypadkowe starsze panie [sp].

1. Mama ma firmę cateringową. Akurat przygotowywała kotlety, jak zabrakło jej bułki tartej, byłam wtedy na mieście, więc podjechałam do jednego z marketów. Zabrakło koszyków, a wózka nie chciało mi się ciągnąć po 5 torebek bułki, więc je zagarnęłam i idę do kasy. Stanęła za mną starsza pani, z pozoru normalna kobitka, ale chyba brakowało jej kontaktów, albo wścibstwo wzięło górę.

sp: Ooo... A co to tam pani do brzuszka przytula? (wtf? nie wiem, czemu takie zdrobnienie, które zazwyczaj kieruje się do dzieci, albo ciężarnych, dodam, że ani nie jestem w ciąży, ani nie mam zaokrąglonego brzucha, który wyglądałby na ciążowy).
ja: Bułka tarta (myślałam, że to ją usatysfakcjonuje, i nie chciałam być nie miła, czy coś).
sp: A to aż tyle? A po co?
ja: To dla mamy. Chciała to kupuję.
sp: No nie wiem, nie wiem...

Też nie wiem, o co jej chodziło, ale na szczęście akurat kasjerka skończyła mnie kasować, więc szybko zapłaciłam i się ulotniłam.

2. Mama miała imieniny. Mamy w domu taką "zasadę", że na imieniny kupujemy jakiś alkohol (dla mamy akurat zawsze jakiś likier typu Baileys i wzmacniane wino czerwone) a nie jakieś duże prezenty. Akurat się złożyło, że tata musiał wyjechać dzień przed i nie miał kiedy mamie kupić prezentu, w takich wypadkach ja kupuję prezent od niego i od siebie.
Idę do marketu, mają duży wybór, ładuję dwie butelki do koszyka, do tego torebki (więc było widać, że to na prezent). Za plecami słyszę:

sp: Boże... taka młoda, a już w alkohol popadła. Jak tak można.

Nie chciało mi się tego nawet komentować. Odeszłam do kasy kręcąc głową, ale z tyłu słyszałam, jak jeszcze powtarza coś w tym temacie do męża.

3. Miałam odebrać paczkę (też dla mamy, może to jednak jej wina, czy jakieś fatum :P). Musiałam zapłacić gotówką, a że cena dość duża, musiałam jechać do bankomatu. W tym banku maszyny są na zewnątrz, przed wejściem, ale nie przy samym chodniku. Bankomat wysuwa już pieniądze, gdy słyszę za sobą:

sp: Ło matko! Tyle piniendzy na raz wybiera (akcent zachowany). A na co tyle pani? Okradną jeszcze i będzie!
ja: Przepraszam, ale to chyba nie jest pani sprawa (no po prostu nie mogłam już tego nie skomentować).

sp spojrzała się na mnie krzywo i coś tam jeszcze sapnęła, jak odchodziłam.

Czy tylko ja mam takie sytuację? Może to nie być piekielne, ale naprawdę dla mnie to jest mega irytujące.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 155 (235)

#76860

(PW) ·
| Do ulubionych
Z racji ferii postanowiłam zabrać synów kuzynki (8 i 6 lat) na plac zabaw. Chodzi o taki duży, który znajduje się w środku. Wiecie, baseny z piłkami, zjeżdżalnie, różne przeszkody itd.

Ten konkretny park jest znany z tego, że kilka lat temu zdarzył się tam wypadek. Konstrukcja się zarwała i dwie kobiety spadły z trzech metrów, mężczyźnie udało się jakoś przytrzymać. Pewnie zaraz powiecie, że konstrukcja w takim miejscu powinna być wytrzymała i wytrzymać nawet taki ciężar. Ale już nawet o tamto zdarzenie mi nie chodzi.
Przy wejściu na każdą z atrakcji jest tabliczka, która mówi, o tym kto może wejść (wiek, masa itd.). Pilnując moich dzieciaków zauważyłam kilka piekielności.

