Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Crannberry

Zamieszcza historie od: 21 czerwca 2018 - 18:11
Ostatnio: 6 marca 2021 - 0:48
  • Historii na głównej: 49 z 49
  • Punktów za historie: 8997
  • Komentarzy: 1008
  • Punktów za komentarze: 7434
 
[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 6) | raportuj
25 grudnia 2020 o 0:22

@Balbina: doskonale ją rozumiem. Cebula - surowa przyprawia mnie o torsje, bez smażonej nie wyobrażam sobie pierogów. Kawa? Zgiń przepadnij siło nieczysta! Ale tiramisu chętnie wciągnę. Truskawki uwielbiam, ale przetworzonych w formie dżemu czy czegokolwiek o smaku truskawkowym nie tknę. Odwrotnie z czarną porzeczką. Surowa jest okropna, ale dżemy, soki, smoothie czy cukierki - najlepszy smak na świecie

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 8) | raportuj
24 grudnia 2020 o 17:33

@Habiel: u mnie tak działa surowa cebula (bo smażoną mogę jeść nawet łyżką). I to nie dość, że sama nie mogę przełknąć surowej (wyczuję nawet odrobinę), to mdłości wywołuje u mnie nawet jak ktoś inny zje, a ja od niego poczuję. Powiem tak, „terroryzowanie” towarzystwa przy stoliku, żeby tez nie jedli cebuli, wywołuje reakcje dalekie od sympatyzujących ;)

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 12) | raportuj
24 grudnia 2020 o 14:04

@HelikopterAugusto: sztampowe, tendencyjne, na jedno kopyto (feministka i/lub frajer dostają od autora lekcję życia), w dodatku napisane cholernie irytującym stylem. Ale ja je lubię, bawią mnie i fajniej się czyta niż 158 historię o kurierze, który zostawił awizo

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 24 grudnia 2020 o 14:05

[historia]
Ocena: 9 (Głosów: 11) | raportuj
24 grudnia 2020 o 13:39

@Allice: prośba o podanie dania bez jakiegoś składnika „wewnatrz” tez jest dobrym testem, czy dana restauracja serwuje świeże potrawy, przygotowywane na bieżąco. Bo o ile rozumiem, że gulasz czy inne danie wymagające długiego przygotowywania jest zrobione wcześniej i odgrzewane, to niemozliwosc zmodyfikowania sałatki, jest wyraźnym sygnałem, że trzeba uciekać i nie wracać

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 8) | raportuj
24 grudnia 2020 o 13:30

@Tolek: też mam alergie i pokarmowe (surowa cebula, sery pleśniowe), i inne (kurz, pierze, pyłki, kosmetyki z wit. C) i jak najbardziej zdaję sobie sprawę ze swoich ograniczeń i nauczyłam się z nimi żyć. Na szczęście mamy 21 wiek i żeby nie umrzeć nie trzeba zamykać się na cztery spusty w domu, bo istnieją rozwiązania, które pozwalają żyć całkiem przyjemnie. Na przykład w hotelu można poprosić o pościel bez pierza, u kosmetyczki o inny krem, a w restauracji o niedodawanie alergenu do potrawy. Jeśli ktoś odmawia spełnienia prośby, można też nie korzystać z tego przybytku i swoje pieniądze zostawić u konkurencji, która je chętnie przyjmie. Danie bez cebuli mogę bez najmniejszego problemu zamówić nawet w McDonalds, a w lepszych knajpach wręcz pytają, czy do krojenia moich warzyw mają użyć osobnego noża. Odpowiedź „nie da się” na prośbę o danie bez cebuli otrzymałam tylko raz, w knajpie, gdzie okazało się, że nie przygotowują świeżego jedzenia na miejscu, tylko odgrzewają gotowe mrożonki kupione w sklepie.

