Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Bryanka

Zamieszcza historie od: 18 maja 2011 - 15:50
Ostatnio: 30 listopada 2021 - 19:14
O sobie:

Siedzę w UK. Trenuję konie i ludzi..

  • Historii na głównej: 28 z 46
  • Punktów za historie: 11535
  • Komentarzy: 4705
  • Punktów za komentarze: 40631
 

#88750

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia https://piekielni.pl/88749 przypomniała mi kilka "ciekawych" sytuacji i opinii na temat pracy fizycznej.

Pracuję w UK, w dwóch branżach - rolno/ogrodniczej i jeździeckiej. Obie moje prace są moją pasją praktycznie od dziecka, nigdy nie wyobrażałam sobie wykonywania innej pracy.

Oto najczęstsze teksty jakie słyszę obsługując klientów:

1. "Jak ja ci współczuję, że masz taką robotę!"

Zazwyczaj odpowiadam, że nie narzekam i nie potrafiłabym pracować w zamkniętym pomieszczeniu w innej branży.

2. "Mam nadzieję, że chociaż dobrze ci płacą"

Nie, urwał, robię za darmo, bo jestem jeleniem!

3. "No jak się nie chciało uczyć, to trzeba zaiwaniać z łopatą"

To akurat usłyszał mój szef, który ma wykształcenie wyższe.

4. "I tak codziennie musisz pracować?"

Mój absolutny hit. Zazwyczaj odpowiadam, że miewam też dni wolne i szef wtedy luzuje mi łańcuch.

5. "To jest skandal, żeby kobieta wykonywała taką ciężką pracę! To nie jest praca dla kobiet!"

Niestety wchodzenie w dyskusje na takie tematy, to jak gra w szachy z gołębiem...

6. "Nie myślałaś o tym, żeby znaleźć sobie NORMALNĄ pracę?"

Normalną, czyli jaką? Na to zazwyczaj dostaję multum odpowiedzi typu w sklepie, w biurze, itp...

Nieważne gdzie mieszkasz, wszędzie trafiają się "mądrale" dla których jedyna słuszna robota to korpo 9 - 17.

uslugi

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (182)

#88720

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj krótko, ale śmiesznie...

Mieszkam w małej wiosce w Anglii. Ostatnio moja przyjaciółka załapała się do starszyzny wioski (czyt. samorządu).
Pierwsze co ją zainteresowało, to dlaczego tereny wioskowego klubu sportowego są zazwyczaj zamknięte na głucho (nie licząc imprez organizowanych w pawilonie), a miejscowa drużyna jeździ trenować do pobliskiego miasteczka.

Odpowiedź starszych pań odpowiedzialnych za klub:
- Bo jak zaczną grać i łazić, to zniszczą nam tą piękną, zieloną murawę...

Badabum tsss...

zagranica

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 156 (160)

#88460

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Anglii, w małej wsi. Jakieś dwa tygodnie temu, w pobliżu pawilonu sportowego, pękła rura i to nie byle jaka, bo rura od kanalizacji. Spowodowało to takie atrakcje jak m.in. wylanie się stolca i sików w toaletach i korytarzu pawilonu, ale co najgorsze, nieczystości zaczęły spływać do pobliskiej rzeki.
Ogólnie w tamtej części wsi był już problem z kanalizacją, rury są stare, więc nic dziwnego, że w końcu coś się zepsuło.

Nastąpiło pospolite ruszenie, do pracy ruszyli kanalarze, szambiary, beczkowozy, itp. Od dwóch tygodni dzielnie naprawiają, wymieniają i czyszczą.

Jak na razie piekielności brak, prawda? Piekielni okazali się niektórzy mieszkańcy wsi. Na wioskowym forum zaczęły się pojawiać posty pod tytułem "szambiary jeżdżą i parkują, przeszkadza mi to, gdzie mogę ich zgłosić?".

Jeden koleś zadzwonił po policję, bo mu beczkowóz zaparkował koło bramy i zasłaniał mu widok z salonu!

