Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Hemoglobina

Zamieszcza historie od: 12 kwietnia 2016 - 16:33
Ostatnio: 27 kwietnia 2019 - 19:12
  • Historii na głównej: 23 z 23
  • Punktów za historie: 3471
  • Komentarzy: 264
  • Punktów za komentarze: 886
 

#84451

(PW) ·
| Do ulubionych
Ludzie i to ich zrozumienie.

W związku z ciążą, zostałam umówiona na badanie krzywej cukrowej. Stawiłam się więc na wyznaczoną godzinę, a na korytarzu w kolejce był już cały wielki tłok ludzi.
Pytam się więc grzecznie, kto z obecnych teraz wchodzi. Zgłosił się facet w średnim wieku. Zdążyłam dodać tylko "O, no to ja...", a radosny pan wyraźnie niezadowolony wszedł mi w zdanie mówiąc "Nigdzie mi się nie wepchniesz gówniaro! Co myślisz, że jak dupy dałaś, to możesz się wpieprzać ludziom w kolejkę? Ja tu od godziny czekam!"

Grzecznie i z uśmiechem odparłam, że idę na krzywą cukrową, a pacjenci na to badanie wchodzą bez kolejki. Skończyło się bez dalszej wymiany zdań i weszłam przed panem, co zajęło jakieś 3 minuty.
Gdy kolejne dwa razy wchodziłam na pobieranie krwi, nikt już nie komentował, ludzie po prostu normalnie mnie przepuszczali.

Nigdy w życiu nie próbowałam bawić się w te ciążowe przywileje, jednak ktoś musiał posłużyć się stereotypem roszczeniowej ciężarnej...

ludzie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 131 (147)

#84128

(PW) ·
| Do ulubionych
Zero we mnie człowieczeństwa i empatii.

Mam w pracy zmienniczkę. Znam ją tyle, co "cześć - cześć”. Kiedyś zamieniłyśmy może dwa zdania o pogodzie.

Problem z moją zmienniczką polega na tym, że notorycznie się ona spóźnia. W zasadzie nie było dnia, żeby przyszła o czasie. A waha się to od 15 minut do 30. Przychodzi, siada, ani be ani me, ani pocałuj mnie w dupę - bądź wdzięczna, że w ogóle przyszłam!

Z racji, że obiekt pusty stać nie może, za każdym razem muszę siedzieć i na nią czekać - tym samym dopisuję sobie czas oczekiwania do dnia pracy i zawsze informuję pracownika nade mną, że zmiennik się nie pojawił.

I tak sobie to trwało do zeszłego piątku. Otóż przyszła o czasie i z wielkim niezadowoleniem w głosie rzekła, że wstrętny konfident ze mnie, że w ogóle nie mam empatii do ludzi, no przecież to nie jej wina, że się spóźnia (może moja albo jej sąsiada?) i w ogóle to pożałuję.

Z racji, że unikam wchodzenia w durne dyskusje, olałam sprawę.

Od poniedziałku, wpływają na mnie anonimowe skargi. :) Za wiele sobie z tego nie robię, bo nie mam sobie nic do zarzucenia, a pan kiero i tak musi sprawdzać wszystko, co zostało zgłoszone.

Ciekawe, kiedy jej się znudzi?

zmiennik

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 150 (162)

#83667

(PW) ·
| Do ulubionych
Część pierwsza > https://piekielni.pl/81382

Z racji na ciągły syf, opiekunowie przychodzących uczniów zostali poinformowani, aby zwracali większą uwagę na to, jak zachowują się podczas pobytu ich podopieczni.

Zostały nawet wywieszone ładne, zalaminowane karteczki, na których w kulturalny sposób napisano, aby po sobie sprzątać i nie zostawiać śmieci na podłodze.
Efekty?
Po jednym dniu wszystkie kartki pozrywane, a na podłogach masa śmieci.

Tak jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, co do chamstwa i rozpuszczenia młodzieży.

młodzież

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (158)

#83679

(PW) ·
| Do ulubionych
Wczorajszego wieczoru dowiedziałam się, że jestem wstrętną s**ą bez empatii.

Dzwoni telefon. Odbieram i okazuje się, że to [ż]ona mojego znajomego z bardzo, ale to bardzo pilną sprawą.

