Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Livka90

Zamieszcza historie od: 1 lutego 2020 - 15:39
Ostatnio: 28 stycznia 2021 - 13:09
  • Historii na głównej: 15 z 17
  • Punktów za historie: 1508
  • Komentarzy: 55
  • Punktów za komentarze: 178
 

#87636

(PW) ·
| Do ulubionych
Na wstępie napiszę, że oczywiście zdaje sobie sprawę, że każdy w rodzinie ma prawo dysponować własnymi pieniędzmi wg uznania.
To jest fakt.

Ale... czasem człowiek czuje się zwyczajnie niesprawiedliwie potraktowany.
Wyobraźcie sobie taką sytuację. Jest rodzina, czyli ojciec z dwójką dorosłych dzieci i babcia, która jest dość majętna.
Jej syn - czyli ojciec - jest już ustawiony na całe życie i pieniędzy mu nie brakuje, poza tym wziął sobie nową kobietę pazerną na pieniądze z własnymi dziećmi. Przy tym przestał się zbytnio interesować swoją matką od dłuższego czasu, odwiedzał od wielkiego dzwonu.
Jej wnuczek - czyli brat - miał ją już w ogóle całe życie gdzieś.
Wnuczka za to całe życie się babcią interesowała, odwiedzała, spędzała czas, kiedy inni mieli ją gdzieś.
I co pewnego pięknego dnia zrobiła babcia? Poszła cichaczem ze swoim synem, który już jest w życiu dorobiony, tak jak wspomniałam do notariusza i przepisała mu cały swój majątek.

Po co? A żeby przypadkiem wnuczek, który miał ją gdzieś niczego nie odziedziczył, ale przy także okazji wnuczka, która się nią interesowała całe życie, a przy okazji nie najlepiej jej się powodzi, bo pracę ma kiepsko płatną, mimo wykształcenia, o czym powszechnie w rodzinie wiadomo.
Jak się domyślacie wnuczką jestem ja i nie, nie zamierzam się o nic dopominać, upominać, żalić babci, czy rodzinie, ale jednak no fajnie to się nie poczułam...

Skomentuj (81) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 165 (175)
zarchiwizowany

#87585

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Ostatnio żaliłam się mojej mamie, że źle się czuję, z tym, że nie przedłużyli mi umowy w pracy z powodu pandemii, że szkoda, że nigdy nie byłam zdolna z przedmiotów ścisłych, bo może teraz miałabym lepiej w życiu.
Na co ona- "tak to prawda, nigdy nie byłaś zbyt lotna, ale najwyżej znajdziesz sobie trochę gorzej płatną pracę niż sobie wymarzyłaś i świat się też nie zawali".
Doceniam jej szczerość, ale sądziłam, że mimo wszystko powie mi coś bardziej miłego, szczególnie, że choć nie jestem geniuszem, za głupią w szkole i na studiach też nie uchodziłam.

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -7 (23)

#87567

(PW) ·
| Do ulubionych
Mój dentysta niestety od jakiegoś czasu nie przyjmuje, więc zmuszona byłam poszukać innego.

Moja ciocia poleciła mi (jej zdaniem) super sprawdzonego stomatologa, w dodatku z poczuciem humoru, więc nie zapowiadało się źle.

Ząb bolał niemiłosiernie od dwóch dni więc mimo, że opinii w necie nie znalazłam na jego temat żadnych, postanowiłam zadzwonić i umówić się na wizytę.

Co już na wstępie niezbyt mi się spodobało, zaczął mówić do mnie na "ty", z racji tego, że moja ciotka to jego znajoma.
Co prawda, był sporo starszy, jednak biorąc pod uwagę, że sama mam blisko 30 lat na karku, to wydało mi się dość dziwne. Ale nie skomentowałam tego i z uśmiechem usiadłam na fotelu.

