Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

GrumpyMatt

Zamieszcza historie od: 17 czerwca 2019 - 12:52
Ostatnio: 21 września 2021 - 14:36
  • Historii na głównej: 30 z 30
  • Punktów za historie: 3670
  • Komentarzy: 71
  • Punktów za komentarze: 239
 

#88416

(PW) ·
| Do ulubionych
Cóż, pisałem już grande finale piekielności mojego ojca, ale jak to mówią, im dalej w życie tym więcej piekielności i kręgosłup zaczyna boleć.

Postanowiłem w takim razie że co jakiś czas gdy nazbiera się trochę ojcowskich piekielności to napiszę nowego posta. A więc nie przedłużając:

Pierwszą piekielnością jaka się pojawiła u ojca jest jego mięso. A mianowicie - ostatnio trzeba wyrzucać je kilogramami a w śmietniku przykrywać jakąś ziemią bo capi niemiłosiernie. Skąd ono? Ano ojciec non stop kupuje jakieś mięso które jest tuż przed terminem albo mu już termin mija "Bo tanio, w promocji jest". Takie jest non stop w promocji i nie przetłumaczysz mu tego, bo on i tak kupi "Bo okazja, bo tanio" i myśli że jak to włoży do lodówki czy zamrażarki to będzie to dobre do jedzenia do końca świata i jeszcze 3 dni. Jak raz ktoś zapomniał domknąć drzwi od zamrażarki i się rozmroziło, to trzeba było wszystko wywalić.

Co do drugiej piekielności, to tak pokrótce przypomnę kontekst: Ojciec łażeniem na kochanki rozpierniczył rodzinę, i obecnie ma dwie kochanki u których mieszka bo w końcu się wyprowadził - jedna nie wie o drugiej, a drugiej nie przeszkadza pierwsza - a domu używa jak hotelu, czyli przyjechać na chwilę, umyć się, zjeść, ewentualnie przenocować. Jednak ostatnio przeszedł samego siebie w swoim skąpstwie: Zabrał do kochanki swój proszek do prania, po czym zaczął zwozić całe stosy zarówno swoich jak i czasami jej ciuchów myśląc, że będziemy mu je prali. Matka zwyczajnie wywaliła je wszystkie do jego pokoju. Dodatkowo zaczął przyjeżdżać do domu specjalnie wieczorem tylko po to, aby się umyć i pojechać bo chce zaoszczędzić wodę.
Ja się zastanawiam, jakie jeszcze szczyty cebulactwa osiągnie.

Dom

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (170)

#88532

(PW) ·
| Do ulubionych
Napisałem kiedyś o syllogomanii (inaczej mówiąc: manii zbieractwa) mojego dziadka, i wspomniałem o jego bracie, od którego prawdopodobnie ją złapał wobec czego postanowiłem go opisać.

Jak mój dziadek był zbieraczem kompletnym, który nawet starą deskę klozetową od wujka potrafił wziąć, tak jego brat jest jeszcze bardziej ekstremalny. Różnica jest taka, że on w odróżnieniu to Ś.P Dziadka zbiera głównie złom w ilościach hurtowych. Na jego podwórku są dwie lub trzy (dawno ich nie odwiedzaliśmy, więc dokładnie nie pamiętam) wielkie kupy złomu tak wysokie, że dałoby się po nich wejść na 1-sze piętro. Dodatkowo leży on po stodole i wszystkich budynkach gospodarczych, i pierun wie ile go jest jeszcze w okolicznej trawie i chaszczach.

Niepotwierdzona anegdota rodzinna mówi, że kiedyś tamtędy przejeżdżał ktoś z sąsiedniej miejscowości i pomyślał że jego podwórko to skup złomu. Co gorsza, brat dziadka od tego faceta trochę tego złomu kupił. Przez lata zbierał każdy jeden kawałek metalu który znalazł, czy to drut z kołpaków, czy jakaś pordzewiała puszka którą ktoś wywalił w lesie, czy 2 rozwalone karoserie od UAZ-a które leżą od dekad w trawie i które wziął nie wiadomo skąd - wszystko jest dobre, wszystko się przyda, drutem się coś podwiąże, do puszki się wrzuci wyciągnięte ze starych desek gwoździe czy śrubki. No i tak leżą te tony złomu, pomału podobnie jak u mojego dziadka zapadając się pod ziemię.

