Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Crannberry

Zamieszcza historie od: 21 czerwca 2018 - 18:11
Ostatnio: 23 czerwca 2021 - 23:55
  • Historii na głównej: 57 z 57
  • Punktów za historie: 10204
  • Komentarzy: 1189
  • Punktów za komentarze: 8901
 
[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 9) | raportuj
14 czerwca 2021 o 16:12

@majkaf: a te 2 bańki odłożyli w zaledwie parę lat, jako absolwenci świeżo po studiach, bez żadnego doświadczenia poza dorywczą pracą w czasie studiów.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
13 czerwca 2021 o 19:43

@iks: przenocuj kiedyś w hotelu w centrum Zurychu. Nie taka mała mieścina, a dzwony kościelne napie*dalają całą dobę bardzo głośno i o dziwnych porach, np. 1:36, 2:17, 2:48, 3:27, 4:03 i tak dalej. Jak cię w ciągu jednej nocy po raz siódmy obudzą, rozważysz sprzedanie duszy diabłu, żeby tylko przestały i dały ci spać ;)

[historia]
Ocena: 12 (Głosów: 12) | raportuj
13 czerwca 2021 o 0:29

*Eriksena, bo to Duńczyk ;) Znacznie bardziej wk…wiające są wysrywy antyszczepów pod artykułami na temat tej reanimacji

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
12 czerwca 2021 o 15:06

@didja: Sephora ma takie zachowanie personelu chyba wpisane w politykę firmy, bo słynie z tego. Jeśeli chcesz w spokoju pooglądać produkty, nie będąc nagabywaną przez sprzedawczynie, idź w tshircie i legginsach, bez makijażu. Pies z kulawą noga się tobą nie zainteresuje, tyle tylko, że ochroniarz będzie za tobą łaził i patrzył na ręce. Gorzej jeżeli będziesz potrzebować porady w kwestii wyboru produktu, to się nie doczekasz na obsługę. Wtedy musisz pójść ubrana "na bogato", do tego obwieszona biżuterią, to się sprzedawczynie zlecą. Dodatkowo zrobią ci darmowy makijaż, a jeśli coś kupisz, dostaniesz kilka gratisów. Wada - będą ci wciskać mnóstwo najdroższego chłamu

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 17) | raportuj
10 czerwca 2021 o 18:03

@Puszczyk: zastanawiam się, jaki w sklepach czy punktach usługowych obowiązuje dress code, żeby zostać obsłużonym "normalnie". Pójdziesz "po domowemu" (albo nawet ubrany w markowe rzeczy, ale bez wielkiego logo, więc sprzedawca nie rozpozna), to się nie doprosisz o obsługę, a jak się ubierzesz bardziej wyjściowo, stajesz się frajerem, którego można wydymać. Fajnie byłoby wiedzieć, jak trafić w środek

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
9 czerwca 2021 o 17:44

@Allice: no właśnie. Garniak też garniakowi nie równy i nie każdy nadaje się na daną imprezę. Czarny błyszczący na popołudniowym przyjęciu ogrodowym będzie wyglądał tak samo śmiesznie jak lniany jasnobeżowy na wieczornym balu w eleganckim hotelu.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
9 czerwca 2021 o 17:21

@LeonKot: przypomniała mi się jakaś historia studniówkowa z tego portalu. Udało mi się ją znaleźć - w komentarzach (tych oznaczonych poniżej poziomu) masz też rasową pick me girl, która za nic nie dała sobie wytłumaczyć, że to ona nie ma racji :) https://piekielni.pl/82460

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
9 czerwca 2021 o 16:07

@clockworkbeast: nie wiem, kto Cię minusuje, bo mądrze gadasz. Z jednym tylko się nie do końca zgodzę. "tańcz jak my zagramy, bardziej niż od tego, kto płaci, zależy od charakteru rodziców. Bo są tacy, którzy uznają, że robią dzieciom prezent w postaci pokrycia kosztów wesela, ale samą imprezę organizują młodzi, rodzice tylko zapraszają jakiś kontyngent swoich gości, a są też rodzice na tyle apodyktyczni, że nie dokładając się ani grosza, chcą decydować o wszystkim. Moi niestety należą do tej drugiej grupy i moje przygotowania dom pierwszego ślubu to był niestety rok awantur z moją mamą o każdą pierdołę, kiedy tylko chciałam w jakiejś kwestii postawić na swoim (chociażby fryzury czy makijażu), mimo że wszystko opłacaliśmy sami. To jest jedna z przyczyn, dla których obecny ślub biorę za granicą - nikt się nie wpie*rza w organizację