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
24 grudnia 2020 o 12:42

@Puszczyk: tez mam alergię na kurz, do tego na pierze, więc w hotelach często mam problem z pościelą (głównie z poduszkami). Do pensjonatów często jeżdżę z własną poduszką, bo odpowiedź na prośbę o syntetyczną, bezpierzową poduszkę często jest „nie mamy i już” (No ale za jaki standard płacę, taki mam), w dobrych hotelach nie ma z tym problemu, chociaż raz musieli specjalnie dla mnie jechać kupować, bo wszystkie antyalergiczne były już rozdysponowane, a jak to mówiła menadżerka hotelu „nie mogą sobie pozwolić, żeby w nocy duszącego się gościa zabierała karetka”. W paru hotelach nawet mnie zaskoczyli, bo okazało się, że mają nawet specjalne pokoje dla alergikow, m.in z drewnianą podłogą zamiast dywanów

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 24 grudnia 2020 o 12:43

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
23 grudnia 2020 o 13:11

@Neomica: ciekawa jestem, czy to dzik wstawił czy admini? Admini wstawiają stare historie raczej na głównej, a nie w poczekalni, a dzik z kolei od jakiegoś czasu pisze pod innymi nickami

[historia]
Ocena: -1 (Głosów: 3) | raportuj
22 grudnia 2020 o 18:40

@hulakula: kurczę, aż trudno uwierzyć, że jest aż taka różnica między polskim a niemieckim Zalando. Z niemieckiego Zalando zamawiam na potęgę i mają najlepszą obsługę klienta, z jaką spotkałam się w Niemczech. Owszem, co jakiś czas zdarzy im się pomylić produkt lub rozmiar, ale wtedy mogę ten niewłaściwy po prostu odeslac, nowy zamówić w tej samej cenie (jeśli w międzyczasie skończyła się promocja), a dodatkowo dostaję rabat na następne zakupy. I mam dylemat. Bo z jednej strony powinno się ich bojkotować ze względu na to, jak traktują pracowników, ale z drugiej, mają świetną ofertę i fantastyczne podejście do klienta...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
22 grudnia 2020 o 11:20

@lisica81: no właśnie, to zupełnie inna sprawa :) Kiedy pracodawca stara się o Ciebie, nie będzie ryzykował, że się zniechęcisz i poślesz go na drzewo, więc chce tylko cv. Większość, bo są wyjątki, ale takim się mówi, że skoro się wygłupiają, to nie skorzystasz z oferty ;)

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
21 grudnia 2020 o 19:05

@halboot: pięknie opisane. "Bo jak coś od 19 wieku działa, to po co zmieniać". Od 3 lat toczę dyskusję z szefem, że wolę korzystać z kalendarza w Outlooku, w dodatku zsynchronizowanego z telefonem, niż z papierowego brulionu, który musiałabym wszędzie ze soba nosić. Nie chce pojąć

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 21 grudnia 2020 o 19:05

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
21 grudnia 2020 o 16:24

@Puszczyk: nikt nie wymaga pisania do kobiety w momencie stawiania klocka. Chodzi o to, że jeśli jesteś w stanie wygospodarować w ciągu dnia 10 min czy ile tam potrzebujesz na klocka, to 30 sek na napisanie smsa też znajdziesz. Nikt nie jest aż tak zajęty, żeby przez 2 tygodnie nie być w stanie napisać chociaż jednej krótkiej wiadomości.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 4) | raportuj
21 grudnia 2020 o 16:20

@Leme: przez ponad rok mogła je zwyczajnie usunąć. Po co trzymać spam

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
21 grudnia 2020 o 16:16

@lisica81: to zależy od pracodawcy i indywidualnych wymagań, od tego, czy jest to stricte niemiecka firma, czy oddział jakiegoś zagranicznego korpo, oraz czy to ty się starsz o pracę u nich, czy też oni starają się o ciebie. Rozstrzał dokumentów jest od "tylko CV" do pełnej teczki mniej lub bardziej racjonalnych zaświadczeń.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
20 grudnia 2020 o 16:23

