Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

MartiiB

Zamieszcza historie od: 17 listopada 2022 - 19:11
Ostatnio: 13 grudnia 2022 - 21:37
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 277
  • Komentarzy: 0
  • Punktów za komentarze: 0
 

#89985

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pojawiły się tu takie wątki, jaką to ma siłę przebicia zwykła woźna w szkole w sprawie swojego dziecka i tak samo ciekawa jestem późniejszych losów tego Szymona z wpisu poliglotki:
https://piekielni.pl/89936

A Destiness z https://piekielni.pl/89895 powiem, że jednak jest jakaś sprawiedliwość dziejowa, jakaś karma czy coś.


Pamiętam historię z mojej szkoły, i mojego miasta, historię która się niestety skończyła tragicznie dla kilku osób, a wiele oddycha z ulgą że tylko tyle bo tragedii mogło być znacznie więcej.

Sprawa dotyczy pewnej patologicznej rodzinki, (notabene mieszkali na sąsiedniej ulicy kilkaset metrów ode mnie). Ojciec rodzinki to stary pijak i kryminalista, zapił się na śmierć, mamusia to woźna w przedszkolu, no i ich 3 synów, imion nie używam, oni funkcjonowali jak Najstarszy, Średni i Najmłodszy. Z jednym z nich chodziłam do tej samej klasy.

Od młodych lat w szkole sprawiali problemy, nie uczyli się, bo nauka to zło, „na co to im potrzebne” zaczepki, bójki, wyzwiska. Dołączył do nich ich kuzyn i powstała „banda czworga” która terroryzowała całą szkołę, ulicę i osiedle mówili o sobie że „rządzą całą szkołą” potem ulicą i miastem. W szkole terroryzowali słabszych, ograbiali ze słodyczy i pieniędzy. Rodzice przychodzili do mamusi tych trzech ze skargami na jej synów, to zostawali zawsze zwyzywaniu po chamsku, że „mają się od jej dzieci odpierd*lić, za to pilnować swoich bachorów”.

W szkole tak samo, były wezwania, mamusia woźna z sąsiedniego przedszkola przybiegała „z mordą” jak to oskarżają jej niewinne dzieci, bo to inne dzieci zaczepiają jej synów, prowokują, i żądała przeprosin. To była jakaś tragikomedia, że ofiary nękane przez nich, musiały przepraszać swoich oprawców, bo tak je odpytywano o przebieg bójki, podchwytliwymi pytaniami, łapaniem za słówka, że wychodziło, iż to ktoś uderzony przez nich zaczął pierwszy, sprowokował ich itd. Nauczyciele nie chcieli się ich czepiać, radzili nam żeby ich omijać, nie reagować na zaczepki, nie prowokować ich itd. Nie chcieli problemów bo ktoś im rysował samochody i przebijał w nocy opony. Nie wiadomo kto.

Koszmar zaczął się jak weszliśmy w nastoletni wiek, wtedy banda czworga rzucała w stronę dziewczynek bardzo świńskie teksty, nie kończyło się tylko na łapaniu za piersi czy pośladki, to były przytrzymywania, wkładania rąk za majtki, przeglądania dziewczynom plecaków i szukania tam podpasek albo nie daj Boże tamponów, wtedy to pokazowo wyciągali przy wszystkich, wstydu było ci nie miara jak znaleźli.

Raz ściągnęli dziewczynce spodenki i majtki co skończyło się dla niej traumą. Była rozmowa z rodzicami, i okazało się że to „ona ich sprowokowała”, no bo gorąco było, biegała na lekcji w-f w krótkich spodenkach, schylała się, wypinała się, odsłoniło się co nieco, nie przebrała się po w-f i dalej w spodenkach w szkole chodziła, no i to „ona ich sprowokowała” Żenada. To ona jest winna bo „sprowokowała ich”

Chodziły plotki, że zgwałcili jakaś dziewczynkę i zagrozili jej śmiercią jak to ujawni, nie wiadomo czy to prawda z tym gwałtem ale oni byli zdolni do naprawdę sadystycznych rzeczy, jak np. kiedy znaleźli młodą kawkę która wypadła z gniazda, i nie umiała latać to zatłukli ptaszka albo wrzucali żywego do ognia. Chłopcy mówili, że oni raz żywego szczura wrzucili do ogniska.
Szkolna psycholog coś tam próbowała z nimi zrobić ale ich mamusia przybiegała z wrzaskiem „że nie da z jej synów zrobić czubków” że jej dzieci są normalne itp.

