Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Maati

Zamieszcza historie od: 14 lipca 2015 - 15:33
Ostatnio: 2 września 2019 - 11:10
  • Historii na głównej: 18 z 21
  • Punktów za historie: 4262
  • Komentarzy: 26
  • Punktów za komentarze: 87
 
[historia]
Ocena: 7 (Głosów: 9) | raportuj
29 sierpnia 2019 o 12:07

@rodzynek2: To już w ogóle materiał na osobną historię :) Tutaj ewidentnie komuś zabrakło sprawdzenia, jakie są numery umów aktywnych w banku - i albo nie sprawdził, że są 9-cio i 10-cio znakowe. Albo ktoś kodując formularz napisał =10, zamiast <=10 :)

[historia]
Ocena: 6 (Głosów: 6) | raportuj
29 sierpnia 2019 o 11:49

@marcel_S: Wszystkie Twoje obserwacje, niestety, są prawdziwe :/ Też mnie to mega przeraża. I poza żmudną edukacją, chyba nie ma na to innego rozwiązania :/ Pamiętam, jak kiedyś brałem udział w Ogólnopolskim Spływie kajakowym. Wydawałoby się, że na takie imprezy jeżdżą osoby z jakimś doświadczeniem. Generalnie - nie grupa osób, co biorą kajaki na dzień i się nawalą. Ale żeby w ogóle wiedzieć, że jest taki spływ, trzeba się nieco wysilić - znaleźć organizatora, jest to określony termin i pod niego planujesz sobie np. urlop. No, taka impreza dla trochę bardziej "wtajemniczonych". I na tym spływie, po jednym z etapów, gościa musieli wynosić z kajaka. Nie był w stanie wysiąść, tak był nawalony :/ Kurde, jak osoby niby z doświadczeniem, mają tak mało wyobraźni, to czego oczekujemy od całkowicie niedoświadczonych? Ja też lubię wypić piwo, ale przy ognisku! Jak już dopłynę, rozbiję namiot, ogarnę sprzęt, zjem kolację. I wtedy, ognisko, gitara, rozmowy do świtu i alkohol z umiarem - spoko! Ale czemu na wodzie? Tego nie zrozumiem...

[historia]
Ocena: 17 (Głosów: 19) | raportuj
29 sierpnia 2019 o 11:44

@Jaladreips: Słusznie! Co mi ktoś będzie mówił, jak mam żyć! A jak wypiję pół litra wódki to mam prawo wsiąść do samochodu i jechać autostradą i nikt mi nie powie, że nie mam prawa. Co się czepiają! A nie, jednak chyba nie do końca słusznie. Albo całkiem nie.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 7) | raportuj
5 lipca 2019 o 10:41

Niestety, to nie tylko kwestia barów. W sklepach nie jest lepiej. Kilka przykładów z galerii z ostatniego czasu: 1. Wpadłem do "owada" po kilka warzyw do obiadu. Słownie cztery czy pięć rzeczy - kilogram kartofli, kilka pomidorów, papryka. Kupowałem rzeczy wg przepisu i tyle, żeby całe użyć, żeby nie zostawały. Zważyłem je nawet na kasie przy stoisku warzywnym. Przy kasie zonk - nagle mi zakupy się rozmnożyły. Kilo kartofli zamieniło się w ponad 2kg. Pół kilograma pomidorów - w 1,5 kg. Kazałem uruchomić drugą kasę i tam zważyć - nagle okazało się, że było tyle, ile mi wyszło przy stoisku z warzywami. Czyli ta kasa notorycznie dodawała wagi wszystkiemu, co się na niej kładło. Ile osób przede mną, robiąc większe zakupy, nie zwróciło na to uwagi? To już tylko sklep wie... 2. Podskoczyłem szybko do sklepu po płyn do naczyń. Nie było tego,c o zawsze kupuję. Ale stał inny, cena na półce coś koło 6zł. Po drodze zobaczyłem drinki w buteleczkach - ostatnio żonie smakowały takie, więc wziąłem dwa - cena też koło 6zł sztuka. Przy kasie - płyn kosztuje 12, drinki po 11. Podziękowałem. 3 rzeczy za prawie 35zł, a nie 18, jak by wynikało z cen na półkach. Kupowałem te kilka rzeczy, to sobie policzyłem wcześniej, ile na nie wydam. Ale jak bym brał koszyk zakupów na tydzień z góry, to te kilka zł różnicy na sztuce towaru by były niemal nie do wychwycenia - wszystkich cen w takim wypadku nie dam rady zapamiętać...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 3) | raportuj
5 lipca 2019 o 10:28

