Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Daro7777

Zamieszcza historie od: 17 lipca 2016 - 18:48
Ostatnio: 18 października 2021 - 7:58
  • Historii na głównej: 6 z 6
  • Punktów za historie: 991
  • Komentarzy: 277
  • Punktów za komentarze: 2348
 
zarchiwizowany

#86007

Konto usunięte ·
| było | Do ulubionych
W związku z moją ostatnią historią #85987 i dość napastliwym komentarzem użytkownika Euferyt postanowiłam wyjaśnić kilka kwestii, ponieważ z odpowiedzi na jego pytania w komentarzu wyjdzie cały elaborat.

1) Na dyżurze najczęściej są dwie salowe, pracujące w systemie 12 godzinnym. Ich obowiązkiem jest nie tylko przygotowywanie posiłków ( przygotowują tylko śniadania i kolacje - obiady są zamawiane). Panie zajmują się również pralnią i innymi pomniejszymi obowiązkami. Nie zmuszają nikogo do zbierania śmieci i nie wysługują się nikim. Zwykle po zakończeniu mszy, która jest odprawiana o 15:00, któraś z pań pytała "Beatko czy mogłabym poprosić o zebranie śmieci?". Żadnych rozkazów czy zmuszania, nic na siłę.

2) Nie mam kija gdzie plecy kończą swą szanowną nazwę. Sytuacja, w której Beatka słownie poniżała odpracowującą rozgrywała się na moich oczach. Było to świeżo po zwiezieniu brudnych naczyń w porze kolacji. Dziewczyna, która miała umyć naczynia, wyparzyć je i odłożyć na specjalny wózek, została obwarczana, że na pewno nie będzie umiała tego zrobić i ma się trzymać od zmywalni z daleka, bo jest tępą tapeciarą (!). Ze mną Beatka nie zaczyna, bo wie, że nie wygra - raz, że nie daję się sprowokować, dwa, olewam jej dziamgolenia.

3) Beatka nosi swoją torebkę niemalże 24/7 przy sobie. Tamtego dnia odstawiła ją na chwilę w kąciku telewizyjnym i poszła do toalety. Po powrocie zrobiła regularną jazdę, że któraś z odpracowujących dziewczyn zwinęła jej dowód. Gdy dowód znalazł się zawinięty w podszewkę torby, oskarżana nie usłyszała nawet głupiego "przepraszam". Poza tym, na prace społeczne ludzie trafiają czasem za totalne głupoty - niezapłacona grzywna za jakieś drobne wykroczenie, etc, więc to nie jest tak, że są tu same zakapiorki.

4) Byłam tego świadkiem. Jedna z pań salowych zażartowała, że przełoży Beatkę przez kolano za jakieś tam pyskowanie, a kilka dni później Beatka rozpowiadała, że salowa groziła jej że jej da oklep.

5) Słyszałam na własne uszy jak Beata mówi o niektórych pensjonariuszach za ich plecami i bezpośrednio do nich. Niedawno pyskowała też starszemu panu, mężowi jednej z pensjonariuszek.

Ta kobieta ma 45 lat, a zachowuje się jak dziecko w przedszkolu, jest chronicznie zazdrosna o innych. Nie wiem, może czuje się pokrzywdzona przez los z racji swojej niepełnosprawności - w dzieciństwie miała pewien wypadek.

Ostatnio ( wczoraj i dzisiaj) po prostu zaczęła nas wszystkich unikać - przychodząc do hospicjum nie odzywa się do nikogo, odgrzewa sobie obiad przyniesiony z domu i znika gdzieś w jakimś ciemnym kącie.

Myślę iż jej czas "wolontariuszowania" jest już policzony, bo wiem, że ksiądz przełożony podejmie stanowcze kroki w jej sprawie.

Hospicjum Oksywie

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 22 (68)

#84722

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję sobie na budowie na terenie zamkniętym.
Ostatnia historia o gościu z popękanym dowodem zaowocowała moim bieganiem przez prawie godzinę po wszystkich świętych Instytucji, która używa terenu na którym pracujemy. W wyniku tego mój Szef się... poirytował.

Okazało się, że to była bardzo kluczowa godzina kiedy coś potrzebował się ode mnie dowiedzieć, a nie mógł, co spowodowało u niego... pewne napięcie emocjonalne.
Kiedy ta fala uderzeniowa irytacji przeszła, co usłyszało chyba pół budowy, Szef uznał, że jest to problem głównie systemu w jakim wydawane są przepustki. I że nie będę ich teraz robić na bieżąco, tylko na zaś.
Tzn. dostanę listę pracowników, ich numery dowodów, zdjęcia i będę wyrabiać im przepustki wcześniej.

(Nie żeby tak można było od samego początku i żebym nie mówiła, że tak będzie mi łatwiej...)

(...i nie żebym o to nie prosiła każdego po kolei szefa brygady, a i tak zawsze przyjechali na żywioł i trzeba im było wydawać na bieżąco...)