Kilkoro dzieci, ich ofiary, przeżywały traumę, pojawiły się chęci i próby samobójcze, tak ich nękali i czuli się całkowicie bezkarni. Jednego z nich „za karę” przeniesiono do równoległej klasy.

W mojej klasie była taka Ania, która padła ich ofiarą. Płakać się chciało co jej wyprawiali. Ania zachorowała na cukrzycę i coś co się nazywa „zespól chorób przemiany materii” po prostu choroby związane ze złym metabolizmem. Ania musiała pilnować ścisłej diety a i tak przybywały jej kilogramy, do tego w wieku dojrzewania doszły problemy hormonalne i jej twarz obsypały pryszcze. Jaki to dramat dla nastolatki z nadwagą i pryszczami to chyba nie trzeba pisać.

Tych 4 debili nie dawało jej spokoju, ciągle leciały w jej stronę bardzo świńskie teksty, oburzające, typu „świnia, kaban, golonka”. „Jak zrobić ciemno w klasie? Grubą Ankę w okna wstawić”. Ale raz jeden z nich powiedział jej coś bardzo obrzydliwego mniej więcej „gruba, ty daj mi du*y teraz, bo potem to nikt nie będzie cię chciał, jeszcze będziesz się prosić żeby ktoś chciał cię wyr*chać, sama zobaczysz że nie będzie chętnych”. Ania po tym płakała przez kilka dni. Powiedziała nam w sekrecie, i miała to być tajemnica ale się rozeszło, że lekarze stawiają jej niepomyślne diagnozy i ludzie z jej chorobami nie dożywają 30stki. Mówiła że pojawią się u niej w przyszłości problemy z sercem, nerkami, i innymi narządami a w zasadzie to z nerkami ma już problem.

Współczuliśmy jej, tajemnica się wydała bo wszyscy to sobie powiedzieli, ale banda czworga nic sobie z tego nie robiła. Potem wyszedł jej kolejny bardzo wstydliwy sekret, mianowicie cierpiała na tzw. „częstomocz” z racji tych swoich chorób i leków, to zakładała pampersy do szkoły. Jak to się wydało to dopiero tych 4 debili miało cyrk i używanie sobie na niej. Ania wtedy miała poważne myśli samobójcze. Skończyła szkołę, nasze drogi się rozeszły, jednak nie dożyła do 30stki. Po latach dowiedziałam się że zmarła i jak mówiła że pojawią się jej problemy z sercem, nerkami i innymi narządami no to tak niestety było z tym jej chorobami.

Był też taki chłopak w szkole, który zapadł na jakąś poważną chorobę. Musiał brać jakieś silne leki bo w jakieś 2 dni stracił wszystkie włosy, stał się kompletnie łysy, schudł bardzo jak patyk, był bardzo blady i wyglądał bardzo nienaturalnie. Nauczyciele zapowiedzieli nam żeby się z niego nie śmiać, bo on ma poważną chorobę jakiej nikt nie chciałby mieć, i efekt uboczny lekarstw jest taki, że stracił włosy i musi jeździć po szpitalach co jakiś czas. Do wszystkich to dotarło poza tymi czterema. Znów sobie znaleźli ofiarę, ale jego ojciec to był bardzo dobrze zbudowany mężczyzna, ponad 2 metry wzrostu, wystarczyło że raz poczekał na nich pod szkołą, złapał ostro gnojków potrząsnął i zapowiedział co z nimi zrobi jak będą dokuczać jego choremu synowi. Pomogło! Dali mu spokój ale czepiali się innych.

Potem jak dorośli, zeszli na złą drogę, do pracy nie poszli, ale w ciężkie nałogi, bójki, kradzieże. W czterech czuli się bardzo silni, a jeszcze znaleźli sobie paru podobnych, można było być pobitym przez nich za samo spojrzenie, lubili takie prowokacje i bijatyki, szczególnie w barach, gdzie zaczepiali klientów, zaczynali od wyzwisk a potem dochodziło do bijatyki, w czterech byli silni i mówili że „rządzą w mieście”.

Jednak jakaś sprawiedliwość dziejowa zaczęła się dokonywać, powoli, ale jednak i złe licho tych złych potrafi jednak wziąć

Najpierw ten ich kuzyn.

Już dorosły pojechał z kolegami latem gdzieś nad wodę, tam wypili sobie, i utopił się po pijanemu.

