Profil użytkownika
Fahren ♂
| Zamieszcza historie od: | 19 listopada 2011 - 0:00 |
| Ostatnio: | 1 lutego 2026 - 9:06 |
| O sobie: |
"Mniej więcej", to są dwa palce w d**. Jeden mniej, drugi więcej. |
- Historii na głównej: 66 z 134
- Punktów za historie: 30438
- Komentarzy: 2604
- Punktów za komentarze: 18011
zarchiwizowany
Skomentuj
(13)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Matka do córki - "Czemu ty tego nie rozumiesz? przecież miałaś to w szkole, pisałaś w zeszycie, ta wiedza to są podstawy, każdy to wie"
Po czym tłumaczy zagadnienie czytając wikipedię.
Po czym tłumaczy zagadnienie czytając wikipedię.
Ocena:
6
(46)
Milion lat temu, budowa obwodnicy Poznania.
Dostałem przydział na ochronę tejże budowy. Okres przedświąteczny, zagraniczne Areczki myślami są już pod choinką, wystarczy ochroniarzom powiedzieć gdzie co jest, żeby wiedzieli, czego pilnować - i można jechać do świątecznego stołu.
Miejsce wygląda jak każda inna budowa na wygwizdowie - tam las, tu pole, gdzieś w oddali jakaś wieś, droga dojazdowa wytyczona śladami po gąsienicach koparki, kilka kontenerów i agregat na diesla, coby mieć prąd.
I jeden z kontenerów, za dnia robiący za szatnio-stołówkę, nocą stawał się przeciwwłamaniowym centrum operacyjnym . Niestety, pod nadzorem Janusza.
Janusz zapewne wziął ołówek, ubiegło miesięczną kartkę z kalendarza i sobie znanym sposobem wyliczył, że zapewnienie prądu poprzez tankowanie agregatu jest zbyt wysokim kosztem.
- "Szefie, zima jest, po -20 stopni co noc, a grzejnik w budzie elektryczny, to jak tak bez prądu?"
- Macie piecyk gazowy, nagrzejecie sobie. Ale nie rozkręcajcie ognia za bardzo, 11 kg butla ma wam starczyć na miesiąc
-"I przy tym piecyku mamy prowadzić dokumentację ze zmiany? Przecie się nie da, jakieś 16 godzin jest ciemno"
- Coś załatwię, dacie radę.
I załatwił. W pierwszej dekadzie XXI wieku ochroniarze prowadzili dokumentację przy lampie naftowej. Janusz w poważaniu miał konflikt Edisona i Tesli, jakby się nigdy nie urodzili, a tym bardziej nie prowadzili wojny o prąd stały lub zmienny. Zamienił kontener w chędożony wehikuł czasu, w którego wnętrzu skrywał się rok 1875.
Po protestach ochroniarzy, że to jest farsa a nie warunki pracy, Janusz ugiął się i zapewnił lepsze źródło światła. Świeczki. Bo świecą jaśniej, a są tańsze od nafty. Na pomysł zakupu paliwa do agregatu był oporny - chyba, że ochroniarze kupią własne i sami wleją. Ale jak coś popsują, na przykład zapowietrzając silnik - Janusz nie odpowiada
Jakoś między świętami a sylwestrem, jak już zapadł mrok, a świeczka była jedynym źródłem światła w promieniu jakichś dwóch kilometrów, usłyszałem chrzęst śniegu pod ciężkimi buciorami, dobiegający zza portalu między czasami. Wyjrzałem sprawdzić, co dzieje się w teraźniejszości i zobaczyłem dwóch chłopa, testujących zamki innych kontenerów. Przywitałem się z nieznajomymi serdecznym "Co jest kurła?", czym spłoszyłem Testerów.
