Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Chrupki

Zamieszcza historie od: 29 stycznia 2012 - 16:03
Ostatnio: 16 października 2021 - 11:11
O sobie:

Łódź... I wszystko jasne:-)

  • Historii na głównej: 7 z 9
  • Punktów za historie: 4036
  • Komentarzy: 208
  • Punktów za komentarze: 1769
 

#35928

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracowałam kiedyś na dziale sprzedaży w pewnym salonie samochodowym. Co jakiś czas trafiał nam się wśród klientów kwiatek bardziej lub mniej piekielny.

Pewnego dnia trafiło do nas małżeństwo, na oko po pięćdziesiątce. Po długiej rozmowie na temat interesującego ich modelu (która już sama w sobie była nieco wyczerpująca ze względu na [PŻ] Panią Żonę) umówiliśmy się na jazdę próbną, którą ci państwo postanowili odbyć następnego dnia.

Zgodnie z umową zjawili się na drugi dzień i zrobiło się wesoło. Jako, że było ich dwoje zaproponowałam, że usiądę z tyłu. PŻ uznała jednak, że nie:
[PŻ] - Niech siądzie z przodu! Ja się nie znam na samochodach!
[Ja] - Rozumiem, ale to jednak pani będzie będzie tym samochodem jeździć, myślę, że warto wypróbować miejsce, na którym pewnie spędzi się dużo czasu, a ewentualnie część drogi przejechać z tyłu, żeby sprawdzić czy kanapa jest wygodna.
[PŻ] - Nie słyszy co mówię?! Niech siądzie z przodu!

Cóż było robić? Zainstalowaliśmy się zgodnie z rozporządzeniem. [PM] Pan Mąż początkowo miał problem z ruszeniem (przyjechali wiekowym już pojazdem, można to zrozumieć).

[PŻ] - Co robisz fujaro? Zepsujesz! Ty nigdy nic nie potrafisz zrobić porządnie!
[Ja] - Proszę się nie denerwować, to się zdarza. Samochód jest nowy, pedały reagują całkiem inaczej, trzeba się przyzwyczaić.
[PŻ] - Co się odzywa niepytana?! Ja mówię! Nie umie to nie umie! Co się czepia?!

Kłócić się nie zamierzałam, facet ruszył, dojechał do bramy, odpuściłam. Postanowił skręcić w prawo.

[PŻ] - Po cholerę jedziesz w prawo?! Po mieście się tłuc będziesz! Ty sobie tam nie poradzisz!
[PM] - Przyjechałem z tej strony, codziennie po mieście jeżdżę, to sobie poradzę...
[PŻ] - G*wno a nie sobie poradzisz! Jeździć nie umiesz, ruszyć nawet nie potrafisz! Kto ci fujaro prawo jazdy dał?! - i dalsze jazgotanie o braku umiejętności męża podczas, gdy on pod nosem:
[PM] - Mi ktoś dał w przeciwieństwie do ciebie wariatko... - czego [PŻ] nie słyszała.

Pojeździliśmy trochę po mieście, pan wyczuł samochód, poczuł się pewniej. Zaproponowałam wyjazd za miasto, żeby mógł sprawdzić samochód na szosie.

[PŻ] - Co mu proponuje?! Po cholerę?! On nas tam pozabija! On jeździć nie umie! Kto go w ogóle do samochodu wpuścił?! Ja tu z tyłu żadnych zabezpieczeń nie mam! Pozabija nas!
[Ja] - Proszę pani, spokojnie, pani mąż doskonale sobie radzi, a dobrze, żeby sprawdził samochód poza miastem, przy większej prędkości.
[PŻ] - Nie radzi sobie! Widziałam jak ruszał! Pozabija nas i to będzie pani wina! Nie trzeba go było wpuszczać! Ja tu nie mam zabezpieczeń!
[Ja] - Jeśli czuje się pani niepewnie, proponuję jednak zamienić się miejscami. Z przodu jest poduszka powietrzna, będzie pani spokojniejsza.
[PŻ] - Co mi tu rozkazywać będzie?! Nigdzie się nie przesiadam! Pozabija nas, a mnie pierwszą, bo ja tu nie mam zabezpieczeń!
[Ja] - Proszę w takim razie przynajmniej zapiąć pasy. (dotychczas pani miała głowę pomiędzy fotelami)
[PŻ] - Niech mi nie rozkazuje! Ja wiem co mam robić! Wracamy!