Zostało trzech.

Najstarszy za swoje rozboje i pobicia poszedł do więzienia. Nic go to nie naprawiło i poznał tam bardzo niewłaściwych ludzi. Zaczął dilerkę narkotykami i przemyt papierosów zza wschodniej granicy dla jakichś gangsterów. Raz nie rozliczył się z towaru ani pieniędzy i za to go zabili.

Mamusia oczywiście w wielki płacz, jaki to jej synek był święty aniołek, nigdy w życiu nikogo nie skrzywdził, to policja zamknęła niewinnego, i to policja jest winna jego śmierci bo go nie chronili przed bandytami! No bo policja czepia się zwykłych ludzi o byle co a bandziorów nie tyka, a bandziory mordują zwykłych ludzi na ulicy i policja z tym nic nie robi

Średni z nich lubił już w szkole wąchać klej i rozpuszczalnik. Nauka mu nie była potrzebna, bo na co mu to, nauczyciele się tylko jego czepiają o wszystko itd. Do pracy żadnej nie poszedł, chlał i ćpał byle co, palił „dopalacze”, robił awantury z każdym, ześwirował. Potrafił prowokować kogoś na ulicy do bójki i pryskał mu gazem w twarz. Bywało też jak się naćpał odkręcać butlę z gazem i krzyczał że wysadzi blok. Nieraz przyjeżdżała policja i straż pożarna i ewakuacja bloku. Próbowano go kierować na odwyk, na leczenie psychiatryczne ale on się nie dawał. On krzyczał, że jest normalny a wszyscy inni to czubki których trzeba leczyć, a policja to się jego niewinnego ciągle czepia. Raz chodził po mieście i krzyczał że złodzieje i oszuści z MOPSu go okradli, bo dali mu „tylko 300 złotych zapomogi", okradli go z „jego pieniędzy”!

Pewnego dnia chodził czymś pobudzony, mówił że coś takiego zrobi że będą o nim głośno mówili no i popełnił samobójstwo.
Mamusia oczywiście w wielki krzyk że to policja zabiła jej syna, bo „czepiali się jego o byle co” a on taki spokojny, „do kościoła chodził” „każdemu pomagał” a policja to mordercy bo to przez nich targnął się na życie.

Ich sąsiedzi odetchnęli z ulgą, że się skończyło, bo ile ich nawyzywał, kopał w drzwi, groził zabójstwem, podpaleniem, wysadzeniem bloku. Mamusia ma inne zdanie.

Został jej tylko najmłodszy, ale jak zgwałcił jakąś dziewczynę, to poszedł do więzienia. Nikt nie wie gdzie on dziś się podziewa, podobno wyjechał do Niemiec i pojawia się w mieście raz na jakiś czas.

Po samobójstwie tego średniego w mieście zaczęła się gównoburza, że jak to dobry był chłopak, a czemu nikt mu nie pomógł, bo miał problemy, a nikt mu nie podał ręki. Akurat wiem z paru źródeł jak to było, bo jednym ze źródeł jest ciotka mojej przyjaciółki, która mieszkała z tą rodzinką w tym samym bloku i gehenną co tam się wyrabiało, jaka patologia i chuliganeria, ile to zaczepek było, wyzwisk, kopania w drzwi, pogróżek wszelakich, wybitych szyb, zabaw sylwestrowych takich jak wrzucanie petard ludziom do mieszkań, i trzeba było się przed nimi zamykać, pogróżek że jeden odkręci gaz i wysadzi blok, itp. Sąsiedzi po jego śmierci odetchnęli z ulgą.

Inne źródło to mój kuzyn, który pracuje w szpitalu, ile to razy przywozili tego średniego czymś naćpanego, on tylko winił policję odgrażał się policji, ile razy kierowano go na terapie odwykowe, a on odmawiał, wszystkich wyzywał od wariatów, czubków bo on jest normalny, a wszyscy inni dookoła nienormalni

Ciekawi mnie jaki był los owego Szymona ile poliglotka wie co było dalej

przemoc w szkole na osiedlu

Skomentuj (16) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 105 (141)

#89906

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Jestem tu nowa i tak wpadły mi w oko wpisy:

https://piekielni.pl/89757
i
https://piekielni.pl/49109

Jest Maj, miesiąc I Komunii, dzieci dostają prezenty, no i właśnie co to się dzieje dalej.

Jest 1 listopada i oto co się dzieje u mnie w rodzinie.