@MarcinMo: na samym początku korzystania z Tindera, miałam na tyle dobrej woli, że odpowiedziałam na kilka wiadomości w stylu „co tam” (ignorowałam wiadomości ograniczone do „ej ty”, bo tak to można psa wołać). No ale kiedy na „co tam”, odpowiedziałam „cześć, u mnie w porządku, dziękuję. A jak u ciebie”, dostawałam odpowiedz „tez ok” i na tym kończyła się rozmowa. Potem odpuściłam i zaczęłam takie wiadomości ignorować, bo to strata czasu. Zwłaszcza że w moim opisie profilu dałam tak dużo punktów zaczepienia (i zadałam jedno z najtrudniejszych pytań, jakie można zadać myślącemu człowiekowi), że w zasadzie już w pierwszej wiadomości można było napisać esej. I najciekawsze znajomosci zawarłam z ludźmi, którzy podjęli moje wyzwanie w pełni. Mniej atrakcyjny fizycznie facet, który zafascynuje mnie swoim sposobem myślenia ma u mnie o wiele większe szanse niż tępy laluś, którego w zasadzie tylko możesz postawić na półce i oglądać, bo nie ma z nim o czym gadać

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 20 grudnia 2020 o 16:28

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
19 grudnia 2020 o 11:24

@Me_Myself_And_I: tak. Ten sam. Podczas rozwodu dowiedziałam się, że oprócz matki, nienawidzili mnie również koledzy, bo im tez go „ukradłam”. Przez 6 lat nie wspomniał o tym słowem, oni zreszta tez nie. Dopiero na koniec mi to „wyrzygal”, jako zarzut w moją stronę, że koledzy nie mogli zaakceptować, że kumpel ma dziewczynę i ma przez to mniej czasu. Na ironię, po naszym rozstaniu, kiedy on miał znowu full czasu, okazało się, ze koledzy są w międzyczasie w związkach i nie maja czasu dla niego.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 5) | raportuj
18 grudnia 2020 o 23:45

