Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 14 sierpnia 2019 - 22:08
  • Historii na głównej: 50 z 70
  • Punktów za historie: 7882
  • Komentarzy: 283
  • Punktów za komentarze: -518
 

#84780

(PW) ·
| Do ulubionych
Pamiętacie zapewne o Słodziakach, które opisywałam w historii https://piekielni.pl/84540.

Dzisiejsza sytuacja tylko mnie upewniła w tym, że moi sąsiedzi, których bronili co poniektórzy userzy, na pewno zasługują na order Janusza/Grażyny roku 2019. Moja mama już się nasłuchała, że jestem "przeklętą tłustą donosicielką i lepiej by było, abym się wzięła za swoją dupę". A to dlaczego? Czytajcie...

Na drugim piętrze mieszka kobieta, którą również opisywałam na łamach tego portalu, w historii https://piekielni.pl/78723. Posiada ona agresywnego kundla średniej wielkości, który rzuca się na wszystko i wszystkich, mój pies i ja niejednokrotnie mieliśmy "przyjemność" zostać zaatakowani przez niego.

Kundel zwie się Rufi i jest wybitnie rozpuszczony oraz głaskany za wszystkie przewinienia. Chodzi bez smyczy, a wszelkie uwagi kończą się tekstem "proszę się wynosić/proszę iść w swoją stronę" i głaskaniem gada z dziubdzianiem „Rufeńku, już dobrze! Oni są głupi!". Całe osiedle zna tę durnowatą babę jak zły szeląg.

Dzisiaj, 11:30.
Wynosiłam śmieci i co zobaczyłam? Rufeńkowa pańcia wchodzi z nim do klatki schodowej, a na dół schodzi nowa sąsiadka, dzierżąc w obu dłoniach psice przypięte na smyczy.

W Rufiego jakby diabeł wstąpił. Rzucił się na młodszą suczkę z piekielnym warkotem. Ugryzł ją w łapę. Pisk, krew się sączy i oczywiście ryk babona :

- CZY PANI ZAWSZE MUSI ŁAZIĆ Z TYMI BYDLAKAMI, JAK JA WYCHODZĘ?! TO PANI WINA!

Złapała agresora pod pachę i usiłowała z nim uciec do mieszkania. Rzuciłam worek i zastąpiłam jej drogę, mówiąc, że teraz to na pewno nigdzie nie pójdzie, i że wzywam Policję.

Nie rzucam słów na wiatr, więc zrobiłam tak, jak powiedziałam. Patrol pojawił się w rekordowe dziesięć minut. Po spisaniu danych i rozeznaniu się w sytuacji, zażądano od babska świadectwa szczepienia psa.

I teraz następuje cała doza piekielności. Okazało się, że Rufeńcio nie ma ważnego dokumentu potwierdzającego szczepienie. Powinien mieć szczepienie pół roku temu.

Babol dostał 300 zł mandatu i będzie się jeszcze tłumaczył na komisariacie. I dobrze jej tak. A kto wie, czy sprawa nie pójdzie dalej.

Poszkodowana suczka musiała korzystać z pomocy weterynaryjnej.

Teraz ciśnie mi się na palce jedno: A NIE MÓWIŁAM?

Jakoś średnio mnie interesuje, co wygadują inni sąsiedzi, będący w komitywie z przygłupią właścicielką. Na ich utrzymaniu nie jestem, nie żywią mnie, a taka sytuacja w ogóle nie powinna mieć miejsca.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (176)
Moi sąsiedzi chyba tęsknią za tymi przygłupami, którzy niedawno się wyprowadzili i próbują "umilić" życie nowo zamieszkałej pani.

Nowa sąsiadka ma dwie suczki rasy rottweiler - na potrzeby historii nazwę dziewczynki Słodziakami.

Słodziaki mają 10 i 9 lat, są adoptowane ze schroniska. Już na dzień dobry nowa lokatorka została przywitana tekstem :

- Kto normalny trzyma w domu takie BYDLAKI?! Tylko patrzeć, a kogoś skrzywdzą!

