Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Gaja_Z_czekolady

Zamieszcza historie od: 9 lipca 2013 - 20:46
Ostatnio: 22 września 2020 - 12:17
  • Historii na głównej: 54 z 62
  • Punktów za historie: 23521
  • Komentarzy: 104
  • Punktów za komentarze: 889
 

#68934

(PW) ·
| Do ulubionych
Pożyczyłam znajomej książkę. Nie jest to bliska znajoma, jednak widywałyśmy się od czasu do czasu na wspólnych imprezach. Książka, którą jej pożyczyłam, była zwykłym, dość popularnym czytadłem, które dostałam od brata. Książkę pożyczyłam jakiś czas temu, nawet zdążyłam o tym zapomnieć, dopóki brat się nie spytał o wrażenia z lektury. Zadzwoniłam więc do znajomej z pytaniem, czy mogłybyśmy się umówić na zwrot. Nagle, okazało się, że znajoma jest mega zajęta i nie wie, kiedy znajdzie czas...

Przyciskana do muru w końcu przyznała się, że ...dała moją książkę komuś innemu, jako prezent na urodziny, bo nie miała kasy na coś innego i miała mi odkupić egzemplarz, ale jako, że wciąż nie znalazła pracy...

Nie powiem, wkurzyłam się i zagroziłam, że powiem solenizantce (znam ją, choć nie na tyle, aby być na urodzinach) o pochodzeniu jej prezentu, jeśli natychmiast nie odzyskam pieniędzy lub książki. Kasę odzyskałam, znajomą straciłam, niesmak pozostał.

Dobry zwyczaj nie pożyczaj.

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (151)

#54822

(PW) ·
| Do ulubionych
Zasłyszane w radiu:

"Mój instruktor wykazał się bardzo dużą precyzją na egzaminie. Powiedział, że zaparkowałem 10 cm dalej od słupka. Podkreślam, że zdawałem egzamin na prawo jazdy kategorii C i jechałem 12 - tonową ciężarówką.

Egzamin zdałem za drugim razem."

radio

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 109 (139)

#82479

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja mama jest na urlopie. Na służbowy telefon dzwoni do niej sporo ludzi - nie odbiera go. Jeden numer był jednak wyjątkowo upierdliwy, więc mama wysłała mu smsa:

"Jestem na urlopie. Wracam 20, proszę się wtedy kontaktować".

"Rozumiem, może mi jednak Pani napisać, co przygotować do sprawy X?".

Mamie trochę puściły nerwy i odpisała:

"Jestem na urlopie!!!!!!!!!!!".

Odpowiedź trochę zwaliła ją z nóg.

"Mój Boże, jaka księżniczka, mogłaby Pani pomyśleć o innych ludziach, którzy pracują i nie mogą sobie leżeć tyłkiem i nic nie robić. Ja nawet w urlopie przychodzę do pracy, to normalne".

Przez resztę urlopu telefon leżał wyciszony, a namolny numer codziennie wydzwaniał.

Urlop ludzie praca

Skomentuj (31) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 208 (220)
Z moim bratem zostaliśmy wychowani tak, że obowiązki domowe wypełniane są niezależnie od płci po równo. Moja mama podchodziła do tego bardzo poważnie, gdy mój brat się skarżył "Gaja powinna zmywać, bo jest kobietą", było mu wyjaśniane, dlaczego tak nie jest. Niewątpliwie za to wychowanie jest wdzięczna moja obecna bratowa.

Z kolei brat mojej mamy i jego synowie byli wychowani bardzo tradycyjnie, nawet nogą nie kiwnęli. Kuzyni są wyjątkowymi przypadkami (dwa dorosłe chłopy) "synusiów mamusi", co udowodnił ostatni, rodzinny obiad. Jemy, jeden kuzyn skończył i nagle… próbuje mi wcisnąć swój talerz, "odnieś za mnie, w końcu miejsce kobiet jest w kuchni, hehe”.