Nawet nie próbowałem ich gonić, bo nawet gdybym któregoś złapał to miałem do wyboru kilka opcji dalszego postępowania:
1. Zaczekać kilka godzin do rana w budzie z Testerem, aż przyjdzie inny ochroniarz z naładowanym telefonem. Przecie z powodu braku prądu, mi telefon padł i nie miałem jak go naładować
2. Iść z Testerem na dwukilometrowy spacer z nadzieją, że ktoś we wsi otworzy mi w nocy i zadzwoni po policję
3. Zamknąć Testera w którymś kontenerze ze sprzętem i mieć nadzieję, że chłop ani nie ucieknie, ani nie zamarznie
I wszystko to ze świadomością, że jestem w pracy już 14, albo 16 godzinę bez ciepłego posiłku
Tak więc Testerzy sobie poszli, ja wróciłem do epoki przemysłowej, a nazajutrz zdałem relację drugiemu ochroniarzowi z nocnego zajścia i po naładowaniu telefonu- kierownikowi budowy. Temu zagranicznemu. Wraz z wytłumaczeniem, czemu to nie mogłem od razu zadzwonić po służby
Inba musiała wyjść straszna, Testerzy bawili się w mechaników i ogołocili część maszyn z "nikomu niepotrzebnych" przewodów hydraulicznych, paliwa, czy innych "dziwnych wiaderek, które ktoś niepotrzebnie przyczepił do koparki". Odmontowane części leżały sobie nieopodal, tak, jakby Testerzy przygotowali je sobie pod szybkie załadowanie na auto i wywózkę, więc w sumie nic nie zniknęło - ale dzień przestoju budowy na naprawę sprzętów swoje kosztował, potencjalne straty oszacowano na jakieś 50k zł, a i znaleźć majstra do poskładania i uzupełnienia płynów przed sylwestrem było zadaniem trudnym i kosztownym.
Janusz zapewne znów wziął ołówek i tą samą kartkę z kalendarza, po czym przeliczył, że za wysokość kary można kupić dość sporo diesla do agregatu, więc do samiuśkiego końca mieliśmy prąd, a nawet znalazł się budżet na dodatkowe lampy doświetlające plac.
Dostałem przydział na ochronę tejże budowy. Okres przedświąteczny, zagraniczne Areczki myślami są już pod choinką, wystarczy ochroniarzom powiedzieć gdzie co jest, żeby wiedzieli, czego pilnować - i można jechać do świątecznego stołu.
Miejsce wygląda jak każda inna budowa na wygwizdowie - tam las, tu pole, gdzieś w oddali jakaś wieś, droga dojazdowa wytyczona śladami po gąsienicach koparki, kilka kontenerów i agregat na diesla, coby mieć prąd.
I jeden z kontenerów, za dnia robiący za szatnio-stołówkę, nocą stawał się przeciwwłamaniowym centrum operacyjnym . Niestety, pod nadzorem Janusza.
Janusz zapewne wziął ołówek, ubiegło miesięczną kartkę z kalendarza i sobie znanym sposobem wyliczył, że zapewnienie prądu poprzez tankowanie agregatu jest zbyt wysokim kosztem.
- "Szefie, zima jest, po -20 stopni co noc, a grzejnik w budzie elektryczny, to jak tak bez prądu?"
- Macie piecyk gazowy, nagrzejecie sobie. Ale nie rozkręcajcie ognia za bardzo, 11 kg butla ma wam starczyć na miesiąc
-"I przy tym piecyku mamy prowadzić dokumentację ze zmiany? Przecie się nie da, jakieś 16 godzin jest ciemno"
- Coś załatwię, dacie radę.
I załatwił. W pierwszej dekadzie XXI wieku ochroniarze prowadzili dokumentację przy lampie naftowej. Janusz w poważaniu miał konflikt Edisona i Tesli, jakby się nigdy nie urodzili, a tym bardziej nie prowadzili wojny o prąd stały lub zmienny. Zamienił kontener w chędożony wehikuł czasu, w którego wnętrzu skrywał się rok 1875.
Po protestach ochroniarzy, że to jest farsa a nie warunki pracy, Janusz ugiął się i zapewnił lepsze źródło światła. Świeczki. Bo świecą jaśniej, a są tańsze od nafty. Na pomysł zakupu paliwa do agregatu był oporny - chyba, że ochroniarze kupią własne i sami wleją. Ale jak coś popsują, na przykład zapowietrzając silnik - Janusz nie odpowiada
Jakoś między świętami a sylwestrem, jak już zapadł mrok, a świeczka była jedynym źródłem światła w promieniu jakichś dwóch kilometrów, usłyszałem chrzęst śniegu pod ciężkimi buciorami, dobiegający zza portalu między czasami. Wyjrzałem sprawdzić, co dzieje się w teraźniejszości i zobaczyłem dwóch chłopa, testujących zamki innych kontenerów. Przywitałem się z nieznajomymi serdecznym "Co jest kurła?", czym spłoszyłem Testerów.
