Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

HermionaGranger

Zamieszcza historie od: 17 lutego 2016 - 14:41
Ostatnio: 19 czerwca 2019 - 11:43
  • Historii na głównej: 49 z 69
  • Punktów za historie: 7819
  • Komentarzy: 280
  • Punktów za komentarze: -493
 
Moi sąsiedzi chyba tęsknią za tymi przygłupami, którzy niedawno się wyprowadzili i próbują "umilić" życie nowo zamieszkałej pani.

Nowa sąsiadka ma dwie suczki rasy rottweiler - na potrzeby historii nazwę dziewczynki Słodziakami.

Słodziaki mają 10 i 9 lat, są adoptowane ze schroniska. Już na dzień dobry nowa lokatorka została przywitana tekstem :

- Kto normalny trzyma w domu takie BYDLAKI?! Tylko patrzeć, a kogoś skrzywdzą!

Poza tym są ciągłe pretensje, że Słodziaki wyją non stop jak obdzierane ze skóry, gdy zostaną same. Nie ma w tym ani ziarnka prawdy. "Popłaczą" pięć, góra dziesięć minut i zapada cisza. Poza epizodami płaczu z tęsknoty, w ogóle ich nie słychać, widzę często, jak wypoczywają na balkonie, śpiąc snem sprawiedliwego.

Mimo groźnego wyglądu są przylepami pierwszej kategorii, a mojego małego psa traktują jak równego sobie - często chodzę z nową sąsiadką na spacery do lasu i całe trio bawi się zgodnie i bez awantur. Sama właścicielka mieszkania jest osobą miłą i ugodową, jej partner także.

Przyznam szczerze, że kocham je jak swoje. Gdy mnie widzą, lecą do mnie przepychając się wzajemnie, bo wiedzą, że zawsze dostaną piłeczkę czy smakołyk. Dzięki nim i ich właścicielce w końcu zaznałam spokoju. Popłakiwanie z tęsknoty mi nie przeszkadza.

Czekam na wizytę dzielnicowego albo kogoś ze spółdzielni - chętnie zaświadczę wraz z rodzicami, jak wygląda cała sytuacja.

A reszcie sąsiadów chętnie przyznałabym order naczelnego Janusza/Grażyny.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 58 (166)
Niestety urażona duma sąsiadów nieraz przeradza się w nienawiść. Zapewne pamiętacie o sąsiedzie, którego opisywałam kilkukrotnie na łamach tego portalu.

Od czterech lat (2015-2019) przeżywałam gehennę spowodowaną uciążliwym zachowaniem sąsiada, skądinąd człowieka wykształconego, pracującego w dużej gdańskiej firmie.

Sąsiad (już były) ma dwójkę dzieci - jedenastoletniego syna i trzyletnią córkę. Od narodzin młodszego dziecka uciążliwe zachowania tylko się wzmogły. Uprzejme uwagi skutkowały stekiem wyzwisk i obraźliwych określeń szkalujących moją rodzinę.

Inni lokatorzy też przeżywali horror, ponieważ sąsiad uważał, że jego dzieciom wszystko wolno. Po kilkunastu interwencjach Policji sąsiad się wyprowadził i myślałam wraz z rodzicami, że nasz koszmar się skończył. Widocznie sąsiad nie może przeżyć tego, że niejako na własne życzenie musiał się wyprowadzić.

W dniu dzisiejszym moja mama otrzymała anonim, w którym życzliwy informator twierdził, iż mój ojciec ma kochankę. Anonim został nadany w Gdańsku-Oliwie.

Styl pisaniny też jasno wskazywał, że to robota sąsiada. Nie wiem, co trzeba mieć w mózgu, aby tworzyć takie bajki. Na co on liczył?

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 59 (135)
zarchiwizowany
Ukraińcy i ich "ja ni panimaju" potrafi czasami nieźle podnieść ciśnienie.

Osiedlowa Żabka, godzina 19:00. Ojciec posłał mnie z misją kupienia mu doładowania przy okazji spaceru z psem.