Na mój komentarz, żeby sam sobie odniósł, wuj się obruszył i zaczął: „zobacz, jaką feministkę wychowałaś". Moja mama (która brata szczerze nie znosi) powiedziała głośno, że lepsza feministka niż dwie męskie kaleki, które talerzy po sobie nie umieją odnieść. Rodzinnej kłótni zapobiegła jedynie moja ciotka, która poprosiła wszystkich o spokój.

Potem zaś usłyszałam od babci: "widzisz, gdybyś odniosła, nie byłoby problemów". Nie dziwię się bratu, że nie chodzi już na rodzinne spotkania.

Rodzina

Skomentuj (51) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 229 (251)

#81303

(PW) ·
| Do ulubionych
Madka roku.

W parku Oliwskim w Gdańsku ponownie można zobaczyć fajne, świetlne, iluminacje świąteczne. Jedną z nich jest duża fontanna, otoczona łańcuchami. Na każdym z nich powieszono tabliczkę z napisem w stylu "Nie przechodzić za łańcuch". Jakaś kobieta uznała, że to dobre miejsce, aby opowiedzieć swojemu dziecku (2 latka) o tym, że prąd jest niebezpieczny i dekoracji nie wolno dotykać.

Wszystko byłoby w porządku, gdyby kretynka nie weszła ZA łańcuch, pomimo zakazu. Wraz ze swoim pacholęciem stała może z 10 cm od świetlnej fontanny. Dziecko zachowywało się, jak można sobie wyobrazić, było podniecone, dotykało lampek i kabli, próbowało na nich usiąść. Natomiast głupsza od niego madka tłumaczyła mu, że "Nie wolno i nie powinno tak robić, bo prąd jest niebezpieczny". Stała jak kołek, dopóki ktoś jej uwagi nie zwrócił, że nie wolno, a wtedy powiedziała "chcę tylko dziecku prąd pokazać".

Nie wiem, jak można być tak pozbawionym wyobraźni, w końcu po coś jest zakaz - a gdyby dziecku coś się stało albo uszkodziło iluminację?

park Oliwski

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (123)

#81153

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja sąsiadka to starsza kobieta, źródło mniejszych lub większych piekielności.

Latem tego roku zadzwoniła do moich drzwi przestraszona - jakiś "przedstawiciel handlowy od prądu, najpewniej konkurencja Energi” wpakował im się do domu i nakłania do podpisania umowy. "Niech go pani przegoni" - płacze mi sąsiadka w drzwiach.

Jak łatwo się domyślić, przedstawiciel handlowy ma łysą głowę, posturę admiratora siłki i robi wrażenie bandziora - idealna osoba, żeby "przekonać" starszych ludzi do podpisania umowy. Nie wiem, jakiej pomocy oczekiwała po mnie sąsiadka - chyba wyniesienia go na rękach, ale powiedziałam że zadzwonię po policję. Ona wpadła wtedy w lament, żeby nie, bo "on nas pozabija". Niedoszły morderca chyba usłyszał, co się dzieje, bo dość szybko się zmył, zostawiając mnie z dużo gorszym problemem - rozhisteryzowaną sąsiadką.

Czemu o tym piszę? Ostatnio znowu zaczęli krążyć tego typu domokrążcy i sąsiadka wydzwaniała w panice do innego sąsiada, żeby pozbył się jej problemu z mieszkania. Sąsiadowi udało się jakoś wyprosić niechcianego gościa, a potem w żołnierskich słowach wyjaśnił sąsiadce, że następnym razem sama będzie się pozbywać domokrążców, jeśli jest na tyle głupia, żeby ich wpuszczać, bo on zębów tracić nie będzie.

Sąsiadka do dziś jest obrażona na sąsiada i wyzywa go od chamów, kiedy tylko może.

Sąsiedzi

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 143 (161)

#81151

(PW) ·
| Do ulubionych
Praca.

Koleżanka A. przyniosła własną mieszankę śniadaniową (orzechy, płatki owsiane, jakieś tam nasiona, owoce suszone). Wsadziła niepodpisaną do szafki. Zauważyła po paru dniach, że ktoś się nią częstuje, więc podpisała ją swoim imieniem i dopisała "Nie wyjadać".

