Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Irytujacyratownik

Zamieszcza historie od: 13 lipca 2018 - 15:06
Ostatnio: 7 sierpnia 2018 - 18:19
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 286
  • Komentarzy: 6
  • Punktów za komentarze: 23
 
Podsumowanie pierwszego weekendu sierpnia (czy jak kto woli czarnego weekendu nad wodą - 14 martwych, wielu w szpitalach).

Sobota rano, sanepid mówi - można wejść do wody, ale fala wysoka. Siła wiatru też poza skalą, więc czerwona flaga. Nasz pobyt ogranicza się do gwizdania na ludzi, którzy wchodzą do wody na naszym kąpielisku i tłumaczenia im, że fala jest za wysoka. Większość ludzi rozumie, co im mówimy, ale nie ON.

ON to pływak naczelny, woda mu niestraszna, a my się tylko go czepiamy. Wywiązuje się taka konwersacja:

O: Co gwizdasz, głupia ci*o!!! (do mojej koleżanki na zmianie)
K: Nie wolno wchodzić do wody, fala jest za wysoka...
O: A co mnie to ku**a obchodzi?
Ja: A to, że nie wolno panu wchodzić do wody i proszę zwracać się do nas grzecznie.
O: JA JESTEM RATOWNIKIEM WOPR, JA WIEM, ŻE JAK FLAGA JEST CZERWONA, TO WAM SIĘ PO PROSTU NIE CHCE PRACOWAĆ, BO ZIMNO NA DWORZE, A DO WODY BY WAM SIĘ NIE CHCIAŁO WCHODZIĆ!!!

Pomijam fakt sensu jego wypowiedzi, ale nawet jakby ten gość był ratownikiem WOPR, to on nie pływał, tylko człapał po tej wodzie, ledwo się na niej utrzymując (fala wepchnęła go na część strzeżoną).

J: Niestety, ale do odwołania czerwona flaga, pogoda musi się zmienić.
O(złapał już buraka na twarzy): To ja ku**a płacę je***e klimatyczne za wasze siedzenie, a wy się cały dzień op*******cie. Znajdźcie se lepsze wymówki niż jakieś glony czy fala jest dla was za wysoka, BO NIE UMIECIE PŁYWAĆ!!! PEWNIE DOSTALIŚCIE DOKUMENTY POD BIURKIEM!!!

Pana odprawiliśmy z uśmiechem na twarzy i życzeniami udanych wakacji. Uwaga: klimatyczne, które płacicie za pobyt w ośrodkach, idzie do kasy miasta.

Ale dyżur musi być ekscytujący i mrożący krew w żyłach. Koło 16 zrobiło się bardzo zimno (odczuwalna 15 stopni i deszcz), dostajemy zgłoszenie od straży pożarnej, że jedzie do nas ekipa nurków. Na plaży niestrzeżonej ok. kilometr od nas ktoś wypłynął na materacu i zaginął. Żona, która zgłosiła zaginięcie męża, z dwójką dzieci już do nas idzie. Według prądów powinien być na wysokości naszej wieży. Odziany w kamizelkę wsiadam na ponton motorowy i szukam (zgodnie z rozkazem dyspozytora). Po 2-3 minutach widzę coś, co pływa. Materac, a na nim mężczyzna.

Podpływam, wyłączam silnik i wskakuję do wody, płynę z boją, mając z tyłu głowy fakt, że torba ratunkowa została w bazie, a reanimacji nie przeprowadzę na łodzi. Krzyczę w tej wodzie pytanie, czy pan mnie słyszy. A ten podnosi głowę cały zapłakany (z twarzy Janusz z wąsem), że się zgubił i zmarzł. Układam go na pontonie, okrywam folią termiczną (jest na wyposażeniu), mówię, że już znalazłem gościa i nie ma potrzeby nurków, tylko karetkę żeby szybko przysłali. Przypiąłem go pasami do deski (profilaktycznie), biorę scyzoryk z zamiarem zatopienia pontonu (bo sorry, mając osobę, która może wymagać pomocy medycznej, nie będę spuszczał z materaca powietrza, a następnie brał go na ponton, bo po prostu się nie zmieści), a Janusz chwyta mnie za rękę:

Janusz: Co ty k***a robisz z tym pontonem?
Ja: Zatapiam, poza tym to jest materac.
Janusz: Mam to w dupie, jak se to nazwiesz, zapłaciłem za to 2 stówy. Zwrócisz koszta.
Ja: Nic nie zwrócę, a teraz wracamy na brzeg.

W ciągu tej minuty powrotu usłyszałem tyle wyzwisk, ile się tylko da, że niszczenie "jego mienia" i w ogóle to mam go wypuścić, bo on się dobrze czuje. Dopłynęliśmy do brzegu, czekamy z nim, żeby przekazać go karetce, a w międzyczasie jego syn (+/-15 lat) drze ryja (bo to nawet nie był krzyk) na moją koleżankę, że jak go nie dostrzegliśmy wcześniej. Zaczął ją szarpać i po chwili (nawet nie zdążyłem zareagować) dostał boją w twarz. Zawinął się szybko za matkę, która również zareagowała agresywnie w stosunku do mojej koleżanki. Na szczęście akurat przyjechało pogotowie wraz z policją i zabrali Janusza i jego żonę z dziećmi.
Tak że weekend uważam za udany na moim stanowisku. Jedyna pozytywna osoba to dziewczynka 5-6 lat, która grzecznie zapytała, dlaczego jest czerwona flaga i po naszym wytłumaczeniu grzecznie podziękowała.

Ratownik

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 193 (201)
Zrobiło się gorąco, to i ludzi więcej nad morzem. Każdy chciałby popluskać się w wodzie, schłodzić się po opalaniu, ale flaga dalej czerwona.

Sanepid dał nam instrukcje: czerwona flaga do odwołania. Ale ludzie wiedzą lepiej. Kilka sytuacji które prezentuje, co robimy, jak "nic nie robimy”.

Plażowicz (P): "Bo ratownicy to się tylko o********ją, jak dają czerwoną flagę!!!"...
Pół godziny później: "Skaleczyłem się/głowa mnie boli, pomocy”.

(P): "Ja płacę klimatyczne na wasze utrzymanie, gówniarze, a wy się o********cie za moje pieniądze”.
Nawet nie mija kwadrans: "Dziecko mi zginęło, pomocy”.

(P): "Ja się znam na wodzie, mój syn jest ratownikiem i on nigdy nie wiesza czerwonej flagi”.
Po chwili: "Swędzi mnie, boli mnie, co mi jest?" (nie wiem, może sinice, przed którymi ostrzegają wszędzie).

Ludzie, wiedząc, że siedzimy i obserwujemy plażę, idą na chama zaraz za kąpielisko strzeżone i śmieją się, że my ich wyciągniemy.

Jakież było zdziwienie pani z kolonii, że nie chcę popilnować dzieci, oburzyła się i chciała wciskać nam kasę do kieszeni. Kiedy nie chcieliśmy jej przyjąć, fuknęła i odwróciła się, po czym weszła z nimi na plaży niestrzeżonej, a potem darła na nas mordę, że jesteśmy darmozjady. A następnego dnia płynęliśmy już po dziecko.

Ratownik

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 93 (101)

1