Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Grosik85

Zamieszcza historie od: 19 stycznia 2019 - 1:15
Ostatnio: 19 lutego 2019 - 0:05
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 323
  • Komentarzy: 3
  • Punktów za komentarze: -5
 

#84020

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem jak zacząć...

Pracuję w sklepie, sklep samoobsługowy. Dziennie przewija się masa ludzi, starsi, młodsi, uczniowie, jak i emeryci.

Zawsze staram się być miłą, uprzejmą i uśmiechniętą osobą. Gdy klient się pyta o cenę, pójdę z nim do czytnika czy wskaże co gdzie leży.
Po dzisiejszym opadły mi ręce. Jakiś miły klient napisał skargę na mnie.
Cóż złego zrobiłam?

Otóż, przychodzi do nas starsza pani, widać, że ma ciężko, kupuje tylko najpotrzebniejsze rzeczy, wkłada do koszyka i liczy ile już jej wyszło. Siedziałam na kasie gdy podeszła ze swoimi zakupami, chleb, parę plasterków wędliny, parę sztuk porcji rosołowych, zakupy itp. Nie było tego dużo. Gdy przyszło do płacenia okazało się, że pani brakuje ok. 1,5zł. Przeliczyła swoje pieniążki jeszcze raz z nadzieją, że się pomyliła. Nadal brakowało. Chciała coś odłożyć, ale to co miała, to rzeczy to przeżycia. Kolejka się zrobiła, wszyscy stoją i słuchają. Poprosiłam panią, żeby dała mi te pieniądze, że ja dołożę brakującą kwotę, dla mnie to niedużo. Pani nie chciała, stwierdziła, że odłoży chleb, że będzie jeść to co uda się jej ugotować z tego co kupiła. Nie zastanawiałam się. Wydrukowałam, paragon i powiedziałam, że ma się nie martwić.
Mina i uśmiech tej Pani nie do opisania.

I teraz najlepsze, ktoś życzliwy napisał do centrali skargę, że kasjerka wydaje towar mimo iż klientowi brakuje pieniędzy, że co to ma być. Może, też będzie tak robił, że przez to wszystko musiał długo w kolejce stać, a sytuacja trwała, no max 2 minuty.

Dlaczego pomogłam? Pani jest po 80, mieszka sama, dzieci nie mają czasu, mąż nie żyje. Z wszystkim musi radzić sobie sama, więc pomyślałam, że taki mały gest z mojej strony chociaż troszkę poprawi tej Pani samopoczucie.

I co wyszło? Chcesz pomóc, to jeszcze jakaś menda napisze skargę.

PS. Musiałam odpisać do centrali, po co i dlaczego.

Sklep zakupy klient.

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 163 (185)
zarchiwizowany

#83964

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kto tu jest piekielne, ocenę zostawię Wam.

Historia sprzed paru lat.
Razem z chłopakiem wybraliśmy się na wakacje nad morze. Było miło i przyjemnie. Pogoda dopisywała, słońce grzało. Nadszedł czas wyjazdu, spakowane, gotowi do drogi, bo pół kraju trzeba przejachac, wsiadam do samochodu.
Jedziemy, przejechalismy max 3km, gdy okazało się, że silnik się przegrzał, stajemy gdzieś na poboczu, żeby silnik ostugl, ok, możemy jechać i znowu to samo.
Zastanawiamy się co robić, dzwonić po lawete i płacić, szukać mechanika, ale to sobota popołudniu, mała miejscowość może być ciężko.
Dzwonię do rodziców, że nasz powrót się przedłuży, tłumacze co się dzieję, dzwonię to teściów, żeby też wiedzieli.
Nadal pokonujemy małe odległości, wkurzeni, głodni, spragnieni. Podjechaliśmy pod jakiś sklep, kupiliśmy 5l butle wody. Dolalismy w aucie.
Nadal nie wiedząc co robić.
Nagle mój chłopak dostaje SMS od swojego brata:
- A ten stary ch*j nie może was scholować?

Chodziło mu o mojego tatę, który miał wtedy małe auto, mało koni i nie dałby rady przez pół kraju ciągnąć nasz samochód, który jest większy.

Po 5h walki z autem ruszyliśmy do domu. Co pomogło? Chłopak wkurzył się wziął śrubokręt i zaczął walić w silnik. Tak to mu pomogło. Co się stało, czemu się przegrzewał nie mamy pojęcia.

Po powrocie, wkurzona poszłam do braciszka, jakim prawem obraża mojego tatę, zrobiła się awantura.

Teściowa, wiadomo stanęła w obronie swojego synusia, jej zdaniem nic takiego się nie stało i po co się kłócę.

Kto jest piekielne, ja bo nie pozwolę, żeby ktoś obrażał mojego tatę czy oni bo twierdzą, że nic się nie stało.

PS. SMS przeczytalismy razem, chłopak też był wkurzony i później stanął po mojej stronie.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -4 (44)

#83934

(PW) ·
| Do ulubionych
Piszę tutaj pierwszy raz, więc proszę o wyrozumiałość.

W wakacje będą 3 lata jak dopadł mnie kaszel, ból gardła, mówić nie mogłam. Co zrobiłam? Poszłam do lekarza, zbadał, zajrzał do gardła, ostre zapalenie gardła
jak nic. Recepta do ręki, apteka i się leczymy, oczywiście bez l4 bo i po co. Tydzień minął, ale poprawy nie ma. Do tego doszedł mega kaszel, dusiło mnie, czułam jak w gardle robi mi się gula. W pracy już robili zakłady co mi jest, na pierwszym miejscu była gruźlica.

Pewnego dnia po powrocie z popołudniówki zażyłam swoje leki (stałe leki, które biorę od wielu lat) po czym szybciej je oddałam niż wzięłam. Chłopak nie wytrzymał, zapakował mnie do samochodu i pojechaliśmy na przychodni. Tam miły Pan doktor, z pytaniem na twarzy, czego chcemy, stwierdził, że to angina, ale zalecił iść do swojego lekarza, żeby dał na rtg klatki piersiowej plus wymaz z gardła, co uczyniłam rano, po odebraniu wyników poszłam po raz kolejny raz do lekarza.

Doktorek wysłuchał, sprawdził wyniki, powiedział, że jemu to wygląda na typowy objaw krztuśca. Dał od razu leki, kazał iść w poniedziałek na pobranie krwi (był piątek). W poniedziałek zapłaciłam 85zl za badanie. W środę zadzwoniono, że mam odebrać wyniki i iść do lekarza. Okazało, że się wynik był podwyższony 4-krotnie. Ten sam piątkowy lekarz, pocieszył mnie, że wynik i tak jest mniejszy, bo przez weekend brałam leki. Dopiero ten lekarz dał mi l4, nikt wcześniej nie chciał.

Musiał to zgłosić do sanepidu, gdzie później mnie wezwano, pytali gdzie mogłam się zarazić itp.
Podsumowanie: przez 3 tygodnie chodziłam z krztuścem do pracy, a pracuje w handlu. Brawo nasi lekarze.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 164 (186)

1