Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Crannberry

Zamieszcza historie od: 21 czerwca 2018 - 18:11
Ostatnio: 12 kwietnia 2021 - 14:52
  • Historii na głównej: 50 z 50
  • Punktów za historie: 9185
  • Komentarzy: 1037
  • Punktów za komentarze: 7712
 
[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
11 listopada 2019 o 12:15

@franciszka: okna muszą być odsłonięte podczas startu i lądowania, żeby w razie ewentualnej ewakuacji można było ocenić warunki na zewnątrz. Z tego samego względu podczas lotu w godzinach nocnych na czas startu i lądowania w kabinie gasi się światło.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
8 listopada 2019 o 16:06

@kartezjusz2009: Dziękuję :)

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 2) | raportuj
8 listopada 2019 o 15:16

@DeceiverInI: w normalnej mieszkałam, ale tam też mają ruch lewostronny

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
6 listopada 2019 o 14:58

@Ohboy: Dużo zależy od tego, na jakiego doradcę się trafi. Mój był akurat spoko. Od razu powiedział, że pomóc mi nie będzie w stanie, ale nie będzie też przeszkadzał. Mam robić swoje i tylko raz w miesiącu dać mu wydruk excela ze stanem rzeczy, żeby miał coś w papierach. Rozumiał też, że rekrutacja do większości firm trwa około 3 miesięcy i nie cisnął, żebym znalazła jakąkolwiek prace w 2 tygodnie. Ale są też tacy, którzy wyślą księgowego na produkcję lub inżyniera na szmatę, żeby tylko statystykę zamknąć. Znajomą Arbeitsamt wysłał kiedyś na półroczny intensywny kurs języka (6 godz dziennie, 5 dni w tygodniu), po czym po 5 miesiącach biurwa przysłała jej pismo, że w sumie skoro chodzi na całodzienny kurs języka, to nie jest w stanie jednocześnie podjąć pracy na pełny etat, w związku z czym traci status osoby bezrobotnej i oni wzywają ją do zwrotu zasiłku i składek ubezpieczenia społecznego za ten okres, raptem 10 tys euro do natychmiastowego zwrotu, albo kierują sprawę do komornika. Sprawa jest w sądzie

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
6 listopada 2019 o 12:39

@pasjonatpl: o jumie nie chiałam już tak wprost pisać, żeby mnie ktoś zaraz nie oskarżył o "plucie na Polskę" ;) Ale jak sie poczyta polskie fora, to nadal bardzo popularne jest podejście "oje*ać Szwaba", zupełnie jakby mieszkali tam za karę na jakichś robotach przymusowych. A potem ten sam typek pyta o kontakt do jakiegoś polskiego adwokata od spraw karnych (ojoj, coś nie poszło). Ciekawe jest, co piszesz o Irlandii. Mieszkałam tam przez kilka lat i odniosłam wrażenie, że tam wyjechali właśnie głównie młodzi wykształceni ludzie, którzy oczywiście na start brali jakąkolwiek pracę, ale w miarę szybko zaczynali pracować w swoim zawodzie - mówię o tych, którzy tam postanowili osiedlic się i żyć, ci, którzy chcieli szybko zarobić i wrócić patrzyli tylko, gdzie jest najlepsza stawka za godzinę. Brak ambicji widzę właśnie w Niemczech. Ludzie nawet wykształceni (dotyczy to zwłaszcza kobiet) podejmuja się najprostszych prac fizycznych, głównie sprzątania, i tam zostają. Mieszkają w kraju kilkanaście/-dziesiąt lat i nie nauczą się po niemiecku nawet przywitać. Jakiś czas temu pojawiła się w mediach społecznościowych kampania jakiegoś towarzystwa polonijnego pt. "Nie każda Polka to sprzątaczka", mająca na celu walkę ze stereotypowym myśleniem i zwrócenie uwagi, że gros POlek wykonuje też inne zawody, typu lekarz, prawnik, inżynier itd. Pod artykułem wylew hejtu i bluzgów ze strony pań sprzątających pod adresem pań wykonujących inne zawody, o treści mnniej więcej "leniwe brudasy niech sie wezmą do uczciwej pracy!" (czyli sprzątania)