Natomiast dziadka brat nie chce słyszeć, aby wywalić choćby jedną rzecz. Rodzina mu oferowała, że oni mu to wszystko sprzątną i wywiozą na złom i dadzą mu pieniądze z tego żelastwa, ale nie! To jest wszystko potrzebne i koniec, a każdy to by tylko wywalał a przywieźć to nie ma komu i proszę mu nic tu nie ruszać. Nie docierało, że zrobił z podwórka śmietnisko, nie docierało, że ten złom do niczego się nie nadaje, że przecież do czego mu np. potrzebne te dwie karoserie od UAZ-ów które są już do niczego przez stanie na zewnątrz, nie dociera że przecież ciągle narzeka że tyle wydatków, że zrobiłby remont czy coś kupił, a z tego złomu zysk by szedł w tysiące złotych, bo tego tam są tony raczej w liczbie dwu niż jedno cyfrowej. Nie i już, wszystko potrzebne!

Rodzina dała sobie z próbami przekonania spokój, bo po prostu dopóki brat dziadka żyje, tak nie pozwoli ruszyć choćby zardzewiałej puszki.

No i też był problem, bo jak z rzadka przyjeżdżał czy dziadek przyjeżdżał do niego, tak tylko mojego dziadka nakręcał do zbieractwa i przekonywał, że takie zbieranie każdego śmiecia to bardzo dobra rzecz, czym niweczył nasze starania wyjaśnienia dziadkowi że właśnie tak nie jest.

Jaki był tego efekt - cóż, opisałem w historii o zbieractwie mojego dziadka.

skup złomu brata dziadka

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 134 (150)

#88494

(PW) ·
| Do ulubionych
Jak na zawołanie, tego samego dnia gdy przeczytałem historię o kierowcach TIR-ów i ich wyścigach słoni, tak te musiały się pojawić.

W piątek jechałem do Mińska Mazowieckiego, a zaraz za Grójcem zrobił się masywny sznur samochodów i ciężarówek. Jak się okazało - akurat 50-tką jechał transport artylerii samobieżnej, a takiego sznura pojazdów zwłaszcza na 50-tce nijak było wyprzedzić ze względu na ruch. Jechanie za tym też nie było komfortowe, bo do przepisowej 90-tki transport dobił może ze 2 razy na całej trasie, a przeważnie wszystko wlokło się z prędkością 50, w porywach 60 km/h

Ale wreszcie, na całej trasie jest jedno, jedyne miejsce gdzie można bez ryzyka czołówki i rychłej śmierci łatwo wyprzedzić nawet sznur TIR-ów : Góra Kalwaria. Tam na kilka kilometrów z drogi robi się dwupasmówka. Ja i kilka innych aut bierzemy się za wyprzedzenie, i chcemy zrobić to jak najszybciej bo ten odcinek jak wspomniałem ma raptem parę kilometrów.

Większości kierowców TIR-ów coś tam się pod czaszką kołatało i nie próbowali wyprzedzać takiego sznura wiedząc, że nie ma szans aby zdążyli. Ale musiał trafić się ten jeden - wyjeżdża nagle, i zaczyna swoje wyprzedzanie ślimaczym tempem, blokując wszystkie jadące osobówki. W tej chwili ciśnienie skoczyło mi do wartości zapewne kwalifikujących się do wizyty u lekarza.

Żeby on jeszcze chociaż wyprzedził obie te ciężarówki z KRAB-ami, ale jako że jechały one w pewnym odstępie od siebie (owszem, z deka nieregulaminowo) to i tak zabrakło mu czasu więc musiał wepchać się razem z nami w sznur pojazdów między tymi lawetami, wobec czego nie zyskał absolutnie nic.

