Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

DziwnyCzlowiek

Zamieszcza historie od: 8 stycznia 2018 - 14:05
Ostatnio: 6 marca 2019 - 16:02
  • Historii na głównej: 4 z 5
  • Punktów za historie: 430
  • Komentarzy: 550
  • Punktów za komentarze: 831
 

#84151

(PW) ·
| Do ulubionych
Co ja widziałem w piąteczek! :D Uśmiałem się, nie powiem.

Połowa internetu leje z passata sąsiada i mam wrażenie, że słusznie.

Miejsce akcji: supermarket, a właściwie jego parking.

Przy „moim” Lidlu jest naprawdę duży parking. Ma 3 sektory i nigdy nie spotkałem się z tym, by brakowało miejsca. Panu w nowiutkim Volkswagenie Passacie (z wyglądu nowy) miejsca najwyraźniej zabrakło.

Jegomość elegancko ubrany, uczesany, z siwym włosem, więc nie małolat, stał sobie na ulicy obok wejścia głównego z włączonymi światłami awaryjnymi. W pierwszej chwili pomyślałem, że coś mu się zepsuło, ale szybko pozbawił mnie złudzeń. Jego żonka poszła na zakupy, a on w tym czasie postanowił umyć auto! Tutaj nadmienię, że z Lidlem sąsiaduje stacja, na której jest myjnia. Gość wyciągnął sobie „psikacz” do szyb, ściereczki itp. i pucuje passata…

Przypominam, że stał na ulicy pod wejściem do Lidla, w taki sposób, że wykluczył z ruchu cały jeden pas. Jak skończył pucować brykę, wskoczył do środka, zapiął pas i odjechał… No nie odjechał, bo przecież żonka na zakupach! Stał tam dalej jak łoś i wypatrywał żony.

Uprzedzę pytania, wolnych miejsc parkingowych było od groma, jak zwykle.

Mogłem zwrócić mu uwagę? Jasne! Tylko po co? :D Uśmiałem się i tyle.

Właścicielu passata, jeśli to czytasz, to wiedz, że pól Lidla miało z Ciebie polewę i dziękujemy za urozmaicenie nam zakupów.

1. Człowiek ze wsi wyjdzie, wieś z człowieka nigdy.
2. Światła awaryjne nie uprawniają nikogo, bez powodu, do postoju w miejscu, w którym postój jest zabroniony.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 70 (150)

#83991

(PW) ·
| Do ulubionych
Słucham sobie radia RMF Classic. Lubię tę stacje, grają dobrą muzykę i mają fajne programy.

Dziś jest dzień dla Tomka Mackiewicza i mam pewną refleksję. Nie chcę obrażać tego człowieka, zginął naprawdę tragicznie. Jednak trochę niepotrzebnie, nie sądzicie? Pchanie się bez odpowiedniego sprzętu na taką górę, w takich warunkach pogodowych nie jest najbardziej odpowiedzialne.

GOPR, nawet w ciągu sezonu letniego, ściąga z góry ludzi w trampkach, bo zwichnęli nogę. Zdarza się też, że ludzie nocą nie potrafią zejść z góry, bo nie mają latarek. Takich ludzi się potępia i nieładnie nazywa.

Dziś w radiu RMF Classic z Tomasza Mackiewicza robi się bohatera i wielkiego człowieka. Czy on nie zrobił dokładnie tego samego, co ludzie opisani wyżej? Jak dla mnie, to dokładnie to samo, albo i coś gorszego. Robienie z tego człowieka bohatera może sprawić, że ktoś zapragnie wziąć przykład z niego i pojawią się kolejne ofiary własnej nieodpowiedzialności.

Taka oto refleksja o piekielności radiowej.

Skomentuj (43) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (232)
zarchiwizowany
Mam dziś trochę czasu więc z rozpędu napiszę drugą historię.

Chodzi o reklamę, czegoś tam na katar, która ostatnio leci w telewizji.

Robiłem wczoraj coś w mieszkaniu, a żona oglądała telewizję. Do moich uszu dociera głos z reklamy „męski katar…” co? Kur… Jaki męski katar? To kobiety mają jakiś inny katar niż faceci?

Mówię do żony, czy nie uważa, że ta reklama jest bardzo nie w porządku w stosunku do facetów i takie uogólnienia to jawna dyskryminacja.

Jej odpowiedź? Naprawdę wielu facetów przeżywa strasznie nawet lekki katarek.

A mnie to, co obchodzi? Wszystkie kobiety mają okres co miesiąc i są wkurzające, to jest fakt. Jednak spróbuj o tym powiedzieć w reklamie! Np. tabletki na uspokojenie. – Damski okres? Weź „wyluzuj” nowy lek, który sprawi, że Twoja żona się ogarnie. Jestem pewny, że już wiecie co by się społecznie wydarzyło, gdyby wyemitowano reklamę leku „wyluzuj”.

Co według mnie jest jeszcze bardziej piekielne? To, że faceci mają to w czterech literach. Ktoś sobie gada o nas bzdury, ktoś robi z nas lebiegi, trudno niech sobie robi. A kobietą tylko rosną rogi i poczucie własnej zajebistości ukryte za nazwą „dyskryminacja”.

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (26)

#83262

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie o grupie kierowców pewnej marki samochodów.

Nie rozumiem, dlaczego tak się dzieje, ale 8 na 10 kierowców samochodów marki BMW, których spotykam na drogach, powoduje zagrożenie na drodze.

Istnienie kierunkowskazów to dla tych ludzi jakaś totalna fantastyka. Niby ktoś kiedyś mówił o istnieniu czegoś tam sygnalizującego zamiar skrętu, ale to bajki dla dzieci.

