Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Marv

Zamieszcza historie od: 28 listopada 2018 - 17:34
Ostatnio: 11 kwietnia 2019 - 13:31
  • Historii na głównej: 2 z 2
  • Punktów za historie: 374
  • Komentarzy: 2
  • Punktów za komentarze: 29
 

#84387

(PW) ·
| Do ulubionych
Taksówkarze strajkują i domagają się całkowitej likwidacji ubera i innych podobnych aplikacji, grożą blokadą lotnisk w Warszawie. Chciałem się więc z Wami podzielić swoimi piekielnymi doświadczeniami ze „złotówami” w roli głównej, bo kilka ich mam.

JUWENALIA
Bawimy się fajnie ze znajomymi, troszkę podpici, ale bez przesady, stwierdzamy, że zamawiamy taksówkę i przenosimy imprezę do mojego mieszkania. Dostałem sms-em mapkę z położeniem taksówki - do samego momentu wejścia do taksówki trzymam telefon w ręce, patrząc na mapkę, co kilka osób może potwierdzić.

Taksówkarz miły, zagaduje, ja chowam telefon do kieszeni. Po zakończeniu kursu, już w domu, zauważam, że telefonu w kieszeni nie mam.

Siedziałem na miejscu pasażera, pomyślałem, że pewnie wypadł z kieszeni i został w taksówce, więc dzwonimy - mój telefon wyłączony (miał 100% baterii, wsiadając do taksy odłączyłem powerbanka i schowałem do plecaka).

W korpo na infolinii mówią, że nic zrobić nie mogą, bo kierowca się wylogował z systemu (dziwne, że nie mają możliwości kontaktu ze swoimi pracownikami, gdy ci nie są zalogowani). Sprawa na policji, pan taksówkarz twierdzi, że niczego nie znalazł, zasłania się tym, że byłem pod wpływem. Telefon nigdy już nie został włączony, ostatnia lokalizacja to mój blok, gdzie z taksówki wysiadaliśmy. :)

PŁATNOŚĆ KARTĄ
Sporą ekipą animatorów rano musieliśmy przetransportować się z jednego końca miasta na drugi. Uber odpada, bo nie weźmie tylu osób na raz. Zamówiliśmy taksówkę - wana, prawie 2 godziny wcześniej, żeby na 100% przyjechał, nawet gdyby był daleko od nas. Nauczony doświadczeniem, co najmniej kilkukrotnie proszę o to, żeby kierowca miał terminal, bo nie mam gotówki. Oczywiście pan przyjeżdża spóźniony, od niego dowiadujemy się, że zgłoszenie zostało dodane przed chwilą, a on był daleko i musiał dojechać. Na koniec oczywiście NIE MA terminala.

Kłótnia i nerwy ogromne, powiedziałem, że kategorycznie nie zapłacę za podróż z miejsca docelowego do bankomatu i z powrotem ani za postojowe, gdyby ktoś poszedł do bankomatu na pieszo.

Po kontakcie z infolinią udało się ustalić, że o terminal prosiłem, więc pan za darmo wiezie mnie do bankomatu. Kolejna kłótnia o postojowe w trakcie mojego kontaktu z infolinią. 8 osób spóźnionych do pracy o prawie pół godziny.

WYBIERANIE TRASY
Pracowałem jako dostawca jedzenia w restauracji - znam dobrze miasto i wiem, gdzie spodziewać się korków. Została mi niecała godzina do odjazdu pociągu, MPK to w takim momencie kwestia ryzykowna, idę na postój koło bloku i biorę taksówkę.
Zaznaczam panu kierowcy, jakimi ulicami dokładnie ma przejechać, wiem, że więcej kilometrów, ale chcę mieć pewność, że zdążę na dworzec. Pan wjeżdża w największą ulicę miasta, w największy korek, ignorując moje prośby i sugestie, kiedy zwracam uwagę, że nie o taką trasę prosiłem, pan przekonuje mnie, że zdążymy.

Ciekawostka - nie zdążyliśmy. Dzwonię na infolinię będąc jeszcze u pana w taksówce, wyjaśniam sytuację, włączam głośnomówiący i proszę pana, by potwierdził, że nie przejechał trasą, o którą prosiłem. Oczywiście awantura, choć w nerwach pan się przyznaje, że zignorował moją prośbę, bo „tamtędy też by nie zdążył”. Poszła skarga, zwrócili mi za przejazd, za bilet PKP nie chcieli oddać.

WAŻNE SPOTKANIE
Sytuacja podobna do poprzedniej, mam do przejechania kilka kilometrów, ale ze względu na godziny szczytu i korki MPK odpada, zamawiam taksówkę, bo postój pusty, z myślą, że nakreślę kierowcy trasę (powinno być mniej korków, a i on zarobi, bo km trochę więcej).

