Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Doska

Zamieszcza historie od: 11 czerwca 2018 - 17:51
Ostatnio: 12 września 2018 - 17:42
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 728
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: 18
 

#83033

(PW) ·
| Do ulubionych
Nareszcie ukończyliśmy budowę własnego domu i w pełni się do niego przeprowadziliśmy.

W związku z tym, że mamy teraz większy ogród i, z pewnych względów, więcej czasu, postanowiliśmy kupić szczeniaka. Teraz biega sobie po podwórku i szczeka na wszystko za bramą. Poza tym mamy też starszego psa, Aleksa, który z powodu wieku woli sobie w spokoju leżeć w chłodnym domu. Oba psy z dużych ras. Starszy z natury spokojny, ale gdy coś się dzieje, musi skontrolować i ewentualnie zareagować.

Wczoraj po południu siedzieliśmy sobie na tarasie z tyłu domu. Maks szczekał gdzieś na podwórku. Potem zaczął szczekać jakiś inny pies, po głosie raczej też szczeniak. No ok, może ktoś przechodził i psy zaczęły "gadać". Ale. Potem doszły jeszcze ludzkie śmiechy i gadanie. Wysłałam męża, żeby sprawdził, co się dzieje, wtedy do tego doszedł krzyk mojego męża.

Jakieś dwie kretynki, na oko 16 lat, zobaczyły naszego szczeniaka, a że szły też z młodym pieskiem, postanowiły sobie wejść, żeby psy się pobawiły (furtkę mamy zamykaną na haczyk, bo czekamy, aż zamontują nam tam zamek elektryczny). Potem zaczęły bezczelnie kłócić się, że co nam szkodzi, że wejdą sobie, żeby psy się pobawiły. Ale to wszystko skutecznie zakończyło pojawienie się starszego psa, który od razu zaczął warczeć na ich szczeniaka.

Na koniec usłyszeliśmy, że jesteśmy nienormalni, żeby takiego psa mordercę trzymać w domu. Dodam tylko, że Aleks po prostu wyszedł z domu i zaczął warczeć, nawet nie podszedł blisko.

No k***a, nawet nie wiem, jak to skomentować... Wejdź na czyjąś posesję, kłoć się, że każe ci wyjść...

Ja pie***lę.

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 224 (244)

#82489

(PW) ·
| Do ulubionych
Mam ostatnio trochę wolnego i znalazłam chwilę, żeby opisać kolejną, tym razem mniejszą historię o piekielnej kuzynce K.

Działo się to, gdy mieszkałyśmy w tym samym mieście, parę lat temu. Nasze dzieciaki to były małe brzdące. Tak się złożyło, że postanowiłyśmy pójść razem do jakiegoś zoo, czy innej podobnej atrakcji. Nie pamiętam dokładnie, co to było, ale nie ma to dużego znaczenia.

Ważne, że można było kupić bilety na miejscu lub online, jeśli kupiło się online, były tańsze. Wydaje mi się, że było to jakieś 5 zł na jednym bilecie. I, co ważne, bilet trzeba było wydrukować samemu w domu.

Tak wyszło, że miałam kupić bilety online rano przed wyjazdem i je wydrukować (K nie miała drukarki), a ona odda mi kasę. Niestety stała się rzecz straszna i od rana nie miałam prądu. Mówi się trudno, kupimy w kasie.

Gdy się spotkałyśmy, powiedziałam jej o tym, przyjęła do wiadomości i chwilę podumała. I wydumała, że w sumie to powinnam oddać jej te 10 zł (ona potrzebowała 2 bilety). Powiedziałam, że przecież może jeszcze kupić bilety na własną rękę i wydrukować u sąsiadki. Co na to kochana kuzynka? "Przecież nie będę naciągać innych na takie koszta!"

Poszłyśmy po bilety na autobus, kupiłam sobie i moim dzieciakom? K pyta, czy jej też wzięłam, ja na to, że nie, K: "No wiesz co, w takiej sytuacji powinnaś nam kupić bilety".

Poszłyśmy na obiad. Dla świętego spokoju kupiłam wszystkim dzieciakom po lodzie na deser, K nie chciała. Ale, gdy odeszłyśmy od budki z lodami, K: "Ale wiesz, mi też się coś należy za tę stratę".

