Momencik, trwa przetwarzanie danych   loading-animation
Profil użytkownika

Milk

Zamieszcza historie od: 23 stycznia 2020 - 20:03
Ostatnio: 12 czerwca 2022 - 23:38
  • Historii na głównej: 5 z 6
  • Punktów za historie: 479
  • Komentarzy: 18
  • Punktów za komentarze: 21
 

#89336

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Po przeprowadzce za granicę kupiłam sobie tutejszy numer na kartę. Ale, że doładowania traciły ważność po 20 dniach, postanowiłam przejść na abonament.

Najpierw podejście przez internet. Mają moje dane bo rejestrowałam kartę pre-paid, powinno być z górki. Zapłaciłam przez stronę za pierwszy okres abonamentowy, na tym strona mi pogratulowała i kazała czekać na dokumenty fizyczne.
Po ok 3 tygodniach dostałam mejla - tłumacząc dosłownie- "Twoje zamówienie zostało pozytywnie odrzucone".

Z lękiem poszłam do salonu, bo za słabo znałam jeszcze język, żeby móc dyskutować o warunkach umowy. Chciałam wejść, podpisać i wyjść.
Pan zrozumiał z czym przyszłam, oczywiście proponował abonamenty z wyższej półki, ale tylko powtarzałam "nie, chcę ten!" Ok, w końcu zaczął klikać wszystkie dane w komputerze, ale wymyślił, że jak wezmę abonament o ok 4 zł większy, to dostanę smartwatcha. Nie byłam zainteresowana. I wiecie jak zareagował? Odwrócił głowę i czekał. Po prostu dawał mi czas na podjęcie "właściwej decyzji".

Czekałam przez parę minut razem z nim, jednocześnie zdając sobie sprawę z tej formy nacisku. Od zewnątrz do sklepu wlewał się żar, do tego to ciągłe napięcie, z powodu słabego języka, od początku czułam, że jestem na przegranej pozycji.
W końcu powiedziałam 'dobra', niech daje tego smartwatcha skoro jest bardziej uparty ode mnie. On zadowolony wypełnia papierki, kiedy się okazało, że ten smartwatch, który trzymał w ręku, jest już przez kogoś zajęty, a nie mają na stanie więcej...

Uff.. Ale po tej wizycie czułam frustrację jeszcze przez miesiące. Czy na szkoleniach uczą się takich form oddziaływania, czy to był sposób tej jednostki?

Skomentuj (2) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 130 (142)
poczekalnia

#89330

przez (PW) ·
| było | Do ulubionych
W rozmowie z koleżanką wspomniałam, że zmarła moja daleka krewna z rodzinnej miejscowości, a ja nie będę mogła pójść na pogrzeb i ciężko mi z tym. Jej słowa pocieszenia: "Co się martwisz, ona na twój też nie pójdzie!"

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 20 (80)

#89179

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Mieszkam na południu Europy. Ciepło, zimy lekkie, więc nie zatroszczyłam się żeby mieć zimowe opony, bo po co. Ale niespodziewanie trzeba było w marcu jechać do Polski. No trudno. Dojechać się udało bez problemu, chociaż np. jak wysiadałam na stacji benzynowej, to nogi mi się rozjeżdżały na lodzie.

W Polsce byłam ze trzy dni, miałam wracać przez Rumunię, tam górki, dołki i zakręty, śniegiem jeszcze zawiewa, więc umówiłam się na zmianę opon do jakiegoś dość nowego punktu.

Czekałam w biurze razem z kierownikiem przybytku. Gość wyglądał na bardzo sponiewieranego życiem i procentami, no chyba że jakaś poważna choroba tak go urządziła. Do tego sklęty tak, że nie dało się go słuchać. Nic nie mówiłam, żeby go nie prowokować do odpowiedzi. Przy tym denerwował się na każdy duperel i wyklinał od najgorszych. A jak nie wyklinał, to opowiadał jaką to wyróżnioną klientką będę, oni tu się troszczą jak nikt, nigdzie takiego salonu nie znajdę i on mnie będzie traktował wyjątkowo i cudownie. Nie wiem po kij ta gadka, czekałam tylko żeby móc stamtąd wyjść.