Dostaję info, że zlecenie już przyjęto, taxi będzie za 15 minut. W sms-ie mapka z lokalizacją, która pokazuje mi Sztokholm(!). Po 15 minutach dzwonię na infolinię, pytam, co z taksówką, i dlaczego mapka nie działa. W odpowiedzi słyszę, że taksówka już jedzie, pani nie wie, co z mapką, no ale taksówka już jedzie.

Po kolejnych(!) 10 minutach podjeżdża taxi z tego korpo na postój, ale auto inne niż w opisie przysłanym sms-em. Nie, pan nie po mnie, tylko na postój, ale może mnie zabrać.

Po 15 minutach jestem na miejscu, dzwoni telefon. Miły pan z zamówionej taksówki właśnie dotarł na miejsce, pyta, gdzie jestem. Na pytanie, gdzie on był 40 minut temu, gdy taksówkę zamówiłem, spokojnie odparł, że mało zleceń ma ostatnio, to zaklepał sobie moje, ale postanowił jeszcze zjeść obiad. Skarga poszła, lecz bez odzewu.

PROMOCJA
Jedno korpo w moim mieście ma promocję ze zbieraniem naklejek - 12. kurs 5 zł taniej. Zbieram te naklejki bez większego parcia, zawsze kiedyś się wykorzysta. W końcu nadszedł ten czas. Do zapłaty mam 20 zł z małym hakiem, mówię, że kartą. Pan do mnie, że mogłem powiedzieć wcześniej, teraz zanim terminal się włączy, to będzie trzeba czekać. Mam czas, więc olewam. Daję kartę z naklejkami, następuje wybuch agresji - pan krzyczy, że to w ogóle poroniony pomysł z tą promocją, że jest początek miesiąca, że on musi te karty z naklejkami cały miesiąc zbierać i pod koniec je zdaje i dostaje za każdą to nieszczęsne 5 zł. Że tak się nie robi, z czego on będzie żył itd. - lamentuje w najlepsze.

Na koniec mówi, że dla 15 zł to mu się nie opłaca terminala włączać i mam dać gotówkę. Po grzecznym zakomunikowania panu, że nie taki jest regulamin promocji, płatność zostaje przyjęta.

PODRÓŻNI Z DWORCA
Współlokatorka wraca z delegacji późno w nocy, mówi, że było ciężko i ledwo stoi na nogach. Nie mogłem podjechać, bo napiłem się piwka, więc z czystej życzliwości oferuję, że zamówię jej taksówkę i zapłacę, a ona odda przy okazji. Tak też zrobiliśmy. Biedaczka była tak zmęczona, że zasnęła w tej taksówce. Obudził ją mój telefon, stała już pod blokiem. Zszedłem na dół zapłacić i słyszę 70 zł! Kurs z dworca do naszego domu nawet w taryfie nocnej w tym korpo nie powinien kosztować więcej niż 24 zł. Nie wiadomo, czy pan jeździł ze śpiącą pasażerką w kółko, czy nie obudził jej i włączył postojowe już w miejscu docelowym. Poszła skarga, różnica w kasie zwrócona.

W tym wszystkim pomijam kwestie wiecznych kłótni o metody płatności, nagłych braków terminali, zaokrąglania kwot i nieposiadania drobnych do wydania. To jest na porządku dziennym.

W restauracji, w której pracowałem była promocja - kawa za 1 zł dla taksówkarzy między 23 a 7 rano, więc na nocnej zmianie było ich pełno. Widziałem, jak chwytają telefony i zaklepują kursy, po czym spokojnie dopijają kawkę czy dojadają posiłek. Oczywiście jeden drugiego pilnuje i nie odjadą na zlecenia wcześniej, jeśli wcześniej do restauracji przyjechali. I tak oto jeden pan je posiłek z dwóch dań i kawkę. W tym czasie drugi pije tylko kawę i po 10 minutach jest gotowy do pracy. Raz doszło do sytuacji, gdy zablokowali mu wyjazd z parkingu, bo to nie jego kolej na wyjeżdżanie po klienta. Chwalą się też tym, że podjeżdżają na postoje przed klubami w weekendy i wylogowują się z systemu. Podobno więcej kasy dostają za klienta, który wsiada do nich z postoju niż za tego, po którego mają jechać. I tak oto, drogi podróżniku, czekasz na taksówkę, która jedzie z końca miasta, a mili panowie na postoju dwie czy trzy ulice dalej są wylogowani i nie wezmą twojego zlecenia.

Po którejś z kolei mojej skardze, korporacja, z której korzystałem, zablokowała mój numer. Dopiero to było dla mnie motywacją do zainstalowania ubera.

Korzystałem z ich usług mimo tych wszystkich przygód, bo niejednokrotnie spotykałem też super taksówkarzy, nie chciałem generalizować, no ale decyzję podjęli za mnie.

Uważam jednak, że zawód taksówkarza wraz ze wszystkimi licencjami i egzaminami z topografii miasta to relikt poprzedniego stulecia - w dobie nawigacji i płatności internetowych każdy chce wygodnie docierać do celu, najlepiej wiedząc, ile dokładnie zapłaci i którędy będzie jechał.