1) Dorośli. Wszędzie, na każdej atrakcji dorośli. Pomimo tego, co kiedyś się tam stało i znaków dookoła. Pilnują swoich dzieci, na oko 6-8 letnich, które na prawdę widać, że chcą się pobawić same, a rodzice chodzą za nimi, a niektórych nawet trzymają, żeby się nie oddaliło. Sporo z nich bawiło się np. na zjeżdżalniach, które pod ich ciężarem zaczynały się trząść.

2) Małe dzieci. Nie chodzi o takich 3-4 latków. Będąc tam zauważyłam przynajmniej 2 osoby, które spacerowały sobie na platformie kilka metrów nad ziemią otoczenia biegającymi dzieciakami, prowadząc za rączkę ok. roczne maluchy, które ledwo jeszcze chodziły. Kto zabiera takie maluszki w takie miejsca? Zwłaszcza, że na dole znajduje się specjalna strefa dla takich dzieci. Na górze są ciasne przejścia, otoczone siatką. Bardzo łatwo, żeby taki malec został przewrócony przez przebiegające dziecko, albo gorzej, zepchnięte niżej w przejściach.

3) Smartfony. Czy naprawdę idąc w takie miejsce nie można zostawić swojego telefonu rodzicom? Właśnie, chodzi o dzieci, które dzierżą w rękach swoje smartfony. Nie mogą się porządnie przytrzymać na przeszkodach, bo jedna łapka zajęta. A potem płacz na recepcji, bo gdzieś zginął telefon i najlepiej teraz zamknąć cały park i poszukać.

Może to nie jest bardzo piekielne dla wszystkich, ale na prawdę, siedząc tam się zastanawiałam, dlaczego obsługa kręcąca się po obiekcie nie może zwrócić uwagi na bezpieczeństwo swoich klientów.

Loopys world

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 216 (238)

#76682

(PW) ·
| Do ulubionych
Może to nie jest piekielne jakoś bardzo i dla Wszystkich, ale...

Czy tylko mnie wk***ia, bo denerwuje to za mało powiedziane, to żebranie o lajki i komentarze na Facebooku?! Wiecie chodzi o te chellenge "jak uzbieram ileś lajków pod tym screenem tej rozmowy to pocałujecie mnie w d*pę". Dostałam dzisiaj dosłownie 30 (!), wiadomości o lajka i komentarz, od paru osób nawet sms. Nawet zrozumiem ludzi, którzy proszą w zamian za to o danie zabawek na dom dziecka, czy jakieś rzeczy dla schroniska dla zwierząt, bo z tego można by nawet wymyśleć jakąś akcję charytatywną, ale to co ludzie teraz tam robią to jest chore!

Facebook chellenge

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (310)
zarchiwizowany

#76114

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Krótka historia o nietolerancji Polaków do obywateli innych krajów, szczególnie muzułmańskich.

Jedno z większych nadmorskich miast. Pierwsze dni listopada, więc już chłodno. Najkrótsza droga z pracy do domu prowadzi chodnikiem obok morza, więc jeszcze chłodniej i do tego wietrznie. Z racji, że zapomniałam czapki, a rozchorować się nie chciałam, postanowiłam użyć mojego szalika/chusty. Owinęłam sobie głowę i szyję, widać było tylko twarz. Przez około kilometr drogi nawet nie zliczyłam, ile zauważyłam krzywych spojrzeń. Ludzie, którzy mnie zauważyli zaczynali szeptać coś do swoich towarzyszy. Było nawet parę osób, które niby do kogoś, ale tak, żebym usłyszała mówiły rzeczy o brudasach, których nie powinno się wpuszczać do Polski, albo zastanawiali się, czy zaraz nie wysadzę się w powietrze.
Oczywiście byli też tacy, którzy w ogóle nie zwracali na mnie uwagi, jednak przynajmniej połowa, to ludzie, o których pisałam wyżej.

Naprawdę, ludzie pomyślcie zanim zaczniecie coś komentować, a takie uwagi zachowajcie dla siebie.

nietolerancja

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (31)