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
6 listopada 2019 o 10:37

@Jorn: w szukaniu pracy w Polsce nie mam specjalnie doświadczenia, gdyż z kraju wyjechałam pod koniec studiów, ale mit, jak to na Zachodzie kasa leży na ulicy i nie trzeba kompletnie nic robic można spokojnie włożyc między bajki. Januszexy, myślę, też istnieją na całym świecie i wszędzie można na nie trafić. Na trudność w Niemczech nakładają się moim zdaniem dwie sprawy. Raz, ogólny trend, niezależnie od wykonywango zawodu, żeby pracownikowi płacić jak najmniej i zatrudnia się tego, kto jest najtańszy, niestety często kosztem kompetencji i później mamy kuriera, który nie umie wypełnić papierów przy odbiorze przesyłki, czy babę w urzędzie, która nie zna przepisów i nie radzi sobie z wypełnieniem formularza. A druga sprawa, Niemcy nie darzą cudzoziemców (głównie tych z Bloku Wschodniego) sympatią. Oczywiście przez swoja niechlubna historię mają na tyle instynktu samozachowawczego, że nie powiedzą tego na głos (trzęsą gaciami przed byciem oskarżonym o dyskryminację), ale dają to odczuć. Do tego dochodzi nie najlepsza opinia, którą wyrobiła nam fala emigracji z początku lat 90 i jest przekonanie, że Polacy mogą pracować tylko na produkcji lub "na szmacie". Jest to dość mocno zakorzenione i dość ciężko jest z tym walczyć

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
6 listopada 2019 o 10:05

@DeceiverInI: w zawodach typu malarz, kafelkarz, hydraulik, mechanik wszystko rozbija sie o to, czy gość zna język. Jeśli zna, zakłada własną działalność, klienci polecają go jedni drugim, zleceń ma tyle, że się podrapać nie ma kiedy, stawki dyktuje sam i żyje jak pączek w maśle (przykład, w poprzedniej firmie pracowała babka na stanowisku jakaś Digital Transformation Director czy coś takiego, jej mąż miał swoją działalność jako "Złota rączka", czyli naprawy, drobne remonty itd. i zarabiał więcej niż ona na jej dyrektorskim stołku). natomiast jeśli ktoś nie zna języka i nie jest w stanie się dogadać, pracuje u polskiego Janusza za minimalną stawkę, którą ten Janusz mu wypłaci albo i nie (niestety bardzo często nie)

[historia]
Ocena: 16 (Głosów: 18) | raportuj
5 listopada 2019 o 20:37

@eulaliapstryk: dziękuję! Naprawdę bardzo mi miło, że historie się podobają. Chyba zadowolę Cię w obydwu kwestiach. Po przeprowadzce do Niemiec przeżyłam jakieś 7 „chudych lat”, kiedy prześladował mnie „odwrotny dotyk Midasa” i wszystko, czego się dotknęłam, z hukiem i przytupem obracało się w g*wno, więc materiału mam jeszcze na co najmniej 4-5 historii. Potem sytuacja się nagle odwróciła i póki co wszystko się, odpukać, dobrze układa :)

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 9) | raportuj
5 listopada 2019 o 20:10

@DeceiverInI: też tak myślę, że ktoś, kto mnie zna rozpoznał mnie bez problemu w historii o teściowej ;) W branżach pracowałam różnych, tu w Niemczech wyszło, że głównie w IT. Moje stanowisko to taki gryziklawiaturek biurowy na trochę wyższym poziomie, czyli nie sekretarka, która odbiera telefon i parzy kawę, tylko bardziej zaawansowane rzeczy. W zależności od tego, czy w grę wchodzi „ogarnianie kuwety” jakiemuś preziowi, czy tylko sprawy operacyjne, nazywa się to albo Executive Assistant, albo Chief of Staff lub Program/Business Manager. Wrzucę Ci przykładowy opis stanowiska: Planning, organization and execution: • Annual business rhythm of Enterprise and Partner Group in coordination with the global organization (Worldwide and EMEA) and 32 subsidiaries across Central & Eastern Europe • Regional conferences with up to 100 participants, Leadership team meetings and seasonal team events • Executive travel logistics including agenda coordination with respective customers, partners and subsidiaries Business Management • End to end business administration to the EPG General Manager • Creation of weekly sales update, customer-ready and field seller readiness presentations • Marketing, travel and events budget monitoring and management • Internal, sales and customer/partner communication • SharePoint site administration and maintenance