W pewnym momencie słyszę z warsztatu zamieszanie, przyszedł chłopaczek i szepnął do typa "szpilka". Wyszli razem, podumali, po czym zdecydowali mi się powiedzieć, że szpilka jest złamana, ale to na pewno nie oni, było źle przykręcone, jakiś fajfus przykręcał w innym warsztacie. No ok, zawsze w sezonie zmiany opon majstry biorą dodatkowych pracowników, często bez doświadczenia, a do tego pracują pod presją. Mogłam trafić na takiego. I tu pan kierownik tym bardziej się uwziął na zapewnianie mnie, jakim jest wspaniałym fachowcem i jak dobrze, że do niego trafiłam, w końcu szczęście mnie w życiu spotkało i już jestem traktowana jak stały klient, znajoma szefa itd.

Zapłaciłam więcej niż się spodziewałam, ale trudno, często takich rzeczy się nie robi, niech mu będzie.

Gdy wróciłam do domu, na drugi dzień ruszyłam do wulkanizatora, bo na dworze 20°. Odkręca koło, a tam.. Dwie szpilki złamane! Masakra.

Nie wiem czy zadzwonić do niego i zwyzywać od szmat i innych podobnych i uświadomić mu poziom jego usług, czy dać sobie spokój. Bo i tak więcej tam się nie pojawię, a chłopaków mi szkoda, że będzie się na nich psychol wyżywał a i tak na co dzień na pewno nie mają z nim lekko.

uslugi

Skomentuj (5) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 133 (143)

#89037

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Sytuacje z pracy handlowca w sklepie komputerowym, czym potrafią zaskoczyć klienci:

- klient wykłóca się, że on chce pe**lską nagrywarkę. Powtarza w kółko to samo. Nikt nie rozumie o co mu chodzi. W końcu wyjaśnia się, że chciałby nagrywarkę w kolorze różowym. Chłopaki proponują mu pomalować sprejem w podwórku za sklepem.

- nastolatka z ojcem kupują lustrzankę. Dziewoja pyta: a ma funkcję robienia selfie w lustrze?

- pani kupująca lapka zapytana o potrzebną wydajność procesora żąda: taka żeby kulki erotyczne działały.

- klient chce łerbatajma. Chłopaki zonk. Nie mamy tego. Chodziło o płyty, na które wszyscy mówią "werbatim"

- ludzie kupujący sprzęt i oprogramowanie ze środków PFRON, które otrzymali tylko dlatego, że mają znajomych w komisji - zdziwilibyście się jak dużo jest takich przypadków

- setki klientów wraca z awanturą "panie, nie działa", bo nie czytają instrukcji. Najczęściej chodzi o drukarki-podłączają do kompa, a potem przystępują do instalacji. Instrukcja radzi całkiem odwrotnie

- pani przychodzi z telefonem i prośbą o skopiowanie zawartości bo potrzebne są jej dowody zdrady męża bo występuje o rozwód. Na większości zdjęć jest ona sama w wyuzdanych pozycjach z różnymi panami i zabawkami (jak ludzie nie wstydzą się oddawać sprzętu z taką zawartością do przeglądania?!)

- klient ksiądz, który wszystkiego żąda na wczoraj, a kierownik zawsze kłania mu się w pas, brakuje żeby całował w sygnet. Oddaje sprzęt do serwisu. Całe popołudnie z serwisu dochodzą głosy 'Och, ależ proszę księdza!' - to serwisanci przeglądający zawartość dysku, który okazał się być pełen p0*n0grafii.

uslugi

Skomentuj (9) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 137 (157)

#89017

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Pracuję na sprzątaniu w małym hotelu na południu Europy. Kiedy się zatrudniałam, kierownikiem był Polak, więc łatwo było się porozumieć i zrozumieć. Potrafił się wykłócić z właścicielem i postawić na swoim. Bronił mojego czasu pracy i tego ile zarabiam, poza tym był uczciwy w stosunku do wszystkich. Ale czasy się zmieniły i kierownikiem został tutejszy pan. I się zaczęło.

Najpierw obaj się upierali żebym pracowała więcej i więcej, chociaż do tej pory dobrze działał system "zrobię to idę do domu" i zarabiam za faktyczny czas pracy. Zupełnie nie rozumiem ich sposobu myślenia, ale wtedy jeszcze Polak był na odchodnym, przyuczał nowego, i obu wytłumaczył, że pracuje się po to żeby żyć, a nie żyje żeby pracować. Trochę było przepychanki, ale im to wyperswadował. W sezonie oczywiście zostaję póki nie skończę roboty i wszystko gra. Poza sezonem pracowałam 3 godziny dziennie, jeśli nie było klientów to wymyślałam sobie zadania, ganiałam pająki i takie tam. Hotel jest tak mały, że dyżury na recepcji kierownik pełni tylko popołudniami po cztery godziny i ewentualnie przyjeżdża na telefon żeby przyjąć gości.