Na nic zdały się tłumaczenia, prośby, itd. Wróciliśmy. Po powrocie uzgodniliśmy, że państwo się jeszcze zastanowią.
Po godzinie telefon, [PM]. Umówił się na jeszcze jedną jazdę, bez żony. Jazda się odbyła, pan pojeździł poza miastem, zadowolony wstępnie "zaklepał" samochód.
Dzień po tym przyjechał z żoną dopełnić formalności. Wybór koloru - czerwień. I klops.

[PŻ] - Trzeba jeszcze raz próbować! Bo tu nie ma czerwonego!

Nie będę już przytaczać jak mniej więcej wyglądała dyskusja, ale musiał się w nią włączyć nasz mechanik, żeby wyjaśnić [PŻ], że kolor nie ma wpływu na to, jak danym samochodem się jeździ. Nie jestem pewna czy uwierzyła, ale samochód kupili bez kolejnej jazdy próbnej.
Kolejną historią mógłby być odbiór tego auta. ;)

Salon samochodowy

Skomentuj (69) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1145 (1185)

#19684

(PW) ·
| Do ulubionych
Tytułem wstępu: mój dziadek ze strony taty był z pochodzenia Żydem. Poza 1/4 genów odziedziczyłem po nim dość charakterystyczne nazwisko. Nazwisko brzmi lekko z niemiecka, ale osoba choćby minimalnie świadoma historii i języka polskiego od razu skojarzy, że nazwisko jest żydowskie. Dla mniej świadomych tłumaczę, że gdybym był z tego portalu, to nie nazywałbym się Piekielny czy Piekielski, ale raczej na przykład Piekielbaum czy Piekielberg ;-)

Lat temu już niemal trzynaście, szykowałem się do ślubu. Jednym z dokumentów potrzebnych do ślubu kościelnego jest świadectwo chrztu. Choć od urodzenia mieszkałem w Warszawie, z różnych rodzinnych przyczyn chrzczony byłem zupełnie gdzie indziej - w rodzinnym mieści moich dziadków ze strony mamy. Mogłem oczywiście załatwić sprawę korespondencyjnie, ale że akurat byłem niedaleko, zajechałem do miasta P., aby sprawę załatwić. Idę do właściwej parafii, pukam do kancelarii, wchodzę - widzę że ksiądz (młody człowiek, pewnie niedługo po trzydziestce) rozmawia z jakąś starszą panią o wyglądzie typowo moherowym. Właściwie - nie tyle rozmawia, co z dość jednoznacznie udręczoną miną wysłuchuje jakiejś tyrady. Przeprosiłem i chciałem się wycofać, aby poczekać na korytarzu, ale ksiądz z naciskiem powiedział, żebym wszedł, bo on JUŻ KOŃCZY. Wyglądało na to, że uratowałem go od konieczności dalszego słuchania tyrad tej pani.

Mówię zatem o co chodzi, ksiądz z wyraźną ulgą siada do komputera (tak, już wtedy w większości parafii kancelaria była "wrzucona" do komputera, nie trzeba było szukać w księgach, wystarczyło znaleźć i wydrukować). Podaję rok urodzenia i nazwisko...

...I w tym momencie moherowa babcia (która cały czas siedziała na krześle obok) uniosła wysoko brwi i wygłosiła w stronę księdza (mnie nawet nie zaszczycając spojrzeniem):

- No ja nie wiem, proszę księdza! Przecież to chyba nie jest POLSKIE NAZWISKO!

Mnie w tym momencie szczęka lekko opadła, ksiądz popatrzył najpierw na panią z miną męczennika, potem na mnie z miną typu "Sam pan widzi, co ja tu mam..." - i nic nie mówiąc wrócił do przygotowywania zaświadczenia.

