Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 6 lipca 2020 - 15:04
  • Historii na głównej: 60 z 86
  • Punktów za historie: 9282
  • Komentarzy: 341
  • Punktów za komentarze: -644
 

#86659

(PW) ·
| Do ulubionych
Komisariat w Gdyni-Chyloni jest zdecydowanie najgorszym w mieście.

Możecie mi wierzyć, albo nie, ale 4.06.2020 spacerując z psem w lesie za pętlą trolejbusowo-autobusową Pustki Cisowskie, zostałam napadnięta przez jakąś amebę umysłową. Dostałam kilka ciosów od tyłu w głowę niezidentyfikowanym przedmiotem ( rana tłuczona, dość rozległa, wymagająca szycia) i gdyby nie pies,który ugryzł napastnika w nogę....

..nie wiem co by było. Może pogrzeb,może ciężkie uszkodzenie ciała. Drań wziął mnie z zaskoczenia.


W każdym bądź razie napastnik uciekł w nieznanym kierunku, mnie pozbierała jakaś przypadkowa kobieta i powiadomiła policję oraz pogotowie.

Składając zeznania u młodej Smerfetki usłyszałam tekst, że pewnie to sobie sama zrobiłam, przywaliłam gdzieś głową i teraz konfabuluję.

Milutko co nie? Takie słowa "przywracają wiarę" w służby mundurowe, które z założenia mają nam pomagać.

Do tego lasu chodziłam z Niuńkiem od lat, mieliśmy tam swoje ścieżki, włóczyliśmy się tam godzinami i nigdy nic się nie działo, aż do tego feralnego dnia.


Napaść miała miejsce w biały dzień około 11:00, w miejscu gdzie zazwyczaj spaceruje mnóstwo ludzi.

Według "pani niebieskiej" mam się nie łudzić, że go znajdą.

Trauma pozostanie chyba na zawsze. Teraz ciężko mi wyprowadzić pupila nawet pod blok, boję się każdego szmeru za plecami, etc.

A niby to takie spokojne osiedle było..

Edit do historii:

Dowiedziałam się, że w tej części lasu zamordowano przed laty młodą dziewczynę - 17 letnią Agnieszkę.
Czyżby jakiś następca zwyrodnialca...?

Wiem jedno. Więcej tam moja noga nie postanie.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 128 (168)
Kontynuacja historii #86636 dotyczącej batalii z firemką windykacyjną.

Ręce i cycki opadają na prezentowany poziom durnoty pracowników tego bałaganu.

Przedstawiłam mailowo skan zaświadczenia o kradzieży dowodu osobistego, jednak to chyba za ciężkie do przełknięcia dla tych tumanów i twierdzą w odpowiedzi zwrotnej, iż wierzyciel czyli PKP SKM Trójmiasto nie zamierza zrezygnować z dochodzenia spłaty długu, a także, że jeżeli nie spłacę tych 166,78 w terminie nieprzekraczającym trzy dni... to zostaną skierowane "pozwy do przekazania długu na drogę postępowania sadowego jak i na dochodzenia organów ścigania  na podst. art 121 Ustawy Kodeksu Wykroczeń. " - cytat z e-maila.

Drugi smaczek - Inkaso nie zamierza się tak łatwo ode mnie odpierdaczyć, i mój "rzekomy dług" został ponoć umieszczony przez nich na stronce długi info. Sprawdziłam to - bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury.

Nosz curfa mać, jak to mawia TakaTamTala,zachowanie "pracowników" tej firemki zajeżdża mi zmuszaniem do określonego zachowania (191 Kodeksu Karnego).

Niech sobie zgłaszają gdzie chcą, mam kwit potwierdzający kradzież dowodu, chętnie go przedstawię w sądzie czy na komisariacie.

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 76 (90)

#86641

(PW) ·
| Do ulubionych
Tym razem historia mojego ojca, opisywana za jego zgodą.

Miejsce akcji : otwarte na początku roku osiedlowe delikatesy.

Ojciec jest z zasady osobą dość spostrzegawczą, nie dającą się oszukać i zrobić się w przysłowiowego wała - spokojny i kulturalny, ale do czasu. Fama głosiła, że w tym przybytku oszukują na cenach towaru i lepiej patrzeć personelowi na ręce.

Wybrał sobie kilka produktów i sprawdził na czytniku czy ich ceny zgadzają się z fiszką na półce. Nie zgadzały się więc przy kasowaniu produktów, oznajmił kasjerce, że chciałby je kupić w cenach jakie są umieszczone na sali sprzedaży.

Kasjerka - typowa tłusta Karyna tleniona na blond wydarła się:

- Kolejny co mu się nie podoba! Wy to robicie specjalnie, czy co? Ja mam lepsze rzeczy do roboty, niż zmieniać co chwilę ceny! Proszę sobie szpiegować w innych sklepach!

