Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 14 sierpnia 2019 - 22:08
  • Historii na głównej: 50 z 70
  • Punktów za historie: 7882
  • Komentarzy: 283
  • Punktów za komentarze: -518
 

#75626

(PW) ·
| Do ulubionych
Niektóre klientki wyżej srają niż dupę mają.

Oto przykład sprzed godziny. Sprzątałam ślady armagedonu na dziale z napojami, bo jakiś inteligentny inaczej osobnik rozbił kilka butelek z sokiem pomidorowym. Miałam stamtąd doskonały widok na kasy, w razie gdyby trzeba było rzucić wiadro i mopa na wypadek powstania większej kolejki.

Zrobiła się za duża kolejka - odstawiłam sprzęt w bezpieczny kącik i poprosiłam klientów do swojej kasy.

Co usłyszałam od nobliwej pani odzianej w futro?

- JA SOBIE NIE ŻYCZĘ, ŻEBY OBSŁUGIWAŁA MNIE JAKAŚ POMYWACZKA! TO NIEDOPUSZCZALNE!

Nie dam sobie wleźć na głowę, obrażać się i porównywać do pomywaczek, więc nabrałam powietrza w płuca i hardym tonem odpowiedziałam paniusi, że tu nie ma sprzątaczek i lokajów, a rozbity towar się sam nie posprząta. Poza tym miałam założone rękawiczki, więc żadne brudy nie przeniosą się z moich rąk na jej drogocenne zakupy.

Pani stęknęła, sarknęła i poszła do koleżanki obok. No cóż, jej wola - jak kogoś razi to, że kasjer nie tylko skanuje towar, może niech robi zakupy w internecie..

Skomentuj (42) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 319 (369)

#75553

(PW) ·
| Do ulubionych
Zastanawiam się czy dla niektórych klientów piktogram z przekreślonym psem naklejony na drzwi sklepu nie jest wystarczająco jasną informacją, że z psem do sklepu wchodzić nie wolno.

Godzina wczesnowieczorna. Do sklepu wchodzi pani z małym pieskiem pod pachą. Od razu zostaje zatrzymana przez pracownika ochrony uprzejmie informującego, że pieska należy uwiązać przed budynkiem.

Jakby inaczej - rozpoczął się lament i pogróżki. Jak to tak, przecież jej tu pozwalano wcześniej wchodzić z psiaczkiem, oraz napastliwe pytania czy zapłacimy jej odszkodowanie, jeśli nie daj Najświętsza Panienko ukradną jej psiuńcia.

Babie zacięła się płyta, więc zostałam odesłana aby przyprowadzić panią kierownik sklepu, żeby jakoś dotarła tej paniusi do rozumu.

Po przybyciu kierowniczki, lament nie ustał - przybrał na sile. Pani Psiara nie reagowała na pouczenia o przepisach, wytycznych i wytrwale marudziła.
W końcu, widząc, że nic nie ugra.... wyszła trzaskając drzwiami i obiecując napisanie skargi "gdzie trzeba, bo ona ma znajomości!".

Czekamy niecierpliwie co zdziałają rzekome "znajomości" owej pani.

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 180 (240)

#75562

(PW) ·
| Do ulubionych
Sama nie wiem czy śnię, czy to się stało naprawdę.

Przedstawiam Wam gatunek klientki zwany "typowa Grażyna PRL-u".

Piątkowe popołudnie. Jak to zwykle bywa, o tej porze jest najwięcej klientów - trzeba być skupionym na tym co się aktualnie robi a nie na pięciu rzeczach naraz, bo manko jest kwestią chwili nieuwagi.

Jedna z klientek postanowiła u mnie opłacić rachunki. Łączna kwota niemała, bo coś około 2,500 zł. Zabrałam się za odliczanie pieniędzy, wtem nade mną rozległ się skrzekliwy głos:

- Niech mi powie ile to kosztuje!

Zajęta liczeniem należności i wydawaniem reszty, podniosłam głowę po dłuższej chwili. Moje spojrzenie napotkało sążniste babsko z brwiami odrysowanymi od szklanki, wyperfumowane jakimś duszącym pachnidłem. W ręku dzierżyła paczkę ciastek.

Odezwała się drugi raz:

- No niech mi powie ile to kosztuje! Pytam już drugi raz! A może nie wie?!
Czekam i czekam a ta się bawi pieniędzmi i nawet słowa nie powie!

Nie wytrzymałam. Nie życzę sobie,żeby jakikolwiek klient zwracał się do mnie per "Ty", a wypowiedź utrzymana w takim chamskim tonie nie mogła zostać puszczona płazem.

Powiedziałam, że obsługując jedną osobę nie mogę się zajmować sprawami drugiej, a poza tym kultura wymaga, aby zaczekać i nie zachowywać się niczym pępek świata.