@meanraax: Wpis o 10 i spaniu miał na celu być humorystyczny. Znam osoby, które śpią do południa. Ja wstaję po 6 z przyzwyczajenia (dzieci mnie przyzwyczaiły chyba bardziej, niż wstawanie do pracy :)). Nie narzekam. Ale jak widać na przykładzie sąsiada z historii. On o 10 jeszcze jak najbardziej paradował w bieliźni, można przyjąć, że spał, leżał w łóżku, dopiero wstawał...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 6) | raportuj
5 lipca 2019 o 10:26

@Armagedon: Nigdzie nie napisałe, że Administrator "dba". Przeciwnie - mam wiele uwag do jego pracy. Nie będę się odnosił do poziomu umysłowego mieszkańców, ale stan umysłu ludzi jest taki, jak większości w tym kraju - "tumiwisizm" i "niechcemisizm". Po cichu psioczą, marudzą na jakość pracy. Ale na sugestie, żeby to zmienić, poprawić - "a bo nie mam czasu, a bo niech robią, w sumie najgorsi nie są, a bo..." Biura Zarządu jako takiego nie ma. Administrator urzęduje kilka km dalej (jedna firma, zajmująca się kilkoma osiedlami). Trudno się tam dodzwonić w jakikolwiek dzień robocy, o sobocie to już w ogóle można zapomnieć :) A gościa, który "nadzorował" prace, kojarzyłem z widzenia. Kilka razy w towarzystwie Administratora był na osiedlu, więc wiem, że to jego pracownik. Sam Administrator na pierwszego maila, czy były takie prace zlecone, przyznał się do tego. Tylko, tak jak już pisałem, więcej szczegółów nie idzie się dowiedzieć. PS A czemu piszę "Pan" z wielkiej litery? Nie, to nie kwestia indoktrynacji religijnej :) Tak mnie nauczono, że to przejaw szacunku w treści pisanej. Czy prawdziwe to, nie wiem. Ale zawsze staram się pisać Ty, Twój, Szanowni Państwo itd.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
5 lipca 2019 o 10:21

@clockworkbeast: Tak, ten gość z wąsem to był przedstawiciel Administratora. Administrator przyznał się, że robili, ale nie chce powiedzieć, co dokładnie...

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 5) | raportuj
5 lipca 2019 o 10:18

@bloodcarver: Wiem, że błąd. Ale krew się we mnie zagotowała wtedy...

[historia]
Ocena: 14 (Głosów: 14) | raportuj
29 stycznia 2016 o 20:33

Telefon jest na firmę, więc zgodnie z prawem, jest ogólnodostępny. Co nie zmienia faktu, że masz prawo u danego operatora (Netia) wyrazić sprzeciw wobec komunikacji marketingowych. Pismo do nich. A konsultantów polecam pytać, czy rozmowa jest nagrywania. I w zależności od odpowiedzi: - tak - to ja nie wyrażam zgody na rozmowę nagrywaną. - nie - to ja nie wyrażam zgody, będę rozmawiać tylko, gdy będzie nagrywana. :)

[historia]
Ocena: 18 (Głosów: 20) | raportuj
20 stycznia 2016 o 13:02

@wilfrid: Skąd założenie, że nie znam realiów? Podobnie jak Katka_43, też w różnych społecznych tworach działałem. Wiem, że jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Ja się nie zgłosiłem, bo oceniłem swój zasób czasu i wiedziałem, że nie będę mógł się włączyć w prace na tyle, na ile bym chciał. Ale jak ktoś się już zgłosił, to chyba wie, na co się decydował? Czy też jak owieczka, ślepo, rękę podniósł, dostał się, nie wie na co i nie wie po co? Rozumiem, że wg Ciebie działanie Rady Rodziców jest ok? W takim przypadku, w jakim przedstawiłem?