ż - No cześć Hemoglobina! Słyszałam, że będziesz miała dzidziusia! Ja też! No i jest ważna sprawa do ciebie...
j - Co się stało?
ż - A, bo Arek mówił, że ty tam w Norwegii mieszkałaś i teraz bywasz też i pracujesz...
j - To o co chodzi? Potrzebujesz pracy?
ż - Nieee, no bo wiesz, ja chcę dostać becikowe w Norwegii i dzwonie żeby zapytać, czy mi pomożesz.
j - No okej, ale w czym ci konkretnie pomóc? Coś ci przetłumaczyć, czy nie wiesz gdzie złożyć wniosek?
ż - No niee no, no chce żebyś mi załatwiła!
j - Ale, że jak mam ci załatwić?
ż - No weź, przecież masz tam jakieś znajomości, coś popytasz, coś porobisz i mi załatwisz.
j - Słuchaj, to nie jest takie hop siup. Musisz mieć pozwolenie na pobyt i numer personalny. A w ogóle, to ja nie mogę nic za ciebie załatwić. Musiałabyś osobiście składać wniosek.
ż - No to załatw mi ten numer i ten pobyt, to ja przyjadę i złożę wniosek!
j - No ale mówię ci, że tak się nie da. Nie mogę nic załatwić w twoim imieniu, ewentualnie coś popytam i... - I tutaj nie zdążyłam dokończyć :)
ż - Ty to jednak wstrętna s**a jesteś! Sobie to załatwiłaś, a koleżance nie pomożesz?! A żebyś zdechła! Ty i twój bachor!

Rozłączyła się.
Trochę mnie zamurowało, wszak nigdy nie zachowywała się w ten sposób, no ale trudno.
Szybko wyleciałoby mi to z głowy, gdyby nie kolejny telefon, o 3 w nocy (tak, odbieram telefony w nocy, z racji na chorego dziadka). Dzwoni Arek i zaczyna się na mnie wydzierać, że co ja nagadałam jego żonie?! Ona płacze teraz, bo ją zwyzywałam od najgorszych i w ogóle głupia jestem! I mogłam normalnie powiedzieć, że nie pomogę, a nie biedną kobietę stresuję!

Nic nie odpowiedziałam i po prostu się rozłączyłam. Chyba muszę zacząć lepiej wybierać znajomych...

chciwość

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (188)

#83614

(PW) ·
| Do ulubionych
Ktoś chyba nie lubi mojego psa, albo ogólnie zwierząt.

Hoduję z narzeczonym króliki. Mają swoje klatki, które stoją w zagrodzie. Ta jest na noc zamykana na blaszkę. Mała blaszka przytrzymuje furtkę przy drążku, żeby pies nie był w stanie tam się dostać.

Dwa dni temu byliśmy konkretnie zaskoczeni, gdy rano udaliśmy się do królikarni i zastaliśmy tam, otwartą klatkę, drugą wkopaną do środka, dwa martwe króliki i naszego psa, z zamkniętą furtką. Co się więc stało?

Otóż w nocy, ktoś wpuścił psa do zagrody i udostępnił mu króliki, w dodatku był to ktoś znajomy, bo obcych pies na podwórko nie wpuszcza.
Sam pies, nie miał fizycznej możliwości żeby tam się dostać. Zagroda nie jest w żaden sposób naruszona, nigdzie nie ma żadnej dziury, a płot jest wysoki i zakrzywiony, więc nie dałby rady przeskoczyć przy swoich gabarytach.
Wniosek z tego prosty. Albo ktoś miał straszny problem z naszymi królikami, które nawet nie hałasowały, albo miał coś do psa, który nie wszystkich dookoła darzy sympatią i liczył na fakt, że po takim numerze, pies zostanie usunięty.

(Dla tych, co zdążyli już się spienić, że pies był na dworze i wysnuć teorię, że pewnie na łańcuchu - nie. Pies po prostu jest wypuszczany w nocy, kiedy akurat chce wyjść. Przychodzi i budzi żeby go wypuścić).

życzliwi sąsiedzi

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (136)

#83189

(PW) ·
| Do ulubionych
Przesiaduję sobie na różnych zwierzęcych grupach na Facebooku. Głównie w celach edukacyjnych.

Ostatnimi czasy wszędzie pojawia się coś, co mnie niebywale wk**wia.

Ogłoszenia o oddaniu zwierząt. Oddają, bo coś tam, alergia dziecka czy agresywny zwierz. Nie wnikam dlaczego, to już sprawa właścicieli.