Historia właściwa działa się wczoraj w jednym z dużych miast centralnej Polski.

Wyjeżdżałem z centrum handlowego. Stoję na lewym pasie, z którego mogę skręcić w lewo lub jechać prosto. Na prawym pasie, który jest przeznaczony tylko do skrętu w prawo stoi czarne, lśniące, niemieckie auto. Zapala się zielone światło, ruszam spokojnie i kątem oka widzę, że samochód po prawej zachowuje się dziwnie. Nie skręcił w prawo, tylko leci prosto. Dobrze, że zamiast przyśpieszyć, zwolniłem, bo BMW wbiło z piskiem opon na wysepkę, a później odbiło w lewo oczywiście bez kierunku. Gdybym ruszył normalnie i przyśpieszył choć trochę, to wjechałbym mu w bok.

Nie rozumiem, dlaczego kierowca, stojąc na światłach, nie włączył kierunku i nie ustawił się do skrętu. Byłoby to wbrew przepisom, ok, ale zdarza się każdemu pomylić pasy i ktoś (prawdopodobnie nawet ja) by go wpuścił. Nawet jeśli nie to po prostu odczekałby te światła, tamując ruch. Ja natomiast w takiej sytuacji po prostu pojechałbym w prawo i zawrócił przy najbliższej okazji lub obrał inną trasę.

Sytuacje, w których BolidMłodzieżyWiejskiej nie używa kierunku, nie wpuszcza ludzi zmieniających pas, wykonuje jakieś dziwne niejasne manewry, widzę codziennie. Naprawdę takimi autami jeżdżą tylko ludzie bez mózgu?

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (131)

#82494

(PW) ·
| Do ulubionych
Cześć! Dziś trochę o piekielności naszego systemu i o pracownikach z Ukrainy.

Pracuje w zarządzie pewnej firmy. To produkcją czego firma się zajmuje nie jest istotne. Ważny jest tylko fakt, że potrzebujemy pracowników posiadających zdolności manualne, cierpliwość itp.

Od prawie roku mamy braki kadrowe, więc prowadzimy rekrutacje.
Trafiają się najróżniejsze przypadki. Pomijam fakt ludzi nieprzychodzących na umówione spotkania.

Zdarzyło nam się, że zatrudniona przez nas Pani już na drugi dzień przyszła pijana. Choć na rozmowie wszystko Było w porządku.

Moja ulubienica. Pani pracowała u nas przez 2 tygodnie. Od pierwszego dnia czas spóźnień owej Pani zwiększał się o godzinę. Aż pewnego dnia po prostu nie przyszła. Napisała smsa, że chciałaby przyjść po dokumenty, bo domyśla się, że nie chcemy jej dalej zatrudniać. Zadzwoniłem do Pani i zaprosiłem ją na rozmowę mówiąc, że jej los w naszej firmie nie jest przesądzony. Zapewniłem, że usiądziemy porozmawiamy i może jeszcze coś z tego będzie. Nie zgadniecie! Pani spóźniła się 2 godziny na umówioną rozmowę. Brak słów.

Historia właściwa- Na przestrzeni tego roku udało nam się zatrudnić kilku dobrych pracowników. W tym pewną młodą parę z Ukrainy. Radzą sobie świetnie, spełniają wszystkie wymagania i bardzo szybko stali się naprawdę wartościowymi pracownikami. Do tego są sympatyczni i naprawdę chcemy mieć ich w zespole.
Wszystko pięknie jednak nie jest tak kolorowo jak mogłoby się wydawać. Nie odpowiadam w firmie za formalną stronę zatrudniania obcokrajowców jednak wiem co się dzieje od współpracowników. Od samego początku jest problem natury prawnej z ich zatrudnieniem. Oni są ciągani po urzędach, ale również nasz oddelegowany pracownik jeździ i jest w stałym kontakcie telefonicznym z organem odpowiadającym za zatrudnienie osób zza granicy.

W zeszłym tygodniu wydawało nam się, że proces ich zatrudnienia dobiega końca. Trzeba było dopiąć tylko kilka formalności. I tu zaczęła się piekielność.

Okazuje się bowiem, że my nie możemy ich tak o sobie po prostu zatrudniać, nie!!! Polacy mają pierwszeństwo, i teraz nie wiem przez jak długi okres czasu urząd pracy będzie nam przysyłał ludzi, którzy mają zająć miejsce zaprzyjaźnionej i wyszkolonej już pary. Co więcej my nie możemy odmówić zatrudnienia ludziom przysłanym z UP. Jeśli przyślą nam Pana Janusza, który się nie sprawdzi w tym co tu robimy ale mu się spodoba i będzie chciał zostać. Mamy prawny obowiązek zwolnić pracownika z Ukrainy nawet, jeśli realnie jest lepszym pracownikiem.

Wielu z was może stwierdzić, że to super sprawa i tak powinno być. Mi osobiście się to nie podoba. Sam pracowałem za granicą przez 4 lata. Użyje argumentu podawanego zawsze przez naszych rodaków, gdy Anglicy czepiali się, że zabieramy im prace.
- Jeśli człowiek z innego kraju nie znający płynnie języka jest w stanie za te same pieniądze pracować lepiej od Ciebie to raczej z Tobą jest coś nie tak.

Jeśli przyślą nam człowieka, który będzie pracował dobrze chętnie go zatrudnimy. Jednak, wiele miesięcy staraliśmy się znaleźć Polskiego pracownika. Na wielu się zawiedliśmy.

Skomentuj (24) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 119 (151)

1