Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Cut_a_phone

Zamieszcza historie od: 12 stycznia 2020 - 20:52
Ostatnio: 31 stycznia 2023 - 16:46
  • Historii na głównej: 10 z 11
  • Punktów za historie: 1816
  • Komentarzy: 284
  • Punktów za komentarze: 1818
 

#89876

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak ja nie cierpię hałaśliwych dzieci i ich rodziców.

Na wstępie zaznaczam, że nie mówię o małych dzieciach, bo dla nich płacz to jedyna forma komunikacji i to jest zrozumiałe. Mówię o dzieciach w wieku przedszkolnym i wczesnoszkolnym, takich, które potrafią chodzić, mówić i ogarniają rzeczywistość.

Czy one muszą tak wydzierać japy? Dlaczego ich rodzice nie nauczą, że nie powinno się drzeć mordy, zwłaszcza w otoczeniu innych ludzi?

Klasyczna sytuacja, sklep, to każdy zna. Praktycznie nie da się zrobić zakupów bez znoszenia tych dzikich wrzasków. Piłuje taki ryja, a rodzice totalnie to ignorują. Podobna sytuacja w przebieralniach na basenie. Piszczą, krzyczą, ryczą, płaczą, a rodzice zero reakcji. Jak nie potrafisz bachora wychować, to trzymaj go z daleka od ludzi, bo swoim darciem papy uprzykrza innym życie.

Nie mam pretensji do rodziców ogółem. Mam tylko do tych, którzy nie potrafią wychować swoich dzieci. Od razu widać, które dzieci są wychowywane, a które chowane "bezstresowo". Te pierwsze zachowują się normalnie, a jak zaczynają już wrzeszczeć, to wystarczy jedno słowo albo gest rodzica, by przywołać dzieciaka do porządku. Te drugie drą japy, a rodzice kompletnie nie reagują.

Raz próbowałem rozmawiać z taką madką, mówię:
- Proszę uspokoić Brajanka.
W odpowiedzi dostałem serię wyzwisk i już wiem, po kim dziecko tak się zachowuje. Patologia hoduje patologię.

Strach pomyśleć, co z nich wyrośnie.

dzieci rodzice

Skomentuj (39) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 186 (226)

#87688

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak złośliwy działkowicz dostał za swoje.

Było to w latach 90, mieliśmy po 13-14 lat. Mieliśmy "bazę" obok ogródków działkowych. Był to po prostu murek w zagajniku, gdzie przesiadywaliśmy. Nie podobało się to jednemu z działkowiczów, który regularnie próbował nas stamtąd przeganiać. Krzyczał na nas, groził, był wulgarny i agresywny. Nie wiedzieliśmy w czym mu przeszkadzamy, zwłaszcza, że nie śmieciliśmy, nie hałasowaliśmy, ani nie robiliśmy nic złego. Jak go pytaliśmy dlaczego nie możemy tu siedzieć, to odpowiadał: "Bo to nie jest miejsce dla was" - cokolwiek to znaczyło. Olewaliśmy buca, bo nie miał prawa nas stąd przeganiać, a miejscówka nasza znajdowała się poza terenem działek.

Któregoś dnia przyszliśmy do bazy i odkryliśmy, że górna część murku, ta na której siedzieliśmy, jest w całości pokryta gęstym, czarnym smarem, którego nie dało się usunąć, bo się rozmazywał. Uniemożliwiało nam to siedzenie na murku. Ewidentnie odpowiedzialny był za to ten złośliwy cham.

Postanowiliśmy, że nie zostawimy tak tego. Pod jego nieobecność weszliśmy na jego działkę i zaczęliśmy rozważać jak tu się zemścić. Odkryliśmy, że altanka nie jest zamknięta na klucz. Weszliśmy więc do środka i każdy z nas oddał mniejszą potrzebę fizjologiczną. Było nas czterech, zalaliśmy wszystko. Już mieliśmy iść, ale jeden kolega powiedział:
- Czekajcie.
Zerwał garść liści z drzewa i wrócił do altanki, a po chwili wyszedł, szeroko się uśmiechając. Wiedzieliśmy co zrobił, ale musieliśmy to zobaczyć. Tak, większa potrzeba fizjologiczna załatwiona na środku altanki.

