Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Jorn

Zamieszcza historie od: 13 lutego 2011 - 12:25
Ostatnio: 7 lipca 2020 - 10:40
  • Historii na głównej: 10 z 21
  • Punktów za historie: 2631
  • Komentarzy: 4799
  • Punktów za komentarze: 14897
 

#25947

(PW) ·
| Do ulubionych
O piekielnych nauczycielach.

Czas akcji: wczesne lata ’80, czyli okres Totalnego Braku Wszystkiego. Młodszym czytelnikom wyjaśniam, że socjalistyczna gospodarka zawsze miała problemy z dostarczeniem do sklepów towarów, które klienci chcieliby lub potrzebowali kupić, ale lata 1980-82 były najgorsze. Kupienie czegokolwiek było ogromnym wyzwaniem.

W roli Piekielnych wystąpili pewna nauczycielka WF i nauczyciel wychowania muzycznego w mojej szkole.

Pierwsza się uparła, żeby każdy uczeń miał strój do ćwiczeń składający się z białej koszulki i granatowych spodenek i na nic nie zdały się argumenty, że o ile białe koszulki dawało się jakoś zdobyć, to granatowe spodenki były towarem absolutnie niedostępnym. W sklepach bywały czerwone i zielone, czasem czarne, ale takie idiotki nie zadowalały: albo granatowe, albo pała i wypad z lekcji. W efekcie spora część uczniów przychodziła na WF w gaciach zafarbowanych na granatowo domowymi sposobami.

O ile nie udało mi się stwierdzić (a może nie pamiętam), co powodowało wuefistką, o tyle piekielność muzyka wynikała z totalnego oderwania od rzeczywistości. Taki artysta niespełniony. Program nauki przewidywał próbę nauczenia uczniów gry na flecie. Pan muzyk się uparł, że flet ma być z prawdziwego zdarzenia, drewniany względnie metalowy. I absolutnie nie było mowy o korzystaniu z fletów plastikowych, jedynych dostępnych na rynku dzięki prywatnej inicjatywie rzemieślników. W innych szkołach popiskiwali na tych plastikowych fletach, nasz pan muzyk absolutnie się na taki nie zgodził. Pamiętam, że ojciec ze mną po ten nieszczęsny flet jechał 50km, bo tam mieszkał znajomy znajomego, który przywiózł za jakieś kosmiczne pieniądze drewniany flet z RFN i był skłonny go odsprzedać. Nic na tym nie zarobił, była to przysługa, ale ze względu na przeliczniki walutowe cena była i tak z kosmosu.

Fletu w szkole użyłem raz, kiedy to pan muzyk nauczył nas grać dźwięk „sol”, a następnie się zniechęcił, a może obraził za to, że jednak niektórzy mieli te flety plastikowe i więcej do gry na flecie nie wrócił.

Niestety dla moich rodziców szkoła była takim autorytetem, że chryi żadnej z tego nie zrobili.

Szkoła w głębokim PRLu

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 731 (787)