Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Crannberry

Zamieszcza historie od: 21 czerwca 2018 - 18:11
Ostatnio: 12 kwietnia 2021 - 14:52
  • Historii na głównej: 50 z 50
  • Punktów za historie: 9185
  • Komentarzy: 1037
  • Punktów za komentarze: 7712
 
[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 3) | raportuj
16 listopada 2019 o 15:25

@Lapis: tu masz przykład rodaków szukających meldunku

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 8) | raportuj
16 listopada 2019 o 15:17

@Lapis: w Niemczech jest obowiązek meldunkowy oraz bardzo restrykcyjne przepisy odnośnie liczby metrów kw. w mieszkaniu na osobę. Pokój oczywiście bez problemu można znaleźć, z tym że bez możliwości meldunku, co pozbawiłoby mnie możliwości legalnej pracy, ubezpieczenia zdrowotnego itp. Z tego co widzę na polonijnych forach, ludzie obchodzą ten przepis w ten sposób, że wynajmują gdzieś pokój na czarno, a gdzie indziej kupują sobie fikcyjny meldunek. Zabawa taka jest jednak po pierwsze bardzo droga (fikcyjny meldunek kosztuje 1000 €), na co i tak nie byłoby mnie wówczas stać, a po drugie nielegalna. Do tego dochodziłby mi dodatkowy problem. Jako że mieszkanie wynajęłam gołe, a wszystkie meble i sprzęty zostały przeze mnie kupione i należały do mnie, miałabym problem, co z nimi zrobić. zresztą, kwestią mieszkaniową zamierzałam się zająć już po rozpoczęciu nowej lepiej płatnej pracy I pewnie jakieś rozwiązanie bym znalazła, jednak wydarzenia potoczyły się w ten sposób, że nigdy do tego nie doszło

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 9) | raportuj
15 listopada 2019 o 20:39

@ooomatko: ale dokąd miałam się niby wynieść? Dopóki nie zaczęłabym nowej pracy nie miałam szans wynająć nowego mieszkania, gdyż miałam za niskie zarobki. Nie dostałabym nawet kawalerki

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 15) | raportuj
15 listopada 2019 o 16:26

@Lapis: James był Irlandczykiem. Cichy ślub cywilny braliśmy w Irlandii, kościelny i wesele były w Polsce. Ponieważ obydwoje mieliśmy unijne obywatelstwo i obydwoje mieszkaliśmy w Niemczech, mieliśmy możliwość wziąć tam rozwód, poddając się niemieckiej jurysdykcji. To wynika z Traktatu Rzymskiego. Tu masz pierwszy z brzegu link: https://www.infor.pl/prawo/rozwody/rozwod-zagraniczny/318124,Rozwod-Polakow-w-Niemczech.html

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 16) | raportuj
15 listopada 2019 o 15:12

@xyRon: nie ciągle, raz trafiłam. Poprzedni był „tylko” uzależniony od matki. A fajni ludzie, na których trafiam, nie nadają się na ten portal

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
15 listopada 2019 o 15:06

@szafa: nie miałam broń Boże na celu dyskredytowania pracy w markecie, gdyż doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest ona ciężka i niewdzięczna. Posłużyłam się nią tylko i wyłącznie jako przykładem pracy, gdzie przy niskich wymogach formalnych wobec kandydata (w ogłoszeniach jako jedyny wymóg podawano podstawy języka i chęć do pracy) oferowano w miarę nieżenujące zarobki.

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 13) | raportuj
15 listopada 2019 o 14:50

@Michail: Regularnie nie znaczy, że codziennie. W szczytowym okresie było to raz na kilka dni, raz na tydzień. I zawsze z zaskoczenia. To nie jest pijak, który robi się agresywny po alkoholu, więc wiesz, że kiedy wraca pijany, będzie grubsza inba i spokojnie zdążysz włączyć nagrywanie. tutaj działo się tak, że mogliśmy sobie spokojnie robić razem obiad, a nagle on zrzucił mi na stopę tłuczek do mięsa, czy czymś oparzył. Nie miałam ani jak tego ani przewidzieć, ani udowodnić, że było to działanie celowe. Grubsze awantury często zaczynały się od wyrwania mi telefonu, więc nie miałabym czym go nagrać. A nawet gdybym go nagrała, to w Niemczech nie mogę wykorzystać nagrania zrobionego bez zgody osoby nagrywanej nawet w celu zgłoszenia przestępstwa, bo narażam się sama na odpowiedzialność karną.