Nawet nie próbowałem ich gonić, bo nawet gdybym któregoś złapał to miałem do wyboru kilka opcji dalszego postępowania:
1. Zaczekać kilka godzin do rana w budzie z Testerem, aż przyjdzie inny ochroniarz z naładowanym telefonem. Przecie z powodu braku prądu, mi telefon padł i nie miałem jak go naładować
2. Iść z Testerem na dwukilometrowy spacer z nadzieją, że ktoś we wsi otworzy mi w nocy i zadzwoni po policję
3. Zamknąć Testera w którymś kontenerze ze sprzętem i mieć nadzieję, że chłop ani nie ucieknie, ani nie zamarznie
I wszystko to ze świadomością, że jestem w pracy już 14, albo 16 godzinę bez ciepłego posiłku
Tak więc Testerzy sobie poszli, ja wróciłem do epoki przemysłowej, a nazajutrz zdałem relację drugiemu ochroniarzowi z nocnego zajścia i po naładowaniu telefonu- kierownikowi budowy. Temu zagranicznemu. Wraz z wytłumaczeniem, czemu to nie mogłem od razu zadzwonić po służby
Inba musiała wyjść straszna, Testerzy bawili się w mechaników i ogołocili część maszyn z "nikomu niepotrzebnych" przewodów hydraulicznych, paliwa, czy innych "dziwnych wiaderek, które ktoś niepotrzebnie przyczepił do koparki". Odmontowane części leżały sobie nieopodal, tak, jakby Testerzy przygotowali je sobie pod szybkie załadowanie na auto i wywózkę, więc w sumie nic nie zniknęło - ale dzień przestoju budowy na naprawę sprzętów swoje kosztował, potencjalne straty oszacowano na jakieś 50k zł, a i znaleźć majstra do poskładania i uzupełnienia płynów przed sylwestrem było zadaniem trudnym i kosztownym.
Janusz zapewne znów wziął ołówek i tą samą kartkę z kalendarza, po czym przeliczył, że za wysokość kary można kupić dość sporo diesla do agregatu, więc do samiuśkiego końca mieliśmy prąd, a nawet znalazł się budżet na dodatkowe lampy doświetlające plac.
budowa ochrona
Ocena:
135
(137)
poczekalnia
Skomentuj
(27)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Walka z ZUSem - zakończenie.
Odbyła się rozprawa w sądzie. Stawiennictwo nieobowiązkowe, ale byliśmy.
Sędzia - "Widzę, że ma pani spore problemy ze słuchem, ale biegli orzekli, że może pani pracować, więc orzekam, że nie jest pani niepełnosprawna"
Odbyła się rozprawa w sądzie. Stawiennictwo nieobowiązkowe, ale byliśmy.
Sędzia - "Widzę, że ma pani spore problemy ze słuchem, ale biegli orzekli, że może pani pracować, więc orzekam, że nie jest pani niepełnosprawna"
Ocena:
26
(48)
poczekalnia
Skomentuj
(4)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Trafiłem zautomatyzowany hotel w Kownie - Kod do domofonu dostajesz na maila, drugi kod do skrzynki z kartą do drzwi dostajesz na maila po dotarciu na miejsce.