I dostała. Figę i urwany kontakt na kilka następnych lat. W tym czasie ja zdążyłam się wyprowadzić. To była ostatnia historia przed tą pierwszą, którą napisałam. Myślałyśmy z siostrą, że K zmieniła się chociaż trochę, ale niestety...

Cytaty K nie są dosłowne, bo było to tak dawno, że nie pamiętam, co dosłownie powiedziała, ale sens zachowałam.

Jak będę miała kolejną wolną chwilę, to postaram się opisać więcej historii o K, bo jest ich sporo.

Dla wyjaśnienia: K była jedyną osobą, którą znałam w tym mieście, więc postanowiłyśmy iść razem. Poza tym, była moją kuzynką i lubiłam spędzać z nią czas. Miałyśmy sporo wspólnych tematów, a nasze dzieciaki fajnie się razem bawiły. Chyba, że temat schodził na pieniądze, wtedy były sytuacje, jak ta wyżej, jednak było ich na tyle dużo, że przeważyły nad miłymi chwilami spędzonymi razem i wolałam urwać kontakt, niż na każdym naszym spotkaniu słuchać o pieniądzach.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (134)

#82408

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja poprzednia historia (http://piekielni.pl/82386) już doczekała się kontynuacji.

W skrócie:
Mamy z siostrą (S) układ, że w dłuższe wolne raz ona przyjeżdża do mnie ze swoją rodzinką, a raz my jedziemy do niej. Ja mieszkam nad morzem, a S w górach. Ten, kto przyjeżdża płaci za jedzenie, a domownik za paliwo, gdy jeździmy po różnych atrakcjach, jeździmy jednym ośmioosobowym autem. Ostatnio, gdy S przyjeżdżała do mnie, wkręciła się w to nasza kuzynka (K), psując cały układ.

K pytała, kiedy jadę do S, bo teraz wypada moja kolej. Nauczona poprzednią historią, na początku wkręciłam jej, że niestety nie ma miejsca, bo jedziemy mniejszym samochodem.

Pomogło na kilka dni, ale ogarnęła, że może jechać pociągiem. Aż dziwne, że sama postanowiła za to zapłacić. Przemilczałam to przez kilka dni, ale w końcu, po przeczytaniu komentarzy pod poprzednią historią, zebrałam się na odwagę, żeby wprost jej powiedzieć, że nie zamierzamy spędzać z nią wakacji.

Połączyłyśmy się z S na wideokonferencji i zadzwoniłyśmy do K, muszę przyznać, że sama trochę bałam się to zrobić. Od razu powiedziałyśmy jej wprost, że nie będziemy spędzać wakacji we 3.

Zaczęła awanturę, bo przecież już powiedziała dziecku, że pojedzie w góry i pochwaliła się wszystkim znajomym. Przecież tyle kasy się dołożyła do tego wyjazdu (czytaj raz kupiła wszystkim po lodzie za to). Oczywiście nikt jej nie pytał, czy chce jechać. Za pierwszym razem się zapytała, a my się zgodziłyśmy. Za drugim razem oznajmiła, że też jedzie do S w góry.

Jakąś godzinę po tym zadzwoniła do mnie mama, że K dzwoni po rodzinie, opowiadając, co jej zrobiłyśmy, oczywiście przekręcając wszystko na swoją stronę. Mama powiedziała, że bardzo dobrze zrobiłyśmy, bo jej siostra, mama K, jest dokładnie taka sama.

Trzeba dodać, że od tamtej pory dostałyśmy z S kilka telefonów od naszej rodziny ze strony mamy, że bardzo dobrze zrobiłyśmy, i że nie wierzą w wersję K, nie warto marnować takiego układu dla kogoś takiego jak ona.

Muszę też zaznaczyć, że z tą rodziną utrzymujemy kontakt głownie w zakresie życzeń na święta i urodziny, więc tak naprawdę dobrze nie znamy większości osób. Na wzięcie K na ostatnią majówkę zgodziłyśmy się dlatego, że jako dzieci lubiłyśmy się razem bawić, nie wiedziałyśmy, jaka jest tak naprawdę.

