Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Jorn

Zamieszcza historie od: 13 lutego 2011 - 12:25
Ostatnio: 7 lipca 2020 - 10:40
  • Historii na głównej: 10 z 21
  • Punktów za historie: 2631
  • Komentarzy: 4799
  • Punktów za komentarze: 14897
 
zarchiwizowany

#75674

(PW) ·
| było | Do ulubionych
W ostatni czwartek przeszedłem sobie przez brukselskie lotnisko i wszedłem do samolotu nikomu się nie legitymując. Nie pierwszy raz zresztą. Innym razem wniosłem do samolotu nóż (nieświadomie, poprzednio z tą walizką jechałem samochodem i zapomniałem wyjąć; uświadomiły mi to dopiero służby na lotnisku w Warszawie, kiedy wracałem).

ochrona przed terroryzmem

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -11 (39)
zarchiwizowany

#74695

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Przepaliła mi się kiedyś żarówka w samochodzie. Pierwszy raz w tym pojeździe, więc nie wiedziałem, jak ona wygląda, ale z instrukcji spisałem oznaczenie (nawiasem mówiąc, był to jedyny typ żarówek w moim samochodzie, którego nie miałem w zapasie). Pojechałem do sklepu z artykułami motoryzacyjnymi i mówię, że chcę żarówkę typu takiego i takiego. Sprzedawca robi wielkie oczy i pyta, jaka to lampa i w jakim samochodzie. Odpowiadam i jeszcze raz widzę, jak mu trybiki w łepetynie próbują zaskoczyć. Skonsultował się z kolegą i podaje mi żarówkę. Trochę mi jej wygląd nie pasował, więc pytam, czy na pewno to jest żarówka tym taki i taki. Potwierdził. Wracam do domu i następnego dnia zabieram się za wymianę. Co widzę? Ano, stara żarówka, która wyjąłem z lampy, wygląda zupełnie inaczej niż ta nowa i nie ma siły, żeby ta ostatnia pasowała. Skląłem sklep straszliwie, ale ponieważ paliwo kosztowałoby mnie więcej niż wartość tej żarówki (o straconym czasie nie wspominając), odpuściłem. Tyle, że problem pozostał, a lata spędzone w Belgii zdążyły mnie już uświadomić, że łatwo o tę żarówkę nie będzie. Postanowiłem sprowadzić z Francji, bo cenowo wyszło podobnie, jak w tym belgijskim sklepie, tylko trzeba było poczekać kilka dni. Po trzech dniach przyszła paczka z żarówką. Z Bułgarii.

Belgia to stan umysłu.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 35 (99)
zarchiwizowany

#71910

(PW) ·
| było | Do ulubionych
O wtrącaniu się w nieswoje sprawy. Miałem kiedyś samochód z instalacja LPG. Jak większość właścicieli takich pojazdów wie, w niektórych krajach gniazda do tankowania gazu są inne i do tankowania trzeba użyć przejściówki. Wielokrotnie w ten sposób tankowałem na niemieckich, belgijskich i holenderskich stacjach i - w przeciwieństwie do Beneluksu – w Niemczech nigdy nie było najmniejszych problemów. Do czasu. Najwyraźniej klienci zaczęli mieć problemy z oddawaniem przejściówek po tankowaniu, bo w większości stacji pojawił się wymóg wpłacenia kaucji za wypożyczenie adaptera.

Historia miała miejsce na niemieckiej stacji LPG w niewielkiej odległości od polskiej granicy w czasie, kiedy te kaucje zaczęły obowiązywać, co dla mnie było zaskoczeniem, bo podczas poprzedniej podróży miesiąc wcześniej na tej samej stacji kaucji nie wymagano. Płacić zamierzałem kartą, europejskiej gotówki miałem tylko 10€, a tu pracownik stacji żąda kaucji w wysokości 20€. W portfelu miałem jeszcze banknot pięćdziesięciozłotowy, więc proponuję, że jako kaucję dam mu te 10€ i 50 zł jednocześnie informując, że te 50 zł, to była równowartość mniej więcej 13 €. Kasjer zaczął się zastanawiać, czy może się na to zgodzić, kiedy z boku wtrącił się piekielny dziadek płacący za swoje zakupy przy drugiej kasie ze słowami "das geht nicht!" ("tak się nie da"). Ja i "mój" kasjer spojrzeliśmy na niego z zaskoczeniem, które on chyba odebrał jako groźny wyraz twarzy, bo się natychmiast zamknął i zajął swoimi sprawami. A ja uzyskałem zgodę na moją propozycję i mogłem zatankować.

