Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Jorn

Zamieszcza historie od: 13 lutego 2011 - 12:25
Ostatnio: 2 czerwca 2020 - 18:27
  • Historii na głównej: 10 z 21
  • Punktów za historie: 2626
  • Komentarzy: 4785
  • Punktów za komentarze: 14836
 

#86285

(PW) ·
| Do ulubionych
Postanowiłem sprawić sobie nową kartę kredytową, bo obecna zaczęła mnie za dużo kosztować. Wybór padł na ofertę lokalnego oddziału drugiej co do wielkości sieci supermarketów na świecie.

Wniosek internetowy musiałem wypełniać trzy razy, bo dwa razy mnie wyrzucało z powodu "problemu technicznego". Gdy w końcu za trzecim razem się udało, pojawiła się umowa do pobrania. A w tej umowie inna opcja spłaty niż ta, którą chciałem wybrać. Wśród bardzo wielu pytań, na które musiałem odpowiedzieć, nie było tego o wybór metody spłaty. Prawdopodobnie trzeba było wybrać jakąś opcję w sekcji "chcemy więcej wiedzieć o tobie", którą należało przejść przed przystąpieniem do właściwego wniosku. Ale po co zamieścić tam informację o tym, jakie skutki niesie zaznaczenie każdej z kratek?

I jeszcze jeden kwiatek: zażyczyli sobie, żeby razem z podpisaną umową wysłać pocztą im fotokopię obu stron karty płatniczej. To już jest kryminał, ale w Belgii jest to dość typowe, bo o bezpieczeństwie danych i ochronie danych osobowych mało kto tu słyszał.

Belgia to stan umysłu

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 96 (106)

#85007

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś miałem kumulację „logiki” belgijskiej i kolejowej.

Wczoraj był rekordowo gorący dzień (40 stopni), co spowodowało po południu chaos na belgijskich torach. Wg kolejarzy wysoka temperatura spowodowała problemy z przesyłem energii do trakcji zasilającej pociągi i wiele z nich stanęło, w pozostałych zaś był tłok.

Reakcja kolejarzy: dziś odwołano kursy szczytowe (na wielu liniach dowożących ludzi z przedmieść do dużych miast w godzinach szczytu są dodatkowe kursy), ponieważ obsługiwane są one taborem bez klimatyzacji.

Na pierwszy rzut oka nawet to logiczne…

… ale o szóstej rano były 22 stopnie, o 8:30 – 25, a maksymalna przewidywana temperatura dla całego dnia to 30 stopni.

Belgia to stan umysłu

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (128)

#82924

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilkunastu lat, kiedy szukałem pracy w Belgii. Ogłoszenia wyszukiwałem zwykle na stronach internetowych agencji pośrednictwa. Często zdarzało się, że odpowiadałem na kilka ogłoszeń z tej samej agencji i byłem zapraszany na ogólną rozmowę z konsultantem, żebyśmy się wspólnie zastanowili, na które z tych ogłoszeń rzeczywiście powinienem aplikować, a które sobie odpuścić. Nawiasem mówiąc ogłoszenia wyglądały tak samo, jak wówczas w Polsce: "młody, dynamiczny zespół", brak nazwy potencjalnego pracodawcy i jakiejkolwiek wzmianki o oferowanym wynagrodzeniu.

Większość tych agencji, to były belgijskie oddziały międzynarodowych firm, ale raz miałem do czynienia z lokalną agencją z Gandawy. Też dostałem zaproszenie bez wskazania, o które konkretnie ogłoszenie chodzi, więc sadziłem, że będzie to jedna z tych rozmów "zapoznawczych". Dlatego mocno się zdziwiłem, że pani konsultantka zaczęła od pytania o numer oferty. Po czym przeszła do pouczeń, że powinienem to wiedzieć, bo inaczej nie jest to profesjonalne i nie dała sobie wytłumaczyć, że aplikowałem na kilka ogłoszeń, a zaproszeniu nie było tej informacji.

Belgia to stan umysłu...

Skomentuj (1) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (154)

#82927

(PW) ·
| Do ulubionych
I jeszcze jedna historia o szukaniu pracy w Belgii.

Na początek małe wyjaśnienie: w tamtych czasach (12 lat temu) belgijskie firmy bardzo niechętnie zatrudniały cudzoziemców na atrakcyjnych stanowiskach. Do odsiewu służyło im wymaganie perfekcyjnej dwujęzyczności, oczywiście chodziło o języki francuski i niderlandzki. Nie wiem, jak jest teraz, bo pracy nie szukam, ale kilka lat temu zrobiła się z tego grubsza afera, więc może jest lepiej.

