Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Grav

Zamieszcza historie od: 18 stycznia 2013 - 8:41
Ostatnio: 16 września 2021 - 14:09
  • Historii na głównej: 41 z 43
  • Punktów za historie: 7902
  • Komentarzy: 1061
  • Punktów za komentarze: 8821
 

#68556

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja małżonka pracuje w firmie usługowej, obsługującej przez telefon i maile różnych klientów biznesowych.

Akurat jej projekt zajmuje się sprzedażą pewnych preparatów - jej konkretny oddział obsługuje Wielką Brytanię.

Piekielnymi w tej historii są sami wyspiarze. Niepojętym jest jak ogromna ilość tych ludzi to idioci, bez choćby odrobiny ogólnego rozeznania w życiu. Sytuacje opisane poniżej to nie są jednostkowe przypadki - takie historie słyszę praktycznie codziennie.

#1

- Pobraliście mi pieniądze z konta!
- No tak, bo pani zamówiła produkt.
- Ale ja potrzebuję tych pieniędzy!
- No tak, ale jak pani zamawia na stronie produkt i podaje dane swojej karty kredytowej, to my pobieramy pieniądze i wysyłamy produkt.
- Ale ja potrzebuję tych pieniędzy!
- [powtórka z tłumaczenia]
- Ale pani nie rozumie, ja potrzebuję tych pieniędzy!
- No tak, ale już pobraliśmy płatność i towar do pani jedzie, jak dojedzie, to pani może zwrócić i wtedy oddamy pieniądze.
- Ale to były pieniądze z zasiłku socjalnego na moje dziecko i ono nie będzie miało co jeść!

No cóż, gratulacje dla matki roku - wydać pieniądze dziecka na suple dla siebie...

#2

- Zabraliście mi pieniądze z konta, złodzieje!
- Chwila... no tak, zeszła druga rata.
- Jaka druga rata? Ja już zapłaciłem!
- Tak, zapłacił pan miesiąc temu pierwszą ratę w wysokości 25% kosztów produktu. Teraz zapłacił pan kolejne 25%.
- Ale to są moje pieniądze! Złodzieje! Oddajcie mi je!
- Proszę pana. Ile kosztował produkt, który pan nabył?
- 100 funtów.
- A ile pan zapłacił?
- 25 funtów.
- No, a teraz pan zapłacił kolejne 25 funtów. Jeszcze 50 funtów i będzie pan rozliczony.
- Ale to są moje pieniądze!
- Ale pan podjął zobowiązanie finansowe.
- To ja już tego nie chcę!
- W porządku, proszę zwrócić nieotwarte opakowania a zwrócimy pełną kwotę zakupu.
- Ale ja to już zjadłem!
- W takim razie pan musi zapłacić.
- Ale to są moje pieniądze, ja chcę je z powrotem, złodzieje! Ja ZNAM SWOJE PRAWA!

#3

- Nie przyszły mi zamówione produkty [zamówienie powtarzające się samoczynnie]
- Chwila... no tak, nie przeszła płatność.
- Ale jak to?
- Pani karta kredytowa została odrzucona przez bank.
- Niemożliwe!
- [podawanie informacji o karcie, dopytywanie czy nie jest zablokowana, etc]
- Ale to nie jest moja karta.
- Jak to? Taką pani podała przy zamówieniu...
- No tak, ale dostałam nową.
- No... to trzeba to było nam zgłosić...
- No ale po co?

Podsumowując - jeśli Polak cwaniakuje, robi interesy na boku, oszukuje - każdy inny Polak powie o nim "oszust". Brytyjczyk kombinuje 3x bardziej, ale on nie oszukuje - on zna swoje prawa.

Do tego dochodzi kompletny brak zrozumienia dla mechanizmów pożyczki, kredytu, spłaty rat, działania kart kredytowych, blokowania środków na poczet spłaty i takich tam. Oraz ostentacyjne przekonanie o własnej wyższości nad "robolami ze wschodu". Akurat moja żona ma śliczny akcent brytyjski, ale ludzie, po których słychać, często słyszą o sobie różne przykre rzeczy, bo przecież są z tej "gorszej" części Europy ;)

call_center wyspiarze

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 413 (469)

#67231

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o oczekiwaniach rekrutacyjnych w pewnej firmie.

Mam pracę, lubię ją, ale zawsze można zadać sobie pytanie czemu nie miałoby być lepiej - zwłaszcza, gdy headhunter odzywa się do nas sam.