Kilka dni później buc nas wypatrzył na osiedlu i wykrzykując obelgi i groźby rzucił się za nami w pogoń, ale uciekliśmy. Przez jakiś czas gonił nas za każdym razem jak nas zobaczył.

Sami oceńcie kto był bardziej piekielny.

złośliwość

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 234 (254)

#87875

przez (PW) ·
| Do ulubionych
W nawiązaniu do historii motorniczej, której pasażer skopał tramwaj, przypomniała mi się podobna sytuacja, ale tym razem motorniczy był piekielny.

Sytuacja z dzieciństwa. Wracamy ze szkoły, mamy spory kawałek, ale widzimy nadjeżdżający tramwaj. Do przystanku też kawałek, więc zaczynamy biec. Tramwaj nas wyprzedził, stanął na przystanku, a my dalej biegniemy. Pasażerowie wysiedli, ludzie z przystanku wsiedli, ale motorniczy nie zamknął drzwi i nie ruszył, tak jakby na nas czekał, więc przyśpieszyliśmy. W końcu wbiegamy na przystanek, a motorniczy dosłownie przed nosem zamknął nam drzwi i odjechał.

To samo zdarzyło mi się jeszcze kilka razy w życiu. To jakaś zabawa motorniczych, że czekają aż pasażer dobiegnie, żeby mu trzasnąć drzwiami przed nosem i odjechać?

tramwaj motorniczy

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (169)

#88560

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mój kolega ma firmę i wieczny problem z pracownikami. Na własne życzenie.

Otóż firma mojego kolegi oferuje różnego rodzaju szkolenia dla nowych pracowników. W przeciwieństwie jednak od 99% przedsiębiorców, mój kolega nie wymaga od pracownika podpisania żadnej lojalki, że po szkoleniu nie odejdzie z pracy. No i większość odchodzi. Przychodzi rekruter z większej firmy, proponuje kilka stówek więcej i pracownik idzie, a kolega nie dość że nie ma pracownika, to jeszcze jest kilka tysięcy w plecy, bo tyle kosztowało szkolenie.

Kolega nie jest januszexem, płaci dobrze, tylko wiadomo że nie ma szans zapłacić więcej niż gigantyczna korporacja. Dlatego korpo podbiera mu przeszkolonych pracowników. Firma kolegi została darmową instytucją szkoleniową.

Zastanawiacie się pewnie, dlaczego kolega nie wprowadzi lojalek za szkolenia? Ja też się zastanawiam...

Teraz przejdźmy do meritum. Powyższy wstęp to była tylko analogia.

Polska ma najmniej lekarzy na mieszkańców ze wszystkich krajów UE. Polska jest też (chyba) jedynym krajem UE, w którym studia medyczne są darmowe. Efekt jest prosty do przewidzenia. Wykształcony za nasze pieniądze lekarz wyjeżdża do Niemiec, a my gówno z tego mamy, tylko stracone pieniądze. Nie mamy szans konkurować z Niemcami i zachodem w wysokości zarobków, więc jesteśmy darmową instytucją szkoleniową dla zachodu.

Na Węgrzech przykładowo jest wybór - albo studiujesz za darmo, a potem musisz przepracować ileś tam lat w kraju, albo płacisz za studia i robisz co chcesz. No i Węgry nie mają problemu z lekarzami.

Dlatego rozwiązaniem problemu zbyt małej ilości lekarzy byłoby wprowadzenie takiego samego rozwiązania jak na Węgrzech.

Poza tym byłoby to najuczciwsze. Chcesz się uczyć za nasze pieniądze? Dobrze, ale pracuj potem dla nas. Jesteś naszą inwestycją, która ma się zwrócić. Chcesz po studiach wyjechać? To sobie sam za nie zapłać.

To takie proste, a nikt z rządzących jeszcze na to nie wpadł...

lekarze studia

Skomentuj (84) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 222 (266)

#88185

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Spotkałem wyjątkowy typ pedalarza.