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 5 listopada 2019 o 20:12

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
5 listopada 2019 o 10:25

@szafa: mamy chyba jakieś wewnętrzne przekonanie (co chyba jest naturalne), że rodzice chcą dla nas jak najlepiej i my też chcemy jak najlepiej dla nich, w końcu są to najbliżsi nam ludzie. Przez to osoby o słabszej psychice dają sie zmanipulować, jeśli rodzice są toksyczni (co dziecku też często zajmie mnóstwo czasu, zanim to zrozumie). Mojemu byłemu na szczęscie wkońcu udało się z tego toksyczngo układu wyrwać, jednak musiało upłynąć kika lat zanim pewne rzeczy do niego dotarły. Do Irlandii juz raczej nie wrócę (chociaż nigdy nie mów nigdy). Zawodowo, fakt, było tam o wiele łatwiej niż w Niemczech. Nie było tam stereotypu, że Polka może co najwyżej "jeździć na szmacie" i nie musiałam na każdym kroku udowadniać swoich kompetencji, ale z drugiej strony mieszkam w Niemczech juz 10 lat, przyzwyczaiłam się do "ordnungu", świetnej opieki zdrowotnej, ładnej pogody, dobrej infrastruktury i paru innych rzeczy i cięzko byłoby mi to porzucić na rzecz irlandzkiego chaosu i permanentnego deszczu ;)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
5 listopada 2019 o 10:12

@Azheal: Mam nadzieję, że u Ciebie sprawy dobrze się skończyły. Kiedy jeszcze byliśmy razem, zanim sytuacja za bardzo eskalowała. liczyłam, że to sie jeszcze wszystko poukłada, mając przykład małżeństwa u mnie w rodzinie, gdzie teściowa jest podobnego kalibru, jednak mąż stoi murem za żoną i tworzą od wielu lat szczęśliwe małżeństwo. Może nam też by sie udało gdybyśmy bardziej o siebie walczyli, może gdybyśmy przeszli terapię, a może po prostu "nie byliśmy sobie pisani".

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
5 listopada 2019 o 10:00

@irulax: Dziękuję bardzo :) PO latach jestem w stanie patrzeć na to z dystansem i nawet sie z tego pośmiać, ale wtedy łatwo nie było. Na szczęście od kilku lat wszystko, odpukać, uklada mi się bardzo dobrze. Pozdrawiam!

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
4 listopada 2019 o 18:30

@yfa: skoro niezobowiązujące spotkanie przy kawie lub drinku jest dla ciebie "przerobem", to albo trollujesz, albo masz poważne problemy ze sobą. Z pierwszym spotkaniem jest troche jak z rozmową o pracę - na podstawie opisu stanowiska i paru maili trudno przewidzieć, że szef będzie bucem, to wychodzi dopiero przy osobistym poznaniu (czasami widać to już od razu, wtedy sobie odpuszczamy). A jeśli Cię interesuje moje obecne życie, to tak, od kilku lat jestem w bardzo szczęśliwym związku ze wspaniałym człowiekiem (historyjki byly, jak już napisałam, z przeszłości, niektóre z bardzo bardzo odległej), więc nie muszę już przeżywać przypadkowych spotkań, i "ruchać" też mam kogo :D

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 6) | raportuj
4 listopada 2019 o 18:17

@yfa: @yfa: tekst napisany przeze mnie od początku do końca. Mojego byłego męża nie nazwałabym kretynem. Kiedy go poznałam był przesympatycznym, inteligentnym, dobrym człowiekiem, który od początku mówił, że ma trudną matkę, z która może bywać ciężko, ale mam się nią nie przejmować, bo on jest po mojej stronie. I faktycznie był. A ja przecież nie będę skreślać fajnego człowieka, tylko ze względu na zachowanie matki, na które on nie ma wpływu. Matka też na początku nie sprawiała jakichś drastycznych problemów. Tak na serio odpie*doliło jej dopiero w okolicach naszego ślubu, ale na tym etapie uczucie między nami było na tyle silne, że chcieliśmy byc ze sobą, bez względu na to, czy jej się to podoba, czy nie (tak to wyglądało na podstawie informacji, które miałam na tamtą chwilę. O kredycie dowiedziałam się długo po fakcie). Źle się zaczęło dziać mniej więcej od naszej przeprowadzki, matka wywierała na nim coraz większą presję, on kochał mnie, kochał ją i się w tej sytuacji zagubił. Może czuł tez, że ma wobec niej zobowiązania w związku z tym, że jego ojciec nie żył, a on był jedynym mężczyzną w rodzinie. Nie robłabym z niego postaci jednoznacznie negatywnej, a tym bardziej kretyna. Przerosła go sytuacja, nie podołał emocjonalnie. Co jednak nie zmienia faktu, że jego zachowanie wobec mnie w tamte święta oraz po nich było absolutnie skandaliczne (co bynajmniej nie pozostalo bez mojej reakcji), dlatego tez drugiej szansy nie dostał i ostatecznie wyrzuciłam go z domu.

