Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

KittyDevil

Zamieszcza historie od: 9 grudnia 2018 - 20:04
Ostatnio: 13 września 2019 - 17:03
O sobie:

Meow... To po pierwsze. Miłość do zwierząt bardzo, wręcz obsesyjnie, jednak jest w tym coś uroczego, bez skrajności od razu.

Miłość do ludzi - ile mogę, staram się być miła, coś tam pomogę, powalczę z rasizmem. Generalnie chyba ich lubię :) Pokój wszystkim.

  • Historii na głównej: 6 z 6
  • Punktów za historie: 975
  • Komentarzy: 40
  • Punktów za komentarze: 17
 

#85230

(PW) ·
| Do ulubionych
Poprzednio dodawałam historię w sprawie moich usług, Petsitter.

Przestałam już czasami zwracać uwagę na te rozmowy "dej", "ja chcę za darmo" itp. Dzisiaj jednak rozsierdziło mnie jak Tuhajbeja... I nie wiem czy nie powinnam być bardziej piekielna niż byłam...


Telefon pierwszy, pani D:
- Dzień dobry, pani zajmuje się kotkami?
- Tak, zajmuję się.
- Bo wie pani... Ja wyjeżdżam na tydzień, 9-15 września i potrzebuję by ktoś mi do kotka przyszedł raz dziennie.
- Dobrze, wcześniej musimy się umówić, podpisać umowę, muszę poznać kotka, zobaczyć co je itp.
- A jutro pani może?
- Tak tak, mogę.
- Super, to jutro na kawkę zapraszam.

Jakieś 5 minut później D znowu dzwoni:

- Proszę pani, przepraszam, ale ja tam spojrzałam, że pani bierze pieniądze za to?
- No tak (Nie mówiłam wcześniej, bo to chyba jasne...)
- Acha, ale to jak to wygląda, bo ja myślałam, że pani się tak opiekuje tylko.
- Tak, opiekuję się, tak jak niania dzieckiem, tylko, że kotkiem. To jest usługa płatna.
- Hmm... dobrze to ja jeszcze zadzwonię.

Dosłownie za chwilę znowu D dzwoni:

- Wie pani, ale to nie fair, bo pani wykorzystuje czyjś wyjazd żeby zarobić...

Mnie zmroziło, zatkało, nie wiem co jeszcze:

Ja: Proszę pani, jest wielu petsitterów i nie znam żadnego, który by to robił za darmo...
D: A ile pani chce?????
- Teraz nie wiem czy się zdecyduję, ale XX za przyjście.
- No oszalała!!!! Pani żartuje?
- Nie nie żartuję, jeżeli nie jest pani zainteresowana to odwołam jutrzejsze spotkanie.

Wtedy się rozłączyła. Myślę ufff... Wcale bym takiej osoby nie chciała przyjmować... Ale parę minut później odebrałam od niej znowu telefon, tylko, że to był jej mąż...

- Pani sobie żarty robi, my zapłacimy X za przyjście jeżeli już musi być pani pazerna i ma pani przyjść!

U mnie oczy jak pięciozłotówki i nie wiedziałam co powiedzieć, ale postanowiłam jako taki spokój zachować...

- Niestety nie zgodzę się na taką stawkę, proszę gdzie indziej poszukać.
- Kobieto my wyjeżdżamy, MASZ PRZYJŚĆ!!!
- Nie proszę pana, nie przyjdę, życzę miłości i trochę myślenia...

Rozłączyłam się i zablokowałam numer, za chwile ktoś wydzwaniał do mnie z innego nieznanego numeru cały czas. Wiedziałam, że to oni, więc nie odbierałam.

Co mnie jeszcze spotka? XD

uslugi zwierzęta

Skomentuj (64) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 198 (210)

#84454

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z wczoraj z warszawskiego metra.

Oglądam sobie na telefonie coś, chyba na yt. Obok mnie przysiadła babeczka z dzieckiem, na oko lat 4.

Choćby nie wiem jak słodkie były bąble, to trzeba je uczyć troszkę pokory. To przynajmniej moje zdanie.

Bąbel co chwila patrzy mi się w wyświetlacz. Nie przeszkadza mi to, ja lubię dzieci. Dopóki dziecko nie próbuje mi wziąć telefonu z ręki. Oczywiście telefon trzymam, patrzę jedynie na mamę, a ona na mnie.

- Przepraszam, czy mogłaby pani wytłumaczyć małemu, żeby nie zabierał mi telefonu?
- A co to pani przeszkadza? Da się pani mu trochę pobawić.

Zamurowało mnie. Spojrzałam na dziecko i zrobiło mi się go szkoda, bo to przez zachowanie matki, on nie potrafi być grzeczny i to pewnie nie pierwsza taka akcja.