W każdym razie Szef zarządził. Dostałam więc na maila ładny spis pracowników z numerami dowodów i zdjęciami, którym miałam wyrobić przepustki na dzień następny. Co też zrobiłam. Cała szczęśliwa podałam je do bazy przez kierowcę, żeby sobie na następny dzień pracownicy mogli wejść bez najmniejszej mojej interwencji.

Następnego dnia stoję sobie obok rusztowania i patrzę jak budynek rośnie, gdy przychodzi jeden z moich chłopaków i mówi:
-Kierowniczko, problem je na bromie.
Z rusztowania gdzieś na wysokościach rozległ się pełen mściwej satysfakcji rechot.
Ech...
Ponieważ cały ten system przepustek wychrzania się na pracownikach w bardzo dziwnych i trudnych do przewidzenia miejscach, postanowiłam nie zgadywać, tylko spytałam się w czym problem.
-Mówio, że oni niepodobni.
Im bliżej byłam bramy, tym bardziej widać było sedno problemu.

Otóż na bramie stało pięciu pracowników koło sześćdziesiątki.
-Oni mówio, że to nie jo - poskarżył się od razu jeden z panów.
Patrzę na przepustkę - zawadiaka w kwiecie wieku, z czarnymi puklami włosów opadającymi na ramiona i złotym kolczykiem na odsłoniętym do zdjęcia uchu.
Patrzę w naturze: łysy facet w okularach 30 kilo i lat później.
I tak każdy jeden.

No tak. Kazałam wysłać zdjęcia. Nie powiedziałam, że aktualne. To mi ich kadrowa wysłała te z podań o pracę. Z lat 90.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (227)

#76058

(PW) ·
| Do ulubionych
Kolejna historia randkowa, tym razem krótka, a trochę śmieszna.

Ważne: mam imię trochę kojarzące się ze wschodem (nic jednoznacznego jak Nadieżda czy Oksana, raczej z zestawu Nadia, Olga czy Lena). Co jakiś czas trafiają się mi wiadomości jak dzisiejsza:

"Wracaj na Ukrainę!"

"Wyp... z Polski, ty ruska (wstaw jakiś obraźliwy epitet)".

I ja się zastanawiam - odpisywać im, że nigdy nawet na Ukrainie nie byłam, czy wystarczy, że poradzę wszystkim obcokrajowcom, aby znaleźli sobie jakieś milsze miejsce do życia, bo skoro mi się obrywa za "nieprawilne" imię, to nie chcę nawet myśleć, co mają prawdziwe Ukrainki...

adult

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 221 (281)
zarchiwizowany
Zostałam postawiona w bardzo przykrej sytuacji i musiałąm na szybko szukać pracy. Poprzedni pracodawca poinformował mnie, że ze względu na wprowadzenie niedziel niehandlowych muszą zredukować etaty. Zrobił to dokładnie na 4 godziny przed zakończeniem mojego okresu próbnego... No więc biegam, szukam, piszę, dzwonię... jest! Praca w drukarni na stanowisku pomocnika drukarza (składanie tzw "zeszytów", zszywanie, układanie, wyrywanie kartonów na różne produkty itp). Ogólnie szeroka gama zadań do ogarnięcia. Zatrudnienie przez agencję na umowę zlecenie, stawka godzinowa a nie akord. No więc staram się szybko uczyć, szybko pracować i dokładnie sprawdzać czy wszystko jest w porządku. Mija tydzień (dokładnie 6 dni roboczych). Dostaję smsa od agencji, że drukarnia kończy ze mną współpracę "z dniem dzisiejszym", ze względu na to, że nie wyrabiam norm. A więc znowu zostaję z dnia na dzień na lodzie... W mojej głowie rodzą się dwa pytania:

1. Jakiej normy nie wyrabiam, skoro mam stawkę godzinową a nie akord, więc o żadnych normach nie było mowy?

2. Czy tydzień to aby nie za krótko, żeby wymagać od kogoś ogarnięcia tak dużej ilości różnych zadan? Biorąc pod uwagę to, że większości z nich nawet nie miałam okazji wykonać ani razu, tyle ich jest...

Z tymi pytaniami udałam się do kadrowej. Kadrowa stwierdziła, że "faktycznie, pracuje tu Pani tylko tydzień. Proszę przyjść po pracy, wyjaśni Pani sobie tą sytuację z kierowniczką". Przychodzę po pracy i okazuje się, że... kierowniczka jest na urlopie! Jeszcze 3 godziny wcześniej nie była... Kadrowa próbuje mi pokrętnie wytłumaczyć, że norma to jest w tym przypadku nadążanie za grupą, bo ta praca ma taki charakter, że wykonania zadania przez jedną osobę jest zależne od wykonania zadania przez inne osoby. Tak się składa, że ja w ciągu tych 6 dni roboczych znalazłam się w takiej sytuacji tylko raz, a nawet wtedy moje tempo pracy nie blokowało wcale pracy innych koleżanek... Dodam jeszcze, że w momencie zwolnienia mnie skończyło się im dużo zleceń i po prostu nie potrzebowali tylu pracowników. I jeszcze fakt, że razem ze mną zwolniono wszystkie osoby zatrudnione przez agencję... Wniosek? Zamiast podać prawdziwą przyczynę zwolnienia pracownika, lepiej zmieszać go z błotem i liczyć na to, że pokornie przyjmie do wiadomości że jest beznadziejny i nie będzie się wykłócał. A jeśli się wykłóca, to należy się posłużyć kadrową, niech ona świeci oczami... Polska kultura pracy...