@Puszczyk: "jeśli ktoś ci się śmieje w twarz z tekstem, że chyba żartujesz.....to znaczy, że..... z takim nastawieniem i reakcją na spotkanie już przyszedł. Chciał kogoś poniżyć, żeby samemu się dowartościować." Dziękuję Ci za to wytłumaczenie. Bo mnie ta sytuacja przez długi czas gryzła. Zwłaszcza, że nie była to typowa randka, tylko toczyliśmy ciekawą dyskusje online (podobnie jak na przykład tutaj), a on zaproponował dokończenie jej "w realu". A jak doszło do spotkania, parsknął mi w twarz, mimo ze sam był wizualnie mniej atrakcyjny ode mnie. "Obstawiam, ze żaden z tych twoich znajomych nie widział podobnej kobiety jak wspomniana piosenkarka na żywo i kojarzy jedynie zdjęcia z netu i urywki z tv." Już jestem w takim wieku, że rozmowa ta nie toczyła się w gronie pryszczatych onanistów z liceum, tylko wśród kolegów z mojego działu w ówczesnej pracy. Dyrektorzy w firmie IT pokroju Google czy Microsoft, spełnieni jako mężczyźni i w związkach z bardzo atrakcyjnymi kobietami. Rozmowa był bodajże właśnie na temat, co czyni kobietę atrakcyjną. I konkluzja była taka, że niekoniecznie uroda jak z obrazka, tylko to magiczne "coś" - magnetyzm, charyzma, "promieniowanie" (Niemcy mówią na to Austrahlung, ciężko mi to dokładnie przetłumaczyć). Jako przykładu użyto właśnie Helene Fischer, jako, mimo niesamowitej urody, aseksualnego robota z charyzmą cioci Kloci i wystudiowanym każdym ruchem, oraz innej piosenkarki, Maite Kelly (ta gruba z Kelly Family, obecnie po czterdziestce), która mimo sporej nadwagi emanuje takim seksapilem (ruch, mimika, mowa ciała, modulacja głosu), że szarpaliby ją jak Reksio szynkę. Bo właśnie ma "to coś". "Nie ma większego znaczenia jak wyglądasz, ale jak potrafisz się sprzedać, że akurat z tobą warto zaszaleć." Podpisuję się obiema rękami. Nasza atrakcyjność zaczyna się w głowie. Tak jak sami siebie postrzegamy, taki wysyłamy sygnał i tak często odbierają nas inni. Nauczyłam się tej zasady w wieku dorosłym i działa cuda :D Odnośnie wzrostu, wiem, że są kobiety z poglądem "facet zaczyna się od metr dziewięćdziesiąt" i no cóż. Dla nie to szczyt pustactwa i karyństwa. Sama mierzę sto siedemdziesiąt kilka centymetrów, mój facet jest dokładnie mojego wzrostu, noszę szpilki, przy nim też i żadnemu z nas to nie przeszkadza, że trochę wówczas nad nim góruję wzrostem. Jeżeli facet jest świadomy siebie i ma poczucie własnej wartości, niech se ma nawet metr sześćdziesiąt. Byleby nie miał kompleksów, i ich na mnie nie wyładowywał. @yfa "No i ze wszystkim się tym razem zgadzam - ale weź to powiedz digi51, która zarzuca mi, że niepotrzebnie staram się docierać do źródeł, bo lepiej nie rozpamiętywać." Ja bardzo zazdroszczę ludziom tej umiejętności wzruszenia ramionami i olania tematu, bo ja wszystko biorę do siebie i analizuję na dziesiątą stronę, rozstrząsając, co zrobiłam źle i co mogłabym zrobić inaczej. Rzecz, nad którą pracuję w tej chwili, to właśnie nauczyć się odpuszczać i nie starać się wszystkich zadowolić, bo się nie da, a tylko sama się wykończę. @justangela "I wybacz, ale jeśli spotyka się dwoje inteligentnych ludzi o podobnych poglądach / zainteresowaniach to dyskusja o kinie holenderskim wcale nie wyklucza się z pójściem do łóżka." Powiem więcej. O wiele większa szanse na wylądowanie ze mną w łóżku ma facet, który zafascynuje mnie w dyskusji o kinie holenderskim niż tępy laluś "Magic Mike", który jedyne, co ma do zaoferowania to biceps. Ten drugi ma u mnie w zasadzie zerowe szanse. A diabelnie inteligentny facet z sarkastycznym poczuciem humoru, który w rozmowie "wymasuje mi mózg" ma spore szanse "wyrwać mnie z majtek" na pierwszej randce. Co się już zdarzało. I ta randka nigdy nie była ostatnią, zawsze był ciąg dalszy ;)

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 18 grudnia 2020 o 23:47

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 22:25

@Puszczyk: tyz prowda ;) Dlatego cenię ludzi, którzy nie zgadzając się z rozmówcą, sa w stanie prowadzić merytoryczną dyskusję w cywilizowany sposób, bez wyzwisk, bluzgania i ataków personalnych

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 18 grudnia 2020 o 22:25

[historia]
Ocena: 8 (Głosów: 10) | raportuj
18 grudnia 2020 o 22:16

Witamy w Niemczech! :D Powiem Ci jeszcze, że jak skończysz doktorat i będziesz się starał o pracę, będziesz musiał dostarczać podobny stosik dokumentów (tzw. Bewerbung Portfolio), gdzie będą wymagać również świadectwa maturalnego, mimo że masz dyplom ukończenia studiów oraz doktorat, zdjęcia portretowego (nie wiem, na co im) oraz wypełnienia formularza, w którym będziesz musiał przepisać swoje cv. Miłej zabawy :)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
18 grudnia 2020 o 15:21