Poza tym są ciągłe pretensje, że Słodziaki wyją non stop jak obdzierane ze skóry, gdy zostaną same. Nie ma w tym ani ziarnka prawdy. "Popłaczą" pięć, góra dziesięć minut i zapada cisza. Poza epizodami płaczu z tęsknoty, w ogóle ich nie słychać, widzę często, jak wypoczywają na balkonie, śpiąc snem sprawiedliwego.

Mimo groźnego wyglądu są przylepami pierwszej kategorii, a mojego małego psa traktują jak równego sobie - często chodzę z nową sąsiadką na spacery do lasu i całe trio bawi się zgodnie i bez awantur. Sama właścicielka mieszkania jest osobą miłą i ugodową, jej partner także.

Przyznam szczerze, że kocham je jak swoje. Gdy mnie widzą, lecą do mnie przepychając się wzajemnie, bo wiedzą, że zawsze dostaną piłeczkę czy smakołyk. Dzięki nim i ich właścicielce w końcu zaznałam spokoju. Popłakiwanie z tęsknoty mi nie przeszkadza.

Czekam na wizytę dzielnicowego albo kogoś ze spółdzielni - chętnie zaświadczę wraz z rodzicami, jak wygląda cała sytuacja.

A reszcie sąsiadów chętnie przyznałabym order naczelnego Janusza/Grażyny.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 63 (175)
Niestety urażona duma sąsiadów nieraz przeradza się w nienawiść. Zapewne pamiętacie o sąsiedzie, którego opisywałam kilkukrotnie na łamach tego portalu.

Od czterech lat (2015-2019) przeżywałam gehennę spowodowaną uciążliwym zachowaniem sąsiada, skądinąd człowieka wykształconego, pracującego w dużej gdańskiej firmie.

Sąsiad (już były) ma dwójkę dzieci - jedenastoletniego syna i trzyletnią córkę. Od narodzin młodszego dziecka uciążliwe zachowania tylko się wzmogły. Uprzejme uwagi skutkowały stekiem wyzwisk i obraźliwych określeń szkalujących moją rodzinę.

Inni lokatorzy też przeżywali horror, ponieważ sąsiad uważał, że jego dzieciom wszystko wolno. Po kilkunastu interwencjach Policji sąsiad się wyprowadził i myślałam wraz z rodzicami, że nasz koszmar się skończył. Widocznie sąsiad nie może przeżyć tego, że niejako na własne życzenie musiał się wyprowadzić.

W dniu dzisiejszym moja mama otrzymała anonim, w którym życzliwy informator twierdził, iż mój ojciec ma kochankę. Anonim został nadany w Gdańsku-Oliwie.

Styl pisaniny też jasno wskazywał, że to robota sąsiada. Nie wiem, co trzeba mieć w mózgu, aby tworzyć takie bajki. Na co on liczył?

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (136)

#84099

(PW) ·
| Do ulubionych
Niektóre babska serio lubią uprzykrzać komuś życie. Chyba mało im własnych problemów.

Mój rejon pocztowy obsługuje bardzo fajny listonosz - Piotruś. Jestem z nim per ty i nigdy nie było problemu, aby mi wydał przekaz/list polecony/paczkę świeżo wychodząc z pobranym majdanem z głównej siedziby poczty, bo wiedział, że często pracuję na popołudniową zmianę i ciężko mnie zastać, a filia, w której pozostawia nieodebrane przesyłki jest otwarta w takich godzinach, że ni przypiął, ni wypiął. Zawsze, gdy mnie widział na przystanku, z którego ruszał w moją dzielnicę, wołał:

- Hermiona! Mam coś dla ciebie. Odłożyłem specjalnie na bok przy rozdzielaniu przesyłek.

I tak oto w moich rączkach lądowały przekazy pieniężne, listy polecone, paczuszki bądź korespondencja do moich rodziców.

Komuś to się wyraźnie nie spodobało i doniósł naczelnikowi poczty, że listonosz faworyzuje odbiorców. Dzisiaj rano, spotkawszy Piotrusia na przystanku, dowiedziałam się, że chętnie by mi wydał teraz to, co ma dla mnie, ale nie może, bo ktoś na niego doniósł.

Obiecał, że pojawi się o 14 w moim bloku i wyda mi wszystko, co jest zaadresowane do mnie i rodziców.

I jakiej gadzinie to do cholery przeszkadzało, że ktoś tak dobrze dogaduje się z listonoszem?