Za to ja i inni straciliśmy sporo czasu, co u mnie było dodatkowym problemem, bo przez to musiałem jechać po ciemku co nie jest dla mnie komfortowe, bo przez okulary i/lub wadę wzroku światła samochodów mnie potrafią zwyczajnie oślepić, zwłaszcza te białe. No ale koniec końców, jakoś się jedzie. Z czasem nawet tu ktoś zjechał na boczną drogę, piekielny TIR też gdzieś skręcił, więc jechałem bezpośrednio za artylerią i atmosfera zrobiła się nawet miła, bo można było oglądać miłe dla oka kształty, a dodatkowo zasłaniała ona światła jadących z naprzeciwka.

I tutaj musiał trafić się Piekielny TIR nr.2 Widzę w lusterku ze coś mi błyska - TIR siedzi mi niemal na zderzaku i mruga długimi. Po prostu go zignorowałem, no bo co ja mam mu zrobić? Staranować tą artylerię? Po czym po chwili widzę tego TIR-a zjeżdżającego na przeciwległy pas i próbującego mnie wyprzedzić. Na ciągłej. Po czym gdy się ze mną zrównał nagle zaczął na mnie zjeżdżać i zmusił mnie do ostrego hamowania, bo jak się okazało za chwilę była wysepka. Ciekawe czy łamanie przepisów i narażanie innych na drodze było warte... w sumie niczego bo i tak nadal jechał za artylerią.

Jak boga kocham, do listy zakupów po wlepkach z karnymi pafnucymi za parkowanie dodaję wideorejestrator.

krajowa 50-tka

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (181)

#88482

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia zasłyszana od lokalnej fryzjerki.

Swego czasu jej mąż robił u siebie betonowe szambo. Miała to być konstrukcja z betonowych płyt, trochę podobnych do tych z których kiedyś budowano drogi. Wszystko szło dobrze, ale gdy trzeba było zakładać "dach", okazało się że szambo jest trochę za szerokie.

Jego żona namawiała go, żeby po prostu dołożył tą jedną warstwę tych płyt żeby można było ów "dach" na szambie położyć, ale on jednak się uparł.
Nie, on nie będzie płyt marnował! On oprze to na takich prętach (tu nie zrozumiałem, czy to miało być tak jakby rozwieszone na szerokości szamba czy tylko wystające z płyty pręty) i dzięki temu zaoszczędzi kilka płyt!

W sumie nie wiadomo po co, bo nic z nimi nie planował zrobić tylko żeby leżały "bo się przyda", i nie odciągniesz od pomysłu ani prośbą ani groźbą.
W końcu szambo zrobił jak chciał i ciągle wytykał że "Zobacz, chciałaś marnować płyty a to się doskonale trzyma!"

Trzymało do czasu wypompowania - gdy stali z kolegą na tym szambie gdy było pompowane owe pręty osłabione nie wytrzymały i razem z nimi część płyt się zapadła do środka fundując im aromatyczną kąpiel, i na szczęście oprócz tego nic więcej.

Koniec końców okazało się, że płyty uszkodziły również szambo, i trzeba było je budować całkowicie od nowa. Jak to mówią - cwany 2 razy płaci.

wieś

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 178 (190)

#88453

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia piekielności i naiwności Pani Klient, której doświadczył kiedyś mój ojciec. Robi on na czarno całe życie w ociepleniach, na brak klientów nie narzeka - pierońsko dużo mogę o nim złego powiedzieć, ale nie to, że źle robi.

Czasem też trafiają się kwiatki przeróżne, tak jak jeden z przed lat. Ojciec nieraz klientów swoich ostrzega przed wszelkimi "Panami Wiesiami" i innymi majstrami, którzy to "Zrobią 500 zł taniej", bo takie coś zawsze się źle kończy. Jedna klientka nie posłuchała i zrezygnowała z ocieplenia "Bo tu pan jeden Wiesław Naodpierdzielnik powiedział, że zrobi to 400 zł taniej". Przy ociepleniu którego koszt idzie w tysiące w liczbie dwucyfrowej.

Jak się można było spodziewać, "Majstry" odwalili kompletną fuszerkę. Po niecałych dwóch tygodniach klientka dzwoni do ojca, żeby przyjechał, obejrzał jak oni to zrobili i może poprawił bo jakość jest tragiczna. Nie znam się na technice ociepleniowej, ale fakt że tynk odpadał całymi płytami razem ze styropianem jest jasny nawet dla laika. Ojciec powiedział że może jej zrobić to ocieplenie, ale spierniczono je tak ostro, że trzeba tak naprawdę to wszystko pousuwać, poczyścić i zrobić od nowa, i że już tylko za robotę policzy i usuwanie szkód poprzedniej ekipy już będzie darmo.