Nabiła towar poprawnie z wielkim fochem i rzucając resztę na ladę jak jakiemuś psu nakazała podniesionym głosem natychmiastowe opuszczenie sklepu.

Co najlepsze, bez żadnych zahamowań darła się tak i rzucała bilonem przy innych klientach, którzy odłożyli wybrane artykuły spożywcze, i wyszli ze sklepu, bo nie chcieli być obsługiwani przez taką furiatkę.

Nie będę kłamać. Wku...wiłam się - a wku...wiona Hermiona jest gorsza od wszelkich plag egipskich :D Przegrzebawszy czeluści internetu znalazłam numer do właściciela sieci tych delikatesów i wyłuszczywszy sytuację w krótkiej rozmowie telefonicznej, dowiedziałam się, że to już czwarta skarga na pannę Karynę i, że będą podejmowane wobec niej dalsze kroki.

Jakby ktoś mi nie wierzył i był z Gdyni to zajrzyjcie do Delikatesów Justynka na Pustkach Cisowskich. Celowo podaję nazwę sklepu.

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 125 (151)

#86636

(PW) ·
| Do ulubionych
Windykacja Inkaso Kredytowe i ich żałosne metody wyłudzania pieniędzy.

Kilka dni temu otrzymałam przedsądowe wezwanie do zapłaty za przejazd pociągiem SKM, opatrzone obietnicami wpisu do KRD i BIK.

W dniu kiedy rzekomo miałam jechać tym pociągiem,
leżałam pod kroplówką w szpitalu, świeżo pocerowana poniżej pasa.

Zadzwoniłam pod podany w piśmie numer kontaktowy, chcąc wyjaśnić sytuację. Panienka, która odebrała telefon twierdziła, że ma przed sobą kopię wystawionego wezwania do zapłaty, opatrzonego moim podpisem, więc mam nie kłamać i nie udawać, bo to na PEWNO ja podpisałam, a teraz rżnę głupa.

Brewka pykła mi w górę, poprosiłam o przesłanie kopii tegoż wezwania na e-maila i co zobaczyłam?

Kwit wystawiony na nieznany mi adres w moim mieście, seria i nr dowodu osobistego pasowały do tego, który ukradziono mi x czasu temu, zaś w roli podpisu nieczytelny bazgroł nijak niepasujący do sposobu w jaki się podpisuję.

Odpisałam grzecznie, iż na pewno nie jest to wezwanie podpisane przeze mnie, zapytałam czy pracownicy IK byli tego dnia w tym pociągu, i widzieli, że akurat ja we własnej osobie podpisuję ten świstek, bo tak się niefortunnie dla IK składa, że mam niezbite dowody na hospitalizację w okresie takim a takim - jeżeli sobie życzą, to wszelkie nieścisłości będziemy wyjaśniać w sądzie, a tymczasem proszę o nie przysyłanie do mnie jakiejkolwiek korespondencji.

Czy ktoś miał podobne przeboje z tą firemką?

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 144 (172)
Allegro i piekielny sprzedający. Krótko i żenująco.

Kupiłam jakąś drobnostkę na allegro, sprzedający deklarował wysyłkę w przedziale czasowym 24h.
Wysłał kupioną rzecz dopiero po 4 dniach i założeniu dyskusji.

Rzecz dostałam, odpowiednią notę wraz z komentarzem wystawiłam...

... I w odpowiedzi zwrotnej nakazano mi usunięcie komentarza wraz z notką, że szanowny sprzedający złoży pozew o naruszenie dóbr osobistych.

Taaa, już to widzę. Sąd rejonowy w obecnej sytuacji już piąty raz przekłada moją sprawę dotyczącą odwołania od nałożonej na mą skromną osobę grzywny, i na pewno ostatnią rzeczą jaką by się zajmowano jest jakiś komentarz na portalu sprzedażowym, w którym nie naruszam czyjejś godności, etc.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (147)

#86374

(PW) ·
| Do ulubionych
Stokrotka - zakupy jak z płatka.

Koronawirus chyba coraz bardziej rzuca się niektórym jednostkom ludzkim na głowę do tego stopnia, że wymyślają nieistniejące zarządzenia i grożą sankcjami.

Poszłam po jakąś drobnostkę, która jest dostępna zaraz za bramką wejściową. Nie wzięłam koszyka sklepowego, ponieważ cholera wie kto go dotykał przeze mną, a i w mediach mówią, że rozsądniej mieć własny.

Pani kasjerce się to nie spodobało i wcisnęła bzyczek wzywający kierownika zmiany.

Zostałam prawie że zakrzyczana, iż:

- Jest zarządzenie obligujące do wzięcia koszyka sklepowego ( :D )
- Grożą mi za to sankcje.
Itd itp.