Za kasą zobaczyłam Ukrainkę, więc wiedziałam, że będzie wesoło. Poprosiłam o doładowanie do Plusa za 100 złotych i co dostałam?

Doładowanie do Orange. Noż jak Boga kocham,myślałam że wyjdę z siebie i stanę obok - dobrze, że przed przekazaniem gotówki mam zwyczaj sprawdzania co dostaję.

Poinformowałam Panią,że ja za to doładowanie nie zapłacę, bo prosiłam o inne, dziękuję i do widzenia.

Padła odpowiedź :

- Pani,ale ja już porachowała! Ja ni panimaju !Pani musi zapłacić!


No, niedoczekanie. Z jakiej racji miałabym płacić za błędnie wydrukowane doładowanie?

Zostawiłam ją z tym, i nic mnie nie obchodziło co ona zrobi. Za gapiostwo się płaci.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 1 (49)
zarchiwizowany
Zapewne pamiętacie o siostrze mojego dziadka opisanej w historii #82663. Wspominam dzisiaj o niej ponownie, ponieważ świeżo wróciłam z odzyskanymi pieniędzmi, które nieboszczka pożyczyła piekielnej Edytce (W skrócie PE).

Piekielna Edytka ma około 60 lat, kamienicę i lokale handlowo-usługowe w tymże gmaszysku.
Oddanie 2500 zł (a tyle właśnie była winna) nie stanowiłoby dla niej raczej żadnego problemu. Unikała tego jak mogła. Zmieniła nawet numer telefonu, abyśmy tylko jej nie przypominali o naszym istnieniu i o tym, że czekamy na pieniądze.
Uciekała nawet od sąsiadów ś.p cioci Ireny, którzy byli proszeni przez nas o przypomnienie jej o wysłaniu nam przekazu pocztowego/zrobieniu przelewu na konto.

Dzisiaj, cztery miesiące po zobowiązaniu się przed moim dziadkiem, że odda dług najszybciej jak będzie mogła, wydusiłam z tej przebiegłej baby pieniądze. Kosztowało mnie to co prawda prawie trzy godziny jazdy autem w jedną stronę, oraz odpowiedni załącznik dziękczynny dla kolegów, którzy pojechali ze mną jako wsparcie.

Nie mogłam dłużej patrzeć jak dziadek, schorowany starszy człowiek po udarze, z dnia na dzień denerwuje się coraz bardziej.

Dzisiaj rano skrzyknęłam straż przyboczną w ilości trzech chłopa i ruszyliśmy w okolice Działdowa odzyskać to co słusznie należało się mojej rodzinie.

Dziadek oczywiście nie wiedział o moim genialnym pomyśle, bo i po co? Szkoda jego podkopanego zdrowia.



PE dorwaliśmy na samym środku rynku, przy fontannie. Prawdopodobnie wracała z kościoła.
Postawiliśmy jej ultimatum, że ma piętnaście minut na oddanie pieniędzy, bo w innym przypadku wzywamy Policję, świadkowie wiedzący o tym, że zalegała z zwrotem długu znajdą się w czasie krótszym, niż pstryknięcie palcem, a ponadto w takim miasteczku jak Lidzbark, wszystko roznosi się w dwie sekundy, więc będzie tu spalona do końca życia.

Pieniądze oddała czerwona jak burak i z łzami w oczach. Myślę, że taka nauczka jej się przyda.

Wróciłam do swojego miasta, i od razu pognałam na full spidzie do dziadka. Biedny senior był zaskoczony, że w końcu odzyskał te pieniądze.
Oczywiście dostała mi się sowita sumka za to, że wzięłam babsko w obroty.

Nie chciałam. Nie uważałam, że mi się należą. Ale dla rodziny zrobię wszystko. Nikt nie ma prawa im czegokolwiek zrobić.

A piekielna Edytka będzie się smażyć w piekle za swoje zachowanie.