Ale babcia nie dała za wygraną. – To nie jest POLSKIE nazwisko, ja księdzu mówię, znam się na tym! Ja nie wiem, czy to tak można po prostu dać papierek! Ja myślę, że to trzeba chyba do biskupa zgłosić! (...i tak dalej, i tak dalej).

Już nabierałem powietrza, żeby powiedzieć babci co myślę (a nie byłoby to miłe), ale ksiądz nie wytrzymał pierwszy. Ochrzanił babcię (choć, muszę przyznać, w sposób kulturalny) i kazał jej "opuścić lokal". Babcia wyszła, wielce obrażona, rzucając jeszcze na odchodnym że "ona się proboszczowi poskarży", co ksiądz skwitował krótkim "Powodzenia".

Po wyjściu babci ksiądz kończył papierki, wydrukował, podpisał, pieczątkę przybił - ale widziałem, że jest wkurzony. Chcąc rozładować sytuację, powiedziałem żeby się nie przejmował, bo ludzie są różni, jak wiadomo, po czym dodałem pół-żartem:

- No ale w sumie ta panie miała rację, to faktycznie nie jest polskie nazwisko...

Na co ksiądz popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem i powiedział:

- A wie pan, jak ta pani się nazywa? Z domu Schimdt, po mężu Schwarzmüller. I używa obu nazwisk.

Myślałem że się uduszę ze śmiechu.

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3867 (3939)

#6760

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję jako hostessa. Stałam ostatnio na promocji przypraw i podchodzi do mnie małżeństwo. [J] - ja, [M] - mąż, [Ż] - żona.
[J] - (standardowa formułka) - Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?
[M] - Proszę pani, chciałem zapytać, czy ta marynata nadaje się do smażenia..
[Ż] - Oszalałeś? Po co ją pytasz? Przecież wiadomo, że ona nic nie wie na ten temat! Stoi tu, bo jej za to płacą, każdy mógłby tu stać, nawet ja!
[M] - Chyba nie kochanie, do tego potrzeba kultury osobistej...

Carrefour

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2548 (2740)

#31731

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane wczoraj w tramwaju.

Jedzie sobie dwóch dresów, 200% testosteronu, niedaleko nich stoi młody chłopak o dość kobiecym typie urody.
Dresy: - Hehe, ale ciotunia, pedałek k...a, pewnie się daje dymać za maseczki Olaya.
Chłopak nie reaguje, za to starsza pani się odzywa do jednego z dresów:
- A twój ojciec to nie był pedałek?
Dres: - Co k...a!? Po....o?
- Taki męski jesteś, że chyba dwóch facetów musiało cię robić.

Babcia mistrz. :-)

komunikacja_miejska

Skomentuj (50) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 2940 (3022)

#3574

~Sciągająca:) ·
| Do ulubionych
Pracuję w sklepie z bielizną. Mamy również męskie piżamy. Wchodzi bardzo przystojny klient.
Ja: - Dzień dobry. Mogę w czymś pomóc?
Klient: - Tak, szukam męskiej piżamy.
Pokazuję. Klient się zastanawia, w końcu decyduje się na jeden model, myśli nad rozmiarem. Ja z uśmiechem, bez zastanowienia w celu pomocy, chcąc zdjąć z wieszaka, mówię:
Ja: - Ściągnę panu spodenki.
Klient: - Może najpierw kawa.

sklep z bielizną

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3746 (4066)

#7260

(PW) ·
| Do ulubionych
Od jakiegoś czasu zajmuję się dorywczo, w domu, przepisywaniem prac dyplomowych. Dopóki pisałem dla znajomych lub ludzi poleconych, nie było najmniejszych problemów z zapłatą, ze stawką za stronę czy za dodatkowe ilustracje, wykresy itp.
Jednak gdy wywiesiłem ogłoszenie w Uczelni, nie daleko mojego bloku, miałem jedną sytuację, gdzie zawierzyłem Klientce, że doniesie brakujące 50 PLN, wydałem płytkę z pracą i ślad po Klientce zaginął. Wyciągnąłem więc wnioski z tej nauczki. Pisząc prace w Wordzie, robiłem kopie na dysku a plik przed zapisaniem na CD zaopatrywałem w hasło przed otwarciem. Jeśli Klientka płaciła od razu, pisałem niezmywalnym mazakiem hasło na płycie i OK.