No i wisienka na torcie, Pani Klientka szczerze zaskoczona wypala:

- Ale ja myślałam że mi Pan to wszystko za darmo zrobi!
- Ale to niby z jakiej racji?
- No proszę Pana, przecież mnie oszukano i pieniądze w błoto wyrzuciłam!

Koniec końców pani się uparła, więc ojciec zwyczajnie z oferty nie skorzystał i zaczął robotę u następnego klienta z kolejki.

ocieplenia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (152)

#88304

(PW) ·
| Do ulubionych
Być może co starsi pamiętają czasy, gdy w centrach handlowych panowała moda na wrotki. Dla młodszych wyjaśnię, otóż wtedy ktoś wymyślił, że może pracownicy, a w szczególności pracownice (bo lżejsze i bardziej zwinne) powinny jeździć na wrotkach, bo dzięki temu oszczędza się czas w porównaniu do szybkiego chodu czy biegu. W przypadku przejścia z jednego końca centrum na drugie można było oszczędzić nawet zawrotne kilkadziesiąt sekund!

Pomysł miał jednak ciemniejszą stronę. Pomijając, że nie każdy umiał na nich jeździć, największą zmorą były wypadki. Zderzenia, zahaczenia o przedmioty, poślizgnięcia i cała gama innych urazów towarzyszyła wrotkom od zawsze. W końcu jednak -na całe szczęście- proceder się skończył bo za dużo szło na odszkodowania za wypadki.

Szkoda tylko że przedtem moja matka miała na takich wrotkach dość poważny wypadek, w wyniku którego do dzisiaj ma ostrogę i uszkodzenie kręgosłupa, a dodatkowo złe wspomnienia z pracodawcą który starał się wymigać od odszkodowania jak tylko można było, lub nawet zupełnie zwolnić moją matkę skoro nie pracowała.

No i cóż, puenta jak rzekłem. Moja matka ma do końca życia uszkodzony kręgosłup i ostrogę bo ArcheoJanusz Biznesu chciał zaoszczędzić łącznie kilka minut roboty w ciągu zmiany.
Jak dobrze że ten pomysł zdechł.

praca

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (164)

#88168

(PW) ·
| Do ulubionych
Jako wspominałem, tak i piszę finale piekielności mojego ojca.

Jak ktoś mógł zauważyć w poprzednich postach, ojciec z matką jest rozwiedziony. Zaczęło się to, jak raz się dowiedziałem kiedy miałem 2.5 roku, gdy moja matka czymś ojca wkurzyła, więc ten poszedł sobie do tirówki.

Wybaczyła mu ze względu na mnie i na to że się kajał, chodził do kościoła i udawał pobożnego. Mijały lata, ojciec na dom dawał średnio 200-300 zł na miesiąc a resztę przepuszczał najpierw na alkohol a potem na głupoty. Matka utrzymywała cały dom, ale ojciec i tak wszystkich maltretował psychicznie jak to my bez niego zginiemy, że tylko dzięki niemu żyjemy i w ogóle to bez niego to nie jesteśmy zbytnio nic warci.

No i przy okazji uskuteczniał alkoholizm. Matka siłą go zabrała na terapię i go z niego wyciągnęła, a on żeby się odwdzięczyć zaczął chodzić na panienki. Wyszło to na jaw, raz matka mu wybaczyła ze względu na mojego młodszego brata. "Poprawa" trwała parę miesięcy po czym ojciec znowu zaczął wdawać się w romanse (przy czym liczba mnoga to nie błąd) więc matka zdecydowała że dość tego i wystąpiła o rozwód. Sąd nawet nie miał pytań, miała tyle dowodów że uzyskała go z winy męża już na pierwszej rozprawie z tego co pamiętam (byłem w tym czasie na wymianie na Słowacji).

