Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Maruderia

Zamieszcza historie od: 18 listopada 2016 - 11:54
Ostatnio: 8 grudnia 2018 - 9:07
  • Historii na głównej: 4 z 4
  • Punktów za historie: 870
  • Komentarzy: 8
  • Punktów za komentarze: 35
 

#78944

(PW) ·
| Do ulubionych
Dziś będzie historia i marudzenie na temat konkretnego typu klienta. I nie chcę tu nikogo obrażać, ale chodzi mi o konkretny typ człowieka, który zachowuje się w charakterystyczny sposób, "pachnie" w charakterystyczny sposób i widać po nim kompletny brak higieny. Taki typowy "wieśniak i brudas” (nie mam tu na myśli konkretnie osób mieszkających na wsi).

Oto przebieg przeciętnej wizyty takiej osoby u mnie w sklepie. Takich wizyt mam w ciągu dnia kilka.

*Wchodzi do sklepu. Bez "dzień dobry", "cześć", "szczęść Boże" ani "pocałuj mnie w d**ę”*.

- Daj mje pani lakier do HYBRYDÓW i acetonal… eee… aceteon… eee... nie wiem, nie znam się. Niech mje pani da!

Pytam jakiego koloru poszukuje.

- No daj mje pani jakiś ładny.

Pokazuję paletki z kolorami, podpytuję, czy to do konkretnej kreacji, czy już ma jakieś lakiery, czy coś jej się podoba.

- Nie wiem pani, to córka mje robi profesjonalnie, ja chcę jakiś ładny.

Pokazuję jakieś neutralne kolory.

- Co mje pani tu pokazuji jakieś ohydztwa! Ja takie przecież już mam!

Pytam w takim razie, jakich jeszcze nie ma.

- (sapie i przewraca oczami) Za duży wybór pani ma! Jakby był jeden, to byłoby łatwiej. Kto to widział, żeby tyle kolorów mieć! Kiedyś tyle tego nie było!

Tracę powoli resztki cierpliwości i proponuję, żeby zadzwoniła do córki i zapytała, jakich kolorów jeszcze nie mają lub jakich potrzebują.

- Eee tam, za drogo pani tu ma, tu nic ciekawego nie ma. Córka zamówi w Internecie za dychę.

*Jebs drzwiami*.

Niestety często też zdarzają mi się takie sytuacje, gdy osoba taka łapie mnie za dłoń (swoją brudną ręką, z brudnymi paznokciami) i zachwyca się moim kolorem na paznokciach.

Albo łapie mnie tymi brudnymi rękami za włosy (mam długie, grube włosy, które zawsze związuję w kucyk) i się nimi zachwyca, po czym stwierdza, że mam koniecznie dobrać jej taką maskę do włosów, która sprawi, że jej włosy będą wyglądać jak moje.

Hitem była pani, która chciała koniecznie żebym "pomacała" jej naprawdę tłuste włosy i doradziła, jaki kolor farby powinna wybrać i która maska będzie dla niej odpowiednia.

Raz miałam też klientkę, która (wykorzystując moją chwilę nieuwagi) wyjęła sobie z opakowania metalowe cążki do usuwania skórek i zaczęła sobie dłubać nimi w brudnych, czarnych paznokciach. Gdy zwróciłam jej uwagę, że teraz musi je kupić i żeby na przyszłość nie robiła takich rzeczy, bardzo się oburzyła, bo niby skąd ona może wiedzieć, czy te przybory są na pewno dobre, skoro nie może ich najpierw użyć. Miała pecha, bo akurat wybrała jeden z droższych egzemplarzy. Miałam wtedy ochotę zapytać, czy w Biedrze też najpierw idzie wypróbować papier toaletowy zanim go kupi?

Skomentuj (8) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 223 (237)

#78370

(PW) ·
| Do ulubionych
Nie przepadam za dziećmi, szczególnie tymi rozwydrzonymi, ale ogólnie wypracowałam sobie na nie jakąś tam tolerancję i tak sobie z tym żyję. Jednak znajdzie się czasem taki stuprocentowy pomiot diabła, który ową tolerancję poważnie nadszarpnie.

Sytuacja sprzed chwili. Jak wynika z moich poprzednich historii, pracuję w sklepie. Do środka wchodzi Pani z dwoma synami. Wiek na oko 3 i 6 lat. Starszy grzecznie stoi przy mamie i pomaga jej wybierać kolor lakieru do paznokci. Młodszy, cóż... po czymś takim, mam ochotę podwiązać sobie jajowody.

1. Młody lata po sklepie jak mała małpa i łapie losowe rzeczy w łapki po czym z radością rzuca je na podłogę. Matka nie reaguje.

2. Mały szatan znajduje przejście i ładuje mi się za ladę. Grzecznie zwracam uwagę, że tutaj nie można wchodzić. Mały łapie za losowy szampon do włosów, wywala na podłogę i ucieka. Matka nadal nie reaguje.