I wtedy się zaczęło. Zawsze leczyłam zęby ze znieczuleniem, bo inaczej panicznie się boję o czym mu powiedziałam. Niestety doktor nie dał się przekonać do tego, mówiąc, że on znieczulenia nie stosuje, bo nie ma wtedy wyczucia ile może wiercić i czy nie dotrze do miazgi- dziwne, że mój stały stomatolog nie miał z tym nigdy problemu. Prawie się z nim pokłóciłam i nawet przeszło mi przez myśl żeby w tym momencie zsiąść z fotela i mu podziękować. Ale postanowiłam zaryzykować, bo kolejna nieprzespana noc z powodu bólu, nie zapowiadała się przyjemnie.
Oczywiście bolało jak cholera, ale jakoś wytrzymałam.

Ale najlepsze nastąpiło dopiero później, kiedy zaczęliśmy omawiać leczenie mojej górnej czwórki, a zapytałam się, czy nie będzie widać plomby na co usłyszałam "żarcik", "a to wolisz wiercenie od przodu, czy od tyłu? Kobiety zawsze wolą od tyłu, ja wiem.."

Za to przy borowaniu, kiedy coś mnie zabolało, to walnął jeszcze lepszym żarcikiem " no tak bo kobiety to zawsze wołają żeby już był koniec".

Może dobrze, że nie mogłam nic mówić, bo podejrzewam, że odpowiedziałabym coś niezbyt miłego...

Ale ugryzłam się w język, bo stwierdziłam, że i tak było już po tej niezbyt przyjemnej wizycie, zapłaciłam i wyszłam z ulgą.

Jedno jest pewne, na leczenie czwórki wybiorę się już do kogoś bardziej profesjonalnego.

Skomentuj (25) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 107 (123)

#87558

(PW) ·
| Do ulubionych
Od niedawna szukam jakiejś tymczasowej pracy, bo z racji pandemii chwilowo nie zarabiam i nie wiadomo do kiedy to potrwa, wiadomo jak jest...

Porozsyłałam więc trochę CV jeszcze przed nowym rokiem.
I dzisiaj około godziny 10 patrzę w telefon, a tu jedno połączenie nieodebrane.

Oddzwaniam jakieś 20 minut później, więc niedługo po tym telefonie. Sprawdzam numer, okazuje się, że z jednej firm, w której starałam się o pracę.

Przy którejś tam próbie połączenia, zgłasza się w końcu jakaś kobieta. Mówię, że nazywam się tak i tak i miałam odebrane połączenie z tego numeru.

Na co ona dość nieprzyjemnym tonem:
- Aha.. czyli mam rozumieć, że do pani dzwoniliśmy, a pani nie odebrała telefonu, tak?
- Tak, niestety nie mogłam odebrać, ale teraz oddzwaniam.
- W takim razie nasz konsultant zadzwoni do pani jutro i PROSZĘ NASTĘPNYM RAZEM ODBIERAĆ TELEFON, do widzenia.

Po czym odłożyła słuchawkę.

Nie ma to jak dobra zachęta do pracy na samym starcie...

Skomentuj (11) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 101 (107)

#87202

(PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacja z wczoraj. Od pewnego czasu w moim bloku mieszka pewien pan piekielny trochę wyglądzie spod ciemnej gwiazdy.
Jest to o tyle dziwne, że o ile może nie jest to jakieś super prestiżowe osiedle, to raczej z tych nowszych, gdzie mieszkają ludzie spokojni, głównie rodziny z dziećmi.

Ostatnio na klatce zepsuł się zamek, a kod zamontowali dopiero niedawno i nie każdy pewnie go też znał - włącznie ze mną, a zwykle wszyscy przyzwyczajeni byli do otwierania go kluczem.
Niedługo po zauważeniu awarii, musiałam wyjść jednak do sklepu, który jest zaraz za rogiem. Postanowiłam, więc otworzyć drzwi i je podeprzeć tak żeby były otwarte. W tej samej chwili szedł na papierosa pan "spod ciemnej gwiazdy". Poprosiłam go żeby nie zamykał drzwi bo zamek się zacina, a ja za 2 minuty wrócę. Nic nie odpowiedział, ani nie odburknął..