Ja: - Pani wybaczy, ale nie będę dawała dziecku telefonu, nie mam obowiązku, a dziecko też nie jest moje tylko pani.

Bąbel się rozpłakał. Chociaż było mi go szkoda, w ogóle nie reagowałam i w końcu się przesiadłam. Usłyszałam jedynie "co za wredna idiotka".

Planowałam to olać, naprawdę, ale babcia naprzeciwko nie chciała olać i jak wylała żal na mamusię patusię, to na następnej stacji wysiadła z bąblem.

Serio, chyba nic mnie już nie zdziwi.

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (150)

#84342

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie wiem czy ja jestem piekielna - może trochę, czy ludzie.

Z racji zawodu, zamiłowania itp., wyczulona jestem na znęcanie się nad zwierzętami. (Nie jestem zwierzo-terrorystą z organizacji pro-zwierzęcych. Nie, nie).

Chomik, myszka, świnka morska - słodkie małe stworzonka. Puchate, jedzą, śpią i robią kupy.

Rodzice często zakupują dzieciom takie oto pociechy, by umilić im życie (dzieciom), a czasem żeby mieć one dzieci z głowy. Młody zajmie się puchatym stworzonkiem i da mi w spokoju zająć się sobą raz na jakiś czas.

Dobrze by jednak było, żeby taki rodzić poczytał o zwierzaku, którego bierze. Ono czuje, kocha i nawet chomik potrafi rozpoznać właściciela. To malutkie żyjątko ma serduszko i potrafi kochać, nawet przez te swoje krótkie 2-3 latka. Zanim się nabędzie drogą kupna takie "coś" co żyje, poczytać by warto było. Zwierzątko, nawet takie małe, też potrzebuje weterynarza.

Co ostatnio słyszałam/widziałam?

STANDARD:
- to tylko chomik;
- przecież to kosztuje 15 złotych, mam to leczyć???;
- a to świnka może mieć krzywe zęby???;
- a nie można uśpić? (tutaj czasem wydaje się to lepsze niż powiedzenie przez właściciela, że będzie leczyć, a tak naprawdę nie będzie).

LEKKI BERZERKER:
- no dziecko się bawiło i upuściło, on nie chciał;
- łapkę se wkręcił i tak mu wisi od tygodnia;
- no, nie je od tygodnia.

DUŻY BERZERKER:
- dziecko się bawiło i rzuciło myszką;
- chyba dziecko przypadkiem pocięło chomika;
- a wie pani, bo dziecku kupiłam i trochę przydusiło świnkę;
- no ona od wczoraj tak leży i się nie rusza;
- zapomniałem powiedzieć dziecku, żeby zmieniło wodę śwince tydzień temu.

Moja rada taka, nie kupować dzieciom zwierząt, a jeśli już, uczyć je jak się nimi zajmuje, co wolno, czego nie.

Brać do jasnej anielki odpowiedzialność - czytać o zwierzaku, którego się bierze.

Amen.

zwierzęta dzieci rodzice

Skomentuj (20) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 145 (155)

#83912

(PW) ·
| Do ulubionych
Czytając na głównej historię o pociągu i pasażerach, przypomniała mi się własna. To było dawno, przełom lata i jesieni 2017.

Zawodowo zajmuję się zwierzętami, ale że ''piniondza'' nigdy za wiele (w moim przypadku jest raczej niewiele), opiekuję się dziećmi - bardzo je lubię i po prostu kocham z nimi przebywać.

Dzieci dziećmi, ale potrafią być piekielne przez swoich piekielnych rodziców.

Zdarzenie pamiętam jak dziś - pisałam wtedy z przyjaciółką, nie wierzyłam własnym oczom. Do rzeczy.

Siedzę w przedziale jednego z pociągów TLK relacji Warszawa-Piła. Chora byłam, ciepły sweterek, kocyk, ciepłe papucie (zmieniam buty w toalecie, trochę godności i szacunku do współpasażerów mam i choć moje buty pachną bratkami muskanymi pierdem jednorożca, to nie każdy musi chcieć patrzeć na giry).

Wsiadła też jakaś kobitka, nazwijmy roboczo Kobitką (K). Na jednej ze stacji wsiedli też: Madka (M) i Tateł (T) + Dziecko (Brajanek - B). Brajanek około lat 3.

Od momentu wejścia zamieszanie i lament M. Jestem cierpliwa, każdy może mieć zły dzień, a dzieci często dokazują.

ALE SĄ GRANICE PRZYZWOITOŚCI NAWET DLA MATEK Z DZIEĆMI.