Kuchnia dzisiaj, widzę jak kolega B. wyciąga podpisana mieszankę i bez certolenia się wsypuje sobie do miski.

Na moją uwagę, że jest podpisane, odparł: "Przecież nie twoje". Poczerwieniał i odłożył mieszankę, gdy spytałam, czy takie nawyki z domu wyniósł.

Odtąd A. trzyma swoje mieszanki w szafce przy biurku.

Praca

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (149)

#80726

(PW) ·
| Do ulubionych
Wiadukt, ostry zjazd w dół. Jest ciemno, miejsce niezbyt dobrze oświetlone, idę sobie powoli. Nagle słyszę, jak rowerzysta się drze, żebym się odsunęła. Jedzie ostro w dół, nie użył dzwonka, ledwie odskoczyłam, zanim zrobił mi z tyka garaż.


Kretyn jechał prawą stroną wiaduktu - chodnikiem, przeznaczonym dla pieszych. Lewa strona jest przeznaczona dla rowerów - piękna, równa ścieżka rowerowa, gdzie piesi raczej nie będą wędrować.

wiadukt.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (152)

#80727

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój kot wychował się w rodzinie z dwójką dzieci i należy do rzadkich egzemplarzy, które je lubią. Lubi być noszony, głaskany, do tego nie jest agresywny - jeśli ma dość głaskania, to się odsuwa lub odskakuje, tylko w ostateczności "atakuje" rękę, jednak bez zadrapań czy ugryzień do krwi.

Był u mnie brat z córeczką, a mała kotem się zachwyciła. On ją też polubił. Niedawno zaszczyciła mnie telefonem bratowa z propozycją adopcji Mruczka, bo "Zosia ciągle o nim mówi". W końcu jak zajdę w ciążę i tak kota będę musiała się pozbyć (ach, te mity na temat kotów i ciąży), więc jej zdaniem robią mi przysługę. Poza tym tak ciężko o tak miłego kota, ja nie mam dzieci, więc powinnam oddać swojego i adoptować innego, nawet jeśli okaże się totalną bestią. A że jestem przywiązana? Przecież to tylko kot, nie człowiek, więc szybko mi przejdzie.

Po tym, co jej odpowiedziałam, bratowa prawdopodobnie się więcej nie odezwie. I dobrze.

Rodzinka

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (172)

#80621

(PW) ·
| Do ulubionych
Moje mieszkanie sąsiaduje z 3 innymi. Od głównego, "windowego" korytarza oddzielają nas drzwi, które można otworzyć od zewnątrz tylko kluczem. Ten fakt powoduje problemy z ekipą sprzątającą, która nie ma tam dostępu, więc tam nie sprząta.

Problem starała się rozwiązać moja pedantyczna sąsiadka, emerytka, zostawiając otwarte drzwi (sprzątaczki dalej olewały), wydzwaniając do administracji - bez rezultatów. W końcu, chciała ustawić coś w rodzaju grafika - żeby co jakiś czas każdy z sąsiadów umył podłogę. Moje początkowe zainteresowanie (nie lubię syfu) przystopowała jej argumentacja, że najczęściej klatkę powinnam sprzątnąć ja, bo:

1. Mam kota, a on roznosi po klatce żwirek (kot nie wychodzi, zdarza mu się wybiec na klatkę, gdy go nie upilnuję).

2. Zamawiam zakupy online i dostawcy wnoszą mnóstwo kurzu.

3. Jestem młodą kobietą (pozostali sąsiedzi to mężczyźni), a wiadomo że kobiety powinny sprzątać, a nie faceci.

Obraziła się, gdy zasugerowałam, że jej goście (praktycznie codziennie wpada do niej rodzina albo jakaś sąsiadka) wnoszą więcej kurzu niż mój kot, czy dostawca, więc z tego powodu powinna codziennie sprzątać klatkę.

Projekt "grafik sprzątający" upadł, gdyż pozostali sąsiedzi nie wykazują zainteresowania. Sąsiadka dalej wojuje z administracją.

Klatka schodowa

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 126 (146)