Baba zaczęła mienić się wszystkimi odcieniami czerwieni i rzuciwszy ciastkami wyszła warcząc pod moim adresem różne "czułości".

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (301)

#75521

(PW) ·
| Do ulubionych
Wracam z kolejną dawką piekielności.


Dla niewtajemniczonych, bądź osób które nie czytały mojej poprzedniej historii napiszę jeszcze raz - od niedawna pracuję w Carrefourze.

O uczniach technikum nie zmieniłam zdania, natomiast starsi ludzie są niczym żądlące osy - potrafią dowalić taką dawką jadu, aż szczęka opada.

Dzisiaj kończyłam pracę o godzinie 14:00. Piętnaście minut przed zakończeniem pracy należy wyjąć kasetkę, wziąć formularz rozliczenia kasjerskiego i udać się do pomieszczenia rozliczeń celem oddania dwóch bezpiecznych kopert - jednej z zawartością dla banku, drugiej z odliczonym funduszem kasowym na następny dzień. Osoba rozliczająca wpisuje na druku rozliczenia ile pieniędzy zapłacono kartą i wtedy następuje powrót przed kasę, celem wydrukowania raportów kasowych - płatności kartą, rozliczenie szuflady itd.


Odliczywszy pieniądze na następny dzień, poszłam wydrukować raporty z kasy fiskalnej. Postawiłam tabliczkę głoszącą "kasa nieczynna" i zabrałam się do wklepywania cyferek na klawiaturze.

Niestety, nie dane było mi spokojnie dokończyć tego co zaczęłam. Do niektórych seniorów nie docierało, że skończyłam pracę i próbowali mi się wypakowywać na blachę kasową. Po informacji, że proszę o przejście do innej kasy rozpętało się piekło.

Cytując:

- Jak to nieczynne?!Siedzisz dziewucho na dupie i się bawisz a my tu czekamy!?
- Jesteś jak dupa od... żeby nas obsłużyć i proszę otworzyć kasę!
- Żądam kierownika, bo pani jest bezczelna! Odmawia pani obsługi!

Nie wytrzymałam. Zionęłam ogniem w odwecie i odpowiedziałam, że ja już skończyłam pracę, a to, że muszą poczekać mnie nie interesuje, bo ja też mam swoje życie i obowiązki, i proszę aby mi nie przeszkadzać.


Seniorzy są naprawdę dziecinni. Chyba będę musiała się przyzwyczaić, że dla nich kasa zamknięta i opatrzona tabliczką to kasa czynna, a kasjer (nawet po zakończonej pracy) jest ich ścierą i podnóżkiem.

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 320 (358)

#75392

(PW) ·
| Do ulubionych
Całkiem niedawno podjęłam pracę w markecie Carrefour.

Pracuję tam już drugi tydzień, ale nazbierało się kilka piekielnych sytuacji.
Sporą ilość klienteli stanowią tam seniorzy, oraz uczniowie pobliskiego technikum.

Na uczniów technikum nie narzekam. Płacą zawsze odliczoną gotówką, bądź kartą, nie grymaszą i nie wydziwiają.

Seniorzy to temat rzeka. Na szczególne brawa i oklaski za piekielność zasługuje starsza pani, która stwierdziła że z premedytacją i satysfakcją jak najwolniej odliczam 80zł w bilonie, podane mi przez jednego z klientów, a ona czeka jak ten baran. Cóż, odliczenie tych monet zajęło mi najwyżej minutę, podczas której rozlegało się stękanie i dyszenie seniorki. Dziwię się, że taka ponoć biedna i schorowana a miała siłę tak narzekać.

Stałym klientem jest pan, który ma dziwny nawyk. Żąda aby każdą rzecz z koszyka nabić mu na osobny paragon, i płaci za każdą transakcję tą samą kartą. Po otrzymaniu paragonów stoi dłuższą chwilę przy kasie , blokując ruch, nie reagując na to, że inni klienci chcą przejść.. stoi jak Sztywny Pal Azji spoglądając oskarżycielskim wzrokiem na kasjerkę i otrzymane świstki. Pytany czy coś się nie zgadza milczy i kontynuuje przeglądanie paragonów.

Ostatnio kłócił się ze mną, że 45 groszy za pomidora da się zapłacić kartą.
Tłumaczyłam mu wytrwale, że niestety taka niska kwota nie może być zapłacona kartą - co wywołało sapanie i krzyki "jak to tak, dlaczego, ja żądam kierownika sklepu!!!TY NIE UMIESZ! PRZYPADKOWA ZNAJDA Z ULICY!".

Interwencja kierownika sklepu spowodowała, że Monsieur Awanturnik rzucił 50 groszy i wyszedł obiecując, że już tu nigdy nie wróci.

Jakżeby inaczej - wrócił następnego dnia i znowu zaczął swoją polkę galopkę.