Dwa lata temu jednak trafiłem na bardzo ,,bystrą,, Klientkę, która po umówiony odbiór pracy na płycie CD przysłała swoją siostrę. Ta nie miała pieniędzy przy sobie, więc poprosiłem by weszła i zaczekała aż ja zadzwonię do [K]lientki:
-[Ja] - Witam, mam dla Pani pracę już na płycie ale Pani siostra nie ma pieniążków.
-[K] - A to ile miało być? 100PLN?
-[Ja] - Nie, umawialiśmy się na 150 przecież, nie pamięta pani?
-[K] - A bo wie pan, mam w domu takie kłopoty że zapomniałam. Ale da pan siostrze płytę? Ja jutro wpadnę z pieniędzmi po pracy.
-[Ja] - Wolałbym dzisiaj mieć zapłacone..

... po kolejnych 5 powodach, dla których Klientka nie może sama odebrać a zapłaci jutro na bank, wiedziałem na 95% że chce mnie przekręcić, nie płacąc w ogóle. Wydałem płytę, w duchu zastanawiając się kiedy odkryje zabezpieczenie i zadzwoni!

Pierwszy telefon nastąpił po około 5 minutach od wyjścia siostry z mojego mieszkania na 3p. więc zakładam że Klientka czekała w aucie:
-[Ja] - Tak, słucham?
-[K] - Gówno dostaniesz nie pieniądze! Naiwniak! Bujaj się! (śmiechy w tle, towarzystwo ubawione)
-[Ja] - (po odczekaniu jak towarzystwo się wyśmieje, ze stoickim spokojem) Dostanę pieniądze, szybciej niż pani myśli. O ile pani myśli. - I rozłączyłem się.

Po 3 godzinach telefon od Klientki:
-[Ja] - O, jak miło że Pani dzwoni.
-[K] - Hasło!!! Jakie !!!
-[Ja] - 150 złotych!
-[K] - Uważaj bo ci dam!!!
-[Ja] - 170.
-[K] - Ty #$%^%#@#%^&, ja Cię #$%$%^^$## !!!
-[Ja] - Doprawdy? Teraz cena skoczyła na 200!
-[K] - Sp##$$$% !!! i trzask rzucanej słuchawki ...

Na drugi dzień, jestem w pracy i widzę na wyświetlaczu że Klientka dzwoni. Wyszedłem więc na dwór, by nie gorszyć współpracowników tymi jej krzykami, bo mój telefon ma doskonały głośnik.

-[Ja] - Taaak?
-[K] - No przepraszam pana, że tak się darłam wczoraj, ale MUSZĘ mieć tę pracę wydrukowaną do 12:30 bo jak nie oddam to mi termin przepadnie i będę się bronić chyba w sierpniu.
-[Ja] - (zaczynam tłumaczyć Klientce, że to nie cacy tak chcieć kogoś wykiwać - tłumaczę z ironią lecz grzecznie i spokojnie, prawie już mam powiedzieć, że nie ma sprawy, każdy się ma prawo zdenerwować, niech da 150 PLN i zapomnimy o tym incydencie... na co Klientka mi przerywa słowami:
-[K] - Nie p**** tylko hasło dawaj!!!
-[Ja] - 350!!! - I rozłączyłem się.

Po zaledwie 30 minutach dzwoni zdziwiona żona z domu, gdzie siedziała z młodszym dzieckiem i mówi, że właśnie jakaś kobieta przyniosła dla mnie w kopercie 350 PLN, przeprasza że tak późno i prosi o jakieś hasło. Powiedziałem, że wiem i żeby jej przekazała, że hasło to jej imię. Podobno Klientka miała tak wielkie oczy, kiedy usłyszała jakie jest hasło, że groził jej wytrzeszcz!

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 3941 (4129)

1