Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

KatzenKratzen

Zamieszcza historie od: 31 marca 2017 - 11:37
Ostatnio: 20 lutego 2024 - 19:06
O sobie:

Szanuję Cię.
Zatem Ty szanuj mnie, proszę.
Będzie nam łatwiej żyć.
Naprawdę.

  • Historii na głównej: 98 z 107
  • Punktów za historie: 15489
  • Komentarzy: 1351
  • Punktów za komentarze: 8873
 
poczekalnia

#89058

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
A tak jakoś ... na bazie historii o wyśmiewaniu dzieci, które nie znają znaczenia pewnych słów...

Moja mama ma sporo starszego od niej brata. Siłą rzeczy dzieci jej brata a mojego wujka są sporo starsze ode mnie - około 10-12 lat. Teraz - jak jesteśmy wszyscy starymi końmi - nie ma to już takiego znaczenia ale w dzieciństwie, owszem, miało.

Wujek ma trójkę dzieci - najstarszego syna Maćka, starszego ode mnie o 12 lat i dwie córki - starsze odpowiednio o lat 11 i 10.

Wujek wżenił się w gospodarstwo na wsi mieszczącej się niedaleko od miasta, w którym mieszkali dziadkowie i - do pewnego czasu - on sam. Mieszkają tam też do tej pory moi rodzice no i ja (już ze swoją rodziną). Wakacje spędzaliśmy wówczas na ogół tak, że wyjeżdżaliśmy gdzieś na wczasy, na ile urlopy rodziców pozwalały, a potem byłam wysyłana na miesiąc do wujka na wieś.

Gdy zdarzyła się się opisana sytuacja, syn wujka miał lat 20. Zatem dla mnie - wówczas 8-letniej - był dorosłym mężczyzną. Ponadto Maciek był bardzo opiekuńczy, bawił się ze mną, pokazywał wieś, zwierzęta, tłumaczył co, jak i dlaczego. Naprawdę miałam do niego zaufanie.

Głupia historia ale skoro minęło ponad 40 lat a wciąż to pamiętam, to musiało nieźle mną tąpnąć..

Maciek zabawił się kosztem głupiego dziecka głupim dowcipem. Pewnego dnia oznajmił mi, że "człowiek, który się smuci to smutas. Wobec tego, jak nazywa się człowiek, który się kłóci?"

Odpowiedź się rymuje.

Maciek powtarzał swój dowcip ze mną w roli głównej, która gorliwie odpowiadałam, jak się nazywa człowiek, który się kłóci, przed wszystkimi sąsiadami i reszta miejscowości. Wszyscy pękali ze śmiechu a ja wciąż nie potrafiłam (bo i skąd) zrozumieć, co takiego śmiesznego mówię.

Znaczenie powtarzanego gorliwie przeze mnie słowa wyjaśniła mi dopiero mama, która przyjechała odebrać mnie od wujka.

Moje zaufanie do brata legło w gruzach.

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 32 (68)

1