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
9 czerwca 2021 o 15:50

@Ohboy: Co do tej drugiej, faktycznie masz rację, przez wiele lat znałyśmy się jak łyse konie, kiedy wyjechałam za granicę, kontakt się trochę rozluźnił, bo z racji odległości rzadziej się spotykałyśmy. Nie przypuszczałam, że przez tych 5 lat nabrała jakiejś fobii społecznej. Ale z drugiej strony, jeżeli czujemy, że nie podołamy jakiejś roli, albo nie będziemy się w niej dobrze czuli to przecież można odmówić, a nie jeszcze samemu się pchać i zapewniać, że będziemy najlepszym świadkiem na świecie. A jak już zdecydowaliśmy się tej roli podjąć, to zachowujmy się jak dorośli i przede wszystkim uważajmy z alkoholem (będąc świadkiem na ślubie/weselu jesteś niemalże w pracy). Bo już wielokrotnie widziałam na różnych weselach, jak świadkowie robili jakąś wiochę parze młodej. Z reguły przesadziwszy z alkoholem.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
9 czerwca 2021 o 13:56

@Ohboy: wybierasz osobę, z którą jesteś blisko i liczysz na to, że dorosły człowiek będzie umiał się zachować stosownie do okoliczności. U osoby, która nie lubi być w centrum uwagi, ryzykujesz z kolei, że nie wywiąże się do końca ze swojej roli. Akurat miałąm pecha zaliczyć jedno i drugie na swoim pierwszym ślubie. Na cywilnym w Irlandii moja tamtejsza przyjaciółka ni stąd ni zowąd strzeliła koncertowego focha, bo nikt nie zwracał na nia uwagi i ostentacyjnie wyszła w trakcie obiadu, a na kościelnym w Polsce moją świadkową była przyjaciółka od czasów dzieciństwa, która z kolei okazała się mieć jakieś zahamowania, o których nie wiedziałam, bo zawsze zachowywała się normalnie. Tymczasem w kościele nawet odmówiła zajęcia miejsca dla świadków, bo "ludzie się patrzą, a ona tego nie lubi", przy składaniu życzeń to samo, a w trakcie wesela, kiedy była potrzebna jej pomoc, znikała. Obydwie dorosłe kobiety koło trzydziestki, które wydawało mi się, że dobrze znałam... W tej chwili moją świadkową będzie przyjaciółka z Monachium, którą też znam dobrych kilka lat, jest mi bardzo bliska, bardzo mi pomaga we wszystkich przygotowaniach (angazuje się bardziej niż mój facet), ale gwarancji, że podczas wesela nie wypije za dużo (ma bardzo słabą głowę i upija się jedną lampką prosecco) i nie zrobi/powie czegoś głupiego nie mam żadnej. Mogę tylko liczć na jej rozsądek.

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 13) | raportuj
9 czerwca 2021 o 13:27

@dayana: Czekaj, Zrównujesz trzylatkę zachwyconą panną młodą z dorosłą kobietą, która popełnia koncertową gafę specjalnie i po złości? Ja rozumiem, że taka osoba jest owszem mentalnie na poziomie trzylatki, no ale mimo wszystko…

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 17) | raportuj
9 czerwca 2021 o 12:39

@clockworkbeast: nawet jeśli jesteś młodą siksą, której rodzice postanowią zafundować wesele (bo tak chcą i im na tym zależy), to gości nadal obowiązują zasady dobrego wychowania :)

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 18) | raportuj
9 czerwca 2021 o 12:33

@nyktimene: owszem, nie wystawa, ale jakieś normy zachowania, w tym dress code'u, obowiązują. Idąc gdzieś, należy się ubrać stosownie do miejscai okoliczności. A suknię ślubną zakładamy na własny ślub, a nie cudzy, koniec kropka.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
9 czerwca 2021 o 12:30

@Ohboy: możesz znać kogoś ileś lat i nigdy nie wiesz, jaki numer i kiedy ci wytnie. Rola świadków jest bardzo trudna dla osób, które lubią być w centrum uwagi, bo muszą cały dzień pozostawać w cieniu pary młodej. Jeżeli ktoś ogólnie nie przepada za graniem "drugich skrzypiec", do tego sobie wypije i postanowi "być na świeczniku", to mamy przepis na żenującą sytuację