Przedwczoraj zaś ja, kierownik sklepu i ochrona zostaliśmy zrównani z ziemią.
Klient, który kupił mleko modyfikowane dla dziecka, wrócił po godzinie z rozdartą gębą, nie dał nikomu dojść do słowa, zwyzywał mnie, ochroniarza i kierownika sklepu pięć pokoleń wstecz. Padły groźby podania nas do sądu, Sanepidu i Bóg wie gdzie jeszcze.

Kiedy raczył spuścić z tonu, przechwyciłam nieszczęsną puszkę. Nie zauważyłam żadnych nieprawidłowości więc ryzykując kolejny stek wyzwisk spytałam o co właściwie chodzi.

Szanowny wziął datę produkcji za dzień na który rzekomo przypadał koniec terminu ważności. Objaśniony, że to data produkcji, wyrwał mi puszkę i wyszedł ze sklepu bez żadnego przepraszam czy pocałuj mnie w de.

W końcu najlepiej przyjść, zwyzywać i nie dać spokojnie wyjaśnić sytuacji.
Na szczęście mnie to nie rusza, niech sobie krzyczą i ośmieszają się zamiast spokojnie dopytać - to tylko pokazuje poziom wychowania wyniesiony z domu.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 310 (342)

#74683

(PW) ·
| Do ulubionych
Posiadam ciotkę, która ostatnie 4 miesiące przepracowała na stażu w Domu Pomocy Społecznej. Wszystko cud, miód, orzeszki. Zaczęto przebąkiwać o jej stałym zatrudnieniu, aż nagle dyrektorce tego przybytku poprzestawiało się coś w mózgowiu i stwierdziła, że z dniem 31.08 br żegna się z moją krewną.

Powód? Osoba rządząca placówką nie była w stanie podać konkretnej przyczyny swej nagłej odmiennej decyzji. A jak się później okazało, za plecami ciotki przyjęto kogoś... na STAŁE!

Prawie się udławiłam słysząc gorszące wieści opisane niżej.

Weronika to dziewuszysko starsze ode mnie trzy lata. Wyobraźcie sobie, że panna która kończy szkołę policealną za rok, nieposiadająca dyplomu tudzież innych uprawnień została przyjęta jako pełnoprawny pracownik, na cały etat.
Jest leniwa, nieuprzejma wobec pensjonariuszy - jednemu z nich kazała czekać trzy godziny na zmianę pampersa.
Przy przyjmowaniu na staż mojej cioci, wymagano od niej świadectwa ukończenia szkoły, dyplomu uprawniającego do wykonywania zawodu i całej sterty innej makulatury.

Przyznam się, że zaśmierdziało mi tu nepotyzmem bądź tak zwanymi "znajomościami".

"Trochi" to dziwne, że kogoś przyjmuje się bez wymaganych dokumentów, a ktoś inny musi wkuwać, i zapier....lać za dziesięciu żeby mu dali wymarzoną pracę.

Nie jestem mściwa, ale cała ta sytuacja znacznie mnie zirytowała i sądzę, że nadaje się to do zgłoszenia. No właśnie, ale komu?

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (199)
Agencje pracy tymczasowej rozrastają się w naszym kraju niczym grzyby po deszczu. Większość z nich nie czyni machlojek i przelewa w wyznaczonym dniu wypłatę jednakże..

...istnieje jedna 'agencja pracy', przed którą chcę ostrzec osoby poszukujące zajęcia,choćby dorywczego. Nie dostaniecie swoich pieniędzy na czas, o ile... w ogóle wyświadczą Wam łaskę i przeleją wypłatę.

Mowa o agencji Grupa ITC (znanej też pod nazwą Temporary Work) mieszczącej się w Krakowie, ul. Kurniki.

Współpracując z tą agencją prędzej nabawimy się wrzodów na żołądku i naszarpanych nerwów, niż uzyskamy satysfakcję z pracy.

Tak się niestety złożyło, że wpadłam w sidła tej agencji pracy - w umowie jest zapis o przelewaniu wypłaty 31 dni po zakończeniu zlecenia. W czwartek ponoć zlecono przelew - pieniędzy nie ma do dzisiaj.

Jeżeli nie otrzymam ich w poniedziałek, sprawa dla mnie stanie się jasna i powędruję na komisariat policji, złożyć zawiadomienie o oszustwie.

Uważajcie na panią K.D - potrafi tylko obiecywać i przekonywać jak to pięknie pracować dla tej agencji, a później, gdy pracownik dzwoni żądając wyjaśnień - boi się odebrać połączenie.

Skomentuj (19) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 138 (172)

#71407

(PW) ·
| Do ulubionych
Bywały tu już historie o kandydatce na Matkę Roku, jednak historii o kandydacie na Dziadka Roku ani jednej.