Pewna nowa, młoda mieszkanka wsi perorowała, że te szambiary to skandal, bo budzą jej dziecko! Na moją uwagę, że gdyby nie te szambiary, to kupa lałaby się prosto do rzeki, a jednak ludzie się tam kąpią latem i w ogóle mieszkamy w parku narodowym, stwierdziła, że w rzece kąpią się tylko nienormalni. Ona jest normalna i chce mieć spokój!

Inna baba zaczepiła mojego szefa (należącego do "wioskowej starszyzny"), czy mógłby powiedzieć robotnikom, żeby pracowali tylko w określonych godzinach, bo jej przeszkadzają. Szef powiedział, że jasne, nie ma sprawy, pod warunkiem, że ona będzie srać tylko w określonych godzinach.

Czasami zastanawiam się co ludzie mają w głowach....

zagranica

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 173 (175)

#88296

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam na angielskiej wsi. Sąsiedzi, z którymi się przyjaźnimy, prowadzą coś w rodzaju ekskluzywnego B&B, połączonego z willami do wynajęcia. Klientami w większości są ludzie bogaci, czasami zdarzy się jakiś celebryta, czy arystokrata.

O tym, że "nadziani" ludzie bywają kompletnie odrealnieni, i miewają ciekawe wymagania, to już zdążyliśmy się nie raz przekonać. Jednak dzisiaj pewna babka wygrała złoty medal z ziemniaka.

Zadzwoniła, żeby potwierdzić rezerwację i jednocześnie upewnić się, że w czasie jej pobytu, w okolicy "jej" willi nie będzie żadnych kleszczy, much, pająków, komarów i innych takich "wiejskich świństw".

Na pytanie właścicielki przybytku, jak niby mają to zrobić, stwierdziła, że powinni wyzbierać, albo "czymś popryskać". Tak, całą wieś. I las. I łąki.

Tia....

uslugi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 192 (202)

#88255

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w Anglii. Kilka dni temu wybrałam się z mojej wioski, do przychodni w pobliskim miasteczku, w celu przyjęcia drugiej dawki magicznej szczepionki. Społeczność jest mała, więc wszyscy się znają przynajmniej z widzenia, albo mają wspólnych znajomych.

Meldując się w przychodni, znajoma recepcjonistka, z lekkim zażenowaniem powiedziała, że lekarz przyjmie mnie wcześniej, ale mają też do mnie prośbę. Czy po mojej wizycie mogłabym zostać przez chwilę, jako tłumacz, gdyż ich "elektroniczny tłumacz" się zepsuł i mają problem, a wiedzą, że mówię po polsku. Zgodziłam się bez problemu, ale jednocześnie zdziwiłam się, że w naszej "głuszy" trafił się taki "rodzynek" kompletnie bez znajomości języka. Tutejszych Polaków można policzyć na palcach jednej ręki i wszyscy są już właściwie autochtonami.

Lekko zakłopotana pielęgniarka, zaprowadziła mnie do sąsiedniego gabinetu. Po kilku minutach zrozumiałam dlaczego cały personel był tak "spłoszony". Do gabinetu wszedł obrażony na cały świat, "typowy Janusz" w wieku emerytalnym. Przywitałam się grzecznie i powiedziałam, że będę jego tłumaczem. Koleś podniesionym głosem zaczął się pieklić, że niech mu zrobią już ten zastrzyk i przestaną wydziwiać! Pytań im się zachciało!

Tłumaczę tłukowi, że personel musi zapytać o przyjmowane leki, alergie, itp. Jak grochem o ścianę. Tłumacząc jego "zeznania", pominęłam Januszowe przytyki w kierunku pielęgniarki, bo po cholerę kobietę stresować jeszcze bardziej zwłaszcza, że z tonu jego głosu można było usłyszeć czystego focha i obrazę majestatu.