Na jesieni właściciel zaczął się skarżyć, że przychód się zmniejsza, a my jesteśmy w pracy. Sam prowadzi kilka biznesów i rzadko bywa w hotelu. Kilka razy dziennie telefony co robicie i czy na pewno pracujecie. W lecie zbierał grube tysiące, ale w zimie nie chce dokładać do utrzymania przybytku. Kierownik zaczął przychodzić na dwie godziny po południu.

Teraz, gdy jest okres zimowy i mało klientów, pracuję dwa dni w tygodniu po 3 godziny. No ok, przez pierwszy miesiąc było miło się poopierdzielać, ale zarabiać też potrzebuję i mnie drażni ten system.

Niedawno, kiedy właściciel się kręcił koło budynku, zaczepił go jeden z sąsiadów i mu powiedział, że oboje z kierownikiem późno przychodzimy do pracy i krótko pracujemy. Nie mam pojęcia kogo to obchodzi i co mu do tego. 1go i 2go stycznia pracowałam do wieczora, może to zbulwersowało sąsiada? Nie wiem. W każdym razie właściciel dostał powód do pretensji. No to teraz kierownik przychodzi codziennie w południe i siedzi do wieczora.
Od marca znowu będzie duże obłożenie, więc może i pretensje się skończą? Nie wiem.

Do tego czasami na bookingu goście wystawiają negatywne komentarze w stylu "łazienka jest mała, a w pokoju aneks kuchenny niepotrzebny, bo pokój byłby większy" albo krótko: "brudno". Wiadomo, że w każdej dziedzinie trafiają się wariaty albo po prostu piekielni ludzie. Dużo takich wpisów nie ma. Polak za swoich czasów dociekał i się dowiedział że np chodzi o włos na pościeli, który potem się okazał należącym do klientki. Teraźniejszy kierownik ani nie dopyta klientów co było nie tak, ani nie przejawi wyrozumiałości dla mnie. Więc wysłuchuję tyrady jak to źle jest, że właściciel często kontroluje komentarze na stronie i obaj debatują czy już mnie zwolnić czy jeszcze nie. Samą pracę lubię, zostaje czekać na zmianę pogody lub kierownika...

Takie tam

Skomentuj (7) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 100 (134)

#88100

przez (PW) ·
| Do ulubionych
Załóż panele fotowoltaiczne!

Nie wiem jaki jest system działania tych firm i nie wiem kiedy to się skończy.
Od roku dzwonią do mnie marketerzy z propozycjami typu: "Jutro nasz pracownik będzie u Państwa oceniał możliwości założenia paneli fotowoltaicznych. Czy rozmawiam z właścicielem domu jednorodzinnego?"

Za każdym razem spokojnie wysłuchuję tych państwa i odpowiadam na pytania. Nie jestem właścicielem. Wynajmuję mieszkanie w bloku. Mieszkam za granicą.

Nie wiem skąd mają moje dane. Jedyny kontakt do siebie, kiedy wynajmowałam piętro w domku, dałam przedstawicielowi ubezpieczeniowemu, kiedy wykupowałam ubezpieczenia OC rowerzysty (w pakiecie było ubezpieczenie na wypadek gdyby ktoś znajomy rozbił sobie u mnie w domu tablet, taki dziwny pakiet).

Po rozmowie proszę marketera żeby wykreślili moje dane z systemu. Ale widać mimo wszystko podają je dalej, bo co drugi dzień dzwoni inna firma.

Rozmawiam z nimi bo nawet wydaje mi się to zabawne. Przedwczoraj jako pierwsze pytanie pan zadał: "Ile miesięcznie płacą państwo za prąd?" A że żyję w kraju, gdzie rachunki są najniższe w Europie, więc odpowiadam zgodnie z prawdą: 80 zł. "Aaa to się nie opłaca. Do usłyszenia."

Może wiecie czy mogę coś zrobić żeby się to skończyło?

Brrr

Skomentuj (23) Pobierz ten tekst w formie obrazka
Ocena: 148 (156)

1