Chciałam też podziękować za wszystkie komentarze pod ostatnią historią, dzięki którym zebrałam się na odwagę, żeby to zrobić. :)

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 200 (210)

#82386

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam w dużym mieście nad morzem, dużo atrakcji dla dzieci i dorosłych. Moja siostra (S) mieszka w podobnym mieście, tyle że w górach. Mamy po dwójce dzieci w tym samym wieku i bardzo często, gdy jest jakieś dłuższe wolne, odwiedzamy się. Dzieciaki mają się z kim bawić i w obu miastach można zabrać je w ciekawe miejsca.

Mamy swoją zasadę, że, jadąc do siebie nawzajem, kupujmy jedzenie dla wszystkich i gotujemy. Wiecie, nie płacimy wtedy za prąd, wodę, to chociaż tak sobie odpłacamy.

Kolejną zasadą jest, że będąc u mnie, ja wszędzie nas wożę, a będąc w górach, siostra. Wiadomo, za paliwo nie wołamy.

No i było tak pięknie już od kilku lat. W tym, niestety, to się zmieniło.

Nie wiemy, jak, ale chyba od naszej mamy, kuzynka (K) dowiedziała się o naszych wyjazdach i w ostatnią majówkę (akurat siostra przyjeżdżała do mnie), postanowiła dołączyć. K mieszka w centrum Polski, więc umówiły się, że S, jadąc do mnie, ją zabierze. K też ma dziecko, wiecie, myślałyśmy, że im nas więcej, tym weselej. O my naiwne.

Przedstawiłyśmy K nasze zasady. Na tę o jedzeniu tylko krzywo się uśmiechnęła i coś bąknęła.

A potem zaczęły się różne mniejsze i większe "sytuacje".

Jedzenie:
Widzimy, że K coś gotuje. Zbliżała się pora obiadu, myślałyśmy, że w związku z naszymi zasadami, ugotuje dla wszystkich. Jednak nie. Dodatkowo zdziwiła się: "Cooo? To ja mam teraz gotować dla aż ośmiu osób? Myślałam, że żartowałyście z tym gotowaniem. Przecież to tyle roboty!”.
(Mąż S nie mógł przyjechać, a mój był akurat na wyjeździe, z którego nie opłacało mu się wracać na kilka dni na majówkę, tak to byłoby aż 10 osób). No ok. S ugotowała obiad dla nas. Następnego dnia S znowu robi obiad, tym razem pierwsza. Nauczona poprzednim dniem, nie zrobiła dla K. I rozkręciła się afera. "Przecież mówiłaś, że gotujemy dla wszystkich! Co my teraz zjemy? No i co z tego, że ja wczoraj nie ugotowałam dla was!".
Jakoś to wyjaśniłyśmy. Do końca pobytu S gotowała dla siebie i dla mnie, K dla siebie.

Zakupy:
K kupowała tylko dla siebie. Niby mogły z S złożyć się po połowie, ale nie chciała. Jeszcze byśmy z S to przeżyły, gdyby K nie zjadała sporej części tego, co kupiła S. To też załatwiłyśmy, ale za to spotkał nas jednodniowy foch ze strony K.

Paliwo:
Była umowa, ja płacę nad morzem. No to jeździłyśmy, a K z nami. Jeździłyśmy naprawdę sporo, K nawet nie zająknęła się co do zrzutki na paliwo, chociaż S często, trochę dla jaj, żeby zobaczyć reakcję K, zaczynała dyskusję na ten temat.

Atrakcje:
Chyba najgorsza część. Stały tekst typu: "No ja jestem w gościach, to mogłybyście za mnie zapłacić", wtedy po postu płaciłyśmy za siebie i wchodziłyśmy, a co K zrobi, to jej sprawa.

Na szczęście nadszedł koniec majówki i K wyjechała.

Piszę o tym teraz, bo przed chwilą dostałam sms-a od K, kiedy jadę do S w góry, bo chętnie się zabierze. To nawet nie było pytanie, tylko oznajmiła, że jak będę znała termin, mam jej dać znać.

Na szczęście, tym razem jadę z mężem, więc nie ma miejsc w samochodzie, a, znając K, sama nie wyda tyle kasy, żeby tam pojechać.

Dla wyjaśnienia, tam gdzie piszę ja/mnie, S lub K, chodzi też oczywiście o dzieci.

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (204)

1