Mieli dwie ogromne torby podróżne plus ze 3 małe plecaki - na fotele, nie swoje, a fotele koło K. Ta spojrzała, ale ok, może wsadzą na miejsce na bagaże. Nie, torby leżą dalej. Mam to gdzieś, czuję się, jakbym umierała, więc pochlipię w chusteczkę i mi przejdzie. Wypiję może dodatkowy fervexik.

B strasznie krzyczał, latał po całym przedziale, dosłownie, otwierał drzwi do przedziału i niezbyt cicho zamykał. Rodzice na to nic. T to w ogóle nic się nie odezwał, nie wiem do tej pory, czy on umie mówić. Kobitka spojrzała znaczącym wzrokiem na Madkę. Nie dziwię się, ja też powoli miałam dość. Ale przecież to nie jest wina dziecka, tylko rodziców do jasnej ciasnej.

M stwierdziła, że B pewnie jest głodny, więc DA MU CYCA. Tak, 3-letniemu dziecku. Oznajmiła: ''Mamusia da cycusia''. Jakby tego było mało, zdjęła bluzkę i stanik i do połowy naga (zapewniam, że nie było na co patrzeć) karmiła 3-latka ''cycusiem''.

Ja tam nie mam problemu z nagością, wisi mi to, szczerze mówiąc, jednak bardzo nie lubię, gdy ktoś postępuje w ten sposób, można się trochę zakryć. Ale po co.

Ciąg dalszy jest smrodliwie piekielny. I nie chodzi o smród, opiekując się dziećmi przywykłam do pieluch, nie przeszkadza mi to, ale na litość... Są w pociągu też inni pasażerowie!!!

Madka bierze Brajanka i kładzie go na fotelach, by przewinąć pieluchę. B na bank 3 lata skończył. Zrobił kupę. Pielucha nie wędruje do kosza lub torebki M, tylko obok Kobitki pod sam nos. Kobitka nie wytrzymała i (w sumie się nie dziwię) wrzasnęła: ''NO CHYBA CIE PO****O!!!’', tym samym rzucając zasraną pieluchą prosto na dekolt (już na szczęście ubrany w bluzkę) Madki. M zszokowana zaczęła krzyczeć, że zawoła konduktora, i że ona ma tu prawo, bo ma małe dziecko - i reszta rzeczy, które tak naprawdę były absolutnie nieadekwatne. Ból mojej głowy narastał.

W KOŃCU SIĘ ODEZWAŁAM.

Ja: Proszę pani, pani naprawdę chyba nie wie, jak się zachować w pociągu. Nie dość, że pani dziecko się drze, to jeszcze pani je tu przewija, masakra (nie pamiętam dokładnie słów, ale żadnego przekleństwa tam na bank nie było; będąc chorą, ciężko mi było cokolwiek powiedzieć).

Madka zaczęła i na mnie się drzeć (Tateł dalej cisza, wpatrzony w okno na korytarzu), że ja to chyba dzieci nie lubię, że dziecku się ustępuje itp.
Na co ja, że zajmuję się dziećmi i żadne nie jest tak rozpieszczone i rozwydrzone jak jej Brajanek. To się jeszcze bardziej oburzyła, powiedziałam, że jestem chora i nie mam zamiaru jej słuchać.

Tak wściekła jeszcze nie była, kazała mi się wynosić, bo zarażę jej dziecko.

Kobitka-pasażerka nie wytrzymała, wskazała jej dość stanowczo (no dobra, k*** się posypały :P ) miejsce z przedziałem dla matek z dziećmi i ''poprosiła panią, aby udała się we wskazane miejsce, inaczej zawoła konduktora''.

Ja też nie wytrzymałam. Powiedziałam to samo, a do tego powiedziałam jej, co sądzę o tym jej wychowaniu i upublicznianiu siebie w całej okazałości.

Po wizycie konduktora jaśniepaństwo wyszli. Obrażeni, grożąc skargą, a mi pozwem za próbę zarażenia ich dziecka grypą lub ebolą, jak to stwierdziła Madka. Oczywiście Tateł nic nie powiedział, wszystko mówiła Madka. Konduktorowi też się oberwało.

Zastanawiam się, jakim trzeba być człowiekiem, żeby uważać siebie i tylko siebie za świętą krowę.

kolej komunikacja podróż pociąg

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 158 (206)

#83808

(PW) ·
| Do ulubionych
Historia o tym, jak pod wpływem wydarzeń ludzie sobie o tobie przypominają ;)

Najmłodsza już nie jestem (tak, wiem, stara panna z kotami XD), prawie 30 na karku, więc parę historyjek miłosnych dłuższych lub krótszych miałam.

Przeprowadziłam się jakieś 3 miesiące temu do mieszkania po babci. Sama, do trzech pokoi. Nic specjalnego, całkowicie do remontu, PRL, a nawet gorzej, no ale moje - już nie trzeba wynajmować i płacić komuś. Cud miód dla mnie i moich zwierząt - własny azyl.