Więcej takich akcji już nie miałem, bo zainwestowałem we własny adapter na pompy niemiecko-belgijskie, a tankowania w Holandii zacząłem unikać.

zagranica

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 21 (95)
zarchiwizowany

#69361

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Nadgorliwość gorsza od faszyzmu.

Życie potoczyło się tak, że od kilku lat mieszkam w innym kraju. Jakiś czas temu miałem jednak jeszcze jakieś podatkowe pozostałości do rozliczenia w Polsce, więc wypełniam stosowne zeznanie podatkowe. Problem się pojawił z wyborem właściwego US. Podatnicy z zagranicy zawsze rozliczali się w II US Warszawa-Śródmieście. Wtedy jednak była jakaś reorganizacja i przez jakiś czas był to III US, teraz chyba znów przydzielili nas do Drugiego. Dodatkowo w całym zamieszaniu informacje na stronach internetowych nie nadążały ze zmianami, w efekcie nie do końca wiedziałem, do którego US przynależę. Nie przejmowałem się tym specjalnie, bo wiedziałem, że jeśli wyślę PITa do niewłaściwego urzędu, zostanie on przekierowany "zgodnie z właściwością", jak to się pięknie w biurokratycznym języku nazywa.

Jako że poczta w kraju mojego pobytu jest horrendalnie droga, postanowiłem wykorzystać fakt wizyty u mnie krewnych mieszkających w Warszawie i poprosiłem ich o wysłanie zeznania w moim imieniu. Po jakimś czasie podczas rozmowy telefonicznej krewny mi mówi, że miałem tego PITa źle zrobionego, bo on POJECHAŁ do tego urzędu, którego adres wypisałem na kopercie i tam mu powiedzieli, żeby się udał do tego drugiego. Odpowiedziałem, że właśnie dlatego prosiłem go o wysłanie pocztą (całą sytuację mu wyjaśniłem tak, jak powyżej), a nie o dostarczenie osobiste.

Wiem, że piekielność ta jest umiarkowana, ale tak też czasem potrafi wkurzyć.

rodzina

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -19 (27)
zarchiwizowany

#67700

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Historia sklepowa.

Szedłem sobie przez miasto i poczułem pragnienie. Wstąpiłem do pierwszego napotkanego sklepu. Wybrałem z lodówki puszkę napoju i skierowałem się do kasy.

Sprzedawca podszedł bardzo powolnym krokiem trzymając przy uchu telefon. Mówię do niego "dzień dobry", on nie zareagował. Stoję jeszcze chwilę, on dalej nic. W końcu się wkurzyłem, powiedziałem, co o tym myślę i wyszedłem. On wtedy bardzo się zdziwił, że taki byłem niecierpliwy.

Ja się wcale nie dziwiłem, bo z tym porąbanym mieście takie podejście do klienta jest dość powszechne, ale chyba nigdy tego nie zaakceptuję. 100 metrów dalej dokonałem zakupu w sklepie, którego właścicielka nie gardziła tak bardzo moimi pieniędzmi.

Biznes po brukselsku

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 0 (38)
zarchiwizowany

#57586

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Szlag mnie trafia, gdy patrzę na swoje buty, które znów zmieniły kolor z czarnego na biały. W miejscu, gdzie od kilku lat mieszkam, mamy łagodne zimy, a tegoroczna jest wyjątkowo ciepła. Ostatni raz ujemne temperatury mieliśmy ponad miesiąc temu, od tego czasu w nocy mamy od 2 do 5 stopni, raz na jakiś czas spada do ok. 1. W dzień nawet do dziesięciu dochodzi. Nie przeszkadza to służbom miejskim walić na ulice ton soli, która niszczy buty, samochody i przydrożną przyrodę oraz rujnuje budżety. Ale wg kalendarza zima jest i trzeba sypać.

zagranica

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 28 (306)
zarchiwizowany

#53571

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ponownie sytuacja w mojej opinii piekielna, choć akurat mnie osobiście dotknęła w stopniu pomijalnym.

Mamy z żoną kredyt hipoteczny. Bank sobie ratę pobiera zgodnie z umową drugiego dnia miesiąca. Po kilku latach bank łączy się z innym bankiem, następuje integracja systemów i widzę, że pierwsza rata po integracji została pobrana nie drugiego lipca, a 30 czerwca. Nam te trzy dni różnicy nie przeszkadzały, ale ludziom otrzymującym wypłaty pierwszego mogło zrobić się ciepło. Co ciekawe, kolejna rata została pobrana 2 sierpnia.