Skomentuj (32) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 27 (121)

#82839

(PW) ·
| Do ulubionych
Klientka krzykaczka i groźby nagłośnienia "celowego oszustwa" w telewizji radiu i nie wiadomo, gdzie jeszcze.

Niedzielne leniwe przedpołudnie w pracy. Klientów mało, siedziałam za kasą i podsypiałam na siedząco bądź w antraktach pomiędzy kasowaniem zbierałam koszyki.

Nagle na linię kas wpada ONA. Chwyta mnie za ramię i drze się, że w czwartek rano CELOWO nabiłam jej o jedną butelkę wódki za dużo. Ona tak tego nie zostawi, nagłośni sprawę, gdzie się da, zniszczy mnie, ja ją jeszcze popamiętam.

Machała mi paragonem przed nosem, więc w trakcie tych dzikich wywijańców dostrzegłam numer kasjerski domniemanej sprawczyni - ja mam numer 30, a kasjerka, która popełniła błąd, numer 27.
Ponadto w czwartek pracowałam w godzinach popołudniowych, więc za Chiny Ludowe to nie mogłam być ja - zdolności bilokacji nie posiadam, a o godzinie widocznej na paragonie przewracałam się jeszcze na drugi bok w łóżku.

Znam numery kasjerskie współpracownic z racji codziennego podpisywania się na liście wydawania pogotowia kasowego. Zarówno ja, jak i Nikola, mająca nr 27 mamy czarne włosy i obie jesteśmy nieco przy kości, więc o pomyłkę nietrudno.

Pani nie przyjmowała tego faktu do wiadomości, więc poprosiłam nadzór kas o wezwanie Łukasza - managera sklepu. Wyłuszczyłam mu sytuację przy dzikich wrzaskach klientki i poprosiłam o polubowne rozwiązanie sytuacji.

Łukasz poszedł do pomieszczenia ochrony, aby operator monitoringu odkopał nagranie z czwartku. Było to nieco żmudne, ale udało się ustalić, że flaszka była jedna.

Ciągle nabzdyczoną krzykaczkę zaproszono do Punktu Obsługi Klienta celem oddania zawrotnej kwoty 25,99.

Pani nie raczyła mnie nawet przeprosić i pufała pod nosem, że jedna i druga durne.

Nie ma to jak dostawać bęcki za nic. Naprawdę cudowne uczucie.

Skomentuj (44) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 60 (166)

#80995

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę godzin temu zadzwoniła do mnie moja ulubiona siostrzyczka. Usłyszałam, że jestem ścierwem, leniem śmierdzącym (zabawne, pracuję od 16. roku życia), hieną itd.

Bez słowa wyjaśnienia się rozłączyła. Po telefonie do mamy dowiedziałam się, że siostra rozmawiała z ojcem (dla mnie jest po prostu byłym mężem Mamy) - 'biednym, starszym człowiekiem' i okazało się, że narzeka, bo jego ukochana najmłodsza córka nasłała na niego komornika.

Cóż. Przez ostatnie 10 lat z człowiekiem nie rozmawiałam. Numeru nie zmieniłam w tym czasie, poza tym są social media, gdzie jest bardzo aktywny, no i przecież często się mijaliśmy na ulicy, bo mieszka w mieście, w którym kończyłam LO. 'Tato' alimenty na mnie płacił rzadko (pracował 'na czarno' przez cały ten czas), a w ostatnich miesiącach mojej nauki w liceum dostawałam sumy rzędu 8 zł (Nie żartuję! Naprawdę tyle raz dostałam!).

Miesiąc temu, jako że w tym roku się nie uczę, zrzekłam się alimentów, ot, jako uczciwy, dobrze wychowany przez Mamę człowiek.

A komornik 'siadł' na wypłacie eks-męża Mamy z powodu ok. 20 tysięcy długów, których dorobił się, nie płacąc alimentów przez całą dekadę.

Ale to ja jestem zła i niedobra.

Home sweet home

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 108 (142)

#75812

(PW) ·
| Do ulubionych
Znajomy miał stłuczkę.

