Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

K2konstantynopoliczanka

Zamieszcza historie od: 11 lipca 2018 - 18:48
Ostatnio: 30 października 2018 - 12:31
  • Historii na głównej: 2 z 3
  • Punktów za historie: 225
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#83447

(PW) ·
| Do ulubionych
Jestem kierowcą. Póki co zajmuję się dystrybucją pieczywa do lokalnych sklepów spożywczych. Za jakiś czas, myślę że zostanę już tym słynnym kierowcą zawodowym, tudzież "TIRa". Trasa zazwyczaj przebiega pomyślnie, kontakt z klientem przyjemny i miły. Ale nie w jednym sklepie X :D
Z natury jestem osobą zdystansowaną, więc też ciężko za skórę mi zaleźć. Natomiast atmosfera w tym miejscu zaczyna być trochę chora, cóż myślę, charaktery są różne, trzeba przywyknąć do kobiety. Widocznie ten typ tak ma. Otóż nie, o czym przyszło się dowiedzieć się później.

Na porządku codziennym jest:
- Dzień dobry! (odpowiedzi oczywiście brak) - Postawi mi tam te skrzynki i przyjdzie tu! Zwroty mam, i zapisane mają być! Bo tylko patrzyta żeby pieniędzy nie oddać!
- Jutro otrzyma Pani dowód zwrotu, miłego dnia. :)

- Witam :)
- Czego tak późno?! Siedzę i czekam jak głupia, jest 5:20!
- To się zgadza, od przeszło dwóch tygodni jesteśmy te 20 minut później, z racji tego że doszły kolejne punkty do owej trasy. I nie ma fizycznej opcji być u Pani o tej porze. :)
- Gówno prawda! Ma być zawsze o 5:00, inaczej sobie porozmawiam z szefem.
- Rozumiem, podać numer?
- Ja ci ku*wa dam numer, won mi stąd już!
- Do widzenia, miłego dnia :)

- Dzieńdoberek!
- *spojrzenie z wyrazem chęci masowego mordu*
- Widzę zwroty są, już piszemy. *mój długopis się wypisuje*
*kolejny leży kawałek dalej*
- Mogłaby Pani pożyczyć długopis?
- U was jak zwykle! Z tymi długopisami! Nie dam bo nie mam! Bo nie oddajecie!
- W porządku, chwileczkę, skocze po drugi. :)

To tylko namiastka tego co się odprawia.
Przejdźmy do meritum.
Czasem w soboty jeździmy w dwie osoby, z racji tego że towaru dużo, czasu mało, i żeby szło sprawnie i szybko.
Gdy już jesteśmy na miejscu ze starszym kolegą, pytam czy mogę posiedzieć, bo nie mam ochoty tam wchodzić. Spoko nie ma problemu. Z racji tego że coś się przeciąga, myślę wejdę, wodę muszę przecież kupić.
Wchodzę, i co moje uszy słyszą? Żarty, żarciki i tym podobne. Generalnie, nie ta sama baba. Coś się stało, czy jak? No nic kupuje, wychodzę i czekam na kolegę już za kółkiem.
Wsiada, więc myślę powiem co się dzieje, może będzie wiedział co jest nie tak.
Ano ponoć ona nie uznaje kobiet w męskich zawodach. I temu taka babinka zaborcza. Jak to kolega powiedział.
Aha, czyli cały hejt dlatego, że śmiem być kobietą? Aż strach pomyśleć, jakiego szału by dostała gdybym jeszcze jej powiedziała ile mam lat. :D

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (159)
zarchiwizowany
Jestem kierowcą. Póki co zajmuję się dystrybucją pieczywa do lokalnych sklepów spożywczych, znajdujących się głównie na terenie całego miasta. Dalej, mam nadzieję już nastąpi moment mojego życia w którym będę tym słynnym kierowcą zawodowym tudzież "TIRa". Takie zboczenie.
Wracając do tematu, trasa przebiega głównie pomyślnie. Kontakt z klientem zazwyczaj przyjemny i wesoły, nie ma nic lepszego niż zarażać dobrą energią z rana... A jakże.
Natomiast jest jeden sklep w którym czuję się bardziej jak intruz... Od dłuższego czasu coś jest wiecznie nie tak, cóż różne charaktery ludzie mają, człowiek już przywykł. Z natury jestem osobą zdystansowaną, więc też jakoś ciężko mi zaleźć za skórę. Natomiast atmosfera zaczyna byc

Skomentuj Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -10 (12)
Dziś o januszach i grażynach... Jedne z moich ulubionych opowieści. Ale cóż, do rzeczy. Stereotypy nie biorą się znikąd, zatem...