Ok, na wszelki wypadek zadzwoniłam więc do sąsiadki, czy zna już nowy kod i może mi go podać i tak też się stało. Oczywiście tak jak podejrzewałam drzwi były zamknięte, a pan piekielny stał z kolegami i palił śmiejąc się w najlepsze.
Ja otworzyłam drzwi nowo zamontowanym kodem i je za sobą zamknęłam. Kiedy wchodziłam po schodach widziałam jak piekielny dobija się do drzwi żebym mu otworzyła. Nie zrobiłam tego udając, rozmawiając sobie przez telefon w najlepsze.
Dziwi mnie jedno - skąd taki brak zwykłej ludzkiej uprzejmości u niektórych. Czy są aż tak zgorzkniali i sfrustrowani życiem?

Skomentuj (17) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 132 (164)
zarchiwizowany

#86965

(PW) ·
| było | Do ulubionych
Jakiś czas temu zmagałam się z nadwagą i depresją przy okazji, wlasciwie to jedno wynikało z drugiego. Pojechałam na wakacje z wycieczka zorganizowana, wreszcie miałam nadzieję, że to będzie udany wyjazd, odetchnę od wszystkiego. Tabletki na uspokojenie ,które biorę powodują że niestety zdarza mi się chrapać. Dla mojego męża jednak nigdy nie był to problem bo miał mocny sen. Trafiłam do pokoju z taką jedną dziewczyna której facet też nie mógł przyjechać z jakichś względów. I zaczęły się problemy. Mimo, że wiedziala, że miałam problemy ze sobą poważne i jestem na lekach, budziła mnie co chwilę w nocy bo ponoć była wykończona przez moje chrapanie. Na co nic nie można było poradzić bo to nie moja wina. Kiedy wyszliśmy na miasto stroiła się specjalnie żeby ją zaczepiali, ja czułam się jak piąte koło u wozu... Udany wyjazd zamienił się w udrękę. Pewnego dnia stwierdziła że niby nie może tego mojego charapania wytrzymać i przenosi się do innego pokoju... To było jak cios dla mnie było mi strasznie wstyd bo inni się o tym dowiedzieli. I na koniec perełka. Pod koniec wyjazdu wazylismy bagaże. Ona miała większy od mojego, ale nakupila sporo ciuchów. Mnie nie wystarczało miejsca w bagażu i kupiłam dość ciężkie rzeczy. Chciałam część przełożyć do niej. A ona wzięła z łaską ode mnie że dwie rzeczy i stwierdziła że walizka jej się nie dopnie. więc musiałam je ubrać na siebie.... Wyjazd udany ale ile nerwów i upokorzenia przeszłam to moje....

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: -16 (16)

#86527

(PW) ·
| Do ulubionych
Jakiś czas temu pracowałam w urzędzie, a raczej byłam tam na rocznym stażu.
Nie będę tu pisać czym się zajmowałam, bo to mało istotne, jednak co mnie w czasie mojej pracy uderzyło, a może i trochę zdziwiło, bo mimo powszechnej opinii o leniwych urzędnikach, nie sądziłam jak sprawa wygląda "od kuchni".
Przyznam szczerze, że poznałam tam wiele sympatycznych ludzi, szczególnie, że było to w większym mieście, nawet kilka osób w wieku zbliżonym do mojego i zawsze będę mile wspominać tamten czas.

Jednak było też wiele piekielności, które postanowiłam tu opisać jako osoba będąca już nie interesantem, ale tą po tej "ciemnej stronie mocy".