Kobieta przejechała na czerwonym, wpakowała mu się małym autkiem centralnie przed maskę. On, żeby w nią nie uderzyć (raczej miałaby marne szanse na wyjście bez szwanku z bocznego uderzenia w drzwi kierowcy przez SUVa), odbił, jej auto lekko zahaczył i uderzył w latarnię. Jego auto do kasacji.

Kobieta mandatu nie przyjęła (a lista wykroczeń dosyć spora). W sądzie dostała do zapłaty 300zł, brak punktów. Koszty rozprawy pokryją obywatele.

Polska

Skomentuj (36) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 219 (259)

#75786

(PW) ·
| Do ulubionych
Opis z miejsca, gdzie chodziłem "wykuwać" swoje ciało, krótko mówiąc siłownia. Kiedyś na szkoleniu z zakresu obsługi klienta padło ciekawe zdanie; 80% osób korzystających z danej usługi rezygnuje z niej przez złą obsługę klienta. Nie wzięło się to znikąd, a niedawno znalazło potwierdzenie w praktyce. Do rzeczy...

Postanowiłem zmienić siłownię, nowo otwarta, blisko mnie, cena karnetu naprawdę niska. Pierwsze co widzę za ladą, blond dziunia z nosem w telefonie, niezbyt chętna do obsługi, podsunęła mi formularz do wypełnienia, nabiła mi karnet, wręczyła i mówi na koniec "i co? to już, nie masz rzeczy to do domu idź". Okeeeeej.

Później sobie chodzę, nie zwracam uwagi, nie wnikam, cześć cześć. Instruktorzy, którzy byli pomocni tak po prostu, było takich dwóch, nie przepracowali więcej niż 3 tygodnie. Pracują za to bez przerwy tacy, co tylko się snują z kąta w kąt i zajmują miejsce na przyrządach robiąc sobie focie i ucinając pogawędki z ziomkami. A odzywają się tylko do tych, co mają wykupione personalki.

Dwie dziewczyny w recepcji są dziewczynami instruktorów - rzeczonych służbistów. Mogą robić co chcą, siedzieć z telefonami, żuć gumę, wychodzić co 10 minut na papierosa, podjadać batoniki, pełen luz. Jedna dziewczyna bez koneksji, widać że młodziutka, pomyliła się z nabiciem mi karnetu, stres kurde... Poprawiłem ją, jako że na obsłudze akurat takiej fiskalki jak była tam się znam, nabiła właściwie i od tamtej pory się zakumplowaliśmy, nic szczególnego. Spacery po pracy, puszczanie oczek, śmieszki. Szef to zauważył, dziewczyna popracowała kolejne 2 tygodnie i przyznała mi się, że zaczął ją gnębić. Bo jak to tak się zadawać z klientem! W pracy nie ma miejsca na związki. Wróćcie drodzy czytelnicy do pierwszego zdania w tym akapicie :)

Gdy zaczepiłem szefa, o co mu chodziło z Młodą, powiedział że mam się odpier*olić bo mnie na kopach stąd wy*ebie. Po następnym treningu jeden z instruktorów "rozstępów" przypierdzielił mi z bara. Powiedziałem mu, żeby sobie chłopak uważał, na co po prostu się do mnie spruł, jak na podwórku :) jako że chłopak nabity koksem bez jakiejkolwiek koordynacji, z gracją dobrego żuka gnojarza - z tego co dało się zauważyć po 4 latach trenowania sztuk walki - podejrzewam nie byłby wyzwaniem.

