Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

GrubyvonWielki

Zamieszcza historie od: 6 marca 2020 - 12:16
Ostatnio: 26 marca 2021 - 2:26
  • Historii na głównej: 4 z 5
  • Punktów za historie: 693
  • Komentarzy: 25
  • Punktów za komentarze: 58
 
Kolejna historia z teściem w roli głównej, czyli jak nauczyłem teścia poprawnie zabezpieczać dom po wyjściu na zakupy/"do miasta".

W tej historii głównym piekielnym będę ja, ale na swoje usprawiedliwienie zaznaczę, że tylko w reakcji na jego upartość i piekielność.

Teść jako człowiek starszej daty, wychowany na wsi zawsze po wyjściu z domu dom zamykał i chował klucz. Pod wycieraczkę.

Tłukliśmy mu wszyscy do tego upartego łba, żeby tak nie robił, bo X lat temu to miało sens - klucz był jeden, góra dwa, na całą rodzinę, w domu z droższych sprzętów czajnik i jeden telewizor można było to wybaczyć.

Z biegiem czasu i sprowadzaniem się kolejnych zięciów wzrosła ilość i wartość sprzętu (zwłaszcza elektronicznego) w domu, a teść dalej swoje, mimo że każdy już swój klucz miał dorobiony. Gdyby jeszcze tego nieszczęsnego klucza nie było widać spod tej wycieraczki...

I zaplanowałem swoją arcypiekielność, cierpliwie czekając na okazję, gdy powtórzy się przeklęte zjawisko klucza pod wycieraczką.

Przy pierwszej nadarzającej się okazji wprowadziłem plan w życie. Otworzyłem drzwi, wszedłem do salonu teściów, zabrałem najcenniejszą rzecz w jego życiu, wyniosłem ją na strych i schowałem się samochodem za zakrętem w oczekiwaniu na autobus powrotny teścia. Gdy ten wrócił do domu szybko podjechałem i poszedłem się jak zwykle przywitać.

A tam tragedia! Teść miota się po mieszkaniu jak york na amfetaminie, prawie płacze, chce dzwonić na policję. No ogólnie panika, stan przedzawałowy, śmierć, penis i zniszczenie.

W międzyczasie wróciła teściowa (niewtajemniczona) i po ogarnięciu pierwszego szoku zaczyna drzeć się na teścia, że "pewnie znowu dziad schował klucz pod wycieraczkę i w końcu nas okradli". Ja obok poker face. Teść coraz bliżej łez.

Po około 20 minutach chaosu zlitowałem się i zniosłem teściowy skarb ze strychu i wytłumaczyłem lekcję teściowi.

Dwa miesiące się do mnie nie odzywał, ale na plus to teraz jak gdzieś wychodzi i dom zostaje pusty to zawsze zamknięty jest na cztery spusty.

Gdybyście się zastanawiali co to za skarb teściowi "ukradli" to jest to około 10-letni telewizor LG.

rodzinka dom teść

Skomentuj (12) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (144)

#87723

(PW) ·
| Do ulubionych
Ochrona życia poczętego w Polsce.

Jesteśmy z żoną w ciąży. Końcówka pierwszego trymestru.

Chcieliśmy skorzystać chociaż z podstawowych badań (HIV, toksoplazmoza itd. itp.) w publicznej placówce. Żona była dzisiaj u Wielkiego Pana Doktora, ordynatora oddziału położniczo-ginekologicznego w okolicznym szpitalu powiatowym.

Pan Dohtur (chociaż wielka litera to zbyt duża gratyfikacja) stwierdził: "No jest Pani w ciąży. Badań nie zlecamy bo i tak nie ma po co, a jak chce to prywatnie zrobi. Jak nie pije i nie pali to tyle."

Żona wyszła z gabinetu zapłakana i roztrzęsiona. Lekarzy był chamski i ordynarny. Nie zalecił żadnych badań, z łaską zrobił USG.

Nie dowiedzieliśmy się nic, żona nie dostała żadnych badań, żadnych innych badań, żadnych pytań, żadnego wywiadu. NIC.

Musimy płacić za prywatną opiekę, bo nasza kochana ojczyzna tak wspaniale gospodaruje ogromem pieniędzy wpłacanych przez nas na ZUS.

I to całe pier******* o ochronie życia poczętego, w którym nie chodzi o to, żeby dbać o kobiety w ciąży, tylko o to żeby nie mogły zrobić aborcji.

ciąża lekarze ginekologia

Skomentuj (46) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 278 (302)
Obiecywałem kiedyś w komentarzach perypetie związane z babcią i wujkiem mojej żony - zapraszam.

Rys sytuacyjny:
Babcia lat 85++, starsza, schorowana, wymęczona fizycznie przez ciężką pracę w polu i psychicznie przez wspomnienia o wojnie kobieta. Wdowa, jej mąż odchodził dotknięty "złym Niemcem", ostatni rok jego życia to była katorga dla niej, mojej żony i mojej teściowej.

Wujek lat ok. 45 - człowiek formatu Lorda. Farquaada. Nigdy nie pracował, trzymany przez całe życie w domu jak w terrarium, ukończył tylko obowiązkową edukację. Hipochondryk, nieleczona depresja, zero znajomych, całe życie siedział w domu że starymi babami.

Dom - klasyczny dom wiejski. Nasz dom jest na wydzielonej z pierwotnej działki powierzchni.