@justangela: o, to widzę że jesteśmy w podobnym wieku :) U mnie problem był dokładnie odwrotny. Chłopcy w moim liceum gustowali w „szkolnych gwiazdach”, czyli pewnych siebie blondynach w mocnym makijażu, mini i butach na obcasie, a ja byłam zakompleksioną kujonicą w martensach ;)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 10:45

@yfa: w swoim ostatnim komentarzu całkiem trafnie opisałeś Szwecję. W dowolnym sztokholmskim barze normalnym obrazkiem jest, że kobieta podchodzi do mężczyzny i mówi „chodź się ruchać”. I po tak pięknie rozpoczętej znajomości są ze soba wiele lat i mają trójkę dzieci. A jeśli chcesz, żeby Szwed zrobił pierwszy krok, to sobie poczekasz ad mortem defecatum

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 10:37

@yfa: Ależ ja nie mówię o żadnych złych onych. Moim problemem w bardzo młodych latach, czyli liceum i początek studiów, był zwyczajny brak urody. Jestem jedną z osób, u których czas działa zdecydowanie na korzyść („ rozkwitać” zaczęłam gdzieś po dwudziestym czwartym roku życia, a odnoszę wręcz wrażenie, że mi się przez lata zmieniły rysy twarzy), do tego mam oryginalną urodę, która nie każdemu się podoba. Nawet w tej chwili zdarzają się zarówno ludzie (płci obojga), którzy zaczepiają mnie na ulicy tylko po to, żeby mi powiedzieć, że mam niesamowicie piękną twarz, jak i tacy, dla których jestem zwyczajnie brzydka. Ale ładną nastolatką, takim popularnym wówczas typem Cheerleaderki, absolutnie nie byłam i patrząc na swoje zdjęcia z tamtych czasów, sama bym siebie nie chciała. Do tego doszły jeszcze metody wychowawcze mojej matki i kładzenie mi do głowy przez lata, jak to nie jestem wystarczająco dobra, we wszystkim gorsza od innych i nic w życiu nie osiągnę I powstało wystarczające combo, żeby w kimś wykształcić kompleksy jak stąd do Ameryki. A potem doszedł jeszcze do tego Kompleks dziewczyny z Europy Wschodniej na Zachodzie. Takich rzeczy, które przeciągają, czyli pewność siebie, charyzma, poczucie własnej wartości, czy choćby podkreślanie swoich atutów fizycznych, Uczyłam się dopiero jak osoba dorosła. I to też nie jest proces, zwłaszcza pozbywanie się kompleksów, który zachodzi z dnia na dzień. Stąd też związki z debilami - W początkowej radości, że ktokolwiek zwrócił na ciebie uwagę, z radością wchodzisz w związek, ignorując fakt, że ten ktoś się kompletnie do związku nie nadaje. Albo uważasz, że i tak na nic lepszego nie zasługujesz. Takim jakby momentem przełomowym była dla mnie rozmowa którą odbyłam jakieś pięć lat temu ze znajomym psychiatrą, Który uświadomił mi, że głównym błędem który popełniałam w relacjach z mężczyznami było celowanie w absolutnie złą „półkę” I wybieranie osobników poniżej mojej ligi. kiedy w ramach eksperymentu „spróbowałam szczęścia” z mężczyzną, który wydawał mi się być mocno powyżej mojej ligi, stworzyłam całkiem zdrowy związek, w którym jestem do dzisiaj (co ciekawe, on na początku uważał mnie, za osobę w „wyższej półki” niż on) To odrzucanie zalotów przeze mnie, o którym pisałam, to nie są lata mojej wczesnej mlodosci, tylko ostatnie 5-10 lat (a mam prawie 40)

Zmodyfikowano 1 raz Ostatnia modyfikacja: 18 grudnia 2020 o 10:40

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 4) | raportuj
18 grudnia 2020 o 2:38