Jak wiadomo, fejsbuczek wie wszystko i nie jestem fanką specjalnych kłótni z byłymi (może poza dwoma przypadkami, więc też nie czuję potrzeby blokowania profili i uzależniania relacji od fejsbuczka. I tu ZONK. Taka byłam zła niedobra, "zostańmy przyjaciółmi" i oczywiście urwanie kontaktu. Aż tu nagle przeprowadzka moja i parę ciekawych wiadomości ;)

W rozmowach przytoczę najważniejsze informacje.

Były nr 1.

- Hej, słyszałem, że się przeprowadziłaś, może jakiejś pomocy potrzebujesz?

- Hej, nie dziękuję, poradzę sobie :)
- Nooo.... szkoda, wiesz, dawno się nie widzieliśmy, można by było sobie przypomnieć to i tamto, bo to chyba twoje mieszkanie nie?
- Moje. To i tamto?
- No wiesz... Bo w sumie miło było... Chciałem się wiele razy odezwać, ale wiesz... Głupio mi było... I w sumie tęsknię...

BYLIŚMY ZE SOBĄ 5 WIOSEN WCZEŚNIEJ :v

Były nr 2.

- Cześć, myślałem ostatnio o tobie, słyszałem, że nowe miejsce teraz.
- Eeee....? Dzień dobry, miło, co u Ciebie? Tak, mieszkam teraz tu i tu, mieszkanie po babci.
- No kochana, to gratuluję, a ile pokoi?
- 3. A po co Ci ta wiedza?
- Oj coś ty taka niemiła... Wiem, że zachowałem się jak debil, ostatnio myślałem nad tym i bardzo żałuję... Może byśmy się spotkali? Jakieś piwko, coś... Może przygarniesz mnie do jednego pokoiku ;)

"MOŻE MNIE PRZYGARNIESZ".

Zaskakujące jak szybko ze złej kwoki stałam się PO LATACH obiektem tęsknień.

były

Skomentuj (18) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 129 (173)

#83701

(PW) ·
| Do ulubionych
Wykonuję niecodzienny zawód. Jestem Petsitterem - taka Niania dla Zwierzaków. Głównie koty - purr purr i te sprawy, mózg wyprany przez te futerkowe nasienie zagłady.

Wiadomo, nie robię tego za darmo. Nie dlatego, że z tego są kokosy - bo nie są, ale dlatego, że życie kosztuje. Kocham zwierzęta, dlatego z nimi pracuję.

Niemalże założyłam notesik, w którym zamieszczam najciekawsze rozmowy z potencjalnymi Klientami (a konkretnie właścicielami Klientów). Parę rozmów nigdy nie wyjdzie mi z pamięci :v

Rozmowy skrócone, najważniejsze poniżej:

1) KOT NA NFZ:

- Proszę Pani, bo ja to bym chciała tak na 3 dni, bo ja jadę w delegację i kotka trzeba karmić.
- Dobrze, mogę w tym terminie.
- A pani mi powie, bo ja kotkowi wykupiłam ubezpieczenie, to u pani można tak jakby na nfz???

Ja wiem, że zwierzętom można wykupić ubezpieczenie, ale nie obejmuje ono prywatnych usług niańkowych :)


2) NA PIWO

- No to super, to ja bym chciała tak raz dziennie, żeby pani przychodziła i kotek dostaje leki, ale to do jedzenia pani wrzuci.
- Dobrze, to w takim razie jesteśmy umówione i umówmy się na zapoznanie i przekazanie kluczy.
- Super, jest pani mega, wiszę pani piwo!
- Nie trzeba, dziękuję, wystarczy mi nasze rozliczenie :)
- E.... Ale to ja mam zapłacić?

Nie pamiętam dokładnie, ale tam chyba parę epitetów się przewinęło - trochę tych rozmów było :)


3) Klasyk: NA CHOROM CURKE (obojętnie, coś było chorego i jechali do sanatorium)

- Pani mi powie, a jak tak pani będzie przychodzić to ja będę bardzo wdzięczna.

Wyczułam po pewnym czasie coś za dużo tego DZIĘKUJĘ i delikatnie zasugerowała:

- W porządku, to będzie XX za dzień, czyli XXX.
- A to za pieniądze???
- Tak, to moja praca, nie rozumiem co w tym dziwnego...
- Ja myślałam, że pani kocha zwierzątka a ty k..... sp...... żeby cie coś k.... za....ło!!!!


Jest tego więcej :) Nie to, że bawi, raczej poziom ludzki mnie trochę boli.

Bo jak za "pieniążki" - to się nie kocha zwierząt.

uslugi

Skomentuj (41) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 213 (239)

1