I teraz historia właściwa. Znalazłem ofertę pracy w moim zawodzie, dość standardowe: nie wiadomo, co za firma i ile chce płacić. Podana tylko miejscowość (niedaleko Brukseli, ale na obszarze, gdzie jedynym językiem urzędowym jest francuski) i branża (farmaceutyczna, ale w tamtych okolicach siedziby ma kilka wielkich koncernów robiących pigułki). No i ten nieszczęsny wymóg perfekcyjnej dwujęzyczności, którego nie spełnia co najmniej 90% mieszkańców miasteczka i 40% wszystkich Belgów. Poza tym wszystko to, co zwykle plus w sekcji "mile widziane" znajomość języka polskiego, a w sekcji "wymagane" angielskiego.

Dostałem zaproszenie na rozmowę, gdzie usłyszałem, że na tej znajomości polskiego tak naprawdę bardzo klientowi zależy (do obowiązków miał należeć nadzór nad regionalnym centrum księgowości ulokowanym w Polsce), a umieścili to w sekcji "mile widziane" tylko dlatego, że obawiali się braku kandydatów. Powiedziano mi, że brak perfekcyjnej dwujęzyczności nie będzie problemem (znam oba te języki w stopniu wystarczającym, żeby w nich pracować, ale nie perfekcyjnie), że jestem jedynym kandydatem deklarującym znajomość języka polskiego i w zasadzie mogę się czuć zatrudniony.

Po kilku tygodniach odpowiedź negatywna z powodu niedostatecznie perfekcyjnej znajomości języka niderlandzkiego.

Kolega Francuz później mi powiedział, że jemu jakaś firma z rozpędu oznajmiła, że jego francuski jest nie dość dobry...

zagranica

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 218 (222)

#81650

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu zapragnąłem zostać abonentem jednej z platform telewizji satelitarnej. Postanowiłem to załatwić podczas wizyty w centrum handlowych. Nie miałem dużo czasu, ale też wydawało mi się, że dużo nie potrzebuję, bo byłem już zapoznany z ofertą i zdecydowany na jeden z pakietów, więc pozostawało tylko przygotowanie przez pracownika umowy i podpisanie jej.

Niestety przede mną do punktu dotarł Piekielny Idiota. Idiota ów zapytał, czego potrzebuje, żeby móc skorzystać z oferty. Pracownica punktu mu tłumaczy, że poza telewizorem potrzebuje dekoder, talerz z konwerterem i kabel, żeby jedno z drugim połączyć. I tu się zaczął problem, bo następne pytanie kretyna dotyczyło długości kabla.

Zaskoczona pracownica potrzebowała dwóch sekund, żeby przetworzyć pytanie i zdziwiona odpowiedziała, że to zależy od odległości dekodera od talerza i ona nie może wiedzieć, ile dokładnie kabla mu potrzeba. Niestety kretyna to nie przekonało i dalej trwał pingpong między debilem żądającym precyzyjnej informacji, ile metrów kabla potrzebuje i pracownicą usiłującą mu wytłumaczyć, że sam musi to sobie zmierzyć. Po kilku rundach wyszedłem uznając, że szybko się to nie skończy, więc nie wiem, jak się to zakończyło.

uslugi

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 98 (114)
zarchiwizowany

#75674

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W ostatni czwartek przeszedłem sobie przez brukselskie lotnisko i wszedłem do samolotu nikomu się nie legitymując. Nie pierwszy raz zresztą. Innym razem wniosłem do samolotu nóż (nieświadomie, poprzednio z tą walizką jechałem samochodem i zapomniałem wyjąć; uświadomiły mi to dopiero służby na lotnisku w Warszawie, kiedy wracałem).

ochrona przed terroryzmem

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (39)

#74837

(PW) ·
| Do ulubionych
Terminy dostaw...

Nastał czas, kiedy trzeba było kupić trochę nowego sprzętu do kuchni na już. Po przebadaniu internetu, okazało się, że istnieje firma mająca całkiem niezłą ofertę i jeszcze się chwaląca, że jeśli złożę zamówienie przed godz. 17:00, sprzęt następnego roboczego dnia pojawi się w moim domu.

Powie ktoś: zbyt piękne, żeby było prawdziwe? I będzie miał rację! Zamówienie złożone dziś (tzn. w poniedziałek) ok. godz. 13:30; parę minut po 16:00 pracownica firmy do mnie dzwoni i mówi, że zgodnie z ww. zasadą towar będzie w środę. Absolutnie się ze mną nie zgodziła, że następnym dniem roboczym po poniedziałku jest wtorek. Dla pełni szczęścia poinformowała mnie, że zostanę poinformowany, o której godzinie nastąpi dostawa z dokładnością do zaledwie dwóch godzin. Informację tę otrzymam w środę rano...