[historia]
Ocena: 16 (Głosów: 20) | raportuj
15 listopada 2019 o 10:29

@nursetka: dlatego napisałam w międzyczasie 3 inne, lżejsze, żeby nie wstawiać tych „grubego kalibru” jedna po drugiej. Po zakończeniu tamtego związku zrobiłam sobie przerwę. Tzn chodziłam od czasu do czasu na randki, ale bez intencji wchodzenia w związek, traktując to bardziej jako „wyjście do ludzi”, pójść na kawę i pogadać o d... Maryni. W tej chwili od ponad 3 lat jestem w szczęśliwym związku. Podeszłam do niego bardzo ostrożnie (przez ponad rok był to związek na odległość, mieszkaliśmy w różnych krajach). Kiedy zaczęło się robić poważnie, nawiązałam kontakt z jego byłą partnerką, z którą był przez prawie 10 lat, i o wszystko ją szczegółowo wypytałam. Kiedy powiedziała, że zostawiła go, ponieważ był dla niej jednak zbyt spokojny i brakowało jej adrenaliny, stwierdziłam, że jest to dokładnie to czego szukam :)

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 17) | raportuj
14 listopada 2019 o 23:27

@AnitaBlake: @justangela: dziękuję wam bardzo za ciepłe słowa. Historia należy do przeszłości. Ten rozdział mam na szczęście za sobą, wyciągnęłam tez wnioski na przyszłość. Moje pierwsze kilka lat w Niemczech było bardzo piekielne i wszystko co mogło pójść nie tak, szło nie tak. Obecnie wszystko jest dobrze. Oczywiście zdarzają się piekielnosci w stylu tych historii o samochodzie czy wakacjach, ale w porównaniu w małżeństwem z psycholem są to drobiazgi :)

[historia]
Ocena: 19 (Głosów: 33) | raportuj
14 listopada 2019 o 23:03

@urbankrwio: Dziubuś, o ile z teściową trudno mi cokolwiek udowodnić, bo wszystko się odbywało „na gębę”, to tutaj mam bardzo gruby plik dokumentów sądowych, wyniki obdukcji, pewnie jeszcze protokół z wizyty policji. Jeśli bardzo chcesz, to podaj mail, to ci to wyślę. Tylko będzie bardzo dużo czytania po niemiecku, w historii podałam bardzo skróconą wersję wydarzeń

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 4) | raportuj
13 listopada 2019 o 16:11

@vezdohan: z tym wolę uważać. 2 lata temu znajomy obsmarował na fejsbukowym fanpejdżu firmę, która spartaczyła mu kuchnię. Firma wytoczyła mu proces o naruszenie dóbr osobistych. Nie wiem jak się skończyło, bo urwał nam się kontakt. Z tego co się doczytałam w regulaminie, radzą zmieniać nazwę firm, co też zrobiłam. Nazwa portalu to dosłowne niemieckie tłumaczenie wyrażenia "na urlop", natomiast w nazwie biura podróży wystaczy zmienić zaimek wskazujący z "dalszego" na "bliższy".

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
13 listopada 2019 o 15:24

@butros: służy do tego, czego ktoś na nim szuka. Jeden partnerki, drugi ruchanka, trzeci towarzystwa, bo jest nowy w mieście, a czwarty chce się pochwalić zdjęciem penisa

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
13 listopada 2019 o 15:20

@Ara: też to tak na początku interpretowałam, aż przy jakiejś rozmowie przez telefon rekruterka się niechcąco wygadała, że szukają kogoś przed trzydziestką (bo młody, dynamiczny zespół itd.), a potem dostałam maila, że ze mnie rezygnują, bo "overqualified", a potem znajomy pracujący w HR mnie oświecił, że w przypadku zbyt wiekowych kandydatów też często używają tego słowa

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
13 listopada 2019 o 13:38

@MyCha: mieli porządek tak gdzieś do połowy ubiegłego dziesięciolecia. Potem zaczął się trend oszczędzania na pracownikach (nie musi być kompetentny, byle był tani), zwalniania ludzi z wieloletnim doświadczeniem i zastępowania ich tanimi dwudziestolatkami, do tego dochodzi fakt, że Niemcy w obsłudze klienta mistrzami nigdy nie byli i efekty sa jakie są. To znaczy, honor trzeba im oddać w kwestiach jak służba zdrowia, wymiar sprawiedliwości, policja itd, tu faktycznie wszystko działa jak powinno, ale w usługach jest dramat. Z płatnościami kartą w Niemczech jest ogromny problem. Pod względem cyfryzacji są daleko w tyle za innymi krajami europejskimi. Gotówka, tradycyjne przelewy bankowe i fax rządzą