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
8 czerwca 2021 o 18:25

@Ata11: taką sama sytuację miał początkiem lat 90 mój wujek, kiedy budował dom. W któryś weekend rodzina i koledzy pomagali mu coś rozładować, czy wozić taczkami piasek, mniejsza z tym, jakas prosta fizyczna praca, do której nie była potrzebna ekipa murarzy. I poleciał ten sam tekst od przechodzącej panci. A piasek wozili: ekonomista po SGH, pułkownik - wykładowca na WAT, pracownik naukowy w trakcie doktoratu, adwokat i lekarz kardiolog. Bekę mieli z tego pół dnia :)

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 7) | raportuj
8 czerwca 2021 o 18:19

@Librariana: o to to... Dodawanie sobie prestiżu chwaląc się, ile się ma na rękę to taka sama wiocha jak te komentarze "jak się nie będziesz uczył". Trafił swój na swego.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
8 czerwca 2021 o 17:11

@metalurgia: @ElleS: Może jestem dziwna, dorastałam w dziwnym domu, a teraz otaczam się dziwnymi ludźmi i chodzę na dziwne imprezy, ale jeśli ktoś mnie zaprasza na kolację, to wezmę ze sobą butelke alkoholu dla gospodarza, a nie garnek zupy, czy reklamówkę schabowych. Sama też poczułabym się urażona, gdyby ktoś do mnie przyszedł z własnym prowiantem, gdyż dałby mi w ten sposób do zrozumienia, ze nie pasuje mu moja kuchnia. Oczywiście nie wypada pójśc w gości z pustymi rękami, ale przynosi się coś w formie prezentu dla gospodarza, a nie torbę żarcia. Na wesele tez pójdziesz z własnym kotletem? A co z gośćmi, którzy w moim mieście są przejazdem? Mają szukać supermarketu, a potem cos pichcić w hotelowym pokoju? Nosz dajcie ludzie... Wyjątek to oczywiście impreza, gdzie od początku dogadane jest, że jest składkowa - najczęściej jest to impreza przy grillu, gdzie goście przynoszą sałatki i dodatki lub coś na deser (mięso też z reguły zapewnia gospodarz)

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 3) | raportuj
8 czerwca 2021 o 14:50

@Fahren: oczywiście, miałam nawet crusha 10 lat temu :D

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
8 czerwca 2021 o 14:40

@dayana: no ale jak ktoś zamiast się uczyć to dzieci robi, to jak ma coś umieć? Z historii wynika, że państwo tuż po skończeniu studiów mieli dzieci w wieku szkolnym, w dodatku dwójkę. Czyli młodsze musiało mieć co najmniej 7 lat, starsze co najmniej 9. O ile nie więcej, bo przerabiany w szkole materiał wymagał korków. To ile musieli mieć lat, kiedy je sobie zmajstrowali? 13-15? Nic dziwnego, że na naukę nie starczyło czasu

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
7 czerwca 2021 o 23:47

@Balbina: dzięki! Właśnie odpowiedziałaś na pytanie, które mnie od dłuższego czasu nurtowało - jeśli ktoś otworzy ci drzwi przed maską, a ty nie zdążysz wyhamować i je urwiesz, to kto jest winien?

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
5 czerwca 2021 o 9:35

@metalurgia: po pierwsze, z rodzajem herbaty i cukrem to nie było akurat niczyje życzenie, tylko monolog gospodyni. Po drugie, oczywiście, tych kilka godzin można spokojnie przesiedzieć „o suchym pysku” i nikt od tego nie umrze, jednak zapraszając gości naprawdę wypadałoby mieć w kuchni cokolwiek, poza światłem świeżym powietrzem i nie są to fanaberie smakowe, tyko takie elementarne podstawy dobrego wychowania. Zwłaszcza że w dorosłym życiu ilekroć spotykaliśmy się u któregokolwiek z nas, zawsze gospodarz podejmował gości, z czego ta koleżanka chętnie korzystała. Nie przypuszczaliśmy, że u niej będzie inaczej, a ona tez słowem nie zająknęła się, że impreza będzie składkowa. Większość z nas dała jej w prezencie butelkę jakiegoś alkoholu, a że przyjechaliśmy samochodami, konsumpcja tego, co przywieźliśmy nie wchodziła w grę. Po trzecie, może jestem dziwna i niedzisiejsza, ale mimo że na przykład nie piję kawy, zawsze mam ją w domu, czy właśnie cukier, którego tez prawie nie używam, właśnie w tym celu, że jak ktoś przyjdzie w gosci, żebym mogła go poczęstować. Te rzeczy naprawdę nie psują się tak szybko, i kupując małe opakowanie spokojnie zdąży się je zużyć.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
4 czerwca 2021 o 9:17