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
4 listopada 2019 o 17:53

@Armagedon: wie, co masz na myśli. Jak dokładnie przebiegała dynamika związku autorki niestety sie nie dowiemy, a w historii jest za mało informacji i możemy tylko gdybać. Ale faktem jest, że "typowy psychopata" nie chce sam odejść, bo jak powietrze do życia jest mu potrzebna ofiara, którą może gnębić. Bez niej on nie istnieje. Partner autorki (choć to są tylko moje spekulacje) wygląda mi raczej na inny typ zazdrośnika, czyli faceta, który mając ciepły kącik u kobiety, sam zdradza ją na potęgę, a swoje zachowanie przerzuca na partnerkę (w psychologii się to nazywa bodajże projekcja), bezpodstawnie oskarżając ją o rzeczy, które robi sam. Czasem jest to manewr dla odwrócenia uwagi od siebie, czasem taki naprawde wierzy w to co mówi, może chcąc w ten sposób uspokoić sumienie. I będzie ją non stop oskarżał o wyimaginowane zdrady, a ona będzie mu udowadniać, że nie jest wielbłądem. Jak mu się znudzi i znajdzie nową sugar mamę, winy za rozstanie absolutnie nie weźmie na siebie, tylko trzeba będzie przerzucić ją na partnerkę. W obecnym jej zachowaniu nie znalazł niczego, do czego mógłby sie przypie*dolić, więc zaczął grzebać w przeszłości na zasadzie "daj mi człowieka, ja ci znajde paragraf". Znalazł jakies stare zdjęcie penisa i heja! Miał idealną wymówkę. Podejrzewam, że gdyby w jej przeszłości również nic nie znalazł, rzuciłby ją zaraz po porodzie np, za "świecenie gołą d*pą przed personelem medycznym"

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
2 listopada 2019 o 12:04

@Pixi: ale w zakończeniu nie ma nic nadzwyczajnego. Mamunia to był typ człowieka, który musi narzekać i jątrzyć nie w celu osiągnięcia jakiejś sytuacji (typu syn się z powrotem do niej wprowadza), tylko musza koniecznie zwrócić na siebie uwagę. Takie attention whores starszego pokolenia, typu narzeka, ze nikt o niej nie pamięta i nikt do niej nie dzwoni, przyjdzie jej umrzeć samotnie itd, a jak do niej zadzwonisz, to będzie mieć pretensje, że jej serial przerywasz. Dla mnie było logiczne, ze ona tak właśnie zareaguje, zwłaszcza że nawet jak on latał do Irlandii od czasu do czasu na weekendy, nie była zbyt skóra gościć go u siebie, bo to dla niej zbyt duży wysiłek i musiałaby dla niego jeszcze codziennie gotować. Ale on jako kochający syn nie chciał tego widzieć i racjonalizował jej zachowanie. Jej reakcja była dla niego szokiem, bo mu sie w tym momencie świat zawalił, a ja nie ukrywam, po tym wszystkim co przeszłam, miałam ogromną satysfakcję.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
1 listopada 2019 o 16:24

@Armagedon: Zbierałam się od kilku godzin, żeby odpisać na Twój komentarz. Przypomniał mi się koszmarny okres mojego życia, kiedy sama się wpakowałam w podobną sytuację, tylko mnie to dopadło w okolicach trzydziestki, w sumie tuż po rozstaniu z mężem (tym od durnej mamuśki). Po rozstaniu z kolesiem, który przez ostatnie pół roku związku pokazywał mi, jak bardzo ma mnie w dupie, wpakowałam się w związek z „kochanym misiem, który się troszczył i interesował”. Myślę, że zauważanie pewnych sygnałów bądź nie, nie jest tyle kwestią wieku, co doświadczenia z taką osobą. Nieważne, czy ma się 15 lat trzy 50, „normalna” osoba nie doszukuje się cech psychopatycznych w każdym napotkanym człowieku, bo często nie przyjdzie jej nawet do głowy, że istnieją ludzie, którzy czerpią przyjemność z bezinteresownego dręczenia najbliższych im osób. Dopiero kiedy doświadczy się już takiego człowieka, jest się tak niesamowicie wyczulonym, że rozpozna się z kilometra sygnały, których nikt inny nie zauważy.