A nad ranem problem - wynajmująca inny pokój zostawiła kartę w pokoju idąc do (wspólnej) łazienki i... nie miała jak wrócić. Telefon również w pokoju, więc nie miała jak powiadomić kogoś zdalnie, a na miejscu nikogo. Tyle dobrze, że mnie dobudziła, to zadzwoniła z mojego
A nad ranem problem - wynajmująca inny pokój zostawiła kartę w pokoju idąc do (wspólnej) łazienki i... nie miała jak wrócić. Telefon również w pokoju, więc nie miała jak powiadomić kogoś zdalnie, a na miejscu nikogo. Tyle dobrze, że mnie dobudziła, to zadzwoniła z mojego
Litwa
Ocena:
29
(43)
Szukałem komputera diagnostycznego do auta. Na FB trafił się całkiem wypaśny, za - jak google podpowiedział - 1/5 ceny. Podejrzane, więc sprawdzam, czy czasem zdjęcia nie są komuś podprowadzone.
Nie były. Bo były w trzech innych ogłoszeniach, z tym samym opisem i ceną, z trzech różnych lokalizacjach. No to zgłaszam oszustwo na każdym z ogłoszeń.
FB po kilku chwilach odpisał, że wszystko jest ok. Tak że tego...
Nie były. Bo były w trzech innych ogłoszeniach, z tym samym opisem i ceną, z trzech różnych lokalizacjach. No to zgłaszam oszustwo na każdym z ogłoszeń.
FB po kilku chwilach odpisał, że wszystko jest ok. Tak że tego...
zgłoszenie oferta
Ocena:
109
(119)
W aptece:
- "Poproszę te okulary, a te chciałabym zareklamować"
- "Ma pani paragon?"
- "Przecież pani jeszcze mi go nie wydrukowała"
- "Ale na te, co pani reklamuje"
- "Gdzieś zgubiłam, ale co to za problem? Da mi pani paragon za te okulary i z tym paragonem pani przyjmie reklamację na tamte"
- "Poproszę te okulary, a te chciałabym zareklamować"
- "Ma pani paragon?"
- "Przecież pani jeszcze mi go nie wydrukowała"
- "Ale na te, co pani reklamuje"
- "Gdzieś zgubiłam, ale co to za problem? Da mi pani paragon za te okulary i z tym paragonem pani przyjmie reklamację na tamte"
apteka reklamacja
Ocena:
137
(149)
Jestem adminem na pewnej grupie na FB
Jedną z zasad jest zakaz handlu na grupie, oraz sprzedaży rzeczy otrzymanej z grupy.
Jedną z użytkowniczek przyłapaliśmy na próbie sprzedaży takiej rzeczy poza grupą. Poleciała na wyspę Ban. Odezwała się jednak, że "niczego przecież nie sprzedaje, ma drugi taki przedmiot, jak otrzymany z grupy i to ten drugi wystawiła". Poprosiłem o zdjęcie obu jednocześnie na dowód, iż faktycznie rzecz ma w dwóch egzemplarzach.
Przysłała. Dwa zdjęcia tej samej rzeczy sklejone w jedno, aby upozorować prawdziwość swojej wersji wydarzeń.
Ban został utrzymany
Jedną z zasad jest zakaz handlu na grupie, oraz sprzedaży rzeczy otrzymanej z grupy.
Jedną z użytkowniczek przyłapaliśmy na próbie sprzedaży takiej rzeczy poza grupą. Poleciała na wyspę Ban. Odezwała się jednak, że "niczego przecież nie sprzedaje, ma drugi taki przedmiot, jak otrzymany z grupy i to ten drugi wystawiła". Poprosiłem o zdjęcie obu jednocześnie na dowód, iż faktycznie rzecz ma w dwóch egzemplarzach.
Przysłała. Dwa zdjęcia tej samej rzeczy sklejone w jedno, aby upozorować prawdziwość swojej wersji wydarzeń.
Ban został utrzymany
ban grupa
Ocena:
136
(152)
Są historie o wiejskich samosądach. Co powiecie, na sądowy samosąd?
Czasy dawno temu, około 2002 rok. W pewnej niewielkiej miejscowości zaginęła kobieta - Żona, matka, ale jeszcze nie babka. Nie było żadnych śladów, by sama uciekła - ot, z dnia na dzień, nie zabrała żadnych rzeczy, nikomu nie mówiła, co chce zrobić. Ruszyły poszukiwania, z których wykluczono męża - miejscowi uznali, że kobitę zabił, ciało ukrył i mógłby mataczyć przy poszukiwaniach.