Zostałam matką chrzestną, teraz według kuzynki z piekła rodem, chciwą, pazerną, która uchyla się od swoich obowiązków dopomagania w wychowaniu chrześniaka, a od kilku lat jest wielka afera w rodzinie jaka to ja jestem niedobra chrzestna.
Właśnie jest kolejna rocznica wywołania wielkiej afery w rodzinie.

Sprawa zaczęła się ileś lat temu, kuzynka została sama w ciąży, opuszczona przez partnera. Nasze mamy są siostrami, mieszkamy w tym samym mieście na tej samej ulicy, sąsiednie bloki. Ja wyjechałam ileś lat temu pracować za granicę, i chyba to było główny powodem, że kuzynka wybrała mnie, bo w jej przekonaniu jak ktoś pracuje za granicą to śpi na pieniądzach. Nie wybrała na chrzestnych swojego brata i bratowej, najbliższej rodziny, tylko mnie, i swojego kuzyna ze strony swojego ojca, w sumie człowiek dobrze zarabiający, no ale zdarzyło mu się nieszczęście kilka lat temu – zginał w wypadku drogowym.

Uznałam, że mogę być matką chrzestną, czemu nie, nic nie zapowiadało co to będzie dalej! Mały rośnie, więc ciągle mu trzeba coś kupić, bo wyrasta z ubranek i bucików, musi mieć dobre zabawki, markowe ubranka, nic używanego, nie może mieć gorzej niż inne dzieci, a jej samotnej matce ciężko. Zaczęły się ciągle prośby, a to daj coś „na zajączka”, a to na Dzień Dziecka, na urodziny – urodził się w pierwszych dniach września, to i wyprawka do szkoły, na Boże Narodzenie.

Przyjeżdżałam do Polski latem i na zimowe święta, kuzynka z dzieckiem oczywiście meldowała się u nas chwilę po moim przyjeździe, ciągle pytania kiedy przyjeżdżasz następnym razem, nawet jak nie powiedziałam, to z ich okna dało się zobaczyć nasze auto i że przyjechałam, pomaganie w wypakowaniu się, „zobacz co ci ciocia przywiozła” „powiedz cioci co byś chciał dostać” wyciąganie mnie na zakupy, mały chce to, mały chce tamto, mały musi to mieć, nie może nie mieć.

Rzeczy z drogiej półki, a tu otworzyli nowy sklep, a tam postawili bankomat, a kartami można u nas płacić wszędzie, itd. Robiło się to coraz mniej smaczne, na wszystko daj i daj, nie udawaj że cię nie stać, to u nas się mało zarabia ale nie za granicą. Kiedyś z chrzestnym składaliśmy się na rowerek, konsole gier, on też różne zabawki kupował, jednak mały zabawki szybko niszczył, on wychowywany był ze „musi mieć” i koniec.

Rok w którym miał I Komunię przekreślił wszystko, chrzestny już nie żył, na mnie spadło. Oczywiście prezent na „zajączka”, potem komunia i to szok, co to się daje, byle czego nie można, mały chce mieć jakiś smartfon za uwaga 2499 PLN. Bo tak się daje! Złość mnie wzięła bo akurat różne wydatki są, moja mama chorowała, musiała prywatnie po lekarzach chodzić, żeby było szybciej niż państwowo, a to wiadomo kosztuje. Musiałam jej podsyłać na to pieniądze. Jednak myślałam, że jak taki prezent dam to już starczy na długie lata. Kupiliśmy mu ten smartfon tuż przed komunią, przyjęcie jak małe wesele, na ileś osób, na bogato, bo inni tak mają.

Mały tylko liczył ile dostał z kopert i jakie prezenty, bo koledzy też dostali. Potem kuzynka przysłała mi przypomnienie o Dniu Dziecka na 1 czerwca, ale nic nie odpowiedziałam. Przyjechałam ponownie w lipcu, okazuje się ze mały chce jechać na obóz kolonijny, bo koledzy jadą, a że dobrze się uczył to trzeba mu dać w nagrodę. Z ciężkim bólem ale sięgnęłam do portfela. Potem, się okazało że mieli tam na koloniach jazdę konno, jako że ma urodziny we wrześniu to wyprawka do szkoły i tak mu potrzebna, to chce dalej jeździć konno a w okolicy ktoś ma stadninę koni no to ciotka niech da na to pieniądze. No i przydałoby się mu opłacić korepetycje z języka obcego, bo inni rodzice tak robią, on nie może zostać w tyle. Posłałam na to ale już się we mnie gotowało. Potem standardowo Boże Narodzenie, i znów jakiś prezent dałam, ale postanowiłam na tym zakończyć.

