Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Lenerox

Zamieszcza historie od: 1 czerwca 2017 - 20:19
Ostatnio: 11 października 2020 - 21:23
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 394
  • Komentarzy: 14
  • Punktów za komentarze: 46
 

#87247

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś zabawa się skończyła.
Pierwszy raz byłem zmuszony zadzwonić na policję.
Mieszkam przy mało uczęszczanej uliczce gdzie miejsc do zaparkowania jest mnóstwo, jednak kierowcy uparcie przejeżdżają jej połowę by zatrzymać się w mojej bramie. Zwykle idę na pobliski orlik i szukam właściciela w celu odblokowania bramy. Dziś przed południem dostałem od żony serię zdjęć na których widać pustą ulicę oraz jedno zaparkowane auto centralnie w bramie ze znaczkiem inwalidy.

Odjechał zanim miałem w pracy dostatecznie dużo czasu żeby zadzwonić na pobliski komisariat, przez co nie podjęto interwencji, ale przynajmniej dowiedziałem się, że sam delikwenta przestawić nie mogę, dodatkowo karniaki mogą skończyć się dla mnie źle.

Dziś zrozumiałem, że inwalidztwo umysłowe można zwalczyć nie prośbą czy kulturalnymi upomnieniami lecz szybkim telefonem na straż miejską, która dzielnie zakłada blokady.
PS wieszajcie tabliczki informacyjne na bramę bo jednym z argumentów (które podała mi policja) na nie dostanie mandatu to "nie zauważyłem bramy"...

Kolorowa ulica

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 85 (95)

#84702

(PW) ·
| Do ulubionych
Czy ostatnio była promocja w chipsach na prawo jazdy nie wiem, ale w końcu się złamię i utrudnię komuś życie blokadą od smutnych panów tak dla przykładu, bo inaczej ich chyba nie wychowam. Ale od początku.

Krótka ślepa uliczka blisko centrum. Przy uliczce domki jednorodzinne, pętla autobusowa, park i orlik... Oblegany orlik prze, który po południu ruch na ulicy jest większy niż pod marketem przed świętami. Ponieważ najbliższy parking przy orliku wymaga dogadania się ze szkołą, a następny jest oddalony o "aż" 3 minuty piechotą, sportowcy i mamusie sportowców parkują w parku gdzie miejsc, w których da się zaparkować jest niestety mniej niż zawodników, więc spóźnialscy stają mniej lub bardziej ustawnie na chodnikach przed domami.

Ponieważ chodnik jest prywatny, tylko jak trzeba go posprzątać, nic się z samochodami utrudniającymi wjazd w bramę nie da zrobić. Gdyby kończyło się na utrudnianiu wjazdu dalej kląłbym pod nosem i parkowanie w podwórzu na góra 30 sekund wykonywał przez 5 minut... Niestety nasi mistrzowie kierownicy lub przyszli/niedoszli sportowcy zaczęli zastawiać bramę wjazdową, mimo wolnych miejsc na połowie ulicy (ale trzeba by kawałek podejść na boisko na którym chcą biegać).

Za każdym razem gdy widzę samochód blokujący podjazd, otwieram bramę i czekam kilka minut, zazwyczaj jest to ignorowane, ale przyłożenie telefonu do ucha lub zrobienie paru zdjęć skutkuje natychmiastowym odnalezieniem się kierowcy, który pyta czy ma się już przestawić czy możne tu zostać jeszcze 20 minut do końca treningu. Za każdym razem zarzekają się, że oni ciągle obserwują auto i jakby ktoś wyjeżdżał to przestawią. Na informację, że jeszcze nie wyjeżdżam ale mają następnym razem znaleźć inne miejsce bo nie będę czekał na nich lub policję, tylko wypchnę ich zabawkę terenówką pod sam orlik żeby mieli bliżej przepraszają i obiecują poprawę...

Artykuł 49 kodeksu drogowego chyba jest za słabo omawiany na kursach...

Kolorowa uliczka przy orliku

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (115)

#81473

(PW) ·
| Do ulubionych
Posiadam dość irytujące i nietypowe uczulenie - na miętę. Znajomi często mi w to nie wierzą. Aż do momentu wystąpienia duszności i wysypki.

Odkąd przestałem korzystać z komunikacji miejskiej, dużo łatwiej jest mi unikać ludzi żujących gumę. Nawet krótki kontakt z czymś, co pachnie miętą lub mentolem generuje u mnie duże problemy z oddychaniem.

Żyłem tak sobie z moją alergią aż przypałętała się do mnie jakaś epidemia grypy. Wszyscy w domu i pracy chorzy, więc też się rozłożyłem. Po wycieczce do lekarza udałem się do apteki, by kupić 5 leków. Żadne z pudełek nie wzbudziło moich podejrzeń. Wśród leków były elektrolity w ładnym żółto-niebieskim pudełku. Po ich rozpuszczeniu mieszkanie wypełniło się znajomym zapachem. Standardowa procedura - usunąć źródło problemu i wziąć leki na alergię.