W domu u nich jest syf, brud i smród, myszy i koty. W tym domu nic się nie wyrzuca, zbiera łupinki po jajkach (nie, nie mają już gospodarki, żeby dawać je kurom), pudełka po margarynie, koszule po nieżyjącym mężu, puszki po piwie (nigdy ich nie sprzedają), a nawet stare szmaty i zastawę stołową, którą my wyrzucamy do wspólnego śmietnika (serio jak ubije się nam jakiś kubek, czy talerz, to przed wyrzuceniem należy go rozbić w drobny mak).

Dorzućcie do tego bliżej nieokreśloną liczbę kotów, ogólna niedołężność babci, niechęć do wietrzenia pomieszczeń i wychodzi... No w sumie nie wiem jak to określić. W każdym razie masakra.

W stodole jest wszystko- kolejny skład różności z różnych epok. Na strychu kilkanaście zestawów pościeli, kołder, poduszek, kocy, prześcieradeł i materaców. Jak kiedyś musiałem tam wejść po coś, to musiałem od razu biec pod prysznic, bo tak mnie wszystko swędziało.

I tak sobie żyją szczęśliwi (?) we własnym syfie i brudzie. Pomagamy jak możemy - zakupy, odśnieżanie itd. Ale ja w tym domu nie mogę wytrzymać bo mnie cofa.

Problem się zacznie, jak babcia odejdzie. Ktokolwiek dostanie ten dom będzie miał nie lada zagwozdkę co zrobić z tym całym syfem, a już zwłaszcza z uzależnionym od matki czterdziestoparoletnim dzieckiem.

Dom wieś rodzinka

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 153 (169)
Obiecałem jakiś czas temu, że dodam więcej perypetii z życia w rodzinnym domu mojej żony.

Temat odcinak: Teść. Człowiek starszy, ~75 lat. Cukrzyca,spora wada wzroku, mnóstwo innych chorób i jak podejrzewamy, początki demencji (jemu oczywiście nic nie jest i nie ma szans, żeby się zgodził na żadne badania pod tym kątem).

Teść, z racji wieku, chorób i długich lat ciężkiej pracy jest osobą bardzo przez życie zmęczoną. Jest powolny, niewyraźnie mówi, refleks na poziomie leniwca na odwyku kofeinowym. Miewa napady złości, zdarza mu się bełkotać, a jego ulubionym zajęciem jest przeglądanie w kółko wiadomości o sporcie w telegazecie.

Teść ma prawo jazdy, egzaminy zaliczył (podobno) z pomocami naukowymi w postaci banknotów w kopercie. Nigdy nie podobało mi się jak prowadził, a teraz to już jest tykająca bomba zegarowa na kołach. Oczywiście, gdy tylko możemy to wozimy go gdzie chce, ale teść mój to człek uparty. On dobrze jeździ, on sobie da radę i mamy go zostawić w spokoju. Raz musiałem uciekać na chodnik autem służbowym, bo bym przywalił w swoje prywatne prowadzone przez teścia, bo tak ściął ślepy zakręt jak skądś wracał, a to było dobre 5 lat temu.

Czarę goryczy przelały wydarzenia z minionego weekendu i dzisiejszego poranka.

W piątek teść zgubił okulary. Był w lesie na grzybach i zgubił - mówi się trudno, zawieziemy do okulisty i optyka, wyrobi sobie nowe - myślimy. W piątek wieczorem przychodzi do nas i mówi, żeby mu dać kluczyki do naszego auta (swojego już na szczęście nie ma) i on sobie rano pojedzie kupi nowe, bo ma receptę jakąś, to akurat będzie. Chce jechać bez okularów. Do miasta. Sam.

Stanęło na tym, że jednak go zawieziemy w sobotę. No to pakujemy się do auta, jedziemy, pokazuje mi receptę, a na niej data wystawienia. 13.06.2012. 8 lat życia, 8 lat cukrzycy. Mówię mu, że recepta o kant tyłka rozbić i pasowałoby do okulisty iść. Ale nie. Mam się nie wtrącać, recepta dobra. Okulary zamówione.

Przewijamy do dzisiejszego poranka. Ja pracuję z domu, żona w pracy. Nagle przez okno widzę jak wjeżdża na podwórko auto szwagierki. Za kierownicą teść. Pojechał odebrać okulary.

Człowiek, który nawet z dobrze dobraną korekcją wady wzroku stwarza zagrożenie na drodze wsiadł do samochodu bez okularów i przejechał ok 12km w jedną stronę.
Najgorsze jest to, że nie widzi w tym nic złego, bo przecież nic się nie stało, to co się przypierniczam bez sensu. Nic do niego nie dociera. Jedyna opcja, to chyba "zgubić mu" blankiecik i zmusić w ten sposób do podejścia do badań, które i tak wykazałyby niezdolność do prowadzenia pojazdów. Słów brak.

teść rodzinka

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 179 (193)
zarchiwizowany
Zamieszkałem jakiś czas temu z żoną w jej rodzinnym domu na wsi. Dom duży, dzielimy go z teściami i siostrą żony, ale każdy ma swoje piętro.

Piekielnymi są sąsiedzi, babcia i wujek żony. Wujek ma pewne schorzenie, które sprawia, że po prostu wygląda inaczej.

Piekielni mają koty. Ponad 10. Płeć mieszana, w wieku rozrodczym, niesterylizowane. Mnożą się wsobnie i raz jest ich więcej, raz mniej. Rodzą się i zdychają, bo to już której pokolenie wsobnie. Zero opieki weterynaryjnej, ale mnóstwo kocich sików i odchodów. Wszędzie

Nie wiem, czy i co mogę zrobić. Koty są uciążliwe, a do sąsiadów nic nie trafia.

Sąsiedzi i koty

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 10 (78)

1