Później kuzynka przysłała mi prośbę o kupno jakiegoś stroju karnawałowego na bal przebierańców, bo dzieci mają karnawał, co zignorowałam, bo wydatków swoich miałam sporo, musiałam mamie dać na lekarzy, kupić jej nowa lodówkę, sama musiałam iść za granicą do dentysty co kosztuje niemało, musiałam szukać pracy dodatkowej na weekendy, żeby sobie dorobić bo wydatki i wydatki a na koncie więcej ubywa niż przybywa.

Następnie dostałam zaproszenie na rocznicę komunii i kwękanie kuzynki, że mały wyrósł z garniturku i musi mu kupić nowy. Przyjechałam, włożyłam do koperty 200 PLN i dałam. Już w trakcie przyjęcia zaczęły się jakieś szepty, mama trącała mnie w bok co ja na prezent dałam. W domu po wszystkim powiedziałam, no że nie stać mnie na partycypowanie w kosztach wychowywania chrześniaka, i w ogóle co to za pomysły na prezenty na komunie rocznicowa, przyjęcie, bo ja nie pamiętam, żebym takowe miała, ja mogę pomoc mojej mamie, ale nie stać mnie na kupowanie drogich ubrań, zabawek i innych prezentów chrześniakowi non-stop.

Wróciłam do siebie, latem nie przyjechałam, dostałam przypominania o urodzinach chrześniaka, ale zignorowałam, aż kuzynka się odezwała we wrześniu z żądaniami wyjaśnień dlaczego się nie odzywam. No i zaczęła się gównoburza i afera, jak ja jej samotnej matki nie wspieram, nie pomagam wychować jej dziecka, i uwaga „dałam baaaardzo lichy prezent na komunię rocznicową”. Zatkało mnie to, bo ja nie pamiętam abym ja dostała cokolwiek na rocznicę komunii, to była skromna uroczystość. No i ile to ja nakupowałam prezentów, no sorry, ale chyba ten smartfon za 2500 to powinien służyć lata. Mam też swoje wydatki, mamie muszę pomóc, sama musiałam pójść do dentysty za granica a to kosztuje dużo więcej niż Polsce.

Nie będę z siebie flaków wypruwać i szukać dodatkowej pracy na weekend, żeby ktoś miał drogie zabawki czy ubrania których nie szanuje, a ja chodzę zmęczona do pracy, bo nie mam kiedy wypocząć. Od słowa do słowa zaczęła się burza, wypominanie, przypomniałam jej z kim się zadała – z lowelasem, który żonę zdradzał szybko po ślubie że po roku się rozwiedli, i potem zmieniał dziewczyny szybciej niż skarpetki, słyszała ostrzeżenia ale nie słuchała. No i jak lowelas dowiedział się że zostanie ojcem to zniknął. No i jak ona wychowuje dziecko, bo na jakiegoś roszczeniowca, bo on musi wszystko mieć, co tam jest akurat modne, albo w sklepie zobaczy to będzie się wydzierał, i sceny robił, i trzeba mu to kupić a zabawka nie raz była krótko potem połamana albo zostawiona na podwórku.

Kuzynka wydarła się na mnie, że nie mam prawa wnikać w jej życie, w jej związek który się nie udał i to jak wychowuje dziecko!!! Przypomniałam jej, że ja nigdy od chrześniaka nie dostałam życzeń urodzinowych, a jesteśmy na liście znajomych na FB, zaś od niej dostaje przypomnienia o jego urodzinach od już w sierpniu, miesiąc wcześniej. Powiedziałam jej, że ja dosyć nakupowałam prezentów dla małego, a jak moja mama potrzebowała pojechać do lekarza specjalisty do innego miasta, to jej brat, który miał samochód zawsze się czymś wymówił, wiecznie coś mu nie pasowało, no ale nie za darmo, bo myśmy mu zapłacili, to jednak zawsze się czymś wymówił i trzeba było o podwiezienie prosić innych ludzi.