Po przestudiowaniu składów wydawało mi się, że tylko elektrolity muszę komuś oddać ze względu na miętę. Na szczęście coś mnie tknęło, zagłębiłem się w te drobniutkie literki nieco bardziej i znalazłem:

*"Skład": 2 substancje (brak informacji o istnieniu innych);
*"Zawartość opakowania i inne informacje": [...] substancja poprawiająca smak i zapach miętowa […].

Przez gapiostwo wywołane gorączką 2/5 leków szukało nowego domu.

Ładnych parę lat temu dzięki nadrukowi na opakowaniu owocowej herbaty udało mi się uniknąć konsekwencji spożycia mięty. Większość past do zębów posiada charakterystyczny listek na opakowaniu, nawet na ciastkach i napojach jest, ale na lekach zaburzał wizję artystyczną. :/

Piszę o tym, ponieważ mimo ostatniej nauczki postanowiłem bezmyślnie kupić lek na przeziębienie. Na saszetce poza nazwą leku był skrócony skład (bez informacji, że to nie wszystko) i napis "przeziębienie". Szczęśliwie lek nie był dla mnie, ale oprócz informacji w ulotce nic nie zapowiadało nieszczęścia.

Jeżeli jesteście na coś uczuleni, powtarzajcie o tym lekarzowi, pytajcie w aptece i czytajcie uważnie ulotki. Mam nadzieję, że sam też będę o tym pamiętał.

leki alergia mięta

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 61 (131)

#78488

(PW) ·
| Do ulubionych
W sierpniu 2016 kupiłem tablet Lenovo Miix 300 i nic nie zapowiadało, aby to był początek moich kłopotów…

Po pół roku okazjonalnego użytkowania odkryłem pęknięcie tuż nad zawiasem. Tablet nigdy mi nie upadł, więc poszedłem do sklepu w celu wyjaśnienia sprawy.

Przemiła obsługa pomogła w wypełnianiu stosu dokumentów reklamacyjnych, a po tygodniu otrzymałem informację, że uszkodzenie mechaniczne nie powstało w wyniku wady fabrycznej. Lekko zaskoczony tą odpowiedzią, skontaktowałem się bezpośrednio z Lenovo, bo w końcu to ich sprzęt i powinno im zależeć na zadowoleniu użytkowników.

Konsultant szybko do mnie zadzwonił i zapewnił, że postara się pomóc w sprawie. Po kilku rozmowach umówił kuriera, który miał przewieźć tablet do serwisu w celu ponownego sprawdzenia, kto jest winny uszkodzenia. Niestety parę razy rozminąłem się z kurierem, więc do serwisu tablet trafił prawie tydzień po planowanej dacie.

W tym miejscu trzeba powiedzieć, że albo CTDI (autoryzowany serwis Lenovo) potraktował sprawę priorytetowo, albo ktoś totalnie olał sprawę. Dlaczego? Ponieważ już następnego dnia konsultant przesłał mi wiadomość (dobre wieści przekazywał telefonicznie), że sprzęt jest zgodny ze standardami i czy zgadzam się z wyceną naprawy.

Tu nastąpiła moja stanowcza odpowiedź: „Nie zgadzam się, przyślijcie sprzęt z dokumentami potwierdzającymi wykonanie testów, które obiecaliście zrobić."

Co wywołało moją złość, poza ekspresową diagnozą? Koszt naprawy to 1400 PLN przy sprzęcie za 700 PLN.

Podobno to przez konieczność sprowadzenia oryginalnych części, jednak średnio rozgarnięta małpa zauważy, że taniej byłoby kupić nowy tablet i użyć go jako dawcy, niż sprowadzać jeden kawałek szkła.

Dalej nastąpiła jedynie bezowocna wymiana zdań z konsultantem, który odpowiadał jedynie na co piątą wiadomość, o ile w ogóle zaszczycił mnie odpowiedzią. Zazwyczaj kopiował informację, że wszystkie dokumenty zostały dostarczone razem z urządzeniem. Niestety, z urządzeniem przesłano jedynie kosztorys i informację, czemu nie wykonano naprawy.

Trochę późno, ale skonsultowałem się z Rzecznikiem Praw Konsumenta i, uzbrojony w nową wiedzę, poszedłem ponownie do sprzedawcy. Niestety, efekt był zgodny z oczekiwaniami: odrzucamy reklamację, ponieważ serwis napisał, że to uszkodzenie mechaniczne.

Pan przyjmujący reklamację powiedział mi, że nigdy by nie kupił podobnego sprzętu, ponieważ notorycznie się psują i trafiają na reklamację, która jest odrzucana na podstawie opinii serwisu. Lenovo z kolei twierdzi, że mój przypadek jest pierwszy i uważa sprawę za zamkniętą. Tylko tabletu szkoda, bo przez ostatnie 4 miesiące był w podróży lub czekał w sklepie, nawet na tydzień w domu nie został.

Na koniec pozostaje mi tylko ostrzec Was: uważnie dobierajcie produkty Lenovo oraz gwarancję do nich, ponieważ jeśli coś się stanie, Lenovo przestanie odpowiadać na wiadomości, chyba że zapłacicie za naprawę tyle, ile był wart nowy sprzęt lub więcej.

Media Markt Lenovo

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 206 (226)

1