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 0) | raportuj
19 stycznia 2016 o 15:39

Ustawowy czas na reklamację to 30 dni. Jak w tym czasie nie dostaniesz odpowiedzi - to reklamacja jest uznana.

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
18 stycznia 2016 o 15:26

@pasia251: Tak samo było tutaj. W sumie ważna informacja, której nie dopisałem :) Dlatego i mi się nie uśmiechało biegać...

[historia]
Ocena: -4 (Głosów: 22) | raportuj
14 stycznia 2016 o 15:38

@KoparkaApokalipsy: Bym nie napisał, to byłyby pytania - co robiłem tam tak wcześnie, po co tą drogą jechałem, po co chciałem wczęśniej się na głowę zwalić rodzinie itp. Względnie, chciałem zbudować napięcie - jak u Hitchcock'a. Możesz wybrać sobie wersję odpowiedzi :) Ech, dogodzić wszystkim się nie da...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 8) | raportuj
8 stycznia 2016 o 11:40

@grruby80: Piekielnością dla mnie był system wydawania paczek. Który działał jak loteria - jeżeli miałeś szczęście, to dostałeś niemal od razu. Jeżeli nie, to mimo, że przyszedłeś pierwszy, czekałeś dłuuuugo. Jak napisałem, ja odebrałem w pół godziny. Inni czekali dłużej. Czy dodałem, że to akurat były te dni naszej zimy, gdzie temperatura, o dziwo, była poniżej 0 stopni? Polecam postać w miejscu chwilę. Piekielnością było dla mnie też to, że wybierając inPost robiłem to z uwagi właśnie na wygodny odbiór wtedy, kiedy ja chcę. A nie wtedy, kiedy mi każą (vide treść SMS: "dzisiaj do 20", bez wyjaśnienia, co potem. Ja się po prostu przestraszyłem, że potem paczkę do nadawcy zwrócą, albo diabli jeszcze wiedzą, co...) Co do ostatnich dwóch zdań Twojej wypowiedzi - nie będę się wdawał w dyskusję. Jak mawiał klasyk: "nie ma co się wdawać w dyskusję z idiotą. Bo najpierw Cię ściągnie do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem".

[historia]
Ocena: 4 (Głosów: 4) | raportuj
8 stycznia 2016 o 11:35

@Iceman1973: Wołali :)

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
8 stycznia 2016 o 11:32

@taka_owaka, @igielka - :) już poprawiam :)

[historia]
Ocena: -2 (Głosów: 4) | raportuj
5 stycznia 2016 o 11:06

@Bastet: Ale, jak wielokrotnie było pisane, można od PESEL rodzica dojść do tego, jakie dziecko, o jakim nr PESEL, jest to niego "podpięte"...

[historia]
Ocena: 0 (Głosów: 8) | raportuj
5 stycznia 2016 o 11:01

@katem: Zanim zaczęło się piekielnie, próbowaliśmy lżej. Oj, próbowaliśmy. Stąd te próby znalezienia PESEL w zapisanych wiadomościach gdzieś, na portalu elektronicznym prywatnej przychodni, w której jesteśmy ubezpieczeni itd. Ale Pani nie wyrażała żadnego przejawu chęci pomocy. Jednak, mimo wszystko, w placówkach, gdzie się nie przychodzi dla rozrywki, a po pomoc, oczekiwałbym po prostu większej chęci pomocy. Nie chcę, żeby Pani w kreatywny sposób coś reklamowała, stawała na głowie - ale podała rzetelone informacje. Minimalna doza inicjatywy z jej strony.