Szczerze powiedziawszy udzieliło mi się zażenowanie personelu szczególnie, że facet był moim krajanem. W dalszym ciągu zastanawiam się jakim cudem Piekielny, znający jedynie słowo "hello", "do nas" trafił, skoro w pobliżu nie ma żadnych fabryk, magazynów, polskich sklepów. Może spadł z kosmosu?

zagranica

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 152 (168)

#88228

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w branży rolno - ogrodniczej w UK. Ostatnio znajomy architekt krajobrazu uraczył mnie artykułem na temat najbardziej stresujących zawodów. Podobno nasza branża jest w czołówce pod kątem najbardziej piekielnych klientów i stresujących sytuacji. Przeczytałam, pośmiałam się, stwierdziłam, że przecież nie jest tak źle, a potem wróciłam w myślach do ostatniego tygodnia.

Piekielności ujęte w punktach:

1. Facet zrobił szefowi awanturę, że nie poinformowano go, iż zakupione drzewko owocowe, po wsadzeniu w ziemię należy regularnie podlewać. Co z tego, że dostał instrukcję obsługi razem z rośliną. On głupot nie czyta, to nasza wina!

2. Stały klient, starszy pan, który do wszystkich pracowników zwraca się per panowie (do pracownic w średnim wieku też), młode kobiety wprost ignoruje. Dziewczyna na kasie nie była w stanie go obsłużyć, gdyż "odmawiał współpracy".

3. Młodo wyglądam, więc klientka myśląc, że jestem stażystką, odmówiła bycia obsłużoną i kazała wołać szefa. Szef przyszedł, wysłuchał baby, po czym zawezwał mnie znowu, gdyż dany temat akurat był moją "działką". Kobita się obraziła.

4. Można u nas przychodzić z psami na smyczy. Jeden psiak zrobił kakę na środku alejki, więc właścicielka zamiast po nim posprzątać oświadczyła, że to nasz obowiązek.

5. Madki i Tateły z Bombelkami, traktujący cały zakład jak plac zabaw. Mistrzami została dwójka dzieciaków, ganiająca się z wrzaskiem wokół wózka widłowego, w strefie "tylko dla personelu". Po mojej dosyć ostrej reprymendzie, została złożona na mnie oficjalna skarga, że "przestraszyłam oba bombelki".

6. Z powodu pandemii i wyjścia z UE nastąpiły opóźnienia w dostawach niektórych produktów, a także wyczerpanie zapasów innych. Czyja to wina? Oczywiście dziewczyny obsługującej kasę! :D

7. Notoryczne traktowanie naszych młodziutkich stażystów jak debili i służących. Prym w takim zachowaniu wiodą młode japiszonki.

8. Na koniec mój osobisty hit: "Macie c***owe rośliny, bo panu w TV rosną, a u mnie nie chcą!".
Tak, różnice w rodzajach gleby i ogólnych warunkach też są naszą winą. Najlepiej wykrzyczeć to biednemu stażyście, albo jednej z młodych pracownic, bo do szefa strach podejść.

A to tylko ostatni tydzień :D

uslugi

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (136)

#88170

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w firmie rolno - ogrodniczej w UK.

Wczoraj przy kasach jedna klientka narobiła dzikiego wrzasku, bo z rośliny wyszedł "robal". Szef pieczołowicie "robala" zebrał i wypuścił na zewnątrz, gdyż był to "dobry robal", który zjada "złe robale".

Klientka za to zrobiła nam dziką awanturę, że jak tak można, że to wstyd dla firmy "mieć robale w produktach" i powinniśmy "coś z tym zrobić" czyli najlepiej spryskać wszystko pestycydem. A w ogóle, to jesteśmy brudasami, bo na dodatek się ziemia z doniczki wysypała.

Co w tym śmiesznego? Gościówa prowadzi jednoosobową działalność z usługami ogrodniczymi. :D


P.S. Tym "robalem" była larwa biedronki, która zjada mszyce ;)

uslugi

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 187 (189)

#88029

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję w branży rolno-ogrodniczej w UK.