Przystanek autobusowy w centrum miasta. Na ławce siedzi około ośmioletni chłopczyk, przy nim stoi pokrzykujący na niego dziadek - zażywny, gruby facet około 60 roku życia, wyglądający na niezłego furiata.

'Kochany dziadzio' miał pretensje do wnuka o.. rozbity talerzyk. Wyzywał go od kalek, debili umysłowych i nieudałot z dwiema lewymi rękoma oraz poszarpywał.

Na zwróconą przeze mnie uwagę, żeby nie znęcał się nad dzieckiem, roześmiał się ironicznie i stwierdził, iż 'gówniarzowi masażyk się przyda'.

Oddaliłam się poza wiatę przystankową i zadzwoniłam na Policję, zgłaszając przemoc nad dzieckiem. Niestety, krewki dziadek wraz z pochlipującym wnuczkiem zdążyli odjechać busem przed przyjazdem panów niebieskich.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 252 (288)

#71359

(PW) ·
| Do ulubionych
Borze mój szumiący... Niektóre jednostki ludzkie powinny przechodzić odpowiednie badania psychologiczne uprawniające do kupna psa.

Mam ci ja na osiedlu dwoje skrzywionych psychicznie ludzi.
W bloku oddalonym o rzut beretem mieszka małżeństwo w wieku 45-50 lat. Posiadają małą szczekającą i rzucającą się na inne psy popierdółkę rasy jack russel terier.

Pańcio tego potwora siada sobie na płotku okalającym ogródek przy klatce schodowej, spuszcza swojego gnojka ze smyczy i patrzy z uciechą jak jego pupilek szczekając atakuje inne psy/ich właścicieli. Potrafi podjudzać psa podśmiewając się 'bierz go!bierz go!' Wszelkie prośby o zabranie uciążliwego pupila kwituje wybranym zdaniem z swojego ubogiego słownika. Odpowiednio: 'SPIE...LAJ' lub 'CO SIĘ CZEPIASZ?!'.

Pańcia nie odstaje poziomem zachowania od swojego męża. Co prawda trzyma psiego gnojka na smyczy automatycznej, ale rozluźnia ją do niebotycznych rozmiarów. Nie muszę chyba wspominać jaka byłam przerażona kiedy jej psiuńcio rzucił się na mnie pewnego grudniowego wieczoru. Jego ząbki dosięgły już mojej nogi, więc stanowczo odtrąciłam małego furiata butem/lekko go kopnęłam. Pańciunia wszczęła jazgot i krzyk, a na prośbę, żeby raczyła trzymać swojego kundla przy sobie, nazwała mnie panią lekkich obyczajów.

Ktoś ma jakiś pomysł co z tym zrobić? Myślałam nad użyciem popularnego środka odstraszającego na wieki wieków ament.

Skomentuj (15) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 112 (152)

#71328

(PW) ·
| Do ulubionych
'Zakaz wprowadzania psów'. Któż nie zna tej tabliczki wiszącej na drzwiach każdego punktu handlowego? Jak widać... zakaz nie obowiązuje wszystkich. Ale o tym za chwilę.

Mam ci ja na osiedlu TOP Market.

Jest to jedyny sklep, w którym można kupić bilet na zbiorkom bez zbędnego biegania kurcgalopkiem po osiedlu i poszukiwania kiosku z obłędem w oczach.

Wczoraj wyjątkowo poszłam tam zakupić śmietanę do zupy.
Widok jaki ukazał się moim oczom sprawił, że nigdy, kurde przenigdy, nie kupię w tym miejscu żadnych artykułów spożywczych.

Po sklepie biegał yorczek - zwany też szczekającym szczurem i postanowił sobie beztrosko opróżnić pęcherz unosząc łapę nad półką ze słodyczami. Wstrząśnięta, podeszłam do kasy i zapytałam czyje to zwierzątko.

Do posiadania zwierzęcia przyznała się blondi z różowymi pasemkami we włosach, zawzięcie gadająca z młodą ekspedientką - zapewne koleżanką. Zapytałam ją czemu wprowadza psa do sklepu i poinformowałam co jej słodki piesek narobił.

Odpowiedź na wiadomym poziomie. Przytaczając:
- Bo taką mam ochotę! No i co, że nasikał?

Zatkało mnie. Zostawiłam śmietanę i po prostu wyszłam.

Zastanawiacie się zapewne czemu poruszyłam ten temat. Jakieś pół roku temu wkroczyłam w progi tego sklepu, piastując pod pachą transporter z psem. Mieliśmy jechać do weterynarza, więc szybko skoczyłam po bilet uprawniający do jazdy zbiorkomem. Ta sama ekspedientka kazała mi natychmiast robić wypad z jak to określiła 'pchlarzem'.

Jak myślicie, SANEPID będzie odpowiednim miejscem na właściwe pisemko?

sklepy

Skomentuj (54) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 288 (356)