[historia]
Ocena: 3 (Głosów: 19) | raportuj
4 stycznia 2016 o 16:51

@KoparkaApokalipsy: Tu przyznaję - mój błąd. Zawsze w takich sytuacjach posiłkowałem się elektroniką - a ta teraz zawiodła. Ale i ten magiczny system elektroniczny, co to pozwala weryfikować ubezpieczenie, pozwala na sprawdzenie wszystkich rzeczy. W ostateczności zawsze miała być możliwość napisania oświadczenia, że jest się ubezpieczonym - ale tego Pani też nie chciała przyjąć.

[historia]
Ocena: 5 (Głosów: 21) | raportuj
4 stycznia 2016 o 16:48

@Visenna: Nie zgodzę się. Bo Pani mnie nie poinformowała - ja te informacje Pani wyrwałem z gardła. Rozumiem, że zmęczenie, że dyżur. Ale nie znoszę takiego podejścia na zasadzie "nie da się". Bo jak widać, da się. Tylko czemu musiałem się z piekielnego zmienić, żeby dostać to, do czego miałem prawo od samego początku? Bo co sztuczne budowanie przeciwności? Aha - a co do wolnego. Mogę tylko dodać, że Pani taki wybrała zawód, ze wszystkimi tego konsekwencjami. Tak jak np inna osoba wybrała pracę w obsłudze Klienta, inna w policji, w straży pożarnej. Wiem, że ktoś odpoczywa, a ktoś pracuje. Nie dyskutuję z tym, szanuję pracę tych osób, podziwiam ich, staram się nie robić problemów. Chciałem przeczekać święta i pójść po nich do lekarza - nie dało się, musiałem im roboty dodać.

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
30 września 2015 o 9:30

Zaaranżujcie jakąś scenkę morderstwa. Na końcu zabójca zobaczy drona i zacznie w jego kierunku iść, coś mówić o tym, że znajdzie osobę, która go nagrała itp. Może podglądacz się przestraszy i przestanie? :)

[historia]
Ocena: 2 (Głosów: 2) | raportuj
19 lipca 2015 o 0:03

@Paganini: Powiadasz. A pisząc starałem się wszystkei korposlangi możliwie usuwać i wyjaśniać. Uwierz, na żywo to jeszcze gorzej brzmi :)

[historia]
Ocena: -5 (Głosów: 5) | raportuj
19 lipca 2015 o 0:01

@ogorek: Zmyślona, niestety, nie jest. Gość blokował etat bawiąc się po całej Polsce (bo mu lekarz polecił zmianę klimatu na morski, a potem na górski). Ale fakt, następnym razem wczytam się w prawo, żeby wszystko dobrze opisać. Ale grunt, że esencję przekazałem tej piekielności :)

[historia]
Ocena: -4 (Głosów: 4) | raportuj
18 lipca 2015 o 23:59

@Darrjus: historia prawdziwa, niestety. Ale przyznaję, że po jednorazowym jej wysłuchaniu (przy złocistym trunku), pewne fakty niekoniecznie musiałem dobrze zapamiętać. Przedstawiłem jednak jej sens - czyli jak to się gość migał i niestety, na końcu wyleciał za brak badan dopuszczających do pracy...

[historia]
Ocena: 1 (Głosów: 1) | raportuj
17 lipca 2015 o 10:30

Są pracownicy i "pracownicy". Pierwsi dbają o posadę, lubią swoją pracę albo przynajmniej ją szanują, bo wiedzą, że muszą się utrzymać. Druga kategoria to cwaniacy. Nauczyli się, jak dymać nas na każdym kroku. Bo to, że sobie na zwolnienie chorobowe pójdzie, to idzie z naszych opłat na ZUS (ale jakoś o tym zdajemy się zapominać, milcząco tolerując i przyzwalając na lewe zwolnienia). Osobny wątek, że są pracodawcy i "pracodawcy"...

« poprzednia 1 2 następna »