Postawę ojca niech najlepiej zobrazuje sytuacja, gdzie razem z dziadkiem przyłapali go z kochanką na ławce w naszym mieście. Matka już nawet z nim nie rozmawiała, dziadek jeszcze próbował mu przemówić do rozsądku: "Co Ty najlepszego robisz? Zaraz masz 50-tkę, masz żonę, dzieci rodzinę!" Ojciec odpowiedział że "Ma teraz ważniejsze rzeczy na głowie".

Po rozwodzie się nie wyprowadził. Dom, ten nieodebrany, jest wspólny więc korzysta z niego jak z hotelu wpadając sobie co jakiś czas. W domu nie robi nic, pełnych alimentów na mojego brata nie płaci, dokłada się tylko jakieś grosze do śmieci twierdząc że nie ma pieniędzy. Co jest wierutną bzdurą, bo nieraz było tak ze twierdził że nie miał pieniędzy a w jego pokoju lub samochodzie leżał drogi ciuszek czy inny prezent dla jednej z kochanek.

Nawet przy opale na zimę kupił te niecałe pół tony węgla dopiero, gdy mu zapowiedzieliśmy że będziemy grzać pokoje farelkami a on będzie siedzieć w zimnie, bo nie będzie tak że tylko my będziemy kupować czy zbierać opał. Większość zimy to się grzaliśmy z drewna z remontu mojego dachu. Obecnie matka przerabia na mojej działce budynki gospodarcze na mieszkanie, i zapewne niedługo się wyprowadzi.

Teraz trzeba by wspomnieć o moich relacjach z ojcem.

Otóż, mam zespół Aspergera. Gdy okazało się około 4-tej klasy podstawówki że nie jestem do końca "normalny", ojciec nagle zapragnął mieć drugie dziecko. Niby mnie zapewniają że przypadek, ale jakoś mi się nie chce w to wierzyć. Całą miłość i uwagę ojciec przeniósł na mojego młodszego brata, mnie traktując nie jak syna tylko jak darmowego robola na którego można zwalić każdą swoją robotę (bo ojciec to leń patentowany) i obiekt na który można nawrzeszczeć jak się jest wnerwionym.

Interesował się mną tak bardzo, że gdy poszedłem do technikum dowiedzenie się że chodzę do technikum i gdzie chodzę zajęło mu 3 lata. I to tylko dlatego że musiał mnie raz podwieźć. Gdy jechaliśmy do lekarza który odmówił przyjazdu do dziadka, spytał mnie kiedy mam obronę na podyplomówce. Miałem ją 3 miesiące wcześniej. Nawet na mojej 18-stce partner mojej drugiej babci, który był u nas pierwszy raz spytał, czemu mój ojciec mnie traktuje jak kogoś obcego.

Obecnie dużo się nie poprawiło, nadal głównie zachowuje się tak jakby miał tylko jednego syna, czyli mojego młodszego brata, a ja jestem wygodnym kozłem ofiarnym na wszystko. Coś zgubił? Pewnie mu wyniosłem! Zepsuły mu się jakieś stare głośniki które kupił na bibelotach? Pewnie ja mu coś ruszałem! On sam coś sobie położył i zapomniał gdzie? Bo ze mną to po prostu pier**lca idzie dostać!

Kolejną, ostatnią kwestią jest to, jak sobie najprawdopodobniej mój ojciec planuje przyszłość. Otóż do ZUS nigdy składek nie płacił i robił na czarno. No bo po co, przecież to pieniądz idzie, nie? Gdy po pewnym czasie zorientował się że nie będzie miał emerytury, w panice zapisał się do KRUS i udaje rolnika, dzięki czemu będzie miał chociaż te kilkaset/tysiąc zł na miesiąc.

O ile wcześniej KRUS nie dowali mu kontroli, bo pieniądze na panienki są ale ze składkami zalega zawsze na co najmniej kilka miesięcy, a w przypadku kontroli wątpię czy kontroler uwierzy że ojciec jest rolnikiem gdy zobaczy te pordzewiałe i powyginane szkielety tuneli w których są hodowane trawa i chwasty. Na starość też nic nie odkłada, i wszystko przepiernicza.