Pierwszy problem, polega na tym, że "dzień urzędnika zaczyna się od włączenia czajnika". Niestety to powiedzenie ma więcej wspólnego z prawdą niż kiedyś mi się wydawało. Pierwsze pół godziny polega na robieniu robieniu sobie śniadania, porannych ploteczkach i piciu kawy. Czasem trwało to nawet do godziny czasu. Po tym czasie przychodzi czas na pracę. Praca ta oczywiście przeplatana była facebookiem i plotkami, gdy wpadnie ktoś akurat do pokoju.

Kolejna kwestia, która mnie dość mocno uderzyła, a nawet zdenerwowała - nieodbieranie telefonów. Nie jednego czy dwóch. Notoryczne. Gdy ktoś próbuje się dodzwonić można było usłyszeć - to znowu ta głupia baba, a nie odbieram.
"Znowu telefon? mam przerwę śniadaniową". "Dzwoni już od rana? Niech próbuje dalej!". "Haha, znowu ten facet co nigdy nic nie wie, nie podnoś przypadkiem słuchawki Baśka". Nie ukrywam, podniosło mi to ciśnienie, bo nie raz sama byłam po tej drugiej stronie - osoby, która sama próbowała się dodzwonić do jakiegoś urzędnika, który pewnie popijał właśnie beztrosko kawkę i mówił to samo.

Nie wspomnę już o pouczaniu młodszych i nowych, a samemu olewaniu pracy przez "starszych i mądrzejszych", bo co wolno wojewodzie... A co jak co, ale w urzędzie powiedzenie to nabierało szczególnego wydźwięku, zwłaszcza dla nas świeżaków.

Nie spodziewałam się również tzw. "wyścigu szczurów", który był na porządku dziennym, choć do tej pory kojarzył mi się bardziej z korporacją. Bo wiele starszych urzędników czuło się lepszych z tego powodu, że pracują tam już x lat, a świeżak nic nie wie - tak jak i oni na początku zresztą, ale mniejsza z tym...

Tak jak pisałam, praca ta miała także wiele uroków, przede wszystkim dzięki ludziom młodym, nie przesiąkniętymi jeszcze zaśniedziałą urzędową komuną, a i starsi zdarzali się być w porządku.

Poza tym wyniknął z tego jeszcze jeden bardzo ważny plus - uświadomiłam sobie, że nie chcę zostać urzędniczką, bo to nie dla mnie. Niemniej jednak doświadczenie to wspominam z uśmiechem...

Skomentuj (4) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 142 (152)

#86528

(PW) ·
| Do ulubionych
Moja koleżanka mieszka w miejscowości turystycznej jednak, takiej która uchodzi za region słabo rozwinięty oprócz turystyki, z której się utrzymuje. Pracuje tam jako lekarz stomatolog.

Około roku temu przyszedł do niej turysta z Warszawy, bo rozbolał go ząb. Był w fatalnym stanie i jedyną najrozsądniejszą możliwością było leczenie kanałowe, albo jego wyrwanie.

Owy "turysta" nie chciał jednak o tym słyszeć, a jedynie i załataniu mu zęba - tak żeby nie było widać, że ułamał się od próchnicy, bo on w Warszawie pójdzie do "prawdziwego fachowca", który mu ząb wyleczy- pomimo, że jak sam mówił nie chodził do nikogo na stałe i w ogóle rzadko leczył swoje zęby.

Koleżanka nie namawiała go jednak długo, choć ostrzegła, że "dorobiony" kawałek zęba może nie wytrzymać długo, jak i sam ułamany ząb i zrobiła jak chciał, wedle życzenia.

Nie minęło kilka dni i dostaje telefon. Od tego właśnie faceta z Warszawy, że odstawiła fuszerkę bo ten prowizorycznie załatany ząb ułamał się jeszcze bardziej kiedy rozgryzał landrynkę...

Skomentuj (21) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 95 (115)

#86238

(PW) ·
| Do ulubionych
Parę ładnych lat temu spotykałam się z pewnym chłopakiem pochodzącym z miejscowości położonej na Podhalu.