@Jorn: do domu zapraszam bliskich przyjaciół. Ze znajomymi z pracy spotykam się w knajpie. Nawet kiedy kogoś z pracy lubię, to nie wchodzę w taką zażyłość, żeby zapraszać do domu. Chyba że przestanę w danym miejscu pracować, wtedy dana osoba awansuje do roli prywatnego znajomego :)

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
3 czerwca 2021 o 23:11

@pasjonatpl: sytuacja, którą miałam na myśli pisząc komentarz wydarzyła się w Polsce. Koleżanka kupiła dom i zaprosiła kilkoro znajomych. Każdy coś tam przyniósł, ale jako prezent dla pani domu, a nie jako prowiant. Gospodyni nie przygotowała nic. Ale w Niemczech zdarzyły mi się dwie takie przygody. Jedna to wesele, które opisałam jako swoją pierwszą historię na tym portalu - zostaliśmy z byłym zaproszeni na „eleganckie, wystawne przyjęcie”, które okazało się być imprezą na stojąco na trawniku, gdzie każdy dostał po jednej kiełbasce i jednym piwie, co miało wystarczyć na cały dzień i kawałek nocy. Druga: facet, z którym się chwilowo spotykałam zaprosił mnie do domu na kolację, którą miał ugotować. Po czym okazało się, że jedyne co miał w domu do jedzenia to jedna piętka chleba i resztka pomidora. I jeszcze spytał, czy jestem bardzo głodna, bo w sumie on tak i wolałby tę piętkę zjeść sam

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 8) | raportuj
2 czerwca 2021 o 22:06

@digi51: co do klubu pełna zgoda. Stawia się wstęp i pierwszą kolejkę. Nie ma obowiązku fundowania drinków przez całą noc. Z wycieczką chodziło o to, że uczestnicy zrobili wspólną pulę jedzenia, którym „miastowi” chętnie się częstowali, natomiast nie poczuwali się, żeby samemu coś dołożyć. Zachowanie matki chłopaka piekielne. Ale to nie skąpstwo, tylko brak kultury. Że „miała wywalone” to nie jest żaden argument. Jeśli nie pasuje mi czyjaś wizyta, to go nie zapraszam. A skoro już zaprosiłam, to zachowuję się jak cywilizowany człowiek i z nim rozmawiam, a nie robię popisu buractwa z ostentacyjnym oglądaniem telewizji. Jeżeli to syn zaprosił tego kogoś za moimi plecami, to załatwiam temat z synem, a nie wyładowuję frustracji na gościu. Tak czy inaczej, niestosowne zachowanie.

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 13) | raportuj
2 czerwca 2021 o 18:06

O ile podczas studiów składkowe domówki były jak najbardziej akceptowalne, bo imprezuje się często, a studencki budżet jest ograniczony, to mającym stabilną pracę i sytuację finansową 30-40-latkom, naprawdę nie wypada zapraszać gości i wymagać, żeby przyszli z własną wałówą, a z tym też się niestety spotkałam. Przychodzisz na "proszoną imprezę", wręczasz gospodarzom kwiaty/bombonierę/alkohol/upominek i zastajesz pusty stół. No, mogą ci herbatę zrobić. Ale tylko czarną, bo zielona się skończyła. Mleko też się skończyło, a cukru nie ma, bo nie używają. Zapraszając gości do domu raz, może dwa razy w roku, naprawę można się szarpnąć i postawić coś na stole. A jeśli nas nie stać, to nie zapraszamy gości. Jedyna dopuszczalna sytuacja, w której gość przynosi własny prowiant, to jeśli jest na jakiejś specjalnej diecie i może jeść tylko określone rzeczy (np. koleżanka stosująca dietę pudełkową o ściśle określonej kaloryczności, czy kolega z cukrzycą i celiakią, który przynosi swoje pieczywo). Druga rzecz, która mnie bardzo drażni, to ten nieszczęsny telewizor. Rozumiem kanał muzyczny puszczony w tle, na tyle cicho, żeby dało się rozmawiać, ale nie kiedy przychodzisz w gości na określoną godzinę, wchodzisz, telewizor napie*dala na cały regulator, a gospodarz odwrócony dupą do gości ogląda "jaka to melodia" czy innego Big Brothera. Odbieram to jako komunikat, że przeszkadzam i mam sobie pójść.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 1047 48 następna »