Dlatego zamierzam się zrzec spadku, i będę do tego namawiał młodszego brata gdy będzie pełnoletni, bo po prostu jestem pewien że ojciec wymyślił to sobie tak, że on będzie sobie balował a potem na starość gdy nic nie odłoży to my będziemy go utrzymywać płacąc alimenty a potem skakać wokół niego wypełniając jego zachcianki, bo on sam zaczyna podupadać na zdrowiu. Jak zapytacie dlaczego, to przez zapierniczanie całe życie na budowach i ociepleniach. Cóż, w końcu jak mu każdy mówił żeby skończył szkołę i szedł na studia to on był mądrzejszy i jak chciał tak poszedł na budowlańca. No to trochę się może zdziwić.

Zresztą niby jaki miałbym spadek odziedziczyć? Nieodebrany i nieocieplony dom, który jest tykającą bombą zegarową bo o ile nie będzie amnestii to w razie jakiejkolwiek kontroli dowalą taką karę i opłatę za legalizację że do końca życia się nie wypłacę? I który zaczyna się pomału walić, bo odłamuje się ściana garażu który został obudowany i nie ma porządnych fundamentów? Czy może długi jakich ojciec sobie narobił przez swoje zachcianki, panienki i balowanie, a spłaca je tak dobrze że przez kilka lat nie oddał szwagrowi pożyczonych 3000 zł?

Jako puentę mogę rzec, że zapewne ojciec kiedyś przyjdzie do mnie, żebym mu dał pieniądze, czy przynosił mu opał czy mu robił jakieś inne roboty i go wyręczał "I am your father, Grumpy!". Ojcem może i jest, ale tylko biologicznym. Wtedy po prostu mu powiem to samo co on powiedział dziadkowi, gdy ten bo zbeształ że przecież ma żonę, dzieci rodzinę: "Ja mam teraz ważniejsze rzeczy na głowie".

dom

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 188 (214)

#88217

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym, jak to niektórzy potrafią prace szanować.

W Piasecznie jest pewna fabryka płyt, pewnie sporo studentów ją zna, bo to dobre miejsce do dorobienia raz czy dwa w tygodniu. Otóż zatrudnienie polega na tym, że fabryka wysyła do pośredników zamówienie, że potrzebuje tyle a tyle pracowników na dany dzień, a pośrednik daje ogłoszenie i można się zgłosić. Jednak przez zachowanie zgłaszających się przez długi czas dla Radomia prawie nie było zamówień. A czemu?

Widziałem to sam, i opowiadał mi to też wożący ludzi kierowca. Zdarzyło się, że pół zmiany było pod wpływem bo, hehe, piwerko przed pracą, no bo jak to tak na linii na trzeźwo robić. Zdarzały się kwiatki które potrafiły siedzieć na przerwie przez godzinę, ale najgorsze dla pracodawcy było to, że zgłaszało się np 70 osób na dany dzień, a potem przychodziło 30, przez co był deficyt siły roboczej. I nie pomagały kary pieniężne czy zakazy wyjazdów. W końcu firma postanowiła zatrudnić stałą siłę roboczą, czyli Ukraińców, których ma zakwaterowanych w hostelach i którzy regularnie i codziennie przychodzą do pracy.

Reakcja ludzi? "Kurna, tylko tych Ukraińców zatrudniają bo tańsi, Polakowi to nie dadzą zarobić złodzieje jedne!"
Szkoda kurna gadać.mp3

radom

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (140)

#88212

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o naszych szpitalach kochanych. A konkretnie o pewnym radomskim szpitalu na literę T, znanego między innymi z tego, że ochrona wywiozła na wózku pacjenta z poczekalni i wywaliła go w krzaki zostawiając go, przez co ten zmarł.

Otóż dość krótko, gdy mój dziadek jeszcze żył, ale już ledwo chodził i potrzebował cewnika dostał sepsy. Zawieziono go właśnie to owego szpitala, gdzie leżał i się kurował. Co jest piekielnością?

Przez 2 tygodnie nie obrócono dziadka ani razu (!), przez co zrobiła mu się ogromna odleżyna, gdzie mięso obumarło aż do kości. Po wielu zabiegach chirurgicznych, smarowaniu, opatrywaniu itd zagoiła się po prawie roku, na krótko przed śmiercią dziadka. A dziadka nie obrócono ani razu, bo jak się potem okazało aby panie pielęgniarki robiły to za co się im płaci i zajmowały się członkiem rodziny jak należy to trzeba dać im od 200 do 300 zł pod stołem, o czym dowiedzieliśmy się po fakcie. I żeby nie było, że może zapracowane - nie. Obchód, zajęcie się tymi co zapłacili i fajrancik.