Podobno na Wyspach Brytyjskich teraz ciężko o pracę. Ludzie potracili zatrudnienie w związku z pandemią, niektórzy z powodu Brexitu. No właśnie - podobno...

Od pewnego czasu zakład, w którym pracuję poszukuje dwóch pracowników. Jednego na sezon, a drugiego na stałe. Nie muszą mieć wykształcenia kierunkowego (chętnie przyuczymy), wymagana jest siła fizyczna i zainteresowanie ogrodnictwem i hodowlą roślin. Płaca powyżej minimum + premie. Wystawiliśmy ogłoszenia na miejscowych portalach oraz korzystamy z pomocy agencji pracy. I co? I jajco!

Oto jakie "kwiatuszki" nam się do tej pory trafiły:

1. Pakistańczyk, imienia nie zdążyliśmy poznać. Popracował łącznie trzy dni, podczas których głównie zajmował się łażeniem za wszystkimi, pracującymi w zakładzie kobietami. Doniczek (plastikowych lekkich) nie przyniesie, bo go palec boli, ziemi w workach nie przywiezie (na specjalnym wózku), bo nie lubi. Robotę rzucił, bo za ciężka.

2. Portugalczyk Luciano. Jego główną bolączką było to, że główną przełożoną była kobieta, a on poleceń od kobiety przyjmował nie będzie, bo to uwłaczające. Po tygodniu przestał się pojawiać.

3. Polak, pan Miecio. Sympatyczny, nie dało się go nie lubić. Może trochę za często wygłaszał teorie, że skoro jestem Polką i pracuję na dobrym stanowisku, to znaczy, że musiałam się dobrze z szefostwem (szefem?) "ustawić". Kariera pana Miecia skończyła się w momencie gdy pewnego dnia, przybył do pracy nawalony jak messershmitt.

4. Kolejny Polak, typowy Seba. Również uważał, że musiałam dobrze "dać się ustawić", bo to przecież niemożliwe, żeby Polka wśród Anglików pracowała i była traktowana na równi z nimi. Podczas pracy głównie narzekał, że reszta chłopaków go strasznie gnębi (buntowali się gdy co chwila robił sobie przerwę na fajka). Przestał się pojawiać gdyż zwinęła go policja, podobno był poszukiwany w Polsce. Szef się cieszył, że nie zwinęli go z pracy, bo wieś miałaby o czym gadać na całe lata.

5. Anglik Luis. Myśleliśmy, że w końcu dobrze trafiliśmy. Sympatyczny, ciężko pracujący, można było z nim pożartować. Sielanka skończyła się gdy poczynił w moim kierunku pewne awanse, dostał kosza, więc obraził się i z dnia na dzień, bez uprzedzenia przestał przychodzić do pracy.

Zaczęliśmy już robić rankingi najdziwniejszych kandydatów, a ja nie mogę się doczekać kto przybędzie na tydzień próbny w poniedziałek. Jak to klasyk mawiał "W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem"...

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (200)

#87672

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym jak niektórzy łykają wszystko jak pelikany i są odporni na wiedzę.

Pracuję w UK, w zakładzie z branży ogrodniczo-rolnej. Sprzedajemy popularny produkt X, używany przy sadzeniu roślin. Produkt X zawiera składnik Y, który jest pozyskiwany ze źródeł naturalnych i tak było od dawien dawna.
Ostatnio w jednej z telewizji, w programie śniadaniowym, jakiś "dziennikarz" zrobił reportaż na temat szkodliwości produktu X ze składnikiem Y oraz, że wszyscy powinni przerzucić się na produkt X w wersji "vege", czyli bez składnika Y.

Programu nie oglądałam, dowiedziałam się od klientki, że taki był. Nie wiem czy reportaż był wybiórczy, czy ludzie gie z niego zrozumieli, ale otworzyło nam to dzisiaj cały wór z piekielnościami:

1. "Składnik Y zatruje mi glebę w ogrodzie!"