Skomentuj (29) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 92 (178)
Starsi ludzie i ich zachowania w przychodni naprawdę mnie przerażają. Dostałam od stomatologa skierowanie na pantomogram, ponieważ moje ósemki nie chcą mi wyrosnąć już któryś rok z rzędu. Badanie wykonuje się w drugiej przychodni należącej do spółki. Przy rejestracji należy bezwzględnie okazać dowód osobisty. Do niektórych seniorów to jak widać nie dociera.

Przed chwilą byłam świadkiem sceny, gdzie zażywny starszy pan wyzywa rejestratorkę od upierdliwych pi***d, bo on ma skierowanie z wypisanym numerem PESEL, imieniem i nazwiskiem i nie widzi powodu, aby jakiejś siksie pokazywać dowód. Inni seniorzy mu wtórowali i dolewali oliwy do ognia.


Druga scenka:
Jakaś pieniaczka w różowym swetrze jęczała głośno, ile ona ma czekać i dopytywała co chwilę w rejestracji, który numerek jest na chwilę obecną obsługiwany. Nie wyglądała wcale na chorą.

Po każdej wizycie w przychodni odnoszę coraz silniejsze wrażenie, że seniorzy chodzą do lekarza dla rozrywki i szukają tylko okazji, aby gdzieś wyładować swoje negatywne emocje.

A, i jeszcze potrafią jęczeć, że czują się intruzami, bo nie usłyszą ani dzień dobry, ani dziękuję, ani do widzenia, a to jawne kłamstwo.

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 48 (124)

#83775

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam #83773 i naszło mnie na osobiste refleksje związane z portalem OLX.

Od jakiegoś czasu za namową mojego lubego pozbywam się mojej długo gromadzonej kolekcji świec, wosków i samplerów Yankee Candle.

Świec i inszych zapachowych pierdół było ci u mnie dostatek. W pewnym momencie miałam około 50-70 dużych świec i ponad 130 wosków.

Uznałam, że nie ma sensu dłużej ich trzymać, bo świecomania przestała mnie rajcować, więc posadziłam chłopa przed komputer i dałam mu się wyżyć nad wstawianiem ogłoszeń.

W każdym jasno zaznaczył, że nie interesuje nas wymiana na insze dobra, cena nie podlega negocjacji, a koszta ewentualnej wysyłki pokrywa kupujący.

Niektórzy użytkownicy tego portalu wyraźnie nie szanowali mojego czasu oraz nie wczytywali się w treść ogłoszeń.

Zdarzały się szanowne Grażyny z różnymi fochami i dziwacznymi propozycjami:

1) Któregoś pięknego dnia moją skrzynkę zalała fala wiadomości od jednej i tej samej osoby, dotyczących każdego ogłoszenia. Zerknęłam co się dzieje i zdębiałam. Wiadomości brzmiały "WITAM! CZY MOŻLIWA WYMIANA NA COŚ Z MOICH OGŁOSZEŃ?" (każda wiadomość pisana z caps lockiem). Nawet nie odpisywałam, aby nie wdawać się w przepychankę słowną.

2) Hit nad hitami. Pani męczyła mnie pół wieczoru, że chce konkretną świecę, że na pewno jutro weźmie, ona kocha ten zapach itp słodkopierdzące peany nt. świecy. Dwie minuty przed umówionym odbiorem wycofała się z zamiarów i stwierdziła,że niepotrzebny jej ten śmierdziel.

3) "A opuści Pani 10-20 zł?". Kwoty jakich sobie życzyłam za świece były i tak lepsze niż w sklepach stacjonarnych/internetowych. Nie zamierzałam ich oddawać za półdarmo, więc grzecznie odmawiałam. Spotykałam się z wielkimi fochami i pretensjami, że jestem nieuczynna.

4) Wszystkie samplery były wystawione w zestawie 24 sztuk. W ogłoszeniu jasno zaznaczono, że nie rozdrabniam zestawu i chcę się pozbyć całości za jednym zamachem. Jakby inaczej - fochy paniuś i obraza majestatu.

5) Szanowna z zamiarem kupna limitowanej świecy. Kiedy się dowiedziała, że musi pokryć koszta przesyłki, zablokowała mnie. Nie wiem, może myślała,że oddam jej ten egzemplarz za darmo.