@Puszczyk: mówię o sytuacjach, kiedy już skiniesz tym palcem, a obiekt „skiniania” w odpowiedzi wystawi w twoim kierunku swój palec - środkowy. Albo powie coś w stylu „spadaj pasztecie”. Czyżbym nadal miała szanse, tylko muszę bardziej skinąć, czy jak to widzisz? Albo umawiam się na randkę z Tindera, facet który widział moje zdjęcia (bynajmniej nie wyfotoszopowane) i z którym fajnie mi się rozmawialo, widząc mnie na żywo, parska śmiechem mówiąc „chyba sobie jaja robisz” albo zaczyna mi wyliczać jego zdaniem mankamenty mojej urody, po czym odwraca się i odchodzi. To przepraszam, mam za nim biec, bo w końcu „jest mój na skinienie palcem i tylko udaje niedostępnego”? Odnośnie tej piosenkarki, nie było mowy o mimowolnej reakcji fizjologicznej wygłodniałego samca, tylko rozmowy odbywały się na temat „co czyni kobietę atrakcyjna”. Ta pani została wielokrotnie wymieniona jako przyklad kobiety pięknej, ale kompletnie pozbawionej charyzmy czy seksapilu. Taka plastikowa wydmuszka, którą można postawić na półce i nic poza tym. Taka damska wersja Brada Pitta. Tak wiec sama uroda, choćby buzia była jak u laleczki tez nie wystarczy

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 2:16

@Painkiler: owszem, są takie kobiety, ale są tez mężczyźni, dla których jedyną rozrywkę stanowi telewizja. Jeśli się oboje tak dobiorą to nie ma problemu. Gorzej jeśli jedno chce zamulać przed TV, a drugie bujać się na mieście. Wtedy albo musza wypracować kompromis, albo nic z tego na dłuższą metę nie będzie.

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 1:51

@Puszczyk: a zobacz sobie chociażby na tym portalu, ile jest chamskiego przypie*dalania się, wycieczek personalnych i dopisywania komuś życiorysu, i która płeć w tym przoduje. A już szczególnie jeśli jakaś historia dotyczy czyjejś wagi lub wyglądu. Jak baby skaczą sobie do gardeł i jedna drugiej wmawia brzydotę i nadwagę, nie widząc jej na oczy (chyba na podstawie awataru i sposobu stawiania przecinków)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
18 grudnia 2020 o 0:37

@justangela: trzy razy w życiu miałam wyrzuty sumienia, kiedy odrzuciłam czyjeś zaloty i skrzywdziłam tym zalotnika, ale inaczej się nie dało - bardzo miły i opiekuńczy kolega, taki aż za bardzo. Niby nie można mu było niczego zarzucić, ale coś mi w nim podświadomie „śmierdziało”. Po czasie okazało się, że miałam rację, bo dziewczynie, która się z nim związała zrobił z życia piekło (pisałam zreszta o nim w jednej z pierwszych historii) - zakochał się we mnie kolega z pracy. Młodszy o 12 lat, któremu bardzo imponowałam. Niestety raz, że w zupełnie innym miejscu życiowo niż ja w tamtym czasie, w dodatku Arab, który nie ukrywał chęci osiedlenia się z powrotem z kraju zamieszkania. Dla mnie takie różnice kulturowe są nie do pogodzenia i nie weszłam w ten układ - fajny, mądry facet, poważnie myślący o życiu, bardzo mi się podobał, ja jemu tez, ale nałogowy palacz, wiec ja z moim uczuleniem na dym każde spotkanie przypłacalam migreną i wymiotami. Palił nawet w moim mieszkaniu, pomimo moich próśb, żeby tego nie robił. Kiedy zakończyłam znajomość bardzo się obraził, ale rzucenia fajek nawet przez moment nie brał pod uwagę.

« poprzednia 1 2 3 4 5 6 7 8 9 1039 40 następna »