Przepraszam że zagmatwałam, ale jestem dalej pod wpływem silnych emocji...

P.S. Od razu dodam, że w historii nie chodzi o to, że pracodawca zrezygnował ze współpracy. Miał prawo, umowa zlecenie się tym charakteryzuje, że pracodawca może zrezygnować ze współpracy w każdej chwili. Ale chodzi o to, że ewidentnie nakłamał na temat powodu rezygnacji, zrzucając winę na mnie. Po prostu lepiej zmieszać pracownika z błotem, niż podać prawdziwą - w pełni zrozumiałą przyczynę...

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 39 (89)
zarchiwizowany

#79842

~FCCK ·
| było | Do ulubionych
Taka tam historia miłosna.

Kiedyś byłem z kobietą, którą kochałem. Niestety rozstaliśmy się, ale po ponad roku, gdy uczucie z mojej strony nie mijało, postanowiłem spróbować odbudować relację. Szło całkiem nieźle, chociaż powoli i momentami opornie, ale konsekwentnie do przodu. Dogadywaliśmy się, śmialiśmy razem, wspominaliśmy dawne czasy i było coraz lepiej. W dalszej części tej historii, nazwę ją A.

W międzyczasie, doraźnie, w celu regulacji ciśnienia w nasieniowodach, spotykałem się z poznaną w internecie panną, która była jak zupka chińska - szybka, łatwa i dobra. Wystarczyło po nią podjechać, a potem ją odwieźć. W dalszej części nazwę ją S.

Jak to czasem bywa z takimi pustymi panienkami, S wyobraziła i wmówiła sobie, że jesteśmy w związku.
- Chyba Radzieckim - odpowiadałem ironicznie, a ona robiła wtedy dziwną minę. Prawdopodobnie dlatego, że nie wiedziała czym był Związek Radziecki. S absolutnie nie była materiałem do jakiegokolwiek związku, ponieważ ten należy budować na zaufaniu, a jak tu ufać lasce, która uprawia seks na pierwszym spotkaniu z facetem poznanym w internecie? No właśnie.

Wracając jednak Do A...

W hierarchii A wciąż byłem gdzieś w dolnej połowie tabeli, więc zdarzało się, że jak umówiliśmy się na spotkanie, to ona odwoływała salwując się jakąś słabą wymówką. W takich sytuacjach dzwoniłem do S, by zrzucić nieco z krzyża i odreagować.

Tak też było tego feralnego dnia. Byłem umówiony z A, a później z kumplami na piwo. Niestety A napisała smsa, że nie da rady, bo jej kot jest chory, czy coś takiego. No to ja dzwonię do S i standardowa procedura. Po wszystkim siedzimy u mnie, ja kombinuję jak się tu jej w miarę szybko i sprawnie pozbyć, a tu dzwoni telefon. Miałem wtedy już mocno wysłużony telefon, w którym zepsuł się głośnik i słyszałem rozmówcę tylko gdy przełączyłem na głośnomówiący. Odbieram, to kumpel:
- Siema. Co robisz?
- No jeszcze siedzimy u mnie.
- Jesteś z A?
Ja pier...
- Nie.
- Jesteś z tą drugą!
Po raz drugi ja pier... Dokończyłem rozmowę i patrzę na S, a jej demoniczne spojrzenie żąda wyjaśnień. Trochę się nagimnastykowałem i stanęło na tym, że w geście rozpaczliwej próby ratowania swojej opcji awaryjnej, musiałem jej odpowiedzieć twierdząco na pytanie, czy jesteśmy w związku. To ją nieco uspokoiło, a po kilkunastu minutach atmosfera na nowo stała się normalna. S w pewnej chwili chciała, żebyśmy zrobili sobie wspólne zdjęcie, na co się zgodziłem. Potem odwiozłem ją do domu i reszta dnia minęła normalnie.

Nazajutrz, przy próbie kontaktu z A, napotkałem niespodziewany opór. Po kilku próbach dostałem odpowiedź:
- Skoro jesteś szczęśliwy z dziewczyną, to nie będę wam przeszkadzać.
Momentalnie połączyłem fakty. Loguję się na facebooka, którego wtedy jeszcze miałem i widzę, że S wrzuciła zdjęcie i oznaczyła mnie. Pięknie... Wszystkie starania by odzyskać A - jak krew w piach.

Było mi szkoda, naprawdę szkoda...

miłość związek kobiety

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -17 (17)

1