Ludzie, na litość boską. Trochę szacunku do innych...

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (137)

#83300

(PW) ·
| Do ulubionych
Dzisiaj moja matka przy wychodzeniu ze sklepu została napadnięta przez pracownice, które siłą próbowały ją zaciągnąć do biura, bo rzekomo widziały na monitoringu, jak chowa jakiś towar do kieszeni.

Szarpały moją matkę jak marionetkę, nie pozwoliły jej okazać zawartości kieszeni przed sklepem, szydziły, że one już znają takie cwaniary, co im "pod....lą" towar, a później wychodzą straty na 40 tysięcy.

Została wezwana Policja. Mama okazała zawartość kieszeni i torebki. Nie miała nic, co byłoby własnością tej speluny. W domu okazało się, że od szarpania ma naderwany kaptur kurtki i rozerwany zamek torebki.

Jakiś pomysł, co zrobić z takimi agresorkami? Mam ochotę się do nich przejść i powiedzieć im, co o nich myślę.

Mam sporo znajomych w bliskim sąsiedztwie tego sklepu i odpowiednia opinia na pewno pójdzie w eter.

Skomentuj (49) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 74 (182)

#83502

(PW) ·
| Do ulubionych
Pamiętacie o moim głośnym sąsiedzie opisywanym w kilku historiach?
Wczoraj pokazał całą kwintesencję piekielności.

Ale przechodząc do rzeczy:

Późne popołudnie. Wracam z trasy, przed sobą mam jakieś 100 km do domu.
Nagle pika mój telefon umieszczony w uchwycie na przedniej szybie.
Szybkie łypnięcie na wyświetlacz - sms od matki o treści:

"Hermiona oddzwoń, bo nieszczęście się stało!"

Nie muszę chyba pisać, że serce zaczęło walić mi jak młotem, a żołądek fiknął podwójne salto i arabeskę. Oczyma wyobraźni widziałam martwego psa/chorego chomika/ojca z zawałem serca.

Zjechałam jak najszybciej na CPN i zadzwoniłam zapytać co to za nieszczęście.

Co się okazało?

W mieszkaniu "kochanego sąsiada" coś straciło szczelność i zalał trzy mieszkania pod sobą. Nie było go w domu, klatka schodowa przypominała sadzawkę, a zalane sąsiadki to emerytki, schorowane starsze Panie.
Zbiorowy lament, cyrk na kółkach.

Ryknęłam:

- Dzwoń do administracji. Będę jak najszybciej.

Co zastałam po powrocie? Kałuża już przed klatką schodową, otwarte drzwi od tejże i odgłosy awantury słyszalne już na parkingu pod blokiem.

Wkroczyłam do środka i zastałam istny kłąb ludzki na półpiętrze - Sąsiad, jego żona, i poszkodowane Panie krzyczą na siebie wzajemnie. Stanęłam na trzecim schodku ciekawa dalszego rozwoju sytuacji i pewna, że zaraz nastąpi jakiś smaczek. Awantura była tak zawzięta, że zebrani nawet mnie nie zauważyli.

Kochany sąsiad próbował uniknąć odpowiedzialności. Krzyczał, że on też ma mieszkanie do remontu, zniszczone panele w pokoju dzieci, etc. Stwierdził też z kpiącym uśmieszkiem, że:

- Panie śpią na pieniądzach, bo są same, to stać was na remont!

Pani Halinka, jedna z poszkodowanych zaczęła krzyczeć, że dzwoni po Policję.

Ten dureń prychnął:

- A dzwoń sobie Pani. I tak nie przyjadą. Co mi Pani zrobi?

Noż urwana nać. Wlazłam na to półpiętro i dobitnie powiedziałam, że wszystko słyszałam, a jego zasranym obowiązkiem jest pokryć szkody. Z paskudnym uśmieszkiem warknęłam, że chętnie poświadczę poszkodowanym gdzie trzeba, że usiłował uniknąć odpowiedzialności.

Sąsiad oklapł jak przekłuty balon, syknął tylko do żony

- Emila! Do domu.

Dzisiaj rano dowiedziałam się od jednej z poszkodowanych, że ma on ubezpieczone mieszkanie, a w poniedziałek będzie obecny rzeczoznawca z PZU.