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
13 listopada 2019 o 12:25

@kartezjusz2009: ja czekam z utęsknieniem na dzień, kiedy Niemcy odkryją na szeroką skalę istnienie kart płatniczych, maili i WiFi ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
13 listopada 2019 o 9:56

@Jorn: czyżby Belgia była tak samo upośledzona cyfryzacyjnie jak Niemcy?

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
12 listopada 2019 o 17:19

@vezdohan: Z konta. Żadne z nas nie ma niemieckiej karty kredytowej ze względu na niekorzystne opłaty, a zagraniczną nie można było zapłacić.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
12 listopada 2019 o 17:08

@z_lasu: Umowę mieliśmy podpisaną wyłącznie z Naurlop. Koleżanka pracująca w biurze podróży w Polsce tłumaczyła i potem różnicę między pośrednikiem i agentem i o ile z agentów jak najbadziej można korzystać, to pośredników nie poleca, właśnie ze względu na takie sytuacje. Wiem na przyszłość. Gdyby była realna szansa na wywalczenie odszkodowania oprócz zwrotu kosztów, to byłoby sie o co bić. Kwota, której nam nie zwrócili wynosi mniej więcej 3 godziny pracy monachijskiego adwokata. Więcej wydalibyśmy dochodząc swoich roszczeń niż moglibyśmy wygrać.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
12 listopada 2019 o 15:37

@kartezjusz2009: Też zawsze drukuje dokumenty, jak tylko się pojawią. Raz, że bezpieczniej mieć je wydrukowane podczas podróży, a dwa, w razie jakby coś magicznie zniknęło z systemu, mam dowód, że tam było. Następny urlop będzie zdecydowanie na własną rękę, do biur mam chwilowy uraz ;) TAMI będę starać się unikać jak zarazy, chociaż na niektóre kierunki mają dranie monopol...

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 10) | raportuj
12 listopada 2019 o 12:39

@Balbina: Czyli nie jestem sama :)

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 13) | raportuj
12 listopada 2019 o 12:00

@Michail: też nas to bardzo zaskoczyło, gdyż żyliśmy w przekonaiu, że za błędy odpowiada ten, kto je popełnia, dlatego też zasięgnęliśmy drugiej opinii

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 19) | raportuj
12 listopada 2019 o 11:56

@Doombringerpl: wiedziałam, że ten argument padnie. I wszytsko fajnie, tylko, że piszesz o Europie. Jeśli wybieram się na urlop na terenie Europy, do Stanów czy innego "cywilizowanego" kraju, też podróżuję głównie na własną rekę, gdyż mam większą swobodę (hotel, AirBNB, wynajem samochodu) i często bardziej się to opłaca finansowo. Ale przy wyprawach bardziej "egzotycznych" w miejsca typu Jamajka, czy inny Zanzibar, wolę zdać sie na biuro, chociażby ze względów bezpieczeństwa, nie wspominając o wygodzie czy gwarancji standardu.

[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 11) | raportuj
11 listopada 2019 o 12:27

@GythaOgg: Byłam kiedys świadkiem takiej sytuacji. Samolot Dublin-Kraków. przede mną siedzą rodzice z niemowlęciem (na oko jakieś 6 miesięcy). Jeszcze przed startem dzicko zaczyna przeraźliwie płakać i nie daje sie uspokoić. Ojciec dziecka pyta matki, co mu jest. Matka na to: nic takiego, głodny jest po prostu. Ojciec: to może go nakarm?. Matka: e nie, przegłodze go trochę, w Polsce go nakarmię. Lot trwał 3 godziny, dziecko się non stop darło. Na uwage zwracaną przez innych pasażerów, żeby jednak nakarmiła dziecko, bo ileż można słuchać tych wrzasków, kazała sie nie wtrącać. I owszem, osądziłam ją na podstawie tej trzygodzinnej obserwacji i wyrobiłam sobie na jej temat opinię. I nie była to dobra opinia

« poprzednia 1 233 34 35 36 37 38 39 40 41 42 następna »