Propozycję dostałem ciekawą, miałem zajmować się wdrażaniem systemu produkowanego przez potencjalnego pracodawcę u jego klientów. Czyli koordynacja projektu na wszystkich poziomach, od wymogów klienta, przez nadzór nad dopasowaniem produktu do jego potrzeb, przez szkolenie klienta z użytkowania systemu, wsparcie bezpośrednio po wdrożeniu i przekazanie tego dalej. Kilku klientów naraz.

Pierwszy etap z firmą rekrutacyjną - poszło ok.

Drugi etap telefoniczny z dyrektorem z UK - poszło ok.

Trzeci etap na żywo z dyrektorem z UK i jakimś lokalnym managerem.

Rozmowa w bardzo sympatycznych warunkach, powypytywali mnie o moje doświadczenie, wiedzę, podali przykładowe obowiązki i zapytali jak bym sobie poradził (a że mam doświadczenie w podobnych projektach, to problemu z odpowiedziami nie było). Były też pytania psychologiczne, np. o odpowiadający mi typ przełożonego, mój najlepszy przełożony w historii pracy, etc.

Tak oto doszliśmy do momentu, w którym opowiadałem, że zdarzało mi się pracować na projektach stresujących i wymagających, gdzie trzeba było często zostawać na nadgodzinach, i zdarzały się dni, gdzie pracowałem i po 12h na dobę. Tu padło pytanie (po angielsku):

- No właśnie. Nadgodziny. To wyobraź sobie, że masz naszego największego klienta* i nastał dzień, kiedy wdrażacie usługę. Jesteś w pracy od 6 rano, zbliża się 18, uruchomiliście i... coś nie działa. Czy chciałbyś zostać dłużej i pomóc w rozwiązaniu problemu?

Tu zacząłem tłumaczyć, że biorąc pod uwagę projekt z tak dużą odpowiedzialnością z całą pewnością doprowadziłbym temat do końca. Za trzecim razem zostałem jednak postawiony pod ścianą:

- To jest proste pytanie; tak, czy nie. Czy. Chciałbyś. Zostać?

- Cóż, biorąc pod uwagę siedzenie w pracy od 12 godzin, zmęczenie itd, na pewno chciałbym iść do domu. Zostanie w pracy mimo wszystko byłoby wyborem z odpowiedzialności, a nie z chęci. Nie, nie chciałbym zostać.

Tu zobaczyłem, że mina mojego rozmówcy stężała, zadał mi jeszcze 2 zdawkowe pytania i skończył rozmowę.

Tydzień później zadzwoniła do mnie miła pani z firmy rekrutacyjnej. Powiedziała, że klient był bardzo zadowolony z moich umiejętności, imponującego CV, stopnia przygotowania itd, ale niestety nie mogą mi zaproponować współpracy, ponieważ nie wykazałem gotowości do poświecenia się dla klienta.

Cóż, zarobki były dobre, nawet bardzo dobre, całkiem ładny kawałek powyżej średniej krajowej (a zawołałem dużo, nie mając nic do stracenia - w końcu pracę, którą lubię, już i tak mam), ale jednak uważam, że oczekiwanie od pracownika, że będzie z radością przyjmować perspektywę spędzania w biurze ponad pół doby naraz jest lekką przesadą - zwłaszcza gdy ów pracownik deklaruje gotowość do poświęcenia swojego czasu z raz czy dwa, w imię większej sprawy.

Ogólnie rzecz biorąc - cieszę się, że tam nie poszedłem. Wolę jednak zarabiać mniej i mieć życie :)

*Dla porównania powiedzmy, że przykładowym największym klientem byłby Microsoft - tego kalibru lider branży nas interesował.

rozmowa kwalifikacyjna

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 294 (378)

#62470

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia bardziej śmieszna, aniżeli piekielna. Sprzed kilkunastu miesięcy.

Miejsce: Callcenter IT.

Idę sobie przez biuro i słyszę kolegę, mówiącego z absolutnie kamienną miną, kamiennie spokojnym głosem:

- Nie, proszę pani, Caps Lock nie może być znakiem w pani haśle.

Już po tym dostałem ataku śmiechu, ale dobity zostałem ciągiem dalszym, wypowiedzianym tym samym, 100% opanowanym głosem:

- Nie, proszę pani, Shift i Control też nie...

Ot, miła pani gdzieś w Anglii znalazła niezawodny sposób na proste do zapamiętania ale trudne do złamania hasło: cała lewa kolumna klawiszy na klawiaturze... włączając w to Escape i Tab.

call_center

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 332 (410)