Przeczesanie okolicznego lasu nic nie dało. Rodzina kobiety zgłosiła się do "ktokolwiek widział..." - bez rezultatu. Zatrudnili nawet jasnowidza - ten zaś stwierdził, że kobieta rzeczywiście nie żyje, jest w Takim Lesie, ale dokładnej lokalizacji nie zna.
Przeczesywanie Takiego Lasu znów nic nie dało. Przeszukano również okoliczne łąki czy bagna.
W międzyczasie zaczęły działać służby - prokuratura, sąd i tak dalej. Na podstawie doniesień medialnych (bo mąż dementował plotki o zabójstwie z jego udziałem) orzeknięto, że mąż jednak jest winny, jak bardzo - zależy od ran na ciele żony, jak już ją znajdą, a że dzieci jeszcze niepełnoletnie - do rodzin zastępczych.
Po kilku miesiącach żonę znaleziono. Około 80 kilometrów od Takiego Lasu. Żywą, całą i zdrową. Chciała rozpocząć nowe życie z innym facetem.
Ale co się zadziało, to się nie oddzieje, mąż przesiedział w areszcie kilka miesięcy za niewinność, odebranych dzieci już nie odzyskał, pracę przez nieobecność (i opinię żonobójcy) stracił.
A sąd sądzi...
Czasy dawno temu, około 2002 rok. W pewnej niewielkiej miejscowości zaginęła kobieta - Żona, matka, ale jeszcze nie babka. Nie było żadnych śladów, by sama uciekła - ot, z dnia na dzień, nie zabrała żadnych rzeczy, nikomu nie mówiła, co chce zrobić. Ruszyły poszukiwania, z których wykluczono męża - miejscowi uznali, że kobitę zabił, ciało ukrył i mógłby mataczyć przy poszukiwaniach.
Przeczesanie okolicznego lasu nic nie dało. Rodzina kobiety zgłosiła się do "ktokolwiek widział..." - bez rezultatu. Zatrudnili nawet jasnowidza - ten zaś stwierdził, że kobieta rzeczywiście nie żyje, jest w Takim Lesie, ale dokładnej lokalizacji nie zna.
Przeczesywanie Takiego Lasu znów nic nie dało. Przeszukano również okoliczne łąki czy bagna.
W międzyczasie zaczęły działać służby - prokuratura, sąd i tak dalej. Na podstawie doniesień medialnych (bo mąż dementował plotki o zabójstwie z jego udziałem) orzeknięto, że mąż jednak jest winny, jak bardzo - zależy od ran na ciele żony, jak już ją znajdą, a że dzieci jeszcze niepełnoletnie - do rodzin zastępczych.
Po kilku miesiącach żonę znaleziono. Około 80 kilometrów od Takiego Lasu. Żywą, całą i zdrową. Chciała rozpocząć nowe życie z innym facetem.
Ale co się zadziało, to się nie oddzieje, mąż przesiedział w areszcie kilka miesięcy za niewinność, odebranych dzieci już nie odzyskał, pracę przez nieobecność (i opinię żonobójcy) stracił.
A sąd sądzi...
Ocena:
146
(162)
poczekalnia
Skomentuj
(11)
Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ostatnio wspomniałem o ZUSie
Odwołaliśmy się.
Odwołanie odrzucone, ponieważ "lekarz, od którego decyzji się odwoływaliśmy stwierdził, że niedosłuch nie jest przeszkodą w znalezieniu pracy"
Edit - Dzięki za poprawienie w komentarzach, chodzi rzecz jasna o niedosłuch, nie słuch ;)
Odwołaliśmy się.
Odwołanie odrzucone, ponieważ "lekarz, od którego decyzji się odwoływaliśmy stwierdził, że niedosłuch nie jest przeszkodą w znalezieniu pracy"
Edit - Dzięki za poprawienie w komentarzach, chodzi rzecz jasna o niedosłuch, nie słuch ;)
Ocena:
38
(62)
ZUS stwierdził, że głęboki ubytek słuchu nie jest przeszkodą w znalezieniu pracy, choć przez ostatnie kilka lat twierdził, że jak najbardziej jest.
Ocena:
105
(117)