Klientka potrzebowała konkretny rodzaj produktu X, którego akurat nie mieliśmy w wersji "vege". Zaczęła się pieklić, że pełnowartościowy X zatruje jej ogród. Na nic zdały się moje tłumaczenia, że składnik Y jest naturalny, pochodzi z gleby i w glebie się rozkłada. W TV mówili, że to zło, więc to prawda, a ja jej wciskam kit!

2. "Zarabiacie na niszczeniu planety!"

Produkt X ze składnikiem Y kosztuje £4. W wersji "vege" mamy dwie opcje, za £6 i £8. Popyt, podaż i te sprawy... Klientka oskarżyła mnie, że specjalnie podkręcamy cenę, bo jesteśmy "pieprzonymi globalistami".

3. "To niszczenie Wysp Brytyjskich!"

Tak, składnik Y pozyskuje się z gleby. Jednak klientka piekląca się do mojej koleżanki, nie chciała słuchać, że rząd UK ograniczył pozyskiwanie składnika Y na terenie kraju, żeby zasoby "odrosły". Nie! Kłamiecie, bo pan w TV mówił....

4. "Powinniście się wstydzić, że macie produkty ze składnikiem Y! Pójdziemy do konkurencji!"

No to baba się zdziwi, bo konkurencja też je sprzedaje :D

5. "Nie używamy składnika Y, bo to sam diabeł/szatan/antychryst!"

Szef wysłuchał klienta, po czym stwierdził, że gość musi mieszkać w chacie z bali, połączonych ptasim gównem gdyż składnik Y jest bardzo chętnie wykorzystywany w budowlance i produkcji, a wykorzystanie w rolnictwie jest marginalne. Klient się zapowietrzył i nazwał szefa głupkiem.


I to są teksty i sytuacje tylko z dzisiaj. Nie mogę się doczekać poniedziałku... -.-

uslugi

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 97 (113)

#86854

(PW) ·
| Do ulubionych
Natchnęła mnie historia https://piekielni.pl/86852, a dokładniej komentarze pod nią.


Nasz sąsiad (tak, ten z historii o głośnej i śmierdzącej wsi :D) jednak okazał się człowiekiem sympatycznym, z którym da się pogadać, a nawet współpracować. Jest on też człowiekiem dobrze sytuowanym i za punkt honoru postawił sobie rewitalizację kompleksu parkowego i pastwisk naokoło swojej posesji.

Gwoli wprowadzenia - dom od tej określonej strony jest nieco wyeksponowany, a przejście do parku prowadzi w dół, przez ogród. Dalej są pastwiska, a za nimi znajdują się dwa domki z uroczymi ogródkami, które kiedyś strzegły dawnej bramy wjazdowej na posesję. Jeden stoi pusty, a w drugim zamieszkała młoda rodzina. I tutaj zaczyna się właściwa historia:

Sąsiad stwierdził, że zacznie od postawienia porządnych ogrodzeń na pastwiskach i odnowienia starych wiat dla zwierząt. W tym celu robotnicy zaczęli wiaty częściowo rozbierać i przestawiać. Jedną z nich ustawili blisko płotu graniczącego z zamieszkałym domkiem.

Na drugi dzień do sąsiada zajechała mieszkająca w tym domku rodzinka i pan domu z miejsca wyskoczył z japą. Darł się, że on sobie nie życzy tej wiaty przy płocie, bo on kupował ten dom Z WIDOKIEM! Z widokiem na co? A no z widokiem na ogród sąsiada. I dom. I wnętrze domu. Sąsiad ma natychmiast przestawić wiatę, bo oni nic nie widzą!

Tak, wieczorami rodzinka siadała sobie w ogrodzie i obserwowała życie sąsiada i jego rodziny.

Sąsiad wiatę przestawił... po to, żeby wyznaczyć miejsce na żywopłot. Stwierdził też, że chyba zacznie chodzić po domu na golasa, żeby się zrzygali.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (149)