I naprawdę, myślcie sobie co chcecie, że tak nie wolno i tak dalej, ale gdy się o tym wszystkim dowiedziałem to miałem ogromną ochotę przejść się tam i uskuteczniać rękoczyny.

radom

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (151)

#88073

(PW) ·
| Do ulubionych
Słów kilka o skąpstwie mojego ojca. Jak zapowiedziałem, tak też opiszę.

Ojciec mój zawsze był typem "cebulaka", czytaj chorobliwe skąpstwo (a nie szczędził tylko na swoje przyjemności). Irytowało to już od gimnazjum, bo co sobie kupiłem za te 3-4 dychy kieszonkowego miesięcznie to była krytyka, że hurr durr nie znasz wartości pieniądza i nie szanujesz, byś odłożył czy coś.

Kupowałem raz na miesiąc CD-Action to też były wyrzuty, że po co to kupuję w kiosku, poczekałbym 3 miesiące to na targu bym miał 5 zł taniej. No raz spróbowałem, to się okazało, że na targu akurat tego numeru nie było i do dzisiaj go nie mam. Z kupowaniem przeze mnie np. książek czy gier tak samo. "Na cholerę kupujesz te książki? Patrz, jakbyś przez te kilka lat żadnej nie kupił to już byś miał uzbierane połowę na kilkunastoletnie używane auto z 4-tej ręki! A w ogóle to se ściągnij w PDF-ie!" "Po co Ty kupujesz jak debil jakąś grę? Przecież można ściągnąć z neta!"

Przestał w końcu bo mu się chyba znudziło, jako że spływało to po mnie jak woda po kaczce.
Ojciec też sam z siebie nigdy nas nigdzie nie zabierał (dopiero w ostatnich 2-3 latach trochę się to poprawiło), i jak szliśmy do kina czy na jakąś pizzę, to tylko dlatego, że np. wygrał w radiu.

Z samego radia zresztą dostał swoistego bana i mógł wygrać coś raz w miesiącu, bo jak był jakiś konkurs to potrafił wszystkie telefony z domu brać, żeby się dodzwonić, i były skargi w radiu, że to coś jest ustawione bo jeden facet wygrywa ciągle. Z własnych pieniędzy to właściwie nigdzie nie wychodziliśmy, a szczytem żenady z jego strony było to, że gdy jeszcze przed rozwodem z matką mieli rocznice to matka kupiła mu zegarek, ugotowała kolację itd.

Co on jej dał? Obrazek ze sklepu po 4 złote, który wygrał w radiu. Nawet się z tym nie krył tylko wprost powiedział, że "o masz taki obrazek, z radia mam". Matka po prostu się wkurzyła i wywaliła go do pieca. Znaczy obrazek, nie ojca choć mam wrażenie, że było blisko.

A najlepsze to się wyprawiało chyba z jego wszelakimi zakupami - wszystko było podporządkowane zasadzie "Byle najtaniej".
Kupuje telefon? O wezmę ten, najtańszy używany jest. Potem zdziwienie czemu bateria rozładowuje się w 5 minut a aparat robi zdjęcia na fioletowo.

Samochód? Wezmę ten najtańszy, bo okazja bo tanio. Efekt: Samochód przestaje jeździć po miesiącu. Kupuje drugi, pierwszy idzie do sadu na części, drugi psuje się po dwóch tygodniach, znowu kasa na naprawy i do dzisiaj ten grat non stop się psuje. Za tyle ile wywalił na niego to by kupił znacznie lepszy samochód, albo ten sam ale w o wiele lepszym stanie.

No i jeszcze żeby ze samochody kupić napożyczał pieniędzy od krewnych i do dzisiaj nie spłacił. Jak bardzo trzeba przepierdzielać pieniądze, żeby przez kilka lat nie spłacić trochę ponad 3000 zł szwagrowi to sobie odpowiedzcie Jakikolwiek sprzęt, elektronika itd? A kupię myszkę za 5 zł, o czemu za chwilę się zepsuła?