Nie żebym coś do tego regionu Polski miała, bo trzeba przyznać, że spora część ludzi tam była bardzo gościnna i sympatyczna, bywały jednak od tego wyjątki, które czasem mocno mnie dziwiły. Ale że opisanie ich wszystkich zajęłoby sporo czasu, to opowiem o jednej takiej sytuacji, która mi się niedawno przypomniała.

Niedaleko domu mojego byłego stał sklep spożywczy. Nie żadna tam sieciówka, tylko zwykły sklep, głównie z artykułami spożywczymi, stanowczo zbyt drogimi, jak na ich jakość i niewielką ilość do wyboru, jednak nie było żadnego innego w pobliżu, więc od czasu do czasu chodziliśmy tam robić zakupy.

I tak też było pewnego dnia, kiedy wybrałam się do niego sama, bez mojego lubego. Kiedy przyszło do płacenia, spadło mi na ziemię 20 zł, co zauważyła klientka stojąca za mną - sądząc po rozmowach ze sprzedawczynią, chyba jej znajoma. Podziękowałam i podniosłam banknot. Na co pani sprzedawczyni zwróciła jej uwagę - na głos i przy mnie, żeby nie było - oj, Grażynko, ludzie to tak na pieniądze nie uważają. Kiedyś klientka upuściła 100 zł, wyobrażasz sobie? Ale nie oddałam jej, wzięłam sobie, a co!

W pierwszej chwili pomyślałam, że to był żart, ale po poważnym tonie wypowiedzi zrozumiałam, że chyba raczej nie...

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 66 (100)

#86240

(PW) ·
| Do ulubionych
O tym jak moja młodsza siostra nauczyła się kilka lat temu, że "nie ma nic na gębę".

Moja siostra- nazwijmy ją Emilką na potrzeby historii - kilka lat temu rozpoczęła studia, a że nie chciała zbytnio mieszkać w akademiku wynajęła pokój w mieszkaniu.

Nasi rodzice dali jej pieniądze na czynsz i kaucję, jednak stancji musiała już poszukać na własną rękę.

I znalazła, dumna z siebie bo trzeba przyznać pokój w miarę tani i ładny, a że właściciel wydał się jej sympatyczny zapłaciła całą kwotę kaucji i za miesiąc z góry do ręki nie chcąc od niego żadnego pokwitowania,którego wypisania nie zaproponował też przemiły pan właściciel.

I tak mieszkała sobie tam radośnie cały miesiąc, aż pewnego dnia przyszło wezwanie do zapłaty, w którym właściciel żądał zapłaty czynszu pod groźbą wypowiedzenia mieszkania i za kablówkę, za którą nie było mowy żeby płacić bo siostra od razu zastrzegła, że nie będzie jej używać.

Zadzwoniła natychmiast do właściciela, jednak oczywiście było to słowo przeciwko słowu i musiała całą kwotę zapłacić jeszcze raz- a raczej musieli nasi rodzice pomagający jeszcze wtedy mojej siostrze. Za kablówkę nie zgodziła się zapłacić,bo o płaceniu za nią nie było słowa, a właściciel zgodził się przy podpisywaniu umowy na to, że nie będzie musiała być ona opłacana jeśli nie będzie się jej używać, o czym później wyraźnie zapomniał.

Historia skończyła się w ten sposób, że Emilka sama wypowiedziała pokój pod koniec miesiąca, choć nieuczciwy właściciel wiecznie nie miał czasu (albo chęci skoro taka naiwna lokatorka się mu trafiła) odebrania od niej wypowiedzenia, jednak w końcu się udało i znalazła szybko nowe mieszkanie, teraz zawsze wpłaca wszelkie kwoty tylko na konto.

Jedyna pozytywna rzecz jaka z tej sytuacji wynikła, to że od tego czasu nauczyła się, że nie każdy jest uczciwy i można trafić na piekielnego właściciela, a wszystko dotyczące spraw mieszkaniowych trzeba mieć na piśmie.

Skomentuj (10) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 94 (102)