Jadę koleją miejską, duży tłok, stoję w przedsionku tam gdzie są haki na rowery. Wsiadł pedalarz w pełnym rynsztunku, czyli kask i obcisłe gatki, powiesił rower i pociąg ruszył. Na następnej stacji wsiadł zwykły gość z rowerem i powiesił go na haku obok. Na to pedalarz z wyrzutem:
- Panie, niech pan nie wiesza swojego sprzętu obok mojego roweru!
Słowo "sprzętu" powiedział z pogardą, jakby spluwał.
- Dlaczego nie?
- Bo ten rower kosztował 12 tysięcy!

Facet prychnął śmiechem, a ja razem z nim. Pedalarz burknął, ale już się nie odezwał, tylko krzywo patrzył.

O co mu chodziło?

pedalarze

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (178)

#88165

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Ja byłem piekielny, ale nie wytrzymałem.

Pojechaliśmy z kolegami na weekend, pochodzić po górach i popić. W małym miasteczku, w którym mieliśmy hotel, ludzie mieli wywalone na noszenie masek w sklepach i wszyscy, nawet sprzedawcy, chodzili bez.

Budzę się rano na lekkim kacu, suszy, głodny, na dworze gorąco, no to idę do sklepu po wodę i coś do jedzenia. Wchodzę i zorientowałem się, że nie mam maski, ale rozejrzałem się i wszyscy bez, więc spoko.

Był to niewielki sklep samoobsługowy. Chodzę, szukam czegoś do jedzenia, a tu zaczepia mnie jedna z pracownic, jako jedyna w masce i mówi:
- Proszę założyć maseczkę.
Uśmiecham się miło i mówię:
- Niestety, zapomniałem wziąć.
- To proszę wyjść.
Zignorowałem, odwróciłem się i idę dalej za zakupami. Jak zorientowała się, że nie wychodzę, to podchodzi do mnie znowu:
- Proszę założyć maseczkę albo wyjść.
Zignorowałem i rozkminiam jakiego energetyka kupić, przy okazji chłodząc się przy lodówce. Baba nie daje za wygraną:
- Proszę założyć maseczkę albo wyjść.
Chodząc po sklepie widziałem kilku innych kupujących bez masek, a ta przysrała się akurat do mnie... Spojrzałem na nią od niechcenia i rzuciłem:
- Proszę się odpie**olić.
Zrobiła kocią mordkę, ale polecenie wykonała. Przy kasie nikt mi żadnych problemów nie robił, a sama kasjerka była bez maski.

maski covid

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (236)
zarchiwizowany

#87999

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
Jestem alkoholikiem. No cóż, tak wyszło. Lubię pić, siedzę przy kompie, gram w gry i wypijam pół litra whisky co wieczór. Mam pracę zdalną z nienormowanym czasem, więc mogę sobie pozwolić. Tak więc jest jak jest.

Wiadomo, chciałbym wrócić do czasów kiedy wystarczyło mi wypić kilka piw przy weekendzie z kolegami, ale generalnie nie mam problemów z tym jaki jestem. Niestety problem mają wszyscy dookoła i co chwilę mówią mi, żebym przestał pić.

Tylko że ja nie chcę. Picie jest dla mnie ważną częścią życia. Wypicie butelki single malta daje mi radość i sprawia, że moje życie jest przyjemniejsze. Chcę przestać pić, ale nie kosztem tego, że moje życie będzie przez to smutniejsze.

Dlatego takie gadanie "jesteś alkoholikiem, przestań pić" mnie niezmiernie irytuje. Mógłbym nie pić albo pić mniej, ale nie chcę. Chcę mieć też coś z życia, a nie ciągły rygor.

alkoholizm

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 88 (180)

#87529

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Historia o utraconej miłości.

Było to dawno, ale dopiero teraz zebrałem się na to, by o tym opowiedzieć.

Byłem w związku z kobietą. Kochaliśmy się, a przynajmniej ja kochałem ją. Rozstaliśmy się z powodu pewnych różnic, nieistotne jakich. Uczucie z mojej strony jednak nie słabło, a jak spotkaliśmy się przypadkiem kolejny raz to poczułem, że chcę by było tak jak dawniej.