[historia]
Ocena: 19 (Głosów: 19) | raportuj
31 października 2019 o 22:40

Jeśli był chorobliwie zazdrosny od początku, to dziwię się, że autorka się z nim związała i jeszcze zdecydowała na dziecko. Jeśli natomiast zaczęło się bardzo niewinnie, a dopiero z czasem nasilało, to będąc uwikłanym w relację, nie tak trudno jest przegapić moment, w którym zostaje przekroczona granica tego, co jest akceptowalne. Przykład sytuacji, kobieta zaczyna spotykać się z mężczyzną, jest powiedzmy listopad, wcześnie robi się ciemno. Za każdym razem kiedy ona skądś wraca (z pracy, siłowni, spotkania z przyjaciółmi), on nalega, że wyjedzie po nią samochodem, żeby nie wracała sama po ciemku. Robi to uparcie i nie przyjmuje odmowy do wiadomości. Na tym etapie, jeśli ktoś nie miał wcześniejszych doświadczeń z „toksykiem”, nie sposób jest stwierdzić, czy mamy do czynienia z troskliwym dżentelmenem z nadmiarem wolnego czasu, czy też z psychopatą, który właśnie wykonuje pierwszy krok w kierunku osaczenia partnerki i przejmowanie kontroli nad jej życiem. Zabroni mu tego kategorycznie albo w ogóle zakończy znajomość - okaże się, że facet miał dobre intencje, a ona wyszła na paranoiczną dzikuskę i być może przegapiła miłość życia. Pozwoli mu, a on faktycznie okaże się psychopatą - zostanie nazwana głupią babą, która sama wiedziała w co się pcha

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
31 października 2019 o 21:33

@Pixi: to powiedz proszę, który dokładnie fragment wzbudza Twoje wątpliwości, a spróbuję je rozwiać

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 7) | raportuj
30 października 2019 o 15:21

@bipi29: tak jak piszesz, zarabiał wtedy trochę więcej niż po przeprowadzce, do tego była też moja pensja prawie w tej samej wysokości, a koszty życia nie dość, że niższe (niższy czynsz i opłaty oraz nie mieliśmy tylu dodatkowych kosztów, które doszły nam w Niemczech), to były dzielone na pół. W Niemczech w początkowym okresie mieliśmy do dyspozycji tylko jego pensję.

[historia]
Ocena: 10 (Głosów: 12) | raportuj
30 października 2019 o 15:11

@MyCha: ja teraz pewnie też. 10 lat temu byłam mniej odważna ;) Zrobiłaby awanturę przy wszystkich, siostry by jej wtórowały (tutaj wyobraź sobie Gesslerową w ataku rzucającą talerzami i pomnóż razy ich pięć). Poza tym mój były był pod takim jej wpływem, że podejrzewam, że gdyby matka mu kazała, wyprowadziłby mnie siłą

[historia]
Ocena: 11 (Głosów: 15) | raportuj
30 października 2019 o 15:05

@BlackCat: od sytuacji upłunęło 10 lat, więc zdążyłam nabrać dystansu. W tamtach czasach bardzo często mi nerwy puszczały, było mnóstwo awantur oraz płaczu z czystej bezsilności

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 17) | raportuj
30 października 2019 o 14:56

@Jorn: gdyby akcja działa się obecnie w Polsce lub w Niemczech, miałbyś rację. Ale mówimy tu o Irlandii w szczytowym okresie "tygrysa celtyckiego", kiedy banki wciskały wszystkim kredyty prawie na siłę, nie pratrząc, czy ktoś będzie w ogóle w stanie go spłacić. Biorąc pod uwage fakt, że przeciętnie zabariający Irlandczyk nie miał problemu z otrzymaniem 4 kredytów hipotecznych na pól bańki każdy (dlatego niedługo później im to koncertowo je*ło z dużym hukiem), to otrzymanie kredytu na 50 kawałków ze spłatami wynoszącymi mniej niż 20% pensji był to Pan Pikuś

[historia]
Ocena: 13 (Głosów: 15) | raportuj
30 października 2019 o 14:51

@iks: Życzę mu jak najlepiej, bo to nie jest zły człowiek. Zagubił się w toksycznej relacji z matką przez co zmarnował kika lat życia również sobie. Mam z nim sporadyczny kontakt i trzymam mocno kciuki, żeby nie pozwolił rozwalić sobie obecnej rodziny

[historia]
Ocena: 25 (Głosów: 27) | raportuj
29 października 2019 o 20:54

@Bryanka: to w największej mierze zależy od postawy, którą przyjmie mąż/syn. Mam ciotkę, która obsesyjnie nienawidzi swojej synowej (z tego samego powodu), ale kuzyn stawia sprawę ostro - chcesz widywać mnie i wnuki, to masz się zachowywać w cywilizowany sposób. Ja nie, to drzwi są tam. Małżeństwo trwa już ponad 10 lat. Mój były był niestety zbyt zdominowany i nie umiał się postawić.

« poprzednia 1 233 34 35 36 37 38 39 40 41 42 następna »