Bank Rolniczy

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -14 (42)
zarchiwizowany

#42601

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Kilka lat temu potrzebowałem w dość szybkim tempie nauczyć się języka niderlandzkiego. Interesowała mnie wyłącznie nauka indywidualna, bo zależało mi, żeby jak najwięcej się nauczyć w krótkim czasie, a że znałem już dwa inne języki germańskie, wiedziałem, że tak nauczę się szybciej niż w grupie.

Kolega miał znajomą wykładającą na niderlandystyce. Zadzwoniłem do niej i się dowiedziałem, że ona nie ma czasu, ale na pewno któryś ze studentów będzie chętny, żeby sobie dorobić. Ona chętnie im przekaże, że jest okazja. Z tego co wiem, tych studentów było ok. 150. Żaden się nie chciał schylić po te pieniądze. Tak właśnie często wygląda "polska bieda".

"biedni" studenci

Skomentuj (13) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 56 (244)
zarchiwizowany

#41125

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Absurd kolejowy po belgijsku.

Mieszkam w podbrukselskim miasteczku, a do pracy w Brukseli dojeżdżam pociągiem podmiejskim.

Ze stacji, na której wsiadam, pociągi jeżdżą (z nielicznymi wyjątkami) albo główną trasą przez trzy największe brukselskie dworce (nazwijmy ją A), albo w kierunku Luksemburga przez kilka mniejszych stacji (niech będzie B).

Ja jeżdżę trasą B, "mój" pociąg odjeżdża planowo o 7:54. O 7:33 jeździ pociąg A. Pierwsze trzy przystanki są wspólne dla obu tras.

Pewnego dnia przychodzę na stację ok. 7:50 i słyszę komunikat z głośników, że pociąg B będzie opóźniony o ok. 10 minut, za co przepraszają. O 8:01 pociąg podjeżdża na stację. Nie jest to nic nadzwyczajnego, że pociąg przyjeżdża z nieco mniejszym opóźnieniem niż zapowiadano, więc wsiadam niczego nie podejrzewając. Głośniki na stacji i te w pociągu milczą.

I tak przez te trzy przystanki wspólne dla obu tras. Gdy tylko pociąg ruszył z ostatniej stacji, na której można się przesiąść z pociągu A do B z głośników w pociągu popłynął komunikat "witamy w pociągu A". W efekcie wylądowałem w innej części miasta.

Gdy spotkałem konduktorkę (to ona wygłasza komunikaty w pociągu), zapytałem, dlaczego wiedząc, że jest zamieszanie z godzinami, a na pociągach nie ma też żadnych tablic identyfikujących trasę, nie uprzedziła pasażerów, kiedy jeszcze mieli szansę przesiąść się do właściwego pociągu. Spojrzała na mnie tępym wzrokiem i powiedziała, że to mój problem, żeby się do właściwego pociągu dostać. Nawet mi się nie chciało skargi pisać, bo wszystkie poprzednie zostały starannie zignorowane…

Na szczęście ostatnio zaczęli częściej używać wyświetlaczy zainstalowanych na końcach i bokach składów, i wtedy wiadomo, co to za pocią.

NMBS / SNCB

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -8 (48)
zarchiwizowany

#38847

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Miał być komentarz do historii Clover87 o wyłaczaniu Internetu, ale się rozpisałem, więc wrzucam osobno.

Kiedyś pracowałem w hotelu i jako członek kadry kierowniczej miałem od czasu do czasu dyżury, żeby goście mogli się komuś poskarżyć poza godzinami normalnej pracy biurowej. Zwykle podczas takiego dyżuru kompletnie nic się nie działo, więc żeby nie umrzeć z nudów coś trzeba było robić. Standardowo książka albo internet.

No i kilka razy zdarzyło mi się przyjść w sobotę lub niedzielę na dyżur, a tu nie ma internetu. Następnym razem to samo. W poniedziałek interwencja u firmowego administratora, a on się dowiedział u dostawcy, że nas na weekendy odłączają, bo nam wtedy internet niepotrzebny.

Admin im powiedział, że to my decydujemy o tym, czy nam jest coś potrzebne, czy nie, a poza tym w umowie nic nie było o wyłączaniu. Obiecali, że się to nie powtórzy, ja którejś soboty przychodzę sobie podyżurować, a tu brak internetu. Ponowna interwencja i ten sam skutek, dopiero groźba zmiany dostawcy pomogła.

Nazwy firmy, ani nawet jej pierwszej litery nie podam, bo już nie pamiętam.

Usługi IT

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -5 (53)