Spotykaliśmy się więc co jakiś czas, chodziliśmy do kina albo na jakieś imprezy, wyjeżdżaliśmy gdzieś, spędzaliśmy dużo czasu razem i wydawało mi się, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Wspominaliśmy dawne czasy, było naprawdę coraz lepiej. Wydawało mi się, że ona czuje to samo co ja i odnowienie naszej dawnej relacji jest tylko kwestią czasu.

Miłość miłością, ale jednak ludzkie potrzeby też są i bardzo wyraźnie manifestują swoje istnienie. Jednocześnie miałem koleżankę, z którą spotykałem się by zrzucić z krzyża. Od początku postawiłem sprawę jasno, ale ona po krótkim czasie zaczęła sobie za dużo wyobrażać. Chciała związku i twierdziła, że mnie kocha. Mówiłem jej, że to nonsens i nic z tego nie będzie, że nie chcę i nic do niej nie czuję i to się nie zmieni. Wydawało mi się, że to rozumie, a jako że dalej się ze mną spotykała, uznałem, że mimo tych niewielkich zastrzeżeń akceptuje ten układ i nie będzie świrować pawiana.

Pomyliłem się.

Któregoś dnia moja była-przyszła-niedoszła przestała się do mnie odzywać. Dopiero po kilku próbach kontaktu powiedziała mi, o co chodzi.
- Masz dziewczynę, to po co mi zawracasz głowę? - powiedziała przez telefon.
- Jaką dziewczynę?! - pytam.
No i w ten sposób dowiedziałem się, że koleżanka w jakiś sposób zdobyła jej numer telefonu (prawdopodobnie z mojego telefonu jak nie patrzyłem) i opowiedziała jej o naszym układzie.

Cała moja praca nad odzyskaniem utraconej miłości i wszystkie moje nadzieje poszły na marne.

Nieodwracalnie ją straciłem, podobnie jak zaufanie do kobiet...

miłość uczucia związek kobiety

Skomentuj (66) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 347 (403)

#86789

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Razem z bratem jesteśmy właścicielami domu, w którym mieszkaliśmy od dzieciństwa. Ja mieszkam tam nadal, a brat lata temu wyjechał. Na ogół nie interesuje tym co się dzieje w domu i z domem i jak sam twierdził, nie jest do niego przywiązany.

Podatek od nieruchomości, rachunki za wodę, prąd, śmieci, itd. płacę tylko ja, wszystko w domu robię ja, brat ma w to totalnie wbite, ale jak przychodzi do jakiegoś remontu albo większego zakupu to zawsze chce decydować co i jak ma być zrobione.

Wymieniałem meble na nowe, brat się pojawił i zaczął rządzić. Próbował mi dyktować jakie mam wybrać meble do domu, w którym nie mieszka i za który nie płaci. Oczywiście do mebli też nie zamierzał się dorzucić.

Robiłem remont. Brat przyszedł i wielce chciał nadzorować i poprawiać, mówić co i jak ma być zrobione, bo on ma do tego prawo. W domu, w którym od lat nie mieszka i jak deklaruje nie zamierza wracać, a jedyne co go z domem łączy to papierek. Oczywiście za remont w 100% zapłaciłem ja.

Tak też niemieszkający ze mną brat wywiera istotny wpływ na każdą decyzję dotyczącą domu, który jest w stu procentach na moim utrzymaniu i które to decyzje są realizowane wyłącznie za moje pieniądze. Z efektami tych decyzji, na które wpływa brat, muszę sobie radzić tylko ja, bo brat mieszka gdzie indziej. Wszystko w majestacie prawa.

Mój brat, którego wymyśliłem na potrzeby tej historii jest alegorią Polaków, którzy mieszkają na stałe za granicą, tam pracują, tam płacą podatki, a chcą głosować w wyborach w Polsce, czyli w kraju, z którym jedyne co ich łączy to posiadanie obywatelstwa. Z efektami ich wyborów musimy sobie radzić tylko my, bo oni mieszkają za granicą i mają to gdzieś.

wybory

Skomentuj (170) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (336)

#86071

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jak dałem się wydymać lekarzom-naciągaczom z prywatnej kliniki.