Jeśli taksówkowe korpo nie pójdą z duchem czasu, to nie wróżę im dobrej przyszłości.

uslugi taxi taksówka strajk

Skomentuj (14) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 177 (189)

#83904

(PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam sobie w małym mieście powiatowym, codziennie do pracy dojeżdżam około 80km do miasta wojewódzkiego. Czas podróży w obie strony + 8h w pracy dają prawie 14h poza domem. No i niestety przyszło mi nabawić się jakiegoś dziwnego choróbska - nie będę się rozwodził nad tym, bo jest to mało istotne.

Rzecz będzie o chyba najbardziej zacofanej przychodni, jaką w życiu widziałem. Przyjmuje tam kilkoro lekarzy, różnych specjalizacji, wszyscy już dosyć wiekowi, więc i cieszący się ogromnym zaufaniem naszej małej lokalnej społeczności. Załatwiłem sobie więc jeden dzień urlopu, żeby odwiedzić ten cudowny przybytek i rozwiązać moją medyczną zagadkę. Dzień wcześniej, będąc jeszcze w pracy wykonałem telefon do przychodni, gdzie nawiązała się taka rozmowa między mną (J), a panią z recepcji (PR):
J: Dzień dobry, czy są jeszcze miejsca do doktora X na jutro?
PR: Witam, niestety nie mogę odpowiedzieć na to pytanie, bo my tutaj nie prowadzimy zapisów.

Szczęka opada mi do podłogi, ale kontynuuję:

J: to w takim razie jak mogę się dostać na wizytę do doktora X, jeśli nie macie zapisów?
PR: Ja mogę panu odłożyć kartę, ale ona nie będzie u doktora w gabinecie, trzeba przyjść i doktora zapytać, czy przyjmie, jest jutro od 12.
J: Dobrze, to proszę odłożyć kartę i ja będę jutro o 12, do widzenia!

Następnego dnia chwilę przed 12 wchodzę do przychodni i przecieram oczy ze zdziwienia - ludzi więcej niż galerii handlowej na black friday, zajmują trzy pomieszczenia (poczekalnia i dwa korytarze), a średnia wieku oscyluje gdzieś pomiędzy 60 a 70 lat. Po 20 minutach udało mi się dotrzeć do rejestracji (swoją drogą chory pomysł, aby umieścić ją jeszcze za poczekalnią, na końcu budynku). Spotykam miłą panią z recepcji z którą miałem przyjemnosc rozmawiać dzień wcześniej i pytam:

J: Dzień dobry, moje nazwisko BLABLA, czy wiadomo już, czy doktor X dzisiaj mnie przyjmie?
PR: Dzień dobry, proszę wejść do gabinetu i zapytać.
J: A czy moja karta jest odłożona?
PR: Odkładamy tylko karty osób, które zostaną przez lekarza przyjęte.

Myślę sobie - no nic, zagadkę trzeba wyjaśnić, idę pod drzwi gabinetu i uprzejmie pytam, czy mogę zapytać lekarza, czy mnie przyjmie. Seniorzy zawzięcie walczyli o swoje miejsca w kolejkach, na moje pytanie jakby wszyscy przesunęli się coraz bliżej drzwi napierając jedno na drugiego. Udało mi się doprosić dopiero 4 z kolei osobę, żeby pozwoliła mi zadać lekarzowi to cholerne pytanie. W odpowiedzi usłyszałem, żeby kartę odłożyć, jak zdąży, to przebada. PR kartę przygotowała, ja ustawiam się na końcu kolejki.

Do gabinetu wchodzę o 17:45, by dowiedzieć się, że jedyne co mogę dostać, to skierowania do różnych specjalistów. Wykładam więc sprawę od początku lekarzowi - pracuję daleko, musiałem wziąć urlop, więcej go nie mam bo praca nowa i dopiero się nalicza, że za L4 nikt mi nie zapłaci. Sędziwy lekarz odpowiedział, że mogłem przyjść wcześniej. Tylko jak, skoro pan doktor przyjmuje od 12, a nikt nie chciał mnie zapisać? Odpowiedź jest prosta - trzeba przyjść ok. godziny 6:00, kiedy otwierają przychodnię o zająć sobie kolejkę, wtedy ma się pewność, że lekarz przyjmie, jak jesteś na początku. Potem to już ciężko.

Szczeka opadła mi z hukiem na podłogę, zwłaszcza, gdy dowiedziałem się, że szanowni emeryci potrafią już od 5 rano okupować wejście i zajmować kolejkę. Ja w przychodni spędziłem prawie 6h i nadal nie mogę pojąć, jak taki system może działać i normalnie funkcjonować, kiedy inni ludzie pracują, dzieci chodzą do szkoły, a przecież każdy, raz na jakiś czas konsultacji od lekarza potrzebuje.

słuzba_zdrowia przychodnia

Skomentuj (30) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 197 (209)

1