Belgia to stan umysłu

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 167 (207)
zarchiwizowany

#74695

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przepaliła mi się kiedyś żarówka w samochodzie. Pierwszy raz w tym pojeździe, więc nie wiedziałem, jak ona wygląda, ale z instrukcji spisałem oznaczenie (nawiasem mówiąc, był to jedyny typ żarówek w moim samochodzie, którego nie miałem w zapasie). Pojechałem do sklepu z artykułami motoryzacyjnymi i mówię, że chcę żarówkę typu takiego i takiego. Sprzedawca robi wielkie oczy i pyta, jaka to lampa i w jakim samochodzie. Odpowiadam i jeszcze raz widzę, jak mu trybiki w łepetynie próbują zaskoczyć. Skonsultował się z kolegą i podaje mi żarówkę. Trochę mi jej wygląd nie pasował, więc pytam, czy na pewno to jest żarówka tym taki i taki. Potwierdził. Wracam do domu i następnego dnia zabieram się za wymianę. Co widzę? Ano, stara żarówka, która wyjąłem z lampy, wygląda zupełnie inaczej niż ta nowa i nie ma siły, żeby ta ostatnia pasowała. Skląłem sklep straszliwie, ale ponieważ paliwo kosztowałoby mnie więcej niż wartość tej żarówki (o straconym czasie nie wspominając), odpuściłem. Tyle, że problem pozostał, a lata spędzone w Belgii zdążyły mnie już uświadomić, że łatwo o tę żarówkę nie będzie. Postanowiłem sprowadzić z Francji, bo cenowo wyszło podobnie, jak w tym belgijskim sklepie, tylko trzeba było poczekać kilka dni. Po trzech dniach przyszła paczka z żarówką. Z Bułgarii.

Belgia to stan umysłu.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (99)
zarchiwizowany

#71910

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O wtrącaniu się w nieswoje sprawy. Miałem kiedyś samochód z instalacja LPG. Jak większość właścicieli takich pojazdów wie, w niektórych krajach gniazda do tankowania gazu są inne i do tankowania trzeba użyć przejściówki. Wielokrotnie w ten sposób tankowałem na niemieckich, belgijskich i holenderskich stacjach i - w przeciwieństwie do Beneluksu – w Niemczech nigdy nie było najmniejszych problemów. Do czasu. Najwyraźniej klienci zaczęli mieć problemy z oddawaniem przejściówek po tankowaniu, bo w większości stacji pojawił się wymóg wpłacenia kaucji za wypożyczenie adaptera.

Historia miała miejsce na niemieckiej stacji LPG w niewielkiej odległości od polskiej granicy w czasie, kiedy te kaucje zaczęły obowiązywać, co dla mnie było zaskoczeniem, bo podczas poprzedniej podróży miesiąc wcześniej na tej samej stacji kaucji nie wymagano. Płacić zamierzałem kartą, europejskiej gotówki miałem tylko 10€, a tu pracownik stacji żąda kaucji w wysokości 20€. W portfelu miałem jeszcze banknot pięćdziesięciozłotowy, więc proponuję, że jako kaucję dam mu te 10€ i 50 zł jednocześnie informując, że te 50 zł, to była równowartość mniej więcej 13 €. Kasjer zaczął się zastanawiać, czy może się na to zgodzić, kiedy z boku wtrącił się piekielny dziadek płacący za swoje zakupy przy drugiej kasie ze słowami "das geht nicht!" ("tak się nie da"). Ja i "mój" kasjer spojrzeliśmy na niego z zaskoczeniem, które on chyba odebrał jako groźny wyraz twarzy, bo się natychmiast zamknął i zajął swoimi sprawami. A ja uzyskałem zgodę na moją propozycję i mogłem zatankować.

Więcej takich akcji już nie miałem, bo zainwestowałem we własny adapter na pompy niemiecko-belgijskie, a tankowania w Holandii zacząłem unikać.

zagranica

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (95)

#71445

(PW) ·
| Do ulubionych
Przypomniała mi się sytuacja sprzed kilku lat.

Do Brukseli w ramach jakiejś wymiany kulturalnej przyjechał tajwański zespół muzyków grających na tradycyjnych chińskich bębnach. W grupce przyjaciół długo się nie zastanawialiśmy i szybko zapadła decyzja: idziemy.

Występ bardzo nam się podobał, a właściwie nie cały występ, lecz te jego fragmenty, kiedy dźwięk bębnów przebijał się przez dzwonki komórek i płacz niemowlaków (koncert rozpoczął się o godz. 20:00, więc wydawałoby się, że to normalne, iż naprawdę małe dzieci są o tej porze marudne, jednak ich rodzice najwyraźniej mieli to głęboko w tylnej części ciała).

Kultura à la belge

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 227 (249)