3. Obesraniec staje na palcach i próbuje przewrócić wielką szklaną gablotę stojącą na ladzie. Tracę cierpliwość i mówię mu żeby przestał, bo zbije szybę i zrobi sobie krzywdę. Zwracam się też do Matki. Mamusia zwraca uwagę obsrańcowi, na co on strzela focha.

4. Mały łapie za klamkę drzwi i zwracając się do mnie mówi, że nigdy już tu nie wróci, bo go wku*wiam. Matka lekko się rumieni, ale znów nie reaguje.

5. Obesraniec wlatuje ponownie do sklepu, zdejmuje majty i z pindolem na wierzchu oznajmia, że chce mu się sikać. Matka każe starszemu pójść z małym na dwór i pomóc się wysikać. Wracają z dworu podejrzanie szybko.

6. Obesraniec biega po sklepie i rozsypuje wszelkie ulotki i materiały reklamowe, które leżą w zasięgu jego małych łapek. Moje ciśnienie jest na krytycznym poziomie. Matka wreszcie decyduje się na kolor lakieru i kilka innych pierdół.

7. Rodzinka wychodzi ze sklepu, Pani ze starszym grzecznie się żegnają, młody wrzeszczy, że on chce już iść z tego je*anego sklepu.

8 Finał: Wiedziona dziwnym przeczuciem, wychodzę ze sklepu. Patrzę na ścianę tuż obok drzwi wejściowych, a tam piękna żółta plama po sikaniu.
Chyba nie będzie podsumowania, bo muszę wypić melisę albo od razu setę.

sklep kosmetyczny

Skomentuj (26) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 220 (270)

#77711

(PW) ·
| Do ulubionych
Przechodzisz obok sklepu około godziny 8.40. Na drzwiach wiszą godziny otwarcia: 9-18. W środku ciemno, potykacz schowany do środka, kasa wyłączona (wyświetlacz się nie świeci), muzyka nie gra. Zauważasz krzątającą się po sklepie pracownicę (sprzątanie, mycie podłogi, liczenie kasy). Przez uchylone okno wrzeszczysz: "Mogę wejść?!".
Nie, nie możesz. Wejdziesz o 9.00, jak Pan Bóg przykazał. Specjalnie przychodzę do pracy 20 minut wcześniej, żeby wszystko ogarnąć i punktualnie o 9 być w gotowości, aby pomóc i doradzić.

Mam średnio 3 takie sytuacje w tygodniu. To nie jest apteka, ani spożywczak. Nie sprzedaję produktów pierwszej potrzeby, bez których ktoś nie przeżyje lub których brak znacznie pogorszy komuś jakość życia.
Ja wiem, że komuś się spieszy, że może też idzie do pracy na 9. Ale w drugą stronę: ja nie chodzę po mieście od 8.00 i nie molestuję sprzedawców o wpuszczenie mnie do sklepu przed otwarciem.

Sytuacja zaczęła być piekielna, gdy niektóre klientki urażone moją odmową (zawsze jestem miła ale stanowcza), dzwoniły na skargę do właścicielki. Na szczęście to normalna, poczciwa babka, więc nie miałam z tego powodu żadnych nieprzyjemności.
Tak, pracuję w handlu i mam ból doopy.

sklepy

Skomentuj (22) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 244 (274)

#77209

(PW) ·
| Do ulubionych
Zainspirowałam się opowieścią z kina #77105. Też byłam jakiś czas temu na "Sztuce kochania". W małym kinie studyjnym. Miałam niestety wątpliwą przyjemność dzielić rząd z dość dziwną rodzinką. Byli to dwaj dorośli faceci i kobieta, plus 17-letni chłopak. Zestaw dość dziwny jak na taką tematykę filmu, ale w sumie sama na seansie byłam z teściową, więc lepsza nie jestem.

Panowie szybko znudzili się filmem, więc zaczęli wychodzić z sali na zmianę. Za każdym razem czuć było od nich coraz bardziej intensywne opary alkoholu, a panowie łącznie wyszli z kina jakieś 6 razy, przechodząc i taranując cały rząd. Panowie nie omieszkali skomentować mniej lub bardziej stosownie każdej rozbieranej sceny, heheszkując i chrumkając z każdego swojego błyskotliwego żarciku.

W pewnym momencie jednemu z Panów tak bardzo przypadł do gustu komentarz kolegi, że chrumkając mało się nie zadławił. I dławił się tak dobre parę minut.

I klasyk: pani nie wyciszyła telefonu. I tak, zaczął dzwonić. Cała sala została uraczona charakterystycznym wokalem Zenka Martyniuka, a Pani nawet nie zadała sobie trudu, żeby wyciszyć dzwonek lub odrzucić połączenie. Stwierdziła na głos, że przecież w kinie rozmawiać nie będzie i siedziała tak, dopóki osoba dzwoniąca nie zrezygnowała i się rozłączyła.

Na sam koniec seansu nastolatek, widocznie znudzony fabułą, zaczął rytmicznie uderzać pięścią w swoje siedzenie tak, że trząsł się od tego cały rząd.

Na jakiś czas straciłam ochotę na wychodzenie do kina.

Skomentuj (3) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 172 (200)

1