Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HelikopterAugusto

Zamieszcza historie od: 26 listopada 2020 - 14:54
Ostatnio: 26 stycznia 2021 - 23:13
  • Historii na głównej: 3 z 3
  • Punktów za historie: 306
  • Komentarzy: 45
  • Punktów za komentarze: 321
 
O złośliwym chłopie z Anglii.

Pracowałem jako kucharz w lokalnej sieci restauracji. Sieć składała się z kilku barów/restauracji porozrzucanych w okolicznych wioskach oddalonych od siebie o kilkanaście kilometrów. Każda była zarządzana przez szefa kuchni, podczas gdy główny szef i właściciel osobiście prowadził restaurację w pobliskim mieście. Poznałem go właśnie tam, pracowałem u niego, a po jakimś czasie zaproponował mi przeniesienie do strefy wiejskiej i zaoferował wynajem mieszkania w cenie pokoju. Zgodziłem się. Mieszkanie znajdowało się w budynku restauracji, nad nią. Dał mi też służbowy samochód, bo choć zwykle pracowałem w tej restauracji w której mieszkałem, to bywało też, że pracowałem w innych w tej okolicy.

Wszystko było w porządku, dopóki miejscowy konserwator złota rączka nie zaczął z jakiegoś powodu zakręcać mi ciepłej wody i zarazem ogrzewania. Zawór od mieszkania znajdował się w części wspólnej, więc miał do niego dostęp. Wracam z pracy, chcę się umyć, a tu zimna woda. Najpierw myślałem, że to awaria, ale znalazłem zawór, odkręciłem go i ciepła woda się pojawiła. Pomyślałem, że może coś musiał gdzieś naprawić, zakręcił i zapomniał odkręcić.

Sytuacja powtarzała się co najmniej raz w tygodniu. Za każdym razem jak był w restauracji, zakręcał ciepłą wodę. Za którymś razem zakręcił i zdemontował zawór, żebym nie mógł odkręcić, ale nie ze mną te numery - poradziłem sobie kombinerkami. Najgorzej było zimą, jak kutas zakręcił w ciągu dnia, bez ciepłej wody nie było ogrzewania, wracam wieczorem, a tu zimno jak w psiarni.

Ciągle zakręcał, a ja odkręcałem. W końcu go zapytałem czemu to robi, a on mi na to:
- No bo po co ci ciepła woda?
- Po to, po co każdemu.
- Przecież tam w Polsce nie macie i jakoś żyjecie.

No debil, nawet nie było sensu tłumaczyć.

Mogłem iść z tym do szefa, ale sytuacja była tak komiczna i żałosna, że głupio by mi było w ogóle o tym wspominać. Tak też zabawa w zakręcanie i odkręcanie wody trwała tak długo jak tam pracowałem.

Co mu siedziało w głowie, do teraz nie wiem.

złośliwość

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 169 (177)
Opowiem wam o chorej akcji jaką odwalił mój dawny kolega.

Mieliśmy po 19 lat, kolegę znałem od dziecka. W późnym wieku nastoletnim poprzewracało mu się w deklu i został patusem, ale nie takim zwykłym. Inteligentny, oczytany, skończył zawodówkę i pracował jako fachowiec, zarabiał dobrze zwłaszcza jak na tamte czasy, ale był mentalnym patusem, czyli chlał, ćpał, zadawał się patusami najgorszego sortu i posuwał patolówy.

W jednej z takich pato-lasek się zakochał i spotykali się przez jakiś czas, ale ona w końcu uznała, że to jednak nie to i z nim zerwała. Załamał się i strasznie to przeżywał, bo ogólnie miał bardzo emocjonalny i wybuchowy charakter. Pewnego letniego popołudnia do mnie napisał: "Przyjdź na ruiny, szybko". Ruiny to była nasza miejscówka do picia. Stary, zawalony budynek na zadupiu. Odpisuję, że za godzinę będę, a on mi na to: "Za godzinę to tu znajdziesz mojego trupa". Znając go wiedziałem co się święci. Przyszedłem i co widzę? Kolega siedzi na murku, płacze, obok puste butelki po piwie, a on trzyma w ręku tulipana z butelki i tnie sobie przedramię. Widzę, że tnie w poprzek, a nie wzdłuż, więc dla atencji, a nie dla efektu. Mimo to kilka sznytów już miał, kałuża juchy pod nim była całkiem pokaźna, a on ciął się dalej. Towarzyszyła mu inna znajoma patolówa, która się w nim podkochiwała, ale on wolał tamtą, która go zostawiła. Stała przejęta i nic nie mówiła. Pytam:
- No i po ch*j miałem tu przyjść?
- Chciałem się pożegnać.
- Ja p***dolę, serio? Ogarnij się!

Pogadaliśmy chwilę, odłożył tulipana, ale jucha dalej się leje. Mówię, że wzywam karetkę i tak też zrobiłem. Miejscówka była przy samej drodze dojazdowej, tyle dobrze. Koledze jednak coś odwaliło albo dotarło do niego, że czeka go psychiatryk za próbę samobójczą (bo tak by to pewnie zakwalifikowali) i uciekł w krzaki. Patolówa w pisk i pobiegła za nim. Ja tylko krzyknąłem:
- Gdzie lecisz, poj*bie?! Jak dostanę mandat za wezwanie karetki to ty go będziesz płacił!!!
Karetka przyjechała dość szybko, a ja stoję tam sam, bo kolega bawi się w Tarzana, a pato w jego Jane i razem brykają po krzakach. Wysiadają ratownicy i pytają o co kaman. Objaśniłem sytuację, pokazałem kałużę krwi, butelki po piwie i tulipana na dowód, że nie zmyślam i wyjaśniłem, że kolega poczuł zew natury i uciekł do lasu, znaczy w krzaki. W międzyczasie wróciła patolówa i potwierdziła moje słowa oraz oznajmiła, że nie może znaleźć kolegi. Ratownik przyjrzał mi się uważnie, ale najwyraźniej stwierdziwszy, że jestem trzeźwy i nie kłamię, powiedział że sądząc po ilości krwi i tym, że ciął w poprzek, koledze nic nie będzie, tylko żebyśmy go ogarnęli, owinęli mu czymś rękę i zaprowadzili do domu żeby zdezynfekował rany i się przespał. Zalecili też wizytę u psychiatry. Przeprosiłem za kłopot i pojechali.

Chwilę po tym kolega sam wyszedł z krzaków, zupełnie odmieniony, jakby doznał tam jakiegoś olśnienia. Sam się opatrzył, owinął rękę koszulką i już nie krwawił, a nastrój mu się zmienił o 180 stopni. Wesoły, uśmiechnięty i pyta czy idziemy pić.
- Srić, a nie pić - odpowiadam - jesteś poj***any!
Pytam dlaczego uciekł przed karetką, a on na to, że nie chciał mieć przypału i że nic mu nie jest. No nie wiem, z głową na pewno coś mu było. Potem jednak dałem się namówić i poszliśmy pić, po tym jak kolega poszedł domu i się ogarnął. A z patolówą po jakimś czasie się zszedł, po czym znowu się rozstali, ale tym razem już bez upuszczania krwi.

Ach te patusy.

patologia

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 217 (241)

#87437

(PW) ·
| Do ulubionych
Ktoś przykleił mi na szybie auta karnego k*tasa za ch**we parkowanie. Auto było zaparkowane prawidłowo, w wyznaczonym miejscu na parkingu pod blokiem, między liniami, niczego nie blokując, tak samo jak szereg innych aut po obu stronach mojego i tak samo jak parkuję zawsze. Co ci ludzie?

parkowanie

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (86)

1