Kiedyś tez postanowił np. zrobić interes stulecia, i kupił starą elektronikę za 100 zł, bo tanio. Nawet nie pomyślał, że jest ona bezwartościowa i tylko straci. Sprzedał dosłownie jedną sztukę za parę złotych.

Jego rady są podobnej jakości. Matka poprosiła go, żeby obejrzał jej samochód który chciała kupić. Jak usłyszał cenę, to od razu - tak, tak bierz, sprawdziłem dobry jest. Tak sprawdził że się okazało że uszczelki są nieszczelne, w podłodze jest dziura na wylot, pełno szpachli i dziury w nadkolu.

Matka wpakowała w niego więcej pieniędzy niż po latach zapłaciła za nowego Volkswagena. Kupuję laptopa? Ojciec tak długo w sklepie truł aż kupiłem trochę tańszego, zamiast tego którego chciałem. Pluje sobie w brodę bo dopłaciłbym te 200 zł i bym miał znacznie lepszego. Zepsuł się w owym starym samochodzie (jeździłem nim po zrobieniu prawka tak dla nauki) alternator? A na cholerę Ci nowa część, kup sobie po taniości starą ze szrotu.

Nie ustąpiłem bo już mądrzejszy byłem. Co? Kupić nowy samochód? A na cholerę? Co, że wrak i badania się kończą i kolejnych nie przejdzie? Ale jeździ przecież, a że badania to możesz sobie jeździć póki Ci dowodu nie zabiorą. Już nawet tego nie skomentuję, bo chyba nie trzeba.

Piła spalinowa? A kup tą tanią, po co ta za prawie 600 zł. No bo po co mieć coś dobrego jak można mieć coś taniego.
Mój brat jak kupował monitor, to też ojciec mu doradzał "a weź ten tańszy używany, przecież mniej dasz". Okazało się po pewnym czasie że wtyczka od prądu była uszkodzona i monitor potrafił wyłączać się sam albo przy najmniejszym drgnięciu kabla, nawet od tego że ktoś chodził po podłodze.

ZUS? A po co? Przecież to tylko pieniądz się płaci. A potem szok, bo zorientował się, że nie będzie miał emerytury, więc zarejestrował się jako lipny rolnik w KRUS. Do którego zalega ze składkami jak jasna cholera, i tylko czekać aż w końcu mu zarządzą kontrolę. A wątpię, żeby inspektor po obejrzeniu zardzewiałych resztek tunelu uwierzył, że mój ojciec jest rolnikiem.

Szambo w zimę jest pełne? "Ja nie będę wzywał szambochlaja i pieniędzy wyrzucał jak jeszcze parę litrów się zmieści." No a potem "Jak to rura zamarzła, bo woda w niej stała?"
I tak każdej chędożonej zimy...

Opał? Po co, przecież u wujka w tartaku są trociny, super opał bo za darmo. To teraz je przynoście i dokładajcie za mnie. Doszło nawet do tego, że pewnego razu ojciec chciał palić zamarzniętymi trocinami byle nie używać węgla "bo przecież on kosztuje". Te trociny to był czysty lód, tak że - i to nie żart - musieliśmy z bratem łupać je kilofem. Ojciec je rozmrażał i próbował tymi mokrymi trotami palić, no i nawet się paliło ale temperatura spadała na piecu z 70 do 30 stopni.
I szczerze, to każdy by się już nauczył, że takie podejście to cholernie zły pomysł, ale nie on.

I jako puentę dodam, że jedyne na czym nie oszczędza, to panienki i swoje pierdoły. Dostał dużą wypłatę za zlecenie - nie spłaci długów tylko zabiera jedną z kochanek na wakacje. Alimentów na młodego w pełni nie płaci, do rachunków prawie się nie dokłada, ale za to na prezenty dla panien jest. I nawet przed rozwodem jego wypłata szła głównie na jego pierdoły i jakby liczyć średnio to na dom dawał miesięcznie jakieś 200 zł, a wszystko utrzymywała matka.

Fin.

Dom

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 166 (184)