I po co takie unikanie?

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 141 (189)

#83484

(PW) ·
| Do ulubionych
Firmy windykacyjne i durnowate panienki pracujące w nich.

Poniedziałek, 5.11.2018, 9:35.

Dzwoni mój telefon. Spoglądam, wyświetla się nr : 58 767 38 67. Odrzuciłam połączenie, bo z zasady nie odbieram od nieznanych numerów. Po tym odrzuconym połączeniu nastąpiło 15(!) kolejnych prób kontaktu ze mną.

Po 16 próbie nie zdzierżyłam, odebrałam i...

P - Halo, tu XXX YYY z firmy Ultimo, czy rozmawiam z panią Jolantą Opolską?

Ja: Nie, nie znam takowej osoby, to raczej pomyłka.

P: (podniesionym tonem głosu) - TO KIM PANI JEST DLA PANI J.O I JAKIM PRAWEM UŻYWA PANI JEJ NUMERU?

Ja: Proszę pani, nie życzę sobie, aby pani na mnie krzyczała. Numer posiadam od roku i nic mi nie wiadomo o jego poprzednim użytkowniku. Proszę go wykreślić z waszej bazy danych.

P: JA BĘDĘ PODEJMOWAŁA PRÓBY KONTAKTU!

Ja : Proszę bardzo. Mam nadzieję, iż pani wie, że stalking jest karany. Miłego...

...i tu *bip bip bip*. Panience się najwyraźniej znudziło. Mam nadzieję, że sobie odpuści.

Skomentuj (45) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 90 (134)

#83132

(PW) ·
| Do ulubionych
Przeczytałam #83130 i od razu przyszła mi do głowy pewna osoba z najbliższego otoczenia - nazwijmy ją Natalią.

Piekielną była jej matka. Nadopiekuńczość pomieszana z przemożną chęcią podporządkowania sobie nieszczęsnej dziewczyny jak marionetki, trwała lata. W kółko powtarzano jej, że jest nic nie wartym guanem, że bez mamusi zdechłaby pierwszej nocy/w razie wyprowadzki wróciłaby po dwóch dniach z płaczem.

Natalia nie mogła mieć znajomych, bo każdy był za głupi, za biedny, nieodpowiednio ubrany, taki, śmaki i owaki. Dochodziło do sytuacji, gdzie piekielna matka groziła rodzicom owych osób Policją, jeżeli ONI nie dadzą spokoju jej córeczce.

Nadszedł dzień gdy poznała kogoś, kto chciał ją uwolnić z tego piekła. Nie obyło się bez interwencji Policji, bo biednej dziewczynie zwyczajnie uniemożliwiano opuszczenie domu, mimo, iż była pełnoletnia. Rozegrał się armagedon z wrzaskami, rękoczynami, próbą rzucenia klatką zawierającą chomika.

Panowie niebiescy w ilości czterech sztuk dorodnych chłopa przybyli szybko na miejsce, odseparowali dręczoną dziewczynę od tej wariatki i umożliwili jej zabranie tego co było najbardziej potrzebne. Odprowadzały ją wrzaski, że nie ma po co wracać, urągliwe życzenia powodzenia.

Pierwsze co zrobiła N po opuszczeniu domu, to wizyta na komisariacie i założenie sprawy o znęcanie się. Opowiedziała co działo się od przeszło 13 lat* w domu, który był na pozór idealny.

Zapewne zapytacie gdzie był ojciec dziewczyny i czemu nie zareagował. Tatuś miał wylane, bo "on pracuje/on chce mieć spokój i ciszę". Idealna postawa, nie ma co. Dosłownie ojciec stulecia.

Dziewoja opisywana w historii wyszła na prostą, ma narzeczonego, wynajmowane mieszkanie, pracuje i nie przypomina w niczym tamtej stłamszonej, wyniszczanej przez PM, zahukanej istoty.

______________________________________

* Trzynaście lat temu zmarła prababcia, która mieszkała razem z N, jej matką i ojcem. Póki żyła, N była przez nią broniona. Z chwilą gdy biedna starowinka zamknęła oczy, rozpętało się piekło.

Skomentuj (6) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (222)