Pod takimi ogłoszeniami pojawia się fala komentarzy typu: "bachora oddaj", "hehe, ale gówniaka nie odda, bo 500+!”, "ty potworze, dziecko też oddasz, jak ci się znudzi?!”.

I teraz moje pytanie. Jakim idiotą trzeba być, żeby sprowadzać dziecko tylko i wyłącznie do 500+ lub stawiać zwierzę wyżej od niego?

internety

Skomentuj (133) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 52 (188)

#83379

(PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję sobie w firmie przeprowadzkowo-sprzątającej.
Ostatnio dostaliśmy zlecenie. Nieduży dom, ok 45m, ogólnie ogarnąć, umyć okna, podłogi, kuchnie itp. Nic nadzwyczajnego.

Wchodzimy, a na płycie piekarnika leży sobie karteczka o takiej oto treści "Jeśli piekarnik nie będzie idealnie doczyszczony, to nie zapłacę!" Patrzymy po sobie i otwieramy ów piekarnik.

Byłam już na wielu przeprowadzkach i sprzątałam wiele dziwnych rzeczy, jak i brudnych maszyn i sprzętów kuchennych, ale to, jak wyglądał ten piekarnik, trudno opisać słowami. Był czarny jak święta ziemia, oblepiony tłuszczem właściwie z każdej strony, aż ścierka przywierała i nie chciała się odkleić, a resztki przypalonego jedzenia radośnie tańcowały w jego wnętrzu, aż dziw że nie zalęgło się tam żadne robactwo. Robota, robotą - zrobić trzeba. W sumie wymiecionego zwęglonego żarcia i całego tego syfu, było około kilograma, a szorowanie trwało dobrą godzinę, jeśli nie dłużej...

A myślałam, że spleśniałe kości od kurczaka w kuchennej szufladzie, to najpaskudniejsza rzecz, jaka mi się przytrafiła.

sprzątanie po przeprowadzkach

Skomentuj (53) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 147 (167)
Mój telefon odszedł do krainy wiecznych telefonów.
Postanowiłam więc kupić sobie nowy. Po małym research'u, zdecydowałam się na Huawei'a. Udałam się więc do sklepu z planetą w nazwie, obejrzałam kilka modeli i koniec końców poprosiłam o przedstawienie mi konkretnego modelu. Sprzedawca przystanął i zmierzył mnie od góry do dołu i z uśmieszkiem, który sprowokowałby nawet tybetańskiego mnicha, oznajmił:
- Ten telefon kosztuje ponad 500pln. Nie stać cię.

Gdzie jest jakikolwiek szacunek do drugiej osoby?
Czy naprawdę ludzie są tak płytcy? Czy na prawdę muszę iść do sklepu odyebana jak szczur na otwarcie kanału, żeby coś normalnie kupić?

Najwyraźniej tak.

sprzedawcy

Skomentuj (47) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (236)

#82549

(PW) ·
| Do ulubionych
Od dzisiaj poza byciem leniwym grubasem, jestem też chamką i wieśniaczką :)

Dlaczego?

Otóż po śmierci mojej babci dziadek został całkiem sam, jej dobra koleżanka (a teściowa mojej siostry) postanowiła na siłę próbować babcię zastąpić.

Non stop przychodziła i truła mojemu dziadkowi dupę, że jest taki i owaki, że burdel w domu, że dziadostwo, że łamaga itp. itd. (Mimo, że w domu jest porządek).

Wczoraj pierwszy raz spróbowała rzucić kilka epitetów przy mnie. Grzecznie więc jej odpowiedziałam, że jeśli jej coś nie pasuje, to może nie powinna więcej przychodzić, bo jej zachowanie jest nie na miejscu.

Odwróciła się napięcie i wyszła. Rewelacje przekazała mi siostra.

Jestem chamką i wieśniaczką? :)

ludzie bez wyczucia

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (135)

#82414

(PW) ·
| Do ulubionych
Będzie krótko.

Zmarła mi babcia.
Dlaczego? Błędna diagnoza, niewłaściwe leczenie.
O własnych nogach weszła do szpitala, wyszła nogami do przodu z sepsą.

Co najbardziej mnie uderzyło w całej sytuacji? Lekarka, która po śmierci babci pretensjonalnie oznajmiła (bo jakim prawem jesteśmy niezadowoleni?!), że nie podłączali respiratora, bo pacjentom w takim wieku się nie podłącza.

Babcia miała 77 lat.

szpital zakaźny

Skomentuj (27) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 181 (219)