Słowem wstępu, przez kilka lat mieszkałem w Anglii i mieszkałem sam. Poznałem kobietę, wróciliśmy do Polski, zamieszkaliśmy razem i wtedy moja kobieta odkryła, że jak śpię to się duszę. W skrócie - bezdechy nocne spowodowane ogromnie przerośniętymi migdałkami. Mieszkając samemu tego nie zauważyłem, dlatego rozwinęło się do tego stopnia.

Udałem się więc do laryngologa prywatnie, wybrałem takiego co był najbliżej. Myślałem, że po prostu da mi skierowanie do szpitala na usunięcie migdałków, ale nie. Zaczął mnie straszyć, że jak usunę to mogę mieć poważne problemy ze zdrowiem, choroby układu oddechowego i bardzo osłabioną odporność, że usuwanie to medyczne średniowiecze, że już tak się nie robi i w ogóle. Jednocześnie polecił mi klinikę, w której leczą bezdechy. Wizyta trwała 5 minut, pan lekarz (jak podejrzewam, naganiacz kierujący pacjentów do kliniki swoich kolegów) skasował 150 zł za polecenie mi kliniki swoich kolegów.

Udałem się do kliniki. Całe wnętrze oklejone dyplomami jakichś amerykańskich klinik i chyba też uczelni, jakie otrzymał tamtejszy główny lekarz, sugerujące, że on jak i jego klinika to światowy autorytet w dziedzinie laryngologii. Nie znam się, więc nie przeczę. Za wizytę 150 zł. Najpierw lekarka powtórzyła to samo co naganiacz, że broń boże nie wycinać. Potem powiedziała, że trzeba zrobić badanie nocne, które polega na założeniu na rękę urządzenia, które sprawdza czy podczas snu dochodzi do spadków ilości tlenu we krwi, co potwierdza lub wyklucza występowanie bezdechów. Nie wiem po co, skoro według słów mojej kobiety w nocy chrapałem jak niedźwiedź i się dusiłem przez sen, ale wtedy jakoś nie przyszło mi to do głowy i dałem się naciągnąć. Koszt badania - 200 zł. Po badaniu wizyta, kolejne 150 zł. Tu mała dygresja - po powrocie z Anglii miałem dużo pieniędzy i jakoś nie liczyłem się z tymi kosztami, chciałem mieć spokój z tymi bezdechami. Poza tym zapomniałem jakie są polskie realia. Po wizycie i analizie wyników badania, Sherlock Holmes laryngologii potwierdził, że faktycznie występują bezdechy. Następnie wysłał mnie na badanie endoskopowe... nosa, czy przegroda nie jest krzywa, bo to może powodować bezdechy. Dodam, że na żadnej z wizyt nawet nie zajrzeli mi do gardła na te nieszczęsne migdałki. Całkowicie je ignorowali, podobnie jak moje prośby. Zrobiłem to badanie nosa, 250 zł i stwierdzili, że przegroda jest prosta, tylko małżowiny nosowe za wąskie i trzeba je poszerzyć, bo to przez nos chrapię i się duszę, a nie przez migdałki. Robione jest to innowacyjną technologią radiową i kosztuje 2000 zł.

Tego było już dla mnie za wiele. Chciałem wyciąć migdałki, wyłożyłem już 700 zł i nic z tego nie mam. Poszukałem innej kliniki. Zwykłej, która zajmuje się chirurgią i ma laryngologa. Umówiłem się na wizytę, standardowo 150 zł, lekarz zajrzał do gardła i stwierdził, że trzeba ciąć, bo są ogromnie przerośnięte i nie spełniają swojej funkcji, tylko przeszkadzają. Ustaliliśmy z kliniką koszt, 3500 zł wraz z plastyką podniebienia żeby nie chrapać i w cenie dwie wizyty kontrolne po zabiegu. Termin za tydzień, jak tylko zrobię potrzebne badania przed zabiegiem w znieczuleniu ogólnym. Prywatny szpital, poważne podejście, godne traktowanie, no pełen luksus. Wyszedłem dzień po operacji, obyło się bez powikłań i zagoiło się pięknie. Było to 4 lata temu i póki co żadnych chorób ani negatywnych efektów.

Niemniej jednak 700 zł poszło się... wiecie co. Zastanawiam się jeszcze by ze mnie wydoili, gdybym nie zrezygnował z ich kliniki.

lekarze

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (120)