Tak samo, nasi ojcowi nie żyją, my chodzimy na grób i msze za jej ojca, ona na grób mojego ojca a to był jej ojciec chrzestny nie pójdzie, no może z ciotka na 1 listopada jedynie, ale od siebie nawet znicza mu nie zapaliła. Mój ojciec woził swoim autem jej ojca po szpitalach i lekarzach jak ten umierał na raka, często za darmo, no bo nie chciał brać pieniędzy od szwagra, który umiera na raka.

Słowa poleciały i to nieprzyjemne, zrobiła się w rodzinie gównoburza i wielka afera, babcia się do mnie nie odzywa i część rodziny i znajomych wilkiem patrzy na mnie, tak kuzynka pobuntowała ich przeciwko mnie, jakobym chrześniakowi wielka krzywdę zrobiła. A w ogóle wtrącam się w jej życie, jej prywatne sprawy i sposób w jaki ona wychowuje swoje dziecko. No proszę – a kilka lat temu, jak wyciągnęła mnie na lody i zakupy, jak coś oponowałam kupić, bo za drogie, to mi powiedziała – „no nie udawaj ze cię nie stać jak pracujesz za granica, no przecież dostałaś zwrot podatku”. Zatkało mnie, skąd ona to wie ale mi się przypomniało, że ze 3 dni wcześniej, była u nas z wizytą ciotka, i taka gadka szmatka, o tym i owym, powiedziałam co u mnie, to, tamto, owamto, dostałam zwrot podatku, tam coś kolejnego. I już ciotka to wyłapała widać jej powiedziała że ja dostałam zwrot podatku to mam jakaś ekstra kasę. Trzy słowa pośród innych i wystarczyło, a to moja prywatna sprawa, ale ona musi o tym wiedzieć bo pewnie te pieniądze mają być przeznaczone na chrześniaka. I tam nawet pytania były w razie coś się ze mną stało złego za granicą to co i jak, kto po mnie dziedziczy i ile mam już odłożone na koncie.

Chrzestna jest od partycypowania w kosztach utrzymania chrześniaka, tak jest wg mojej siostry ciotecznej, bo jej jest ciężko samotnej matce. Jak odmówiłam, to ja jestem matka chrzestna z piekła rodem, od 3 lat jest w rodzinie wielka afera i nienawiść do mnie.

Tak samo, za to że poleciałam sobie na wakacje na Kretę i do Hiszpanii, to wypominania mi tego, że kuzynki „której bieda” nie wspieram tylko „rozbijam się po świecie” bo chrześniakowi „żałuje dać” a dziecku się nie odmawia zwłaszcza chrzestnemu.
Normalnie bym się wypisała z bycia matka chrzestna ale nie można.

Teraz na 1 i 2 listopada jest omijanie się na cmentarzu, moja mama ma mi za złe, że jej siostry przeze mnie się do niej prawie nie odzywają, cześć rodziny i znajomych myśli, że to ja powinnam się pokajać, przeprosić tylko ja nie bardzo wiem za co. Mama ma jeszcze jedna siostrę, i tam moi kuzyni, też nastawieni przeciwko mnie, teraz jest „przeze mnie” omijanie się na cmentarzu, przychodzenie o takich godzinach aby się nie spotkać. Mama cierpi przez to, ja usłyszałam że powinnam się pokajać, przeprosić, bo to moja wina. Bo za granicą to się nic nie robi, leży się brzuchem do góry bo pieniądze rosną na drzewach i same spadają, lodówka sama się napełnia, rachunków żadnych do opłacania nie ma, no i dziecku się nie odmawia, zwłaszcza chrzestnemu.

Nie rozumiem tej mojej kuzynki, że z praktykami religijnymi jest mocno na bakier, do kościoła to pójdzie od wielkiego dzwonu, a ode mnie jako chrzestnej to wymaga kupowania prezentów i to drogich dla jej dziecka. Usłyszałam, że jak nie mam dzieci to niech nie zabieram głosu w sprawie wychowywania dzieci.

Notabene, syn mojej przyjaciółki chodzi do tej samej klasy z moim chrześniakiem. Dowiedziałam się, że uczy się całkiem nieźle, ale zadaje się wyłącznie z takimi „rozpuszczonymi bachorami” lepiej sytuowanych rodziców, że im wszystko wolno, szpanują markowymi ubraniami i gadżetami, pomiatają kolegami których nie stać na markowe rzeczy, no ale ja usłyszałam od kuzynki żebym się nie wtrącała w wychowywanie jej syna bo ja się na wychowaniu dzieci nie znam.

matka chrzestna prezeny pieniadze

Skomentuj (37) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 196 (224)

1