Akcja gdzieś na północy Polski, otwieramy pewien niebieski market budowlany. A że otwarcie, to wiaderka za darmo (jeden paragonik, jedno wiaderko (yhy jasne), to i promocje i rabaty, to i janusze i grażyny.

Niby nic nadzwyczajnego, natomiast nasuwa się wiele pytań. Gdzie jest sens? Po co? Dlaczego? Można walczyć z samym sobą, a i tak nic się z tego nie da wywnioskować. Ludzie to jednak dziwny byt.

Sytuacja Pierwsza

Grażynka wesoło kopytkuje do kasy z promocyjnym storczykiem. Po rejestracji towaru na kasie pada pytanie.
(G)raża : Pani! Dzie so te wiaderki?! Bo ja dwa poczebujem!
(K)asjerka: Przykro mi, ale niestety już się skończyły.
(G)raża: *J3but w koleżankę storczykiem * To jest chamstwo! *Wychodzi*

O.o?

Sytuacja Druga

Grażynka przerwała jakieś majerany w doniczce, wybiera i podchodzi do kasy (bez „dzień dobry" ani „pocałuj mnie w oko Saurona” rzecz jasna).
(G)raża: Pani, pani! Usmarowane to takie od ziemi, da mi pani papiura, czy cuś, to wytre.
(K)asjer: Niestety nie mam papieru, ale mogę zaproponować reklamówkę.
(G)raża: O, to ja poproszę, kochana.
(K)asjer: To będzie 35 groszy.
(G)raża : To jest bezczelność! Pani jest niekompetentna, ja to zgłoszę!

Serio? ^.-

Pomijam już fakt pytania się pierdylion razy, co za darmo można zabrać.
Pomijam fakt wynoszenia gratisowych wiader całymi sztaplami, wracanie się i kręcenie afer koperkowych, że nie ma do nich przykrywek.
Pomijam fakt prób kradzieży, jawnych (wychodzenie na żywca z wkrętarką).

Przejdźmy do spraw reklamacji/zwrotów.
Piasek, woda, kamienie etc. w farbach to chleb powszedni. Szafki niekompletne etc. Temat rzeka, wyobrażam sobie, jak janusze mocno sapią pod wąchem z radości, że udało się oddać zużytą szlifierkę.

Ale do rzeczy...

Była kiedyś reklamacja, która stała się legendą! Opowiadana przez osobę z innej lokalizacji. Na potrzeby historii nazwijmy ją Hanna.

Wpada na zwroty zasapany typowy janusz z grażynką z sedesem pod pachą (świeżo zdemontowanym uprzednio z pomieszczenia zwanego toaletą tudzież "sralnią" w mniemaniu janusza).

Janusz: Pani, kurła, co wy tu sprzedajeta za bubel, kurła, no jak to może być, jak robię kupę, to mnie woda chlapi w dupe, kurła, dupa mokra, jaja mokre, jak ja na fotel potem mam usiunść?!

Drze japę dość konkretnie, więc sytuacją zaczynają zainteresowywać się osoby trzecie, w tym pracownicy i kierownicy.

Hanna stoi zdębiała, cała czerwona z zażenowania, zdobyła się na siłę wyciągnięcia ręki, która wskazała januszowi kierunek serwisu, na który ma się udać.

Janusz na serwisie dwa metry dalej robi riplej tego, co mu nie pasuje, głośniej, więcej ludzi się schodzi...

Wtem zza monitora wychyla się grażka i szepcze do Hanny: Bo wie pani co... Bo jak się robi psi psi... To woda chlapie do pusi. :(

Hanna kiwnęła głową w geście zrozumienia i udaje się na serwis, już fioletowa.

Poinformowano janusza, że reklamacja przyjęta, i że spisujemy adnotację. Janusz z grażyną odchodzą w skowronkach...

Natomiast w adnotację, która idzie do serwisu zewnętrznego TRZEBA coś wpisać. I napisano, cytując klienta: "Klient twierdzi, że gdy robi kupę, woda chlapie mu w dupę”.

Uprzedzając pytania, reklamację uznano. Życzę miłego dnia.

Sklepy

Skomentuj (28) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 106 (202)

1