Cóż, z usług zrezygnowałem, odradzam miejsce wszystkim znajomym. Opinie na profilu fejsbukowym również mówią same za siebie - wiele osób ma podobne obserwacje do moich. Kuźnię zmieniłem, płacę więcej, ale przynajmniej tam gdzie chodzę obecnie wszyscy instruktorzy są mili, a z dziewczynami w recepcji nawet wskazane jest rozmawiać! Po opłaceniu karnetu obsługująca mnie dziewczyna sama się przedstawiła i przeszła na ty. Zostałem oprowadzony po przybytku, gdzie cardio, gdzie szatnie, gdzie sauna, gabinet. A Młoda znalazła lepszą pracę, z moją niewielką pomocą :)

Niby na siłownię się chodzi ćwiczyć, ale takie rzeczy niesamowicie rażą...

uslugi

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 269 (299)

#75392

(PW) ·
| Do ulubionych
Całkiem niedawno podjęłam pracę w markecie Carrefour.

Pracuję tam już drugi tydzień, ale nazbierało się kilka piekielnych sytuacji.
Sporą ilość klienteli stanowią tam seniorzy, oraz uczniowie pobliskiego technikum.

Na uczniów technikum nie narzekam. Płacą zawsze odliczoną gotówką, bądź kartą, nie grymaszą i nie wydziwiają.

Seniorzy to temat rzeka. Na szczególne brawa i oklaski za piekielność zasługuje starsza pani, która stwierdziła że z premedytacją i satysfakcją jak najwolniej odliczam 80zł w bilonie, podane mi przez jednego z klientów, a ona czeka jak ten baran. Cóż, odliczenie tych monet zajęło mi najwyżej minutę, podczas której rozlegało się stękanie i dyszenie seniorki. Dziwię się, że taka ponoć biedna i schorowana a miała siłę tak narzekać.

Stałym klientem jest pan, który ma dziwny nawyk. Żąda aby każdą rzecz z koszyka nabić mu na osobny paragon, i płaci za każdą transakcję tą samą kartą. Po otrzymaniu paragonów stoi dłuższą chwilę przy kasie , blokując ruch, nie reagując na to, że inni klienci chcą przejść.. stoi jak Sztywny Pal Azji spoglądając oskarżycielskim wzrokiem na kasjerkę i otrzymane świstki. Pytany czy coś się nie zgadza milczy i kontynuuje przeglądanie paragonów.

Ostatnio kłócił się ze mną, że 45 groszy za pomidora da się zapłacić kartą.
Tłumaczyłam mu wytrwale, że niestety taka niska kwota nie może być zapłacona kartą - co wywołało sapanie i krzyki "jak to tak, dlaczego, ja żądam kierownika sklepu!!!TY NIE UMIESZ! PRZYPADKOWA ZNAJDA Z ULICY!".

Interwencja kierownika sklepu spowodowała, że Monsieur Awanturnik rzucił 50 groszy i wyszedł obiecując, że już tu nigdy nie wróci.

Jakżeby inaczej - wrócił następnego dnia i znowu zaczął swoją polkę galopkę.

Przedwczoraj zaś ja, kierownik sklepu i ochrona zostaliśmy zrównani z ziemią.
Klient, który kupił mleko modyfikowane dla dziecka, wrócił po godzinie z rozdartą gębą, nie dał nikomu dojść do słowa, zwyzywał mnie, ochroniarza i kierownika sklepu pięć pokoleń wstecz. Padły groźby podania nas do sądu, Sanepidu i Bóg wie gdzie jeszcze.

Kiedy raczył spuścić z tonu, przechwyciłam nieszczęsną puszkę. Nie zauważyłam żadnych nieprawidłowości więc ryzykując kolejny stek wyzwisk spytałam o co właściwie chodzi.

Szanowny wziął datę produkcji za dzień na który rzekomo przypadał koniec terminu ważności. Objaśniony, że to data produkcji, wyrwał mi puszkę i wyszedł ze sklepu bez żadnego przepraszam czy pocałuj mnie w de.

W końcu najlepiej przyjść, zwyzywać i nie dać spokojnie wyjaśnić sytuacji.
Na szczęście mnie to nie rusza, niech sobie krzyczą i ośmieszają się zamiast spokojnie dopytać - to tylko pokazuje poziom wychowania wyniesiony z domu.

Skomentuj (33) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 310 (340)

1