Prośby o wskazanie takiego zarządzenia na piśmie skończyły się wymamrotaniem, że nie mają jak pokazać i przymknięciem jadaczek obu pań mądralińskich.

Dzwoniłam nawet na infolinię sieci Stokrotka by potwierdzić te "kwiatki" co spotkało się ze zdziwieniem, ponieważ jak twierdziła Pani konsultantka, nigdy nie było i nie będzie przymusu brania ich koszyka.

Niedoinformowanie, czy po prostu nieuleczalna głupota?

Mam nieodpartą pokusę sprezentować załodze sklepu najnowsze zarządzenia dotyczące unikania koszyków sklepowych. Chociaż wątpię, że to pomoże.

Ps. Aby uniknąć czepiania się - rękawiczki miałam. ;)

Stokrotka

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (142)
Moi sąsiedzi są chyba naprawdę jacyś upośledzeni.

Naklejki zakazujące palenia wyrobów tytoniowych na klatce schodowej są umieszczone na każdej kondygnacji.

Niestety, ale mam za sąsiadów totalnych buraków, którzy choćbyś lał i patrzył czy równo puchnie, będą robić swoje.

Prośby nic nie dają, nawet te od administracji, a kartki z prośbą o zaprzestanie palenia są demonstracyjnie zrywane przez patusa, którego opisywałam w historii o podpalonym wózku.

Poziomu głupoty dotrzymuje mu również jedna z mieszkanek pierwszego piętra, która twierdzi, iż "ona mieszka tu odkąd blok został oddany do użytku i nikt jej nie będzie pouczał".

Całe cztery kondygnacje dzień w dzień walą najtańszymi płuco*ebami. Woń uderza już od otworzenia drzwi.

Ktoś ma pomysł jak oduczyć takich zburaczałych idiotów takiego zachowania? Nie wiem dlaczego, ale po operacji zwiększyła się moja nietolerancja na takie "aromaty".

Witki mi już opadają.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 135 (147)
Lekarze POZ - temat rzeka.

Zachorowało mi się. Na tyle poważnie, że za tydzień o tej porze będę już leżeć w szpitalnym łóżku i czekać na operację.

Lekarz, u którego byłam na konsultacji przedoperacyjnej, poprosił mnie abym udała się do przychodni i zrobiła kilka badań laboratoryjnych : m.in morfologię oraz czas protrombinowy z INR.

W osiedlowej przychodni od niedawna urzęduje dziewczę po świeżo skończonych studiach i to do niej z braku laku umówiłam się na wizytę.

Nie będę tu przytaczać całej rozmowy ale według niej:

- Jedna morfologia na pół roku wystarczy, a zresztą ona widzi w systemie, że poprzednią miałam bardzo dobrą, więc po co zawracam głowę?
- Jeśli idę na operację, to powinnam takie rzeczy jak czas protrombinowy i INR załatwiać prywatnie i nie żerować na NFZ.

Zatrzęsło mną. Niewiele brakowało, abym dała panience prosto w zęby, ale wizja srebrnych bransoletek na nadgarstkach szybko mnie otrzeźwiła.

Skończyło się na tym, że "pani dochtórka" wystawiła mi skierowanie na morfologię z tekstem, że następnym razem mam jej nie prosić o jakiekolwiek skierowanie.

Jestem typem osoby, która absolutnie nie chodzi do lekarza dla rozrywki. A zbliżająca się operacja, może zaważyć na moim dalszym życiu pod wieloma względami. Może nawet przekreślić moje marzenia względem posiadania potomstwa.

Nie ma to jak empatia. Wróżę tej pani owocną i długą karierę przy takim podejściu do pacjenta.

Edit, 18.02.2020, stan na godzinę 9:40: Byłam u innej lekarki w tej samej przychodni i dała mi skierowanie na to drugie badanie bez żadnej łaski. Oczywiście, tym razem nie puściłam pary z gęby po co mi to potrzebne. Wychodzi na to, że czasem lepiej nie mówić prawdy.

słuzba_zdrowia

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 111 (135)

#85987

(PW) ·
| Do ulubionych
Od pewnego czasu jestem wolontariuszką w jednym z gdyńskich hospicjów.

Dziś opowiem Wam o Piekielnej Beatce - weterance wśród osób przychodzących na wolontariat (14 lat stażu ) - imię niezmienione, celowo.

PB jest osobą, która uwielbia przeinaczać fakty, kłamać, robić z siebie cierpiętnicę oraz straszyć nowy narybek - zarówno nowych wolontariuszy jak i osoby skierowane przez sąd na prace społeczne.
Często wyrzeka, że czuje się jakby była tu za karę.

Oto kilka przykładów:

1) Beatka została poproszona przez salową o opróżnienie koszy na śmieci w pokojach pensjonariuszy, pokoju pielęgniarek, i gabinecie zabiegowym. Jej wyrzekanie "jestem wykorzystywana, salowe nic nie robią, siedzą na dupach i piją kawkę" było już doskonale słychać z pierwszego piętra. Salowe rzecz jasna nie "siedziały na dupach i nie piły kawki" tylko przygotowywały kolację dla pensjonariuszy. Tak, w naszym hospicjum istnieje takie stanowisko jak salowa-kuchenkowa.

2) Znęcanie słowne nad osobami skierowanymi na prace społeczne. Teksty typu "jesteś łamagą, nie umiesz nawet umyć naczyń, zużywasz za dużo płynu" są wręcz na porządku dziennym.

3) Pewnego razu oskarżyła jedną z dziewczyn przychodzących na odrabianie prac o kradzież dowodu osobistego i chęć wzięcia kredytu na jej dane.

4) Pomówiła też jedną z pań salowych jakoby ta chciała ją uderzyć.

5) Często zwraca się do pensjonariuszy i rodzin w niegrzeczny, wręcz wulgarny sposób.

Ksiądz przełożony wielokrotnie przymykał oko na jej wybryki, ale po sytuacji nr 5 wydaje mi się, że po zebraniu personelu jakie jutro zostanie zwołane, Beatka otrzyma zakaz przychodzenia do hospicjum - wiem od salowych, że będą tego żądać.

Nie pojmuję jej toku myślenia. Jeżeli wolontariat jest "karą" to po kiego diabła przyłazić i psuć innym nerwy?

Hospicjum Oksywie

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 151 (177)

#85105

(PW) ·
| Do ulubionych
Sąsiadka opisywana w historii https://piekielni.pl/78723 i jej mąż są totalnymi burakami. Zamiast wdzięczności za okazaną przytomność umysłu (sytuacja, którą opiszę mogłaby się skończyć o wiele gorzej) dostałam jeszcze opier-papier, że "to pewnie moja robota".

Wczoraj, godzina 3:20. Z racji tego, iż moi rodzice są na agrowczasach w naszym wiejskim domu, a ja urzęduję sama w mieszkaniu, sumiennie to wykorzystuję, oglądając rozmaite filmy na HBO i Cinemaxie - a najciekawsze lecą właśnie w nocy.

W przerwie kolejnego oglądanego filmu wyszłam do kuchni i odruchowo spojrzałam przez okno. Zobaczyłam gęsty dym unoszący się znad auta opisywanych sąsiadów i już wiedziałam, że coś nie tak. Oględziny za pomocą lornetki tylko mnie upewniły, że zaraz będzie ognista draka. Wiedziałam tylko jedno - że muszę działać szybko, bo za palącym się samochodem stoi audi należące do właścicielki rottweilerek-Słodziaków i jej partnera.

Wybiegłam z mieszkania tak, jak stałam, na bosaka i zapukałam do mieszkania piętro niżej z krzykiem "Sąsiad, pali się auto zaparkowane przed twoim, chodu na dół!”.

Sąsiad wystrzelił z mieszkania jak rącza gazela i pobiegł za mną, po drodze informując straż pożarną. Przypuścił szturm na drzwi tej pani i powiedział, że pali jej się auto.

Wybiegłam przed klatkę schodową, za mną sąsiedzi, ale pożar był już na tyle rozwinięty, że ledwo ewakuowano audi, wybuchła opona i pękła boczna szyba, a ogień trawił tyły pojazdu.

Pozostało tylko czekać na straż pożarną, która pojawiła się około 6 minut po wezwaniu.

Po ugaszeniu nieszczęsnego renault i odcięciu kabli od akumulatora strażacy powiedzieli, że to nie wygląda na przypadkowy pożar, lecz na ewidentne podpalenie.

Policjanci przybyli chwilkę później, powiedzieli to samo i zapytali, kto zauważył pożar.

Powiedziałam zgodnie z prawdą, że to ja, a "ukochana sąsiadka" zaczęła pyskować, że to pewnie moje dzieło, bo jej nie lubię i ciekawe, dlaczego nie śpię o tej porze. A jej mąż tylko dolewał oliwy do ognia i też coś tam poburkiwał.

Nie dałam się sprowokować. Krótko i rzeczowo odpowiedziałam, że powinna być mi wdzięczna, że zauważyłam, bo MOŻE jeszcze coś uda się z tego odratować.

Spełniłam tylko obowiązek każdego trzeźwo myślącego człowieka. Jeszcze tak nie upadłam na głowę, aby niszczyć cudze mienie o znacznej wartości.

Gdyby coś podobnego przytrafiło się w przyszłości, niech się martwi ktoś inny. Ja sobie odpuszczam, a nasze auto